Spis treści
Spotkanie sekretarza generalnego NATO, Marka Ruttego, z prezydentem USA, Donaldem Trumpem, w środę przed Białym Domem, było kluczowe dla oceny przyszłości transatlantyckiego sojuszu. Rutte zapewnił, że rozmowa przebiegła pomyślnie, a zapytany o ewentualne wycofanie wojsk amerykańskich z Europy oraz o gwarancje obrony, odparł stanowczo: „Absolutnie. Tak”, odnosząc się do kwestii amerykańskiej obrony kontynentu. Ta deklaracja ma rozwiać obawy dotyczące zobowiązań USA wobec swoich europejskich sojuszników, zwłaszcza w kontekście wcześniejszych wypowiedzi Trumpa.
Większa odpowiedzialność Europy: Konieczność czy wybór?
Mark Rutte jasno wskazał na potrzebę większego zaangażowania Europejczyków w kwestie obrony Europy. Według niego, Stany Zjednoczone muszą mierzyć się z globalnymi wyzwaniami, co sprawia, że ich siły nie mogą być nadmiernie obciążone wyłącznie na jednym froncie.
„Stany Zjednoczone muszą zajmować się także konfliktami w innych miejscach świata, a w razie zagrożenia militarnego oczywiście siły USA nie mogą być nadmiernie przeciążone. Chcą, żeby Europejczycy przejmowali więcej tych obowiązków - i Europejczycy to robią - powiedział. Dodał, że tak właśnie powinno być.”
Sekretarz generalny NATO podkreślił, że przy populacji 600 milionów ludzi w Europie, zależność od kraju oddalonego o osiem godzin lotu jest nieproporcjonalna w stosunku do potencjalnego zagrożenia ze strony 140 milionów Rosjan.
„600 milionów ludzi żyje w Europie na terytorium NATO i broni się przed 140 milionami Rosjan. To trochę dziwne, że wciąż jesteśmy tak nadmiernie zależni od kraju oddalonego o osiem godzin lotu od Amsterdamu i Brukseli, czyli od Stanów Zjednoczonych”, stwierdził Rutte, akcentując potrzebę samodzielności kontynentu.
Polecany artykuł:
NATO 3.0: Nowa era w transatlantyckim bezpieczeństwie
Sekretarz generalny NATO zapowiedział nadejście nowej fazy w funkcjonowaniu sojuszu, którą określił mianem "NATO 3.0". Ta koncepcja zakłada, że Europejczycy będą stopniowo przejmować większą odpowiedzialność za obronę konwencjonalną, jednocześnie utrzymując głębokie zaangażowanie USA w komponent nuklearny i konwencjonalny.
„W najbliższych latach zobaczycie, że Europejczycy krok po kroku będą przejmować większą odpowiedzialność za obronę konwencjonalną. To jest to, co nazywam NATO 3.0 - Europa będzie się angażować mocniej, ale USA pozostaną głęboko zaangażowane zarówno w komponent nuklearny, jak i konwencjonalny”, wyjaśnił Mark Rutte.
Mimo to, odniósł się również do perspektyw stałej bazy USA w Polsce, odmawiając bezpośredniego komentarza, lecz zapewniając o znaczącej obecności konwencjonalnej sił amerykańskich w Europie.
Z kolei zaś w środę ambasador USA przy NATO Matthew Whitaker, powiedział, że prezydent Donald Trump pozostaje zaangażowany w bezpieczeństwo Polski.
Pytany, czy ma już wypracowane szczegóły zapowiedzi prezydenta o skierowaniu do Polski dodatkowych 5 tys. żołnierzy USA, ambasador odparł, że nie. „Te wszystkie rozmowy prowadzimy z sojusznikami. Sekretarz (przy. red. obrony USA Pete) Hegseth mówił o sześciomiesięcznym przeglądzie. To wszystko jest częścią tego procesu - powiedział.
"Nie mam dziś nic nowego do ogłoszenia. A gdybym wiedział, to bym wam nie powiedział" - dodał.
