- Niemiecki kanclerz Friedrich Merz w Sztokholmie w sobotę podkreślił, że siła NATO zależy od jedności i celu, a Niemcy wraz ze Szwecją, krajami nordyckimi, bałtyckimi i Polską tworzą silną "północną wspólnotę bezpieczeństwa Europy".
- Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz w sobotę oświadczył, że Polska jest gotowa przyjąć kolejnych amerykańskich żołnierzy w celu wzmocnienia wschodniej flanki NATO, uznając sojusz polsko-amerykański za fundament bezpieczeństwa.
- Donald Trump w piątek stwierdził, że "może" przenieść do Polski siły USA wycofywane z Niemiec, chwaląc przy tym polskiego prezydenta, jednak decyzje w tej sprawie nie zostały jeszcze podjęte.
- Prezydenci Niemiec i Finlandii, Frank-Walter Steinmeier i Alexander Stubb, ocenili, że częściowe wycofanie wojsk USA z Niemiec to przeniesienie ciężaru odpowiedzialności na Europę, a nie rezygnacja z obecności, podkreślając strategiczne znaczenie baz jak Ramstein.
Donald Trump, prezydent Stanów Zjednoczonych, w ostatnich dniach ponownie zabrał głos w sprawie amerykańskiej obecności wojskowej w Europie. Zapytany w piątek (8 maja) o polski postulat dotyczący przeniesienia do Polski żołnierzy, którzy mieliby zostać wycofani z Niemiec, Trump nie wykluczył takiej możliwości. „Polska by tego chciała” – przyznał podczas rozmowy z dziennikarzami przed wylotem na swoje pole golfowe w Wirginii. Prezydent USA podkreślił także swoje dobre relacje z polskim przywódcą, prezydentem Nawrockim.
„Mamy świetne relacje z Polską, ja mam świetne relacje z prezydentem (przyp. red. Nawrockim). Pamiętacie, poparłem go, a on wygrał mimo że był daleko z tyłu. Jest wielkim fighterem i świetnym gościem, bardzo go lubię, więc to możliwe” – dodał.
Dopytywany, czy faktycznie dokona takiego kroku, Trump odparł, że „może” to zrobić.
Wcześniej, w ubiegłym tygodniu, Donald Trump zapowiedział, że wycofa z Niemiec znacznie więcej niż ogłoszone dotąd 5 tysięcy żołnierzy. Od tego czasu jednak nie przedstawił dalszych szczegółów. Sekretarz stanu Marco Rubio również potwierdził w piątek, że w tej sprawie nie zapadły jeszcze żadne wiążące decyzje.
Na doniesienia z USA natychmiast zareagowała Polska. Wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz w sobotę jasno zadeklarował gotowość kraju do przyjęcia dodatkowych sił.
„Sojusz polsko-amerykański to fundament naszego bezpieczeństwa. Polska jest gotowa przyjąć kolejnych amerykańskich żołnierzy w celu wzmocnienia wschodniej flanki NATO i jeszcze lepszej ochrony Europy” – napisał Kosiniak-Kamysz na platformie X.
Obecność USA w Polsce
Obecność amerykańskich żołnierzy w Polsce jest już znacząca i ma kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa regionalnego. Jak mówił w styczniu tego roku na posiedzeniu sejmowej komisji obrony wiceszef MON Paweł Zalewski, amerykańscy żołnierze stacjonują w Polsce w dwóch formułach – w ramach obecności stałej oraz rotacyjnej. Ten drugi typ dotyczy większości sił amerykańskich w Polsce, a ich łączna liczebność osiąga 10 tysięcy żołnierzy.
W ramach stałej obecności w Polsce stacjonują Amerykanie z załogi bazy tzw. tarczy antyrakietowej w pomorskim Redzikowie, wysunięte dowództwo 5. Korpusu sił lądowych USA w Poznaniu, zajmujące się m.in. logistyką i infrastrukturą garnizon w tym samym mieście, a także załoga bazy w Powidzu, gdzie magazynowany i utrzymywany jest w gotowości sprzęt dla amerykańskiej brygady pancernej. Mowa tu o kilku tysiącach sztuk sprzętu, w tym czołgach, artylerii, wozach bojowych piechoty czy wozach zabezpieczenia, gotowych do obsadzenia przerzuconymi do Polski w razie kryzysu żołnierzami.
Jeżeli chodzi o rotacyjną obecność, Zalewski wskazał wówczas przede wszystkim na amerykańską pancerną grupę bojową, której pododdziały rozmieszczone są na zachodzie Polski – tj. w Żaganiu, Świętoszowie, Bolesławcu, Skwierzynie, a także w Toruniu. Jedna zmiana tej grupy bojowej, rozmieszczonej w Polsce w ramach amerykańskiej misji Atlantic Resolve, trwa 9 miesięcy. Poza tym w wielkopolskim Powidzu stacjonują jednostki amerykańskiego lotnictwa, w tym samoloty transportowe zaangażowane m.in. w obsługę logistyczną amerykańskiej obecności w regionie i wspólne ćwiczenia. Z kolei w bazie lotniczej w Łasku znajdują się samoloty bojowe US Air Force, w tym F-15 i F-16, które biorą udział w patrolach razem z polskimi myśliwcami. Ponadto w Bolesławcu jest rozmieszczone wysunięte dowództwo dywizyjne amerykańskich sił lądowych, które dowodzi większością sił amerykańskich w Polsce i na wschodniej flance NATO. Zaś w Bemowie Piskim w woj. warmińsko-mazurskim stacjonuje batalionowa grupa bojowa NATO, której trzon stanowią Amerykanie, ale w jej skład wchodzą też Brytyjczycy, Rumuni i Chorwaci.
Europejska odpowiedź na zagrożenia: Wzmocnienie NATO i obronności
Dyskusje o przyszłości amerykańskich wojsk w Europie zbiegają się z szerszymi debatami na temat wzmocnienia europejskiej obronności. W Sztokholmie, podczas kongresu Umiarkowanej Partii Koalicyjnej, lider niemieckiej centroprawicowej Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU) Friedrich Merz podkreślił, że siła NATO nie zależy tylko od liczby żołnierzy, ale także od jedności i celu. „Ta jedność nadal istnieje” – zaznaczył Merz, odpowiadając dziennikarzom. Został on zaproszony przez premiera Szwecji, Ulfa Kristerssona, a oba ugrupowania mają podobny profil.
Ulf Kristersson wskazał na rosnącą siłę współpracy regionalnej. Według szwedzkiego premiera „Szwecja i Niemcy, wraz z krajami nordyckimi, bałtyckimi oraz Polską, tworzą coś, co można by określić mianem północnej wspólnoty bezpieczeństwa Europy”. Dodał, że „Ta społeczność jest dziś silniejsza niż rok temu i będzie jeszcze mocniejsza za rok”. Friedrich Merz zgodził się z tą oceną, przypominając, że „musimy być gotowi i zdolni do obrony, jeśli chcemy zachować pokój w przyszłości”. Podkreślił również, że „Podobnie jak Szwecja, Niemcy inwestują teraz duże środki w armię i potencjał wojskowy. To ogromne zadanie, ale nie mamy wyboru”.
Merz, przemawiając w Sztokholmie do 2,5 tysiąca polityków i sympatyków Umiarkowanej Partii Koalicyjnej w obchodzony w sobotę Dzień Europy, pochwalił politykę Kristerssona jako korzystną dla Szwecji i Unii Europejskiej. Niemiecki polityk ocenił, że zapoczątkowane w 2022 roku reformy szwedzkiego rządu, skupiające się na walce z przestępczością, nielegalną migracją oraz odbudowie silnej armii, mogą być wzorem do naśladowania.
„Obaj wiemy, ja i Ulf (Kristersson), że musimy w naszych krajach zrobić więcej, aby nasze społeczeństwa mogły nadal cieszyć się wolnością i dobrobytem” – mówił Merz.
Strategiczne znaczenie baz: Dlaczego Ramstein pozostaje kluczowe?
Temat wzmocnienia europejskiej obronności i roli poszczególnych państw był również przedmiotem rozmów prezydenta Finlandii, Alexandra Stubba, z prezydentem Niemiec, Frankiem-Walterem Steinmeierem, w Helsinkach. Alexander Stubb wyraził swoje poparcie dla silnej armii niemieckiej, mówiąc: „Im silniejsza niemiecka armia, tym silniejsza i bezpieczniejsza Europa; chcę dużej niemieckiej armii”. Prezydent Finlandii skomentował w ten sposób plany Berlina, by uczynić niemieckie siły zbrojne największymi w Europie, przypominając jednocześnie, że sama Finlandia (licząca około 5,5 miliona mieszkańców) ma około miliona przeszkolonych rezerwistów.
Frank-Walter Steinmeier zauważył, że powiększenie armii to długi proces, a Niemcy czerpią wzorce z innych krajów. Prezydent RFN odniósł się także do decyzji USA o wycofaniu około 5 tysięcy amerykańskich żołnierzy z Niemiec. Steinmeier „nie uznał tego za duży problem”, przypominając, że obecnie w tym państwie stacjonuje około 37 tysięcy amerykańskich wojskowych. „Naszym zdaniem nie będzie żadnych zmian w strategicznie ważnych bazach” – oznajmił prezydent na konferencji prasowej. Podkreślił strategiczne znaczenie bazy w Ramstein w południowo-zachodnich Niemczech (Ramstein Air Base), która jest najważniejszym centrum dowodzenia sił powietrznych USA w Europie i gdzie przebywa najwięcej amerykańskich żołnierzy na kontynencie. „Waszyngton rozumie, że baza Ramstein ma dla USA strategiczne znaczenie” – dodał Steinmeier.
W ocenie prezydenta Niemiec, Amerykanie już wcześniej wywierali presję na europejskich sojuszników z NATO, aby wzięli na siebie większą odpowiedzialność za własną obronę. Przyznał jednak, że Europę należy wzmocnić tak szybko, jak to możliwe. Alexander Stubb również podzielił tę opinię. „Z moich rozmów z Amerykanami wynika, że nie chodzi o wycofanie się, ale o przeniesienie ciężaru (odpowiedzialności)” – przyznał. Dodał, że „Nie sądzę też, by amerykański parasol nuklearny miał zniknąć”, podkreślając, że ochrona Europy leży w interesie Ameryki, ponieważ Rosja i jej potencjał nuklearny stanowią również strategiczne zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych. „Rosyjskie głowice nie są wymierzone w Helsinki, Sztokholm czy Oslo, ale w Waszyngton i Nowy Jork” – zaznaczył. Prezydent Finlandii wyraził również przekonanie, że Ukraina, która obecnie ma „najsilniejszą armię w Europie”, musi zbliżyć się do UE i NATO.