„Sztukasy”. Te bombowce niszczyły Warszawę. Były piekielnie skuteczne, ale też niebezpieczne dla pilotów

Zapóźnienia technologiczne spowodowały, że projektując ten bombowiec, niemieccy konstruktorzy zastosowali innowacyjne rozwiązania. W ten sposób, w latach 30. XX w. powstał Junkers Ju-87 Stuka. Z czasem stał się najsłynniejszym hitlerowskim samolotem bombowym. Inżynierowie i lotnicy musieli zmierzyć się z bardzo poważnym problemem, jakim jest G-LOC. Do dziś stanowi ono śmiertelne zagrożenie dla pilotów wysokomanewrowych samolotów odrzutowych.

  • Po I wojnie światowej międzynarodowe ograniczenia zmuszały Niemców do likwidacji lotnictwa wojskowego.
  • Opóźnienia technologiczne zmusiły Niemców do stworzenia innowacyjnego bombowca nurkującego Junkers Ju-87.
  • Ze względu na ryzyko utraty przytomności przez pilota przy wysokich przeciążeniach, maszynę wyposażono w nowatorski automat wyprowadzający ją z lotu nurkowego.
  • Niemieckie badania nad przeciążeniami organizmu do dziś są wykorzystywane przy szkolenia pilotów.

Po przegranej I wojnie światowej, na mocy traktatu wersalskiego z 1919 r., Niemcy zostali zmuszeni do likwidacji lotnictwa wojskowego. Mając takie ograniczenia, nie mogli prowadzić badań nad nowymi konstrukcjami, co doprowadziło do znacznych opóźnień w nauce i przemyśle. Po przejęciu władzy przez Adolfa Hitlera Berlin zaprzestał przestrzegania postanowień traktatu. Od 1935 r. rozpoczęto odtwarzanie lotnictwa oraz marynarki wojennej i wprowadzono obowiązkowy pobór do wojska. Brak reakcji mocarstw zachodnich jeszcze bardziej ośmielił trzecią Rzeszę.

Wieloletnie zakazy sprawiły, że jednym z największych problemów niemieckiego lotnictwa stał się brak celowników bombowych umożliwiających skuteczne bombardowania horyzontalne. Wtedy samoloty lecą poziomo, a celownik uwzględniający wysokość lotu i szybkość samolotu pozwala na w miarę precyzyjne zrzucenie bomb.

Innowacyjna maszyna

Niemieccy inżynierowie postanowili więc wzorować się na amerykańskich bombowcach nurkujących Curtiss Hawk, znacząco jednak unowocześnili tę koncepcję. Główny konstruktor, Hermann Pohlmann, stworzył prosty samolot o solidnej konstrukcji, z charakterystycznym stałym podwoziem i skrzydłami w kształcie spłaszczonej litery „W”. Taki układ poprawiał właściwości aerodynamiczne maszyny, gwarantował załodze lepszą widoczność, pozwalał skrócić golenie podwozia, a jednocześnie zabezpieczał śmigło przed zaczepieniem o ziemię podczas startu i lądowania.

W samolotach montowano ponadto syreny uruchamiane w czasie nurkowania, których przenikliwy ryk wzbudzał panikę wśród atakowanych. Dodatkowo do bomb mocowano rurki-piszczałki, generujące głośny, przejmujący świst.

Maszyna okazała się na tyle udana, że w latach 1936–1944 wyprodukowano około 6,5 tysiąca egzemplarzy Ju-87.

G-LOC - zabójczy dla hitlerowców i współczesnych pilotów

Bombardowanie z lotu nurkowego było bardzo precyzyjne, ale zarazem niebezpieczne dla załogi. Wynikało to z ogromnych przeciążeń, pod wpływem których krew odpływa z głowy do nóg, prowadząc do błyskawicznego niedotlenienia mózgu.

Na ten stan najszybciej reaguje wzrok: lotnik widzi coraz bardziej zawężający się obraz, przestaje rozpoznawać kolory, a ostatecznie może całkowicie stracić wzrok przy zachowaniu pełnej świadomości. To najkrótsza droga do G-LOC (G-induced Loss of Consciousness), czyli nagłej, krótkotrwałej utraty przytomności wywołanej wysokim przeciążeniem.

Współcześni piloci uczą się przeciwdziałania temu zjawisku. W Polsce podchorążowie Szkoły Orląt w Dęblinie trenują to przez kilka lat, a następnie przechodzą testy w jedynej w Polsce wirówce przeciążeniowej w Wojskowym Instytucie Medycyny Lotniczej w Warszawie. Badania odporności na G-LOC powtarza się co kilka lat. Zjawisko to po dziś dzień jest śmiertelnym zagrożeniem dla pilotów najnowszych myśliwców, takich jak MiG-29, F-16 czy F-35.

W uniknięciu utraty przytomności pomagają specjalne ubiory przeciwprzeciążeniowe. Są to głównie spodnie, które pod wpływem narastających przeciążeń uciskają nogi i podbrzusze, blokując odpływ krwi.

Hitlerowskie badania i współczesne standardy

Projektując Ju-87, niemieccy naukowcy znali zjawisko G-LOC, nie dysponowali jednak jeszcze odzieżą przeciwprzeciążeniową. Jak wylicza Helmut Erfurt w - wydanej przed dwoma dekadami książce - „Junkers Ju-87”, projektanci zlecili serię badań w wirówce przeciążeniowej.

Okazało się, że problemy zdrowotne pojawiały się już przy przyspieszeniach przekraczających 6 G (dla porównania: obecnie kandydaci do szkoły w Dęblinie muszą zaliczyć wirowanie do 6 G bez spodni przeciążeniowych). Z niemieckich badań wynikało, że przy 7,5 G aż 40 proc. badanych całkowicie traciło wzrok. Przy 8,5 G pilot tracił przytomność już po trzech sekundach. (Dziś polscy piloci samolotów odrzutowych przechodzą testy do 9 G, zawsze w specjalistycznych kombinezonach).

Niemieccy badacze odkryli również, że odporność na przeciążenia zależy od przyjętej pozycji. Odpowiednie kurczenie ciała, napinanie mięśni i specyficzny sposób oddychania pozwalały świadomie pilotować maszynę przy przeciążeniu 9 G przez ok. 5 sekund. (Dziś podchorążowie z Dęblina i piloci odrzutowców trenują analogiczne manewry, polegające na głośnym, wymuszonym oddychaniu oraz silnym napinaniu mięśni nóg).

Wyniki niemieckich badań sprzed prawie wieku pozostają więc aktualne do dziś.

Jak atakował „Sztukas”?

Instrukcja przewidywała atak z wysokości 4600 m. Gdy pilot - przez prześwit w podłodze - zlokalizował cel, pociągał za dźwignię uruchamiającą automat zrzutowy. W tym momencie do gry wkraczała automatyka mająca zapewnić bezpieczeństwo.

Maszyna nurkowała prawie pionowo z prędkością ok. 500 km na godz. Automat zmniejszał obroty śmigła i włączał syrenę. Około 450 metrów nad ziemią odzywał się czujnik wysokości. Dawał on sygnał do zrzucenia bomb i wyprowadzenia samolotu z nurkowania. Jeśli pilot w tym momencie tracił przytomność na skutek przeciążenia, zadanie to przejmował automat. Kiedy Ju-87 przechodził w lot poziomy, silnik automatycznie nabierał mocy, przeciążenie spadało, a pilot szybko odzyskiwał przytomność i kontrolę nad maszyną.

Bombardował na kilku frontach, zniszczył Warszawę

Junkers Ju-87 został oblatany we wrześniu 1935 r., a bojowo debiutował podczas wojny domowej w Hiszpanii. Niemcy użyli go na szeroką skalę podczas agresji na Polskę - bombowce te atakowały Westerplatte, Warszawę oraz zatopiły kilka polskich okrętów. Później wykorzystywano je w kampaniach przeciwko Norwegii, Francji i ZSRR.

W czasie powstania warszawskiego „Sztukasy” - ze względu na swoją wysoką precyzję - były masowo używane do bombardowania polskich pozycji i zapewnienia bliskiego wsparcia niemieckich szturmów. Samoloty stacjonowały na lotniskach w rejonie stolicy. Ponieważ powstańcy nie posiadali skutecznej broni przeciwlotniczej, niemieckie bombowce działały bezkarnie, siejąc zniszczenie.

Portal Obronny SE Google News

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki