24 września 2026 r. w Warszawie odbyła się oficjalna wizyta premiera Bułgarii Rumena Radewa i towarzyszącej mu delegacji (m.in. ministra obrony). Po rozmowach z premierem Donaldem Tuskiem odbyła się wspólna konferencja prasowa, której fragment opublikowały Wojskowe Zakłady Lotnicze Nr 2 S.A.
Radev, sam były pilot wojskowy, otwarcie przyznał, że Bułgaria nie ma innej realnej opcji utrzymania floty MiG-29 w stanie gotowości operacyjnej niż współpraca z Polską. Podkreślił wysoką jakość usług świadczonych przez WZL-2 – firmę należącą do Polskiej Grupy Zbrojeniowej – i poinformował o kolejnym zamówieniu na remonty silników.
„Jesteśmy zadowoleni z jakości firmy WZL-2. Jestem pod wrażeniem wysokiego poziomu technologii w tym przedsiębiorstwie” – mówił bułgarski premier.
Bułgarskie myśliwce MiG-29, stanowiące przez dekady trzon lotnictwa bojowego tego kraju, miały już dawno ustąpić miejsca nowoczesnym maszynom F-16. Jednak seria opóźnień w dostawach amerykańskich samolotów oraz wyzwania szkoleniowe sprawiły, że wysłużone samoloty produkcji radzieckiej muszą pozostać w służbie co najmniej do lat 2028-2030. W tej skomplikowanej kwestii kluczowym partnerem dla Bułgarii, umożliwiającym utrzymanie zdolności operacyjnych, stała się Polska. Bułgarski premier Rumen Radew określił współpracę z Polską jako "jedyną szansę" na utrzymanie sprawności MiG-29. Potwierdził również zamiar zlecenia kolejnych remontów.
Tusk potwierdził gotowość Warszawy do pogłębienia partnerstwa obronnego i wskazał, że sprawa MiG-ów była jednym z tematów rozmów. "Spojrzałem na ministra Tomczyka [Cezarego, wiceszefa MON - dop. red.] i pokazał tak [kciuk w górę - dop. red.]. Więc usłyszysz dobre wieści, jak będziemy o MIG-ach rozmawiać" - przekazał Donald Tusk zwracając się do Radewa. Podczas rozmów omawiano także możliwość przekazania Bułgarii części zamiennych do MiG-29. Według informacji medialnych bułgarskie MON przekazało stronie polskiej listę potrzebnych elementów, a obie strony rozmawiały o możliwościach ich zabezpieczenia.
Jednocześnie Radev zapowiedział, że Bułgaria będzie polegać na Polsce także przy utrzymaniu swoich F-16. Polski przemysł obronny już uczestniczy w serwisowaniu tych samolotów, a strony rozważają też współpracę w zakresie szkolenia personelu.
Bułgarskie MiG-29 nie odchodzą na emeryturę. Jak opóźnienia F-16 związały Sofię z Warszawą
Bułgarskie Siły Powietrzne weszły w posiadanie swoich pierwszych myśliwców MiG-29 na przełomie lat 1989-1990, tuż przed upadkiem Układu Warszawskiego. Dostawy z ZSRR objęły łącznie 22 maszyny: 18 w eksportowej wersji 9.12A oraz cztery dwumiejscowe, szkolno-bojowe MiG-29UB (wersja 9.51). Przez ponad trzy dekady samoloty te stanowiły podstawę obrony powietrznej kraju, jednak z biegiem lat ich utrzymanie stawało się coraz większym wyzwaniem.
Problem nasilił się po aneksji Krymu przez Rosję i późniejszej pełnoskalowej inwazji na Ukrainę, co uniemożliwiło współpracę wojskowo-techniczną z producentem. Bez dostępu do rosyjskich części zamiennych i serwisu, Bułgaria, jako członek NATO, stanęła przed groźbą utraty zdolności do ochrony własnej przestrzeni powietrznej. Z floty kilkunastu maszyn, w stanie zdatności do lotu pozostaje jedynie kilka, choć dokładna liczba jest informacją niejawną. Szacuje się, że w 2026 roku koszty utrzymania tej starzejącej się floty wyniosą ponad 86 milionów lewów.
Następca, który nie nadlatuje: Problemy z programem F-16
Ratunkiem dla bułgarskiego lotnictwa miał być program modernizacyjny, którego sercem jest zakup 16 amerykańskich myśliwców F-16 Block 70. Pierwszą umowę na osiem maszyn podpisano w 2019 roku, a kolejną na następne osiem w 2022 roku. Niestety, program od początku napotykał na poważne problemy. Pandemia COVID-19 spowodowała zakłócenia w łańcuchach dostaw, co opóźniło produkcję w zakładach Lockheed Martin. Pierwsze F-16, które miały dotrzeć w latach 2023-2024, zaczęły pojawiać się w Bułgarii dopiero w 2025 roku. Co więcej, dostawy drugiej partii, planowane na 2027 rok, mogą opóźnić się nawet do roku 2030. Dodatkowymi wyzwaniami są niedostateczna liczba wyszkolonych pilotów i personelu naziemnego oraz braki w infrastrukturze lotniskowej. Wszystko to sprawiło, że bułgarski resort obrony oficjalnie ogłosił konieczność przedłużenia eksploatacji MiG-29 do czasu, aż nowe F-16 osiągną pełną gotowość operacyjną, co może nastąpić dopiero około 2030 roku.
W obliczu braku możliwości serwisowania MiG-ów w Rosji, Bułgaria zwróciła się o pomoc do Polski, która przez lata z sukcesem utrzymywała i modernizowała własną flotę tych maszyn. Współpraca z polskim przemysłem, a w szczególności z Wojskowymi Zakładami Lotniczymi Nr 2 w Bydgoszczy, okazała się kluczowa. Już w 2023 roku podpisano umowę na remont sześciu silników RD-33, które napędzają bułgarskie myśliwce.
Oprócz remontów silników, Bułgaria jest również poważnie zainteresowana pozyskaniem wycofywanych z Sił Powietrznych RP myśliwców MiG-29. Miałyby one posłużyć głównie jako źródło trudno dostępnych części zamiennych, co pozwoliłoby podtrzymać funkcjonowanie reszty bułgarskiej floty do końca dekady.
Choć MiG-29 pozostaną na bułgarskim niebie dłużej niż planowano, ich era nieuchronnie dobiega końca. Proces przezbrajania na F-16, mimo że trudny i opóźniony, jest kontynuowany. Pierwsze wspólne loty bułgarskich F-16 i MiG-29 już się odbyły, symbolizując przekazanie pałeczki w misji ochrony przestrzeni powietrznej. Długoterminowo, pełna eskadra nowoczesnych myśliwców F-16 Block 70 znacząco wzmocni pozycję Bułgarii w strukturach NATO i wyeliminuje zależność od postsowieckiej technologii.
Do tego czasu jednak Bułgaria pozostanie jednym z ostatnich państw Sojuszu Północnoatlantyckiego, które w codziennej służbie bojowej polega na myśliwcach MiG-29 – maszynach z innej epoki, utrzymywanych w powietrzu dzięki strategicznemu partnerstwu z Polską.