Spis treści
Wizja wielkiej, oceanicznej floty z nowoczesnymi lotniskowcami od dekad rozpalała wyobraźnię rosyjskich strategów i była stałym elementem państwowej propagandy. Jeszcze w połowie pierwszej dekady XXI wieku Ministerstwo Obrony obiecywało rozpoczęcie budowy nowego okrętu tej klasy do 2025 roku, z planowanym wejściem do służby przed końcem 2030 roku. W 2016 roku Władimir Triapicznikow, szef departamentu budowy okrętów Marynarki Wojennej, zapowiadał, że nowy lotniskowiec o napędzie atomowym wejdzie do służby do końca 2030 roku. W lipcu 2017 roku Władimir Putin zatwierdził „Podstawy polityki państwa w dziedzinie działalności morskiej do 2030 roku”, w których zapisano utworzenie „kompleksu lotniskowców”; ekspert wojskowy Wiktor Litowkin komentował wówczas, że „tak wielka potęga morska jak Rosja nie może istnieć bez lotniskowców”. W sierpniu 2022 roku nowa wersja Doktryny Morskiej Rosji podkreślała potrzebę rozwoju na Dalekim Wschodzie kompleksu stoczniowego zdolnego do budowy okrętów o dużej wyporności, w tym „nowoczesnych lotniskowców”. Każda z tych dat minęła bez jakichkolwiek realnych działań.
Jednak w wywiadzie dla telewizji Zwiezda w 2026 roku, Naczelny Dowódca Marynarki Wojennej, admirał Aleksandr Mojsiejew, na pytanie o przyszłość rosyjskich lotniskowców odpowiedział jednoznacznie: „Czas pokaże. W kontekście omawianych przez nas strategii mówimy o latach 40.”. Ta wypowiedź oznacza de facto przesunięcie ambitnych planów o co najmniej dwie dekady i stanowi ciche przyznanie, że w obecnej sytuacji gospodarczej i technologicznej Rosja nie jest w stanie podjąć się tak skomplikowanego i kosztownego wyzwania. Mimo że w 2025 roku zatwierdzono nową Strategię Rozwoju Marynarki Wojennej do 2050 roku, jej szczegóły pozostają niejawne, co tylko potęguje wrażenie, że wielkie projekty, takie jak lotniskowce, pozostają w sferze marzeń.
Ratować za wszelką cenę? Głosy w debacie
Mimo fatalnego stanu technicznego i kosztów szacowanych na setki miliardów rubli, w Rosji wciąż toczy się debata nad losem „Kuzniecowa”. Zwolennicy dokończenia remontu, tacy jak kapitan rezerwy Wasilij Dandykin, argumentują, że porzucenie okrętu byłoby równoznaczne z utratą bezcennych zdolności lotnictwa pokładowego. Według nich, jeśli „Kuzniecow” zostanie zezłomowany, odbudowa kadr i doświadczenia zajmie lata i pochłonie jeszcze większe środki. Utrzymanie go w służbie, nawet w ograniczonym zakresie, pozwoliłoby zachować ciągłość szkolenia pilotów i personelu.
Przeciwnicy, w tym były dowódca Floty Pacyfiku admirał Siergiej Awakjanc, uważają, że okręt nawet po modernizacji nie będzie miał realnej wartości bojowej w starciu z nowoczesnymi zagrożeniami. Wskazują, że środki przeznaczane na niekończący się remont można by znacznie lepiej wykorzystać, budując nowe fregaty, korwety czy okręty podwodne, które są bardziej potrzebne rosyjskiej flocie.
Jak wyjaśnił w rozmowie z portalem „Pierwszy Techniczny” emerytowany kapitan I rangi Wasilij Dandykin główna przyczyna problemów z lotniskowcem „Admirał Kuzniecow” nie leży bezpośrednio w silnikach GTZA TW-12-4, największe trudności dotyczą innych skomplikowanych i wymagających systemów, które zapewniają pracę całego układu energetycznego. Zdaniem wojskowego należy zrobić wszystko, co możliwe, by przywrócić okręt do służby. Problemy dotyczą przede wszystkim kapryśnych zespołów parowych, a nie samych silników. Dandykin przypomniał też, że znaczna część radzieckiej infrastruktury stoczniowej związanej z lotniskowcami znajdowała się w Nikołajewie, a po rozpadzie ZSRR Rosja utraciła część możliwości produkcyjnych.
Z kolei wojskowy analityk Aleksandr Chramczichin zaproponował, by Rosja zrezygnowała z planów budowy nowych lotniskowców. Jego zdaniem realizacja takiego programu wymagałaby ogromnych nakładów finansowych i technicznych. Zamiast tego zaleca skupienie się na rozwoju floty podwodnej, bezzałogowych kutrów oraz innych rodzajów uzbrojenia. Według ocen Chramczichina do dwóch lotniskowców potrzeba byłoby co najmniej dwudziestu okrętów eskorty, w tym krążowników, niszczycieli i fregat. Konieczne byłyby też nowe moce produkcyjne oraz dodatkowe zasoby na budowę samych jednostek, ich uzbrojenia, silników, elektroniki i pozostałego wyposażenia. Analityk uważa, że tworzenie lotniskowców trzeba by było zaczynać praktycznie od zera, ponieważ radzieckie okręty lotniskowcowe budowano w Nikołajewie, a współczesna Rosja nie posiada pełnego rodzimego doświadczenia w projektowaniu i budowie takich jednostek. Osobne ograniczenia dotyczą lotnictwa pokładowego. „Admirał Kuzniecow” wyposażony jest w dziobową trampolinę zamiast katapult, co wpływa na organizację startów i lądowań samolotów. Zdaniem eksperta Rosja potrzebowałaby także nowego myśliwca pokładowego, ponieważ radzieckie maszyny nie mogą w nieskończoność stanowić podstawy lotnictwa pokładowego.
Podobnego zdania jest przywołany już kapitan I rangi Wasilij Dandykinw, który w rozmowie z portalem „Pierwszy Techniczny” powiedział, że Rosja ryzykuje utratę własnej szkoły pilotów pokładowych. Zdaniem jego, Rosja powinna brać pod uwagę doświadczenia Chin przy dalszym rozwoju floty lotniskowcowej. Najważniejsze jest zachowanie lotnictwa pokładowego, które stanowi elitę Sił Powietrzno-Kosmicznych. Dandykin podkreśla, że bez tego Rosja może na długo zostać w tyle za przeciwnikami. Długa przerwa grozi zerwaniem ciągłości, nowego pilota można jeszcze przygotować, ale szybkie odtworzenie utraconego systemu szkolenia, instruktorów i zgromadzonego doświadczenia jest już znacznie trudniejsze. Na ten sam problem zwracał wcześniej uwagę były dowódca Floty Oceanu Spokojnego Siergiej Awakjanc, który wzywał do przypomnienia sobie radzieckich doświadczeń w rozwoju tego rodzaju wojsk.
Kurcząca się flota oceaniczna: nie tylko lotniskowce są problemem
Problemy z „Admirałem Kuzniecowem” to tylko wierzchołek góry lodowej. Rosyjska marynarka wojenna systematycznie traci swoje największe, odziedziczone po ZSRR jednostki, które stanowiły o jej oceanicznym potencjale.
Sztandarowym przykładem jest los ciężkiego krążownika rakietowego o napędzie atomowym „Piotr Wielki”. Ten największy na świecie, poza lotniskowcami, okręt bojowy i flagowiec Floty Północnej od lat pozostaje unieruchomiony w porcie. W październiku 2026 roku specjalna komisja uznała jego remont i modernizację za nieopłacalne z powodu fatalnego stanu technicznego. Oznacza to, że okręt, który był ulubioną jednostką propagandową Władimira Putina, najprawdopodobniej zostanie zezłomowany.
Jego siostrzany okręt, „Admirał Nachimow”, choć przechodzi modernizację, jest w stoczni od 1999 roku, a koszt prac przekroczył 200 miliardów rubli czyli kwotę, za którą można by zbudować kilka nowych jednostek. Podobny los czeka prawdopodobnie niszczyciel „Admirał Czabanienko”, który od 2014 roku przechodzi niekończący się remont.
Przyszłość rosyjskiej marynarki wojennej: strategia przetrwania czy iluzja mocarstwowości?
Wycofywanie wielkich, kosztownych w utrzymaniu okrętów i odkładanie budowy lotniskowców na bliżej nieokreśloną przyszłość wskazuje na głęboką zmianę w strategii morskiej Rosji. Kreml, w obliczu ograniczeń finansowych i technologicznych, wydaje się rezygnować z globalnych ambicji. Chociaż propaganda wciąż mówi o Rosji jako wielkiej potędze morskiej, rzeczywistość jest zgoła inna. Flota traci swoje największe okręty nawodne, a perspektywa budowy ich następców oddala się w czasie. Przyszłość rosyjskiej marynarki wojennej rysuje się jako flota „zielonej wody”, skupiona na obronie własnych wybrzeży i projekcji siły w najbliższym sąsiedztwie, a marzenia o lotniskowcach i globalnej dominacji na oceanach pozostaną, przynajmniej na razie, jedynie na deskach kreślarskich.
Symbol upadku – niekończąca się saga "Przeklętego Admirała Kuzniecowa”
Admirał Kuzniecow” to lotniskowiec formalnie sklasyfikowany jako „ciężki lotniskowiec‑krążownik”. Położony stępką w 1982 roku, zwodowany w 1985, wszedł do służby dopiero w 1995 roku. Kreml miał wobec niego ambitne plany. Lotniskowiec miał bowiem przynieść sowieckiej (a potem rosyjskiej) marynarce poważne możliwości projekcji siły. Od początku Kuzniecow miał jednak problemy, które sprawiły, że zyskał nawet przydomek „przeklętego”.
Na liście tego typu incydentów znajduje się chociażby zdarzenie z 2016 roku podczas misji na Morzu Śródziemnym, kiedy to dwa myśliwce Su‑33 wypadły za burtę przy lądowaniu. Od 2017 roku jednostka przebywała w stoczni w Murmańsku, przechodząc remont i modernizację, która miała zakończyć się do 2022 roku. Jednak proces ciągle był opóźniany. W październiku 2018 roku zawalił się suchy dok PD-50, zatapiając się i sprawiające, że dźwig runął na pokład.
Załoga jednostki wykryła wówczas ponad pięćdziesiąt uszkodzeń, co przekładało się na fatalny stan statku. Rok później, w 2019, pożar objął 600 m² pokładu, zginęło wtedy dwóch pracowników, a wielu zostało rannych. W 2022 doszło do kolejnego pożaru w kajutach. Tym razem nie było jednak żadnych ofiar. Naprawy nadal się przeciągały się, a i tak znacznie opóźnione rozpoczęcie służby „Admirała Kuzniecowa”. Według różnych szacunków na okręt wydano już około 100 miliardów rubli, a według najnowszych informacji stoi on bez ruchu w Murmańsku.
Kanały na Telegramie, powołujące się na byłego pracownika „Zwiozdoczki” informowały w 2024 roku, że do pełnego dokończenia remontu potrzeba było jeszcze półtora do dwóch lat, choć najtrudniejsza część prac została już wykonana, a wiele elementów przygotowano i opłacono. Wymieniono co najmniej połowę, a może nawet więcej, węzłów i podzespołów, a postęp był widoczny nawet z zewnątrz. Jednak jakość spawania nie była odpowiednio kontrolowana, a wiele prac trzeba było poprawiać dwu- lub trzykrotnie. Poziom kwalifikacji zaangażowanych pracowników był niski, a 80 procent robót wykonywały firmy zewnętrzne, a park maszynowy pozostał na poziomie lat 80. XX wieku.