- 28 lutego 2026 roku USA i Izrael rozpoczęły operację militarną przeciwko Iranowi, mającą na celu zniszczenie irańskiego programu nuklearnego i rakietowego. W wyniku ataków zginął Najwyższy Przywódca Iranu, Ali Chamenei, oraz wielu wysokich rangą dowódców wojskowych.
- Iran odpowiedział atakami rakietowymi i dronowymi na Izrael oraz amerykańskie bazy w regionie, zamykając strategiczną cieśninę Ormuz. Mimo przewagi technologicznej USA i Izraela, Iran stosuje strategię wojny asymetrycznej, wykorzystując rakiety, drony i regionalnych sojuszników.
- Celem operacji USA i Izraela jest zniszczenie irańskich zdolności militarnych i zmiana reżimu, jednak eksperci wskazują na trudności w osiągnięciu tego celu wyłącznie za pomocą nalotów. Brak uzbrojonej opozycji i silna nienawiść do USA w Iranie mogą utrudnić obalenie reżimu.
- Konflikt rozszerzył się na inne kraje regionu, m.in. na Liban, gdzie izraelskie samoloty bombardują cele Hezbollahu. Rosja pozostaje w kontakcie z Iranem i innymi państwami dotkniętymi konfliktem, apelując o powściągliwość.
Wczesnym rankiem w sobotę, 28 lutego, po miesiącach dyplomatycznych przepychanek i nieudanych negocjacji, Stany Zjednoczone i Izrael przystąpiły do działania. Rozpoczęła się seria precyzyjnych uderzeń z powietrza, które wstrząsnęły kluczowymi ośrodkami w całym Iranie.
Skoordynowane działania przybrały formę dwóch równoległych operacji: amerykańskiej "Epicka Furia" (Epic Fury) oraz izraelskiej "Ryczący Lew" (Lion's Roar). Izraelskie siły powietrzne, wykorzystując około 200 myśliwców, zaatakowały blisko 500 celów na terytorium Iranu. Głośne eksplozje słyszane były nie tylko w stolicy, Teheranie, ale również w miastach Kom, Isfahan, Karadż oraz w pobliżu strategicznych instalacji nuklearnych w Fordow i Tebrizie. Celem stały się ośrodki dowodzenia, infrastruktura wojskowa, bazy rakietowe oraz budynki rządowe. Izraelski minister obrony, Israel Kac, określił atak mianem "prewencyjnego", mającego na celu usunięcie bezpośrednich zagrożeń, które rzekomo miały zagrażać ze strony Iranu.
Iran ponosi ciężkie straty
Najbardziej symbolicznym i politycznie doniosłym skutkiem pierwszej fali nalotów była śmierć Najwyższego Przywódcy Iranu, ajatollaha Alego Chameneia. Informację tę, początkowo podawaną przez Waszyngton i Tel Awiw, ostatecznie potwierdziły irańskie media państwowe, ogłaszając 40-dniową żałobę. W atakach zginęli również inni wysocy rangą dowódcy Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, w tym generał Mohammad Pakpur, co spowodowało natychmiastowy kryzys przywództwa w państwie. Według słow Trumpa, od początku operacji zginęło 48 przedstawicieli najwyższych władz Iranu. Trump powiedział także, że w sobotnim ataku USA na Iran zginęło również kilku potencjalnych następców zamordowanego przywódcy ajatollaha Alego Chameneiego. Na ile to są tylko słowa Trump, który lubi wyolbrzymiać, a na ile prawda tego na razie nie wiadomo.