Dopytywany dalej, ambasador zapewnił jednak, że słowa prezydenta będą realizowane.
"Prezydent wyraził intencję, ale jak i kiedy, te szczegóły - to z pewnością nie jest coś, w czym już się posuwamy do przodu" - dodał.
Pytany, czy w obliczu „głębokiego rozczarowania” prezydenta niektórymi sojusznikami z NATO Trump pozostaje zaangażowany w bezpieczeństwo Polski oraz państw bałtyckich, ambasador odpowiedział twierdząco. - Słyszeliście go dziś. Prezydent wielokrotnie mówił, że co do tych, którzy inwestują we własną obronę, jak Polska, sojusznicy bałtyccy, Niemcy i inni - nie ma żadnych wątpliwości, gdzie on stoi - powiedział.
Whitaker dodał, że Waszyngton oczekuje, by wszyscy sojusznicy „wyrównali” poziom wydatków obronnych z USA. - Codziennie, pracując w NATO zapewniam, że odstraszamy i bronimy każdego cala sojuszniczego terytorium - dodał.
Pytany, czy takie kraje jak Litwa mogą być pewne, że amerykańskie wojska tam pozostaną, ambasador odpowiedział, że Waszyngton ma wspaniałe relacje z Litwą.
"Stany Zjednoczone nie podejmują żadnych pochopnych ruchów. Po prostu kontynuujemy ocenę zagrożeń i upewniamy się, że my i nasi sojusznicy jesteśmy w pozycji do obrony i odstraszania" - zapewnił.
Europa jako platforma projekcji siły USA: Sprawa włoskich baz
Rutte odniósł się również do kontrowersji związanych z jego wcześniejszymi wypowiedziami we Włoszech, gdzie wspominał o lotach wspierających wojnę USA z Iranem, startujących z włoskich baz. Sprecyzował, że z Europy wyruszyło 4000 do 5000 lotów, które nie były częścią operacji NATO, lecz wynikały z dwustronnych umów między Stanami Zjednoczonymi a poszczególnymi państwami.
„Może dlatego, że słyszeliście włoską reakcję na te słowa, nie będę zbytnio wdawał się w szczegóły dotyczące jednego kraju. Ale pełny obraz jest taki, że z Europy, oczywiście, wliczając Włochy, wyruszyło 4000 do 5000 lotów. I to nie jest NATO. To są umowy dwustronne między Stanami Zjednoczonymi a poszczególnymi państwami na całym świecie”, podkreślił.
Zaznaczył, że ten fakt uwidacznia rolę Europy jako kluczowej platformy dla projekcji siły Stanów Zjednoczonych na świecie. „To pokazuje, że Europa jest jedną wielką platformą projekcji siły Stanów Zjednoczonych”, podsumował sekretarz generalny NATO.
Polecany artykuł:
Donald Trump krytykuje sojuszników NATO
Podczas spotkania z sekretarzem generalnym NATO Markiem Ruttem, prezydent USA Donald Trump wyraził głębokie rozczarowanie większością sojuszników Paktu Północnoatlantyckiego, zarzucając im brak lojalności i niewystarczające zaangażowanie. Wśród ostrej krytyki państw europejskich, Trump niespodziewanie wyróżnił Polskę i jej prezydenta, a także prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana, zapowiadając wizytę w Ankarze.
Stwierdził, że gdyby ktoś inny pełnił funkcję sekretarza generalnego Sojuszu, spotkanie w ogóle by się nie odbyło. Trump wymienił szereg państw, które jego zdaniem nie wywiązują się ze swoich zobowiązań.
W swoich wypowiedziach Donald Trump nie szczędził krytyki pod adresem wielu członków NATO. Wskazał konkretne kraje, które jego zdaniem zawiodły Stany Zjednoczone.
"Byłem rozczarowany. Byłem rozczarowany Włochami. Byłem rozczarowany Wielką Brytanią (...) byliśmy rozczarowani Niemcami i Francją. Jesteśmy rozczarowani przede wszystkim Hiszpanią, to jest horror" – wymieniał Trump, podkreślając swoje niezadowolenie.
Prezydent USA zarzucił sojusznikom brak lojalności, twierdząc, że Stany Zjednoczone zawsze walczą za te kraje, utrzymując tysiące żołnierzy w całej Europie, a w zamian oczekują jedynie „małego buziaka”, czyli zwiększenia wkładu w obronność.
"W Niemczech mamy 50 tys. żołnierzy, a potem mówisz do nich: daj nam małego buziaka. Nie chcemy wiele, a oni mówią, że nie, nie damy rady" – dodał.
Wśród fali krytyki, Donald Trump wyraźnie wyróżnił Polskę, nazywając ją „bardzo dobrą”. Zaznaczył również swoje poparcie dla prezydenta Karola Nawrockiego, twierdząc, że dzięki temu wsparciu Nawrocki wygrał wybory, mimo że rzekomo był na dziesiątym miejscu w sondażach. "Ale powiem, że Polska była bardzo dobra. Poparłem go (Nawrockiego), a on wygrał" – podkreślił Trump. Przywołał także przykład Abelardo de la Esprielli, który w ostatnią niedzielę wygrał wybory prezydenckie w Kolumbii, jako analogiczny przypadek. "Był numerem 10. Poparłem go. W ogóle nie lubiłem człowieka, który był prezydentem i poparłem go" – mówił Trump o Nawrockim, choć nie sprecyzował, którego prezydenta miał na myśli w kontekście braku sympatii.
"Był fighterem, wielkim fighterem, dobrym fighterem. (...) Mówią, że to była największa sensacja od 50 lat w ważnych wyborach w Europie" – dodał, wyrażając uznanie dla polskiego przywódcy.
Kolejnym wyjątkiem, który zyskał uznanie Trumpa, był prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan. Prezydent USA wyraził wielki szacunek dla tureckiego przywódcy, nazywając go silnym sojusznikiem NATO i podkreślając, że Erdogan spełnia jego oczekiwania. Trump zapowiedział, że uda się na szczyt NATO do Ankary właśnie z szacunku dla prezydenta Turcji.
"Zadzwonił do mnie, mówił: „Proszę, mamy to w Turcji. Musisz tam być. Stany Zjednoczone muszą tam być. Więc pojadę z szacunku do prezydenta" – relacjonował Trump.
Pytany o ewentualną sprzedaż Turcji silników odrzutowych i samolotów F-35, Trump odparł, że "prawdopodobnie zrobię coś, co sprawi im wielką radość". Wiceprezydent J.D. Vance zasugerował, że Stany Zjednoczone dokonują przeglądu decyzji o wykluczeniu Turcji z programu F-35, co było konsekwencją zakupu rosyjskiego systemu obrony powietrznej S-400.
Sekretarz generalny NATO Mark Rutte przyznał, że w pewnym stopniu Trump ma rację w kwestii rozczarowania, lecz jednocześnie zdecydowanie bronił sojuszników, podkreślając ich wkład we wspólne bezpieczeństwo. Rutte wskazał, że wiele państw NATO aktywnie wspierało Stany Zjednoczone, czego dowodem jest fakt, że "z baz w Europie wyruszyło 4-5 tys. samolotów na misje związane z wojną z Iranem". "Zgadzam się, że są powody do rozczarowania. Ale argumentuję, że jeśli spojrzy się na całość(...) wszyscy zrobili to, co obiecali i dzięki temu 4-5 tys. samolotów wystartowało z Europy. Powiedziałbym, że byłoby bardzo trudno z Iranem bez Europy służącej jako platforma projekcji siły dla Stanów Zjednoczonych" – zaznaczył Rutte. Argumentował również, że europejskie inwestycje w obronę i zakupy broni w USA wspierają amerykański przemysł i tworzą miejsca pracy. Na spotkanie przyniósł wykres z napisem „bilion Trumpa”, ilustrujący wzrost wydatków na obronność w państwach członkowskich NATO.
Polecany artykuł: