Gen. Marciniak wywołał dyskusję o obronie powietrznej. Polityka kontra bezpieczeństwo?

Wystąpienie gen. bryg. Michała Marciniaka w sobotnim (15 sierpnia) programie Polsat News wywołało dyskusje, która jest w Polsce bardzo potrzebna. Szczególnie mocno rezonuje jedno, kategoryczne zdanie - „Duże miasta na dzisiaj nie (mają obrony przeciwrakietowej – przyp. red.), dlatego że nie mamy rozstawionych wokół nich systemów.” Zdanie, które wymaga wyjaśnienia, a stało się tematem politycznych przepychanek i hybrydowych działań prorosyjskiej propagandy.

  • Wystąpienie gen. Michała Marciniaka w Polsat News wywołało ogólnopolską dyskusję o stanie obrony powietrznej, rzucając światło na jej rzeczywiste możliwości.
  • Kategoryczne stwierdzenie eksperta o braku stałej obrony przeciwrakietowej nad dużymi miastami w czasie pokoju zelektryzowało opinię publiczną i stało się zarzewiem politycznych sporów.
  • Poznaj pełen kontekst tej trudnej prawdy, aby zrozumieć, co faktycznie oznacza dla bezpieczeństwa Polaków i jak uniknąć wrogiej propagandy.

Generał Marciniak pełni dwie istotne funkcje, które zdecydowały o temacie rozmowy w programie „Dobry Wieczór Polsko” – jest zastępcą szefa Agencji Uzbrojenia i pełnomocnikiem MON ds. budowy zintegrowanej obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. Krótko mówiąc, jest specjalistą od obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, zaangażowanym od lat w programy takie jak Wisła czy Narew, mające stanowić trzon polskiej obrony powietrznej.

Ochrona przeciwlotnicza miast – trudna prawda, trwający proces

Z tej perspektywy jego słowa są bardzo wartościowe, niestety traktowane przez wielu instrumentalnie. Co powiedział gen. bryg. Michał Marciniak? Prawdę, której usłyszano jedynie część.

Zacznijmy od odpowiedzi na pytanie, czy duże polskie miasta są chronione przed atakiem rakietowym. Brzmiała ona - „Duże miasta na dzisiaj nie, dlatego że nie mamy rozstawionych wokół nich systemów.” Gen. Marciniak dodał jednak, że dotyczy to obecnego czasu pokoju. W przypadku przejścia kraju w tryb wojenny, priorytety ochrony ulegną zmianie, a wybrane miasta zostałyby najprawdopodobniej objęte dodatkową osłoną. Zastrzegł jednak, że decyzja o tym, które lokalizacje uzyskają pierwszeństwo, należy do kierownictwa politycznego.

Wyjaśnił też, również w odpowiedzi na pytania redaktora Jankowskiego, że systemy rakietowe będą w takim przypadku bronić Warszawy z tej prostej przyczyny, że w centrum miasta znajduje się wiele ważnych celów, takich jak Pałac Prezydencki, siedziba rządu, parlamentu i innych ważnych instytucji. W czasie pokoju chronione są w pierwszej kolejności obiekty infrastruktury krytycznej i obiekty wojskowe.

Ważne było też zaznaczenie przez generała, że Polska obecnie jest w fazie budowy wielowarstwowej, zintegrowanej obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. Proces ten zakończy się najwcześniej w roku 2030. Wynika to choćby z dostawy kolejnych sześciu baterii systemu Patriot w wersji kierowanej przez IBCS oraz produkcji systemu Narew, stanowiącego niższy poziom obrony.

Polityka i obrona stolicy

Do wypowiedzi Marciniaka odniósł się szybko na platformie X były minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak, wskazując, że w okresie rządów Zjednoczonej Prawicy uruchomiono – jego zdaniem po raz pierwszy od wielu lat – obronę antyrakietową Warszawy. Błaszczak ocenił przy tym, że wypowiedź generała go zaskoczyła, mimo że – jak zaznaczył – ceni go jako oficera, a także zaapelował, by kierownictwo polityczne resortu obrony pilnie odpowiedziało na pytanie o stan ochrony rakietowej stolicy.

Faktycznie w październiku 2023 roku, minister Błaszczak osobiście prezentował pierwszą jednostkę ogniową systemu Patriot która osiągnęła wstępną gotowość operacyjną. Ćwiczyła ona obronę przeciwlotniczą Warszawy, rozstawiona na lotnisku Warszawa-Babice, znajdującym się w dzielnicy Bemowo, na zachodzie Warszawy. Dyżur ten jednak nie trwał długo i bateria wróciła do macierzystej jednostki, które osiągnęła pełna gotowość operacyjną w grudniu 2025 roku.

Czas wojny, czas pokoju, czas niepokoju

Na pytanie zadane przez polityka PiS, generał Marciniak sam odpowiedział w zasadzie w tym samym wywiadzie z 15 sierpnia. Trzeba się tylko wsłuchać w jego słowa. Po pierwsze – mówił o tym, że obrona powietrzna to nie tylko rakiety, ale też samoloty bojowe, polskie i sojusznicze, oraz wiele innych systemów. Zwrócił też uwagę na to, że w czasie pokoju funkcjonują one zupełnie inaczej niż w stanie wojny. A Polska, mimo skomplikowanej sytuacji, zobowiązana jest stosować dziś standardy pokojowe.

Wymagają one na przykład identyfikacji wzrokowej obiektu do zestrzelenia, takiego jak pocisk manewrujący Ch-101, który spadł tak spektakularnie na pole w pobliżu miejscowości Tarnawa-Kolonia na Lubelszczyźnie. W tym temacie gen. Marciniaka przyznał, że nie wyklucza, iż była to rosyjska prowokacja. Zaznaczył też, że dobrze się stało, że Polska uruchomiła w związku z tym zdarzeniem jedynie wybrane systemy, które śledziły ten pocisk. Gdyby uruchomiono więcej, przeciwnik uzyskałby wiele przydatnych informacji o rozlokowaniu i możliwościach systemów OPL

Godło 37. Dywizjonu Rakietowego Obrony Powietrznej
Autor: Leszek Chemperek/CO MON/ Materiały prasowe

Czas oby Polacy zrozumieli i byli przygotowani

W pewnym sensie, pytania byłego ministra Mariusza Błaszczaka są zasadne, ale odpowiedź nie spodoba się ani jemu, ani większości obywateli. Mam nieodparte wrażenie, ze wielu Polaków żyje w naiwnym przekonaniu, że w razie zagrożenia np. shahedami czy pociskami balistycznymi, każda wieś i osiedle, będzie otulona jak kołderką, wianuszkiem systemów przeciwlotniczych. Nic bardziej mylnego.

Na dzisiaj nie ma na to żadnych szans. Między innymi przez opóźnienia, jakie spowodowały polityczne przepychanki w sprawie zakupu systemu Wisła i Narew. Przespania ostrzeżenia jakim był rok 2014, aneksja Krymu i pierwszy atak Rosji na Ukrainę. Dlatego dziś, 12 lat po wybuchu wojny na Ukrainie, jesteśmy nadal w fazie budowy systemu obrony powietrznej. Mamy najniższe piętra, przeznaczone do obrony punktowej określonych obiektów, ale brak systemów o większym zasięgu. Co to oznacza?

Realnie, gdyby dziś czy w najbliższych latach nastąpił atak powietrzny na Polskę, chroniona będzie infrastruktura krytyczna i obiekty wojskowe. Nie miasta, ale elektrownie zasilające je w prąd i obiekty dostarczające wodę czy paliwo. Miasta, szczególnie duże, będą zagrożone. W zasadzie, na przykład w Warszawie, im dalej od elektrowni czy centrum miasta, gdzie koncentrują się ważne obiekty państwowe, tym większe ryzyko.

Paradoksalnie, potwierdził to też minister Mariusz Błaszczak. Bateria Patriot rozmieszczona na Bemowie, miała w polu ochrony przed pociskami balistycznymi centrum miasta i niewiele więcej. Ale nie mogła chronić Warszawy przed pociskami manewrującymi czy dronami. Do tego system przeciwlotniczy musi być umieszczony przed celem, aby zwalczać cele nadlatujące aerodynamicznie. Pociski balistyczne atakują pod ostrym kontem z góry i do ich przechwycenia wyrzutnie i radary muszą znajdować się za celem ataku.

Zapas rakiet – zawsze niewystarczający

Trzecia kwestia poruszona przez generała to zapas rakiet Patriot i donacje dla Ukrainy. Pytany o zapasy rakiet, gen. Marciniak odpowiedział, że zależnie od intensywności ataków, zapas jaki posiada Polska wystarczy na miesiąc lub dłużej. Podkreślił też, że nie może podać liczby rakiet ale jest ich „za mało”, gdyż dla przeciwlotnika każda ilość to potencjalnie ”za mało”. Kluczowe jest posiadanie odpowiedniego zapasu rakiet, nie wyrzutni czy radarów, bo tych nie wyczerpuje zwalczanie zagrożeń. Podkreślił też, ze donacja dla Ukrainy obejmowała „kilka pocisków” Patriot i nie uszczupliła poważnie zapasów. Stanowiła natomiast doraźny ratunek dla naszego wschodniego sąsiada, która dziś jest atakowany.

Jest to oczywiście stały temat spekulacji i ataków na MON i szerzej, na rząd. Moim zdaniem niesłusznych. W przypadku konfliktu zbrojnego, kilka rakiet nie robi aż takiej różnicy i zapasy można uzupełnić, korzystając z pomocy sojuszników. Tymczasem Ukraina w ostatnim czasie ponosi poważne straty, bo brakuje rakiet do ochrony miast i obiektów strategicznych. Ich zapady wyczerpują się szybko, być może, jak zasugerował gen. Marciniaka, w wyniku nieoptymalnego wykorzystania posiadanych środków. To jednak sprawa na odrębną dyskusję.

Podsumowując, należy zachować spokój i słuchać ekspertów takich jak generał Marciniak z uwagą, mając jednocześnie świadomość, że trzeba być przygotowanym. Ważny elementem budowy odporności państwa jest świadomość obywatela, że są w kraju obiekty o większym znaczeniu niż jego mieszkanie i dobytek. Nawet, jeśli trudno się z tym pogodzić, warto być na to przygotowanym. Zamiast kłócić się w internecie, warto spytać - gdzie jest najbliższy schron i dlaczego tak daleko? Co zrobić, aby zapewnić bezpieczeństwo sobie i bliskim? A przede wszystkim, jak nie stać się narzędziem wrogiej propagandy?

Czego sobie i państwu życzę.

Portal Obronny SE Google News
Sonda
Czy Polska posiada dostateczną obronę przeciwlotnicza i przeciwrakietową?