Natomiast Siły Obronne Izraela poinformowały, że w pierwszych atakach na Iran w sobotę zginęło kilku wysokich rangą funkcjonariuszy irańskiego wywiadu. Wśród nich jest Seyed Yahya Hamidi, wiceminister wywiadu Iranu ds. Izraela, który według Sił Obronnych Izraela kierował atakami terrorystycznymi przeciwko Żydom, Zachodowi i „przeciwnikom reżimu w Iranie i za granicą”. Wojsko twierdzi ponadto, że w wyniku ataków zginął Jalal Pour Hossein, szef wydziału szpiegostwa w irańskim Ministerstwie Wywiadu, a także „kilku innych wysokich rangą urzędników zaangażowanych w propagowanie działań terrorystycznych na całym świecie i tłumienie narodu irańskiego”. Siły Obronne Izraela twierdzą, że zabójstwo kierownictwa Ministerstwa Wywiadu „zadało poważny cios zdolnościom reżimu do przeprowadzania ataków terrorystycznych i atakowania przeciwników reżimu w Iranie”. Wojsko poinformowało, że w niedzielę izraelskie siły powietrzne zbombardowały także siedzibę Ministerstwa Wywiadu w Teheranie. Ministerstwo Wywiadu, objęte sankcjami USA, „jest centralnym organem wywiadowczym irańskiego reżimu terrorystycznego, dysponującym najbardziej zaawansowanymi możliwościami w Iranie i działającym pod bezpośrednim zwierzchnictwem najwyższego przywódcy” – twierdzą Siły Obronne Izraela. Siły Obronne Izraela twierdzą, że podczas wojny w Strefie Gazy znalazły dokumenty, które ujawniają wysiłki irańskiego Ministerstwa Wywiadu zmierzające do utworzenia „wspólnego centrum operacji wywiadowczych Hezbollahu, Hamasu i IRGC”.
„Ministerstwo Wywiadu jest również głównym narzędziem irańskiego reżimu terrorystycznego do monitorowania działań obywateli Iranu. Funkcjonariusze ministerstwa dostarczali informacji wywiadowczych, które umożliwiły brutalne tłumienie protestów przez lata” – dodają Siły Obronne Izraela.
Jak podaje Irański Czerwony Półksiężyc, w wyniku ataków USA i Izraela, w Iranie zginęło łącznie 555 osób. „W wyniku syjonistyczno-amerykańskich ataków terrorystycznych przeprowadzonych w różnych regionach naszego kraju, do tej pory ucierpiało 131 miast, a niestety 555 naszych rodaków straciło życie” – informuje grupa w poście na Telegramie. Liczby nie uwzględniają rozróżnienia między wojskowymi, przywódcami i cywilami w kontekście ataków.
Zdjęcia satelitarne wykonane w niedzielę (1 marca) pokazują zniszczenia irańskich baz wojskowych w wyniku ataków USA i Izraela oraz czarny dym unoszący się nad Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi po prawdopodobnym irańskim kontrataku. Zdjęcia opublikowane przez Vantor pokazują skutki ataków na irańskie bazy wojskowe w pobliżu Konaraku nad Zatoką Omańską, jak twierdzi firma zajmująca się obrazowaniem satelitarnym. Zdjęcia pokazują poważne zniszczenia bazy marynarki wojennej, w tym ślady zatopienia co najmniej dwóch statków.
Szef ONZ ds. energetyki jądrowej Rafael Grossi stwierdził, że jego agencja „nie ma żadnych przesłanek” wskazujących na to, że jakiekolwiek instalacje nuklearne w Iranie zostały uszkodzone lub trafione w wyniku ataków amerykańsko-izraelskich.
„Wysiłki mające na celu skontaktowanie się z irańskimi organami nadzoru jądrowego… trwają, jak dotąd bez odpowiedzi. Mamy nadzieję, że ten niezbędny kanał komunikacji zostanie przywrócony jak najszybciej” – powiedział Grossi, otwierając specjalną sesję Rady Gubernatorów Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA) poświęconą Iranowi.
Grossi stwierdził, że sytuacja na Bliskim Wschodzie jest „bardzo niepokojąca” i wezwał do „najwyższej powściągliwości” po izraelsko-amerykańskich atakach na Iran i odwetowych atakach rakietowych.
„Powtarzam apel do wszystkich stron o zachowanie maksymalnej powściągliwości w celu uniknięcia dalszej eskalacji” – powiedział Grossi.
Operacja do osiągnięcia wszystkich celów
Operacja z 28 lutego była demonstracją przytłaczającej przewagi technologicznej i militarnej, jaką dysponują Stany Zjednoczone i Izrael. Atak nie ma na celu pełnoskalowej okupacji, lecz jest postrzegany jako chirurgiczna kampania mająca na celu sparaliżowanie zdolności militarnych Teheranu. Wstępne doniesienia sugerowały, że USA przeprowadziły 900 ataków w ciągu pierwszych 12 godzin operacji, podczas gdy Izrael twierdził, że zbombardował 1200 razy w ciągu pierwszych 24 godzin. Siły Obronne Izraela (IDF) również ogłosiły, że osiągnęły przewagę powietrzną nad Teheranem. IDF wcześniej zaatakowały irańską obronę powietrzną na początku 12-dniowej wojny, co pozwoliło im szybko ustanowić i utrzymać przewagę powietrzną nad większą częścią Iranu.
Według Institute for the Study of War (ISW) siły USA i IDF podzieliły swoje kierunki działań zgodnie ze swoimi odpowiednimi mocnymi stronami. Staki USA skupiały się na atakowaniu strategicznej infrastruktury, takiej jak obrona powietrzna, węzły dowodzenia i kontroli, sieci logistyczne, obiekty przemysłowe i irańska struktura wojskowa, podczas gdy Siły Obronne Izraela (IDF) koncentrowały się na atakowaniu wyrzutni rakiet balistycznych i irańskich przywódców.
Premier Izraela, Benjamin Netanjahu, oświadczył, że jej celem jest usunięcie egzystencjalnego zagrożenia ze strony reżimu irańskiego i niedopuszczenie, by Teheran wszedł w posiadanie broni nuklearnej. Prezydent USA Donald Trump w swoim stylu podkreślił, że operacja ma na celu ostateczne zniszczenie irańskiego programu rakietowego i wyeliminowanie "bezpośredniego zagrożenia". Zwrócił się również do Irańczyków, sugerując, że interwencja jest ich "jedyną szansą od pokoleń" na odzyskanie kontroli nad rządem.
W niedzielnym orędziu prezydent USA Donald Trump oświadczył, że amerykańskie siły będą kontynuować operację do osiągnięcia wszystkich celów. Biały Dom poinformował, że najwyżsi rangą urzędnicy amerykańscy, w tym sekretarz stanu Marco Rubio, przedstawią we wtorek (3 marca) Kongresowi argumenty za atakiem na Iran, podczas gdy Demokraci i niektórzy Republikanie kwestionują zasadność tego kroku.
Trump przyznał, że może się to wiązać z kolejnymi ofiarami wśród żołnierzy. Wcześniej armia USA poinformowała, że w operacji zginęło trzech amerykańskich żołnierzy, a pięciu zostało poważnie rannych. Według jego słów operacja przeciwko Iranowi może potrwać cztery tygodnie z możliwością krótszego lub dłuższego okresu. Jednak w wywiadzie dla ABC, przyznał, że zawsze myślał, że wojna może trwać cztery, pięć tygodni, po raz kolejny wyjaśniając, że może to potrwać dłużej lub krócej. Trump powiedział, że siły USA zatopiły dziewięć irańskich okrętów. Przekazał też, że nowe władze tego kraju chcą rozmawiać z USA, a on zgodził się na to. Nie ujawnił, kiedy miałoby dojść do takich rozmów.
Iran nie będzie negocjował
Jednak co innego mówią same władzę Iranu. Szef irańskich służb bezpieczeństwa Ali Larijani, który był również doradcą byłego Najwyższego Przywódcy Iranu, napisał w poście na X/Twitter, że Teheran nie będzie negocjował ze Stanami Zjednoczonymi. Wpis Larijaniego stanowił odpowiedź na doniesienia, że Iran próbuje wznowić negocjacje z Waszyngtonem po wspólnych atakach powietrznych USA i Izraela.
Jak napisał w mediach społecznościowych, to „pobożne życzenia” prezydenta Trumpa wciągnęły region w niepotrzebną wojnę. „Słusznie martwi się o kolejne ofiary wśród Amerykanów” – powiedział Larijani, argumentując, że wojna służy jedynie interesom Benjamina Netanjahu, premiera odwiecznego wroga Iranu, Izraela. „To rzeczywiście bardzo smutne, że poświęca amerykańskie bogactwa i krew, by realizować bezprawne ekspansjonistyczne ambicje Netanjahu”.
Szef irańskiego MSZ Abbas Aragczi ocenił w piśmie do ONZ, że zabicie najwyższego przywódcy Iranu, ajatollaha Alego Chameneia, naruszyło prawo międzynarodowe i otworzyło „niebezpieczną puszkę Pandory”. W piśmie do ONZ Aragczi ocenił, że zabicie Chameneia „stanowi poważne i bezprecedensowe naruszenie najbardziej podstawowych norm regulujących stosunki między państwami”. Wezwał Radę Bezpieczeństwa ONZ, aby pociągnęła USA i Izrael do odpowiedzialności.
„Takie postępowanie nie tylko narusza ustalone zasady prawa międzynarodowego; otwiera ono niebezpieczną puszkę Pandory, niszcząc podstawy suwerennej równości i stabilność systemu międzynarodowego” – napisał.
Minister spraw zagranicznych Iranu napisał w poście na portalu X, że irańska armia przeanalizowała „porażki armii USA na wschodzie i zachodzie”, mając na myśli Afganistan i Irak. „Wyciągnęliśmy odpowiednie wnioski” – powiedział. „Bombardowania w naszej stolicy nie mają wpływu na naszą zdolność do prowadzenia wojny”.
Prezydent Iranu, Masud Pezeszkian, w pierwszym publicznym wystąpieniu po ataku nie pozostawił złudzeń co do determinacji władz. Oświadczył, że Iran ma "obowiązek i uzasadnione prawo" do odwetu, a wymierzenie sprawiedliwości sprawcom nazwał historyczną zbrodnią.
Kreml z kolei poinformował w poniedziałek (2 marca), że Rosja pozostaje w stałym kontakcie z irańskimi władzami w sprawie, jak to określiła, „otwartej agresji” na Teheran. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow poinformował, że Rosja pozostaje w kontakcie również z przywódcami innych państw dotkniętych konfliktem, w tym państw Zatoki Perskiej.
Zdolności obronne i odwetowe Iranu: Asymetria sił
Stany Zjednoczone i Izrael udowodnili swoją całkowitą supremację w powietrzu, wykorzystując m.in. nowoczesne myśliwce F-35. Na papierze irańskie siły zbrojne wyglądają imponująco liczą około 610 tys. żołnierzy w służbie czynnej i 350 tys. rezerwistów. Jednak większość sprzętu, zwłaszcza w wojskach lądowych, jest przestarzała i pochodzi jeszcze z lat 70. i 80. XX wieku. Potwierdzone straty z pierwszych dni konfliktu obejmują m.in. starsze typy samolotów, które przetrwały w służbie tylko dzięki lokalnym modernizacjom.
Mimo druzgocącego pierwszego uderzenia, Iran odpowiedział. Teheran zadeklarował, że będzie atakować amerykańskie bazy w regionie. Jego strategia polega na wykorzystaniu dronów Shahed i pocisków balistycznych. Islamska Republika rozszerzyła zasięg konfliktu, uderzając w ostatnich dniach także w obszary cywilne i handlowe w wielu miastach nad Zatoką. Jego strategia opiera się na asymetrii tam, gdzie brakuje nowoczesnej technologii, Teheran nadrabia liczbą, determinacją i niekonwencjonalnymi metodami walki.
Prawdziwa siła odstraszania Iranu leży w jego rozbudowanym arsenale rakiet balistycznych i manewrujących, a także w zaawansowanym programie dronów bojowych. W odpowiedzi na atak, Iran wystrzelił ponad 100 rakiet i dronów w kierunku Izraela oraz zaatakował amerykańskie bazy wojskowe w Kuwejcie, Katarze, Bahrajnie i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Równocześnie Teheran ogłosił zamknięcie strategicznej cieśniny Ormuz, co jest bezpośrednim zagrożeniem dla światowego handlu ropą.
Według Jonathana Hacketta, autor książki o irańskiej strategii tajnej wojny, który rozmawiał z The Guardian, Teheran posiada „od 1500 do 3000 pocisków balistycznych o różnym zasięgu i różnym poziomie gotowości”, ale ich zapasy szybko się wyczerpują. Izrael oszacował, że Iran wystrzelił ich 170 w pierwszym dniu wojny. Przed wojną Iran produkował kilkadziesiąt pocisków miesięcznie w podziemnych bazach, ale Izrael i Stany Zjednoczone w obecnej kampanii bombardowań obierają za cel wyrzutnie i zakłady produkcyjne.
Mimo tego ISW zwraca uwagę, że Iran, jak się wydaje, wystrzelił znacznie mniej amunicji w kierunku Izraela 1 marca niż 28 lutego, co sugeruje, że amerykańsko-izraelskie wysiłki mające na celu osłabienie irańskich możliwości odwetowych przynoszą efekty. Iran także wydaje się również w większym stopniu polegać na dronach niż na pociskach balistycznych w swoich atakach uderzeniowych wymierzonych w państwa Zatoki Perskiej.
Jak dotąd skala ataków odwetowych była znaczna, ale w większości przypadków były one mało skuteczne i prawdopodobnie będą coraz słabsze. Według ministerstwa obrony ZEA, w Zjednoczonych Emiratach Arabskich zginęły trzy osoby, gdy Iran wystrzelił w kierunku kraju 165 pocisków i 541 dronów. Spośród dronów 35 przedarło się przez obronę i spowodowało szkody materialne, podczas gdy pociski nie. Jak zauważa The Guardian, Teheran zakłada, że w pewnym momencie pocisk lub dron przedostanie się przez granicę i wyrządzi wystarczające szkody, by skłonić USA lub Izrael do ponownego przemyślenia swojej decyzji, albo że dysponuje wystarczającą liczbą pocisków i dronów, by wyczerpać amerykańską, izraelską i inne systemy obrony powietrznej w regionie. To próba wyciągnięcia wniosków z Ukrainy, gdzie złożone salwy z użyciem wabików, dronów i pocisków sprawiają, że niewielka liczba jednostek przedostaje się i osiąga cel.
Dla Iranu na pewno czymś, co podbuduje jego morale i może zmusi do negocjacji USA, będzie uderzenie, ale też niekoniecznie, w okręt wojenny USA np. lotniskowiec lub w bazę, w której zginą żołnierze. Będzie to jednak stanowić ryzyko. Sondażu Reuters/Ipsos wykazał, że 27% Amerykanów popiera ataki 43% respondentów jest przeciwnych, a 29% nie ma pewności. Co oznacza, że tylko co czwarty Amerykanin popiera ataki na ten bliskowschodni kraj. Około dziewięciu na dziesięciu respondentów stwierdziło, że słyszało przynajmniej trochę o atakach. Gdyby doszło do poważnych strat, istnieje szansa, że Amerykanie będą żądać odwetu jak przy 11 września. Z drugiej strony Trump obiecał w kampanii, że nie będzie rozpoczynał wojen i że powstrzyma śmierć Amerykanów. Środowisko MAGA ponownie jak przy wcześniejszych operacjach Trumpa już narzeka na jego działania.
Kluczowym elementem strategii Iranu jest również wykorzystywanie tzw. "osi oporu" – regionalnych sojuszników, takich jak Hezbollah w Libanie czy ruch Huti w Jemenie, którzy mogą otworzyć nowe fronty konfliktu.
Dlatego też rzecznik izraelskiego wojska, generał Effie Defrin poinformował w poniedziałek 2 marca setki izraelskich samolotów bombardują jednocześnie cele w Iranie i Libanie. Iraelskie wojsko poinformowało też, że wzmocniło obecność przy granicy z Libanem, ale w tej chwili nie ma planów inwazji na ten kraj. Defrin ostrzegł, że wspierany przez Iran libański Hezbollah zapłaci wysoką cenę za ataki na Izrael. „Hezbollah otworzył ogień wczoraj wieczorem. Wiedzieli dokładnie, co robią. Ostrzegaliśmy ich i zapłacą wysoką cenę” – dodał.
„W tej chwili setki izraelskich samolotów jednocześnie atakują Liban i Iran” – oświadczył, dodając, że Izrael „walczy na wielu frontach jednocześnie, w Iranie, Libanie i gdzie indziej”. Kolejny rzecznik izraelskiej armii, podpułkownik Nadaw Szoszani, przyznał wcześniej, że Izrael wzmocnił swoją obecność wojskową po własnej stronie granicy z Libanem, ale nie ma obecnie planów inwazji lądowej na sąsiedni kraj. Siły Obronne Izraela ogłosiły wcześniej przeprowadzenie ataku przeciwko „wysokiemu rangą terroryście” Hezbollahu w stolicy Libanu, Bejrucie. Libańskie media doniosły, że Izrael uderzył w południowe przedmieścia Bejrutu, bastion Hezbollahu. Saudyjski portal Al Hadath powiadomił w poniedziałek, że podczas ataków izraelskich na Liban zginął szef frakcji parlamentarnej Hezbollahu, Mohammad Raad.
Wojna totalna czy ograniczona kampania? Czy Iran jest w stanie przetrwać?
Pytanie o zdolność Iranu do przetrwania w obliczu tak potężnej koalicji pozostaje otwarte. Z jednej strony, konwencjonalna porażka militarna w starciu z połączonymi siłami USA i Izraela wydaje się nieunikniona. Przewaga technologiczna, finansowa i powietrzna sojuszników jest miażdżąca. Jednak przetrwanie reżimu to nie tylko kwestia siły militarnej. Iran przez dekady budował swoje zdolności do prowadzenia wojny asymetrycznej, opierając się na rakietach, dronach, cyberatakach i siatce regionalnych sojuszników. To właśnie te elementy, w połączeniu z możliwą konsolidacją wewnętrzną w obliczu zewnętrznej agresji, stanowią największe wyzwanie dla strategów w Waszyngtonie i Tel Awiwie. Zniszczenie armii to jedno, ale złamanie woli walki i zniszczenie ideologicznych fundamentów reżimu to zadanie o wiele trudniejsze. Straty na razie ponosi tylko Teheran.
ISW zwraca uwagę, że połączona kampania dekapitacji wysokich rangą irańskich przywódców prawdopodobnie zakłóci zdolność Iranu do skutecznego odwetu na połączoną kampanię uderzeniową. Media opozycyjne w Iranie donosiły, że części irańskiego łańcucha dowodzenia zostały zakłócone, co doprowadziło do problemów z przekazywaniem rozkazów i koordynacją operacyjną. ISW napisał także, że niektórzy dowódcy wojskowi i personel niższej rangi przestali meldować się w swoich bazach i centrach wojskowych z obawy przed uderzeniami. Izraelskie ataki na irańskich przywódców w pierwszym dniu wojny izraelsko-irańskiej w czerwcu 2025 r. opóźniły pierwszą reakcję odwetową Iranu ze względu na zakłócenia w systemie dowodzenia i kontroli - zauważa ISW.
Poza tym think tank zwraca uwagę, że niespójność irańskich ataków odwetowych z 1 marca sugeruje, że irańskie jednostki mogą mieć trudności z koordynacją ataków na dużą skalę. Iran miał już wcześniej trudności z koordynacją zakrojonych na szeroką skalę ostrzałów rakietowych podczas wojny izraelsko-irańskiej i może ponownie mieć z nimi problemy z powodu zakłóceń spowodowanych atakami USA i Izraela.
W najbardziej optymistycznym dla Iranu scenariuszu, reżim przetrwa dzięki konsolidacji wewnętrznej. Atak z zewnątrz może zjednoczyć naród wokół flagi, jak w 1980 roku podczas wojny z Irakiem. Ludzie w Teheranie już wychodzą na ulice jedni świętują śmierć Chameneiego, inni krzyczą "śmierć Ameryce". Jak na razie reżim irański kontynuuje wysiłki na rzecz utrzymania stabilności wewnętrznej. Monitor internetowy Netblocks poinformował 1 marca, że reżim utrzymuje ogólnokrajową blokadę internetu, a irański internet działa zaledwie na poziomie jednego procenta łączności. Jak sądzi Institute for the Study of War (ISW) reżim prawdopodobnie narzucił blokadę internetu, aby uniemożliwić Irańczykom koordynację działań w celu zorganizowania demonstracji przeciwko władzy w związku z atakami USA i Izraela.
Obecnie nie widać żadnych szans, by siły ugodowe ani zewnętrzna z synem szacha miał przejąć władzę, jeśli IRGC utrzyma kontrolę, to wojna asymetryczna może trwać miesiące: ataki na tankowce w Zatoce, cyberwojna na infrastrukturę USA, mobilizacja proxy jak Hezbollah do ataków na Izrael. Paradoksalnie, to mogłoby wzmocnić reżim, czyniąc go męczennikiem w oczach muzułmańskiego świata.
Jednakże koalicja USA-Izrael ma cel: zmiana reżimu. Trump wprost mówi: "Weźcie swój rząd, będzie wasz". Demokratyczny senator USA Chris Coons powiedział, że nie widzi możliwości zmiany reżimu w Iranie w wyniku obecnej operacji.
„Nie znam żadnego przykładu we współczesnej historii, w którym zmiana reżimu dokonałaby się wyłącznie za pomocą nalotów” – powiedział Coons w programie CNN „State of the Union”.
Podobnego zdania jest Ray Takeyh, starszy pracownik naukowy im. Hasiba J. Sabbagha w Council on Foreign Relations, który stwierdził, że bombardowanie reżimu i przywracanie go do życia rzadko kiedy jest skuteczną strategią. Według niego:
"Republika Islamska to jednak system ideologiczny z wielowarstwową elitą i bazą poparcia. To poparcie mogło się zmniejszyć w ciągu ostatnich kilku lat, ale nadal zapewnia reżimowi kadrę gotową do użycia siły, aby utrzymać władzę"
Jonathan Panikoff, były zastępca amerykańskiego oficera wywiadu narodowego ds. Bliskiego Wschodu, powiedział, że Waszyngton i Izrael najwyraźniej realizują strategię mającą na celu nie tylko osłabienie zdolności reagowania militarnego Iranu, ale także destabilizację samego reżimu poprzez usunięcie jego najwyższego kierownictwa i wystawienie na próbę lojalności szeregowych członków. Jego zdaniem, sukces takiego podejścia ostatecznie zależeć będzie od tego, czy siły bezpieczeństwa ustąpią lub zrezygnują, gdy niepokoje społeczne powrócą.
Steven A. Cook na łamach w Council on Foreign Relations zwrócił na podobną kwestię, pisząc, że Trump "wyraźnie ma nadzieję, że liczna grupa Irańczyków, którzy od dawna buntują się przeciwko swojemu rządowi, weźmie sprawy w swoje ręce i położy kres rządom duchowieństwa". Zwraca on także uwagę, że sąsiedzi Iranu, "nie chcą mieć za sąsiada osłabionego, mściwego reżimu". Dlatego ich "największym zmartwieniem jest prawdopodobnie przetrwanie reżimu irańskiego".
„Nie ma prostej odpowiedzi na pytanie, co będzie dalej” – powiedział republikański senator Tom Cotton, przewodniczący senackiej komisji ds. wywiadu, w programie „Face the Nation” w stacji CBS News.
Senator Partii Republikańskiej Lindsey Graham, wierny sojusznik Trumpa i zwolennik obronności, powtórzył apel Trumpa, aby naród irański sam decydował, kto powinien stanąć na czele rządu.
„Wiesz, ta idea, 'Jak coś zepsujesz, to jesteś właścicielem', nie wierzę w to ani trochę” – powiedział Graham w programie „Meet the Press” stacji NBC. „To nie Irak. To nie Niemcy. To nie Japonia. Uwolnimy ludzi spod reżimu terrorystycznego”.
Linda Robinson starsza ekspertka ds. kobiet i polityki zagranicznej w Radzie Stosunków Zagranicznych napisała w swoim komentarzu na łamach w Council on Foreign Relations, że "usunięcie irańskiego Najwyższego Przywódcy ajatollaha Alego Chameneiego nie jest równoznaczne ze zmianą reżimu. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) jest tym reżimem". Według jej opinii:
"Ryzyko wojny jest wysokie, jeśli prezydent USA Donald Trump będzie twardo trzymał się celu zmiany reżimu, ponieważ prawdopodobieństwo osiągnięcia go wyłącznie za pomocą nalotów jest bardzo małe. Nieuzbrojony naród irański nie ma środków, by obalić wyrafