- Jakie systemowe rozwiązania w WSZ są „na wyciągnięcie ręki” według gen. Gieleraka?
- Dlaczego rozwój zawodowy, a nie wynagrodzenie, jest kluczowym czynnikiem decydującym o pozostaniu lekarzy w wojsku?
- Na czym polega konieczność reformy systemu kadrowego i jakie konkretne zmiany miałyby zwiększyć atrakcyjność służby?
- Czy nowe Dowództwo Wojsk Medycznych ma realne kompetencje do rozwiązania kryzysu kadrowego, czy na razie pozostaje „półkrokiem”?
- Jakie najważniejsze bariery systemowe i organizacyjne ujawniła konferencja „Lekarz wojskowy w cieniu deficytu”?
Pieniądze to nie wszystko. Czego od wojska oczekują lekarze?
Autorzy raportu zwracają uwagę, że dane z ostatnich lat jednoznacznie wskazują na krytyczny deficyt lekarzy wojskowych w stosunku do realnych potrzeb operacyjnych Sił Zbrojnych RP. Według stanu na 2025 r. spośród 1506 etatów lekarskich przewidzianych w strukturach Wojska Polskiego obsadzonych zostało zaledwie 888 stanowisk, co przekłada się na 59-procentowe pokrycie etatowe i deficyt wynoszący 618 lekarzy różnych specjalności.
– Chciałbym odczarować przekonanie, które jest dominującym powszechnie, że to pieniądze decydują o tym, czy lekarze wojskowi będą służyć, czy nie.
WIM przeprowadził badania, z których wynika, że zaledwie 13 proc. lekarzy traktuje wynagrodzenie jako czynnik istotny dla kontynuacji służby wojskowej.
– Dla zdecydowanej większości, ponad 81 proc., czynnikiem decydującym jest możliwość rozwoju zawodowego. Chodzi więc o to, czy młodzi lekarze wojskowi mają szanse realizować specjalizację, w jakich warunkach oraz jakie możliwości rozwoju zawodowego stają przed nimi po jej ukończeniu.
Konieczna jest reforma systemu kadrowego. To byłoby trudne zadanie?
Zdaniem dyrektora WIM reforma systemu kadrowego powinna opierać się na czymś, co na cywilnym rynku pracy stanowi dziś oczywistość: na znalezieniu optymalnego połączenia potrzeb sił zbrojnych wobec personelu medycznego z aspiracjami zawodowymi i oczekiwaniami rozwojowymi samych lekarzy.
– Paradoksalnie, z uwagi na to, że Wojskowa Służba Zdrowia jest małym wycinkiem całego systemu ochrony zdrowia, siły zbrojne mają nieporównywalnie większe możliwości osiągnięcia sukcesu niż segment cywilny rynku zdrowia. Jest tak z jednej prostej przyczyny: system ogólny funkcjonuje jak lotniskowiec. Zanim zmieni kierunek, minie dużo czasu. My natomiast, uwzględniając aspekty związane ze specyficzną kulturą organizacyjną obowiązującą w siłach zbrojnych. Tu decyzja oznacza przejście do fazy wykonania, a nie zaproszenie do dalszej dyskusji – jesteśmy w stanie przeprowadzić taką zmianę sprawnie i w bardzo krótkim terminie.
Według gen. Gieleraka rozwiązania systemowe w zakresie wojskowej służby zdrowia są więc na wyciągnięcie ręki i nie muszą być kwestią lat.
– Diagnozujemy problemy od wielu lat, przyglądamy się ich skutkom, dzięki czemu możemy precyzyjnie i bez zbędnych opóźnień odpowiedzieć na bieżące wyzwania.
Autorzy raportu WIM wskazują na konieczność natychmiastowego usunięcia zadań pozamedycznych z zakresu obowiązków lekarzy w jednostkach liniowych, a zatem na swoistą realokację czasu pracy z doskwierającego nadmiaru biurokracji na praktyczną medycynę i doskonalenie zawodowe.
W obecnym systemie mamy do czynienia z pewnym paradoksem. O ile lekarz w trakcie specjalizacji ma ustawowo zagwarantowane 27 godzin tygodniowo na prowadzenie szkolenia, o tyle ten, który specjalizację już ukończył, często przez siły zbrojne traktowany jest jako już wykształcony, a wojsko nie widzi potrzeby jego dalszego rozwoju.
– Trzeba tym ludziom umożliwić rozwój zawodowy. Czy to w obszarze własnej specjalizacji lub podspecjalizacji, czy też poprzez wybór ścieżki dowódczo-sztabowej. Takie osoby będą wtedy kierowane na studia krajowe lub zagraniczne po to, aby nabywać kompetencji niezbędnych do zarządzania systemem ochrony zdrowia w wojsku, jak i w warunkach kryzysu na poziomie taktycznym i operacyjnym, a na kolejnych etapach rozwoju także strategicznym, uwzględniającym np. systemową integrację cywilno-wojskową.
Jest Dowództwo Wojsk Medycznych. To krok ku zażegnaniu kryzysu?
Gen. Gielerak pytany był też o nowo powołane Dowództwo Wojsk Medycznych i o to, czy stanowi ono pewien krok do przodu w kierunku rozwiązania kryzysu w Wojskowej Służbie Zdrowia. Zdaniem dyrektora WIM w tej chwili jest to „półkrok”, najważniejsze jednak, że kierunek zmian został zainicjowany.
– Wierzę jednocześnie w mądrość najwyższych decydentów, która pozwoli osiągnąć zdolności, jakich pilnie potrzebuje dziś wojskowa służba zdrowia. Lepszego rozwiązania niż samodzielne, w pełni zintegrowane pod jednym dowództwem wojska medyczne nie ma. Wszyscy mamy świadomość tego, że dowództwo w pełnym tego słowa znaczeniu musi oznaczać, że dowódca Wojsk Medycznych posiada wszelkie kompetencje niezbędne do tego, aby realnie zarządzać zasobami, którymi dysponuje Wojskowa Służba Zdrowia – zarówno materiałowymi, jak i ludzkimi. Dzisiaj jednak dowódca Wojsk Medycznych nie posiada takich kompetencji, a krytyczne kwestie, jak te dotyczące szkolenia i kształcenia kadr medycznych, znajdują się poza zakresem jego odpowiedzialności.
Zdaniem rozmówcy PAP trudno sobie wyobrazić, że w tych warunkach dowódca będzie w stanie zaplanować atrakcyjną ścieżkę rozwoju dla podległych sobie ludzi, a tym samym zachęcić ich do tego, aby chcieli pozostać w służbie.
Konkretna debata. Lekarz wojskowy w cieniu deficytu
W piątek (29 listopada) w WIM odbyła się II Doroczna Konferencja „Lekarz wojskowy w cieniu deficytu – motywacje, bariery i znaczenie dla bezpieczeństwa państwa”. Debata dotyczyła przede wszystkim merytorycznej odpowiedzi na systemowe wyzwania, przed którymi dziś stoi wojskowa służba zdrowia.
Korpus lekarski, kluczowy dla zabezpieczenia medycznego sił zbrojnych, mierzy się obecnie z kumulacją problemów strukturalnych:
• postępującym deficytem kadrowym,
• zaostrzonymi standardami działania związanymi z podniesioną gotowością operacyjną,
• niekorzystnymi trendami demograficznymi oraz
• ograniczoną konkurencyjnością warunków służby wobec sektora cywilnego...
Polecany artykuł: