- Amerykański oficer został zestrzelony nad Iranem, co zapoczątkowało dramatyczny wyścig z czasem.
- Misja ratunkowa z udziałem elitarnej jednostki Navy SEAL Team 6, odbyła się w skrajnie trudnych warunkach.
- Uratowanie pilota wiązało się z poświęceniem cennego sprzętu wojskowego i budzi pytania o koszty konfliktu.
Jak donosi New York Times, według przedstawicieli amerykańskiej administracji i wojska, poszkodowany oficer, operator systemów uzbrojenia, przez ponad 24 godziny ukrywał się w górzystym terenie, mając przy sobie jedynie pistolet. Drugi członek załogi po zestrzeleniu myśliwca F-15E Strike Eagle nad Iranem katapultował się i został szybko odnaleziony. Uruchomiona misja CSAR była walką z czasem, ponieważ amerykańskiego pilota szukali również Irańczycy. Jego pojmanie mogło mieć istotnym wpływ na przebieg konfliktu, morale Irańczyków, ale też nastroje społeczne wśród Amerykanów. Zwłaszcza że od piątku, 3 kwietnia irańska państwowa telewizja wzywała ludność do pomocy w schwytaniu „wrogich pilotów”, ogłaszając nagrodę za przekazanie żywych żołnierzy. Jej wysokość wynosiła równowartość około 76 tysięcy dolarów.
Operacja, która przejdzie do historii
Operację przeprowadzili komandosi z elitarnej jednostki Navy SEAL Team 6 przy wsparciu setek żołnierzy oraz rozbudowanych zdolności wywiadowczych, cybernetycznych i powietrznych. Ranny oficer został ostatecznie przetransportowany do Kuwejtu, gdzie otrzymał pomoc medyczną. Jak podkreślono, wśród amerykańskich żołnierzy nie było ofiar. „MAMY GO!” - oznajmił Donald Trump w poście opublikowanym 5 kwietnia w mediach społecznościowych. „Ten dzielny wojownik znajdował się za liniami wroga w zdradliwych górach Iranu, ścigany przez naszych przeciwników, którzy z każdą godziną byli coraz bliżej”. Prezydent USA dodał, że uratowany oficer, pułkownik Sił Powietrznych, „odniósł obrażenia, ale będzie całkowicie zdrowy”.
W trakcie poszukiwań CIA prowadziła działania dezinformacyjne, mające zmylić irańskie siły i przekonać je, że pilot został już ewakuowany. Agencji udało się także ustalić dokładną lokalizację ukrywającego się żołnierza, a to znacząco ułatwiło przeprowadzenie akcji ratunkowej.
New York Times zaznacza, że misja była wyjątkowo trudna. Oficer przemieszczał się w trudnym, górskim terenie, a irańskie siły intensywnie przeczesywały okolicę. Amerykański dziennik donosi, że operator uzbrojenia w pewnym momencie wspiął się na grzbiet górski na wysokości ponad 2100 metrów. Aby go odzyskać Amerykańskie lotnictwo prowadziło ataki na konwoje przeciwnika, żeby utrzymać je z dala od miejsca ukrycia pilota. Jeden z wojskowych przekazał, że podczas zbliżania się amerykańskich komandosów do miejsca akcji, oddawali oni ostrzegawcze strzały, aby powstrzymać Irańczyków, lecz nie doszło do bezpośredniej wymiany ognia.
„ Oficer posiadał nadajnik sygnału ratunkowego oraz bezpieczne urządzenie komunikacyjne do koordynacji z siłami prowadzącymi akcję. Jednak ograniczał użycie nadajnika, obawiając się, że Irańczycy mogliby wykryć jego sygnał” - podał New York Times.
Według Donalda Trumpa przeprowadzona operacja to dowód, że irańska obrona została poważnie osłabiona lub całkowicie zniszczona. „Fakt, że udało nam się przeprowadzić obie te operacje bez ANI JEDNEGO zabitego lub nawet rannego Amerykanina, dowodzi po raz kolejny, że osiągnęliśmy absolutną dominację i przewagę w powietrzu nad niebem Iranu” - napisał w mediach społecznościowych prezydent USA.
Komplikacje podczas misji odbijania amerykańskiego oficera
Podczas ewakuacji doszło do komplikacji. Dwa samoloty transportowe nie mogły opuścić polowego lotniska na terenie Iranu. Dowództwo zdecydowało o wysłaniu kolejnych maszyn, a uszkodzony sprzęt został zniszczony, aby nie wpadł w ręce przeciwnika. Z pojawiających się doniesień wynika, że Amerykanie zostali zmuszeni do wysadzenia najprawdopodobniej dwóch samolotów HC-130J Combat King II, czyli specjalnej odmiany transportowego samolotu Lockheed C-130J Hercules, którego zadaniem jest tzw. „personnel recovery”, czyli odzyskiwanie ludzi z rejonów działań wojennych, często w bardzo trudnych i niebezpiecznych warunkach. Na miejsce miały zostać skierowane dodatkowe trzy maszyny typu HC-130J Combat King II.
Zestrzelenie F-15E oraz wcześniejsza utrata samolotu A-10 Warthog wywołały pytania o realne zdolności obronne Iranu po miesiącu intensywnych ataków. Jednocześnie strona amerykańska podkreśla, że skuteczna operacja ratunkowa świadczy o przewadze powietrznej USA nad irańskim terytorium. Warto zaznaczyć, że od początku rozpoczęcia operacji „Epic Furry”, czyli od 28 lutego 2026 roku, według danych Pentagonu z 3 kwietnia 2026 r., odnotowano 365 amerykańskich żołnierzy rannych w akcji oraz 13 zabitych.
Nowo opublikowane dane pokazują, że największy odsetek rannych w operacji „Epic Fury” przypada na US Army. 247 z 365 wszystkich poszkodowanych pochodzi z tej formacji. Marynarka wojenna (US Navy) odnotowała 63 rannych, siły powietrzne (US Air Force) - 36, a piechota morska (US Marine Corps) - 19. Operacja prowadzona w Iranie to także ogromne koszty dla Waszyngtonu, w tym koszty zużytej amunicji. Przykładowo, amerykańska marynarka wojenna wystrzeliła w pierwszych czterech tygodniach „Epic Fury” ponad 850 pocisków manewrujących Tomahawk, ustanawiając nowy rekord zużycia tej broni w pojedynczej kampanii.
CSIS (ang. Center for Strategic and International Studies) amerykański, bezpartyjny think tank szacuje, że pierwsze 100 godzin operacji miało kosztować około 3,7 mld dol., z czego większość była związana z amunicją i nie była wcześniej ujęta w budżecie. CSIS podaje też, że pocisk Tomahawk kosztuje około 3,6 mln dol. Pociski te nie są jedyną bronią wykorzystywaną i zużywaną podczas prowadzonych przez Amerykanów działań w Iranie. Na tej liście znajdują się chociażby pociski PAC-3 MSE do Patriotów, czy JASSM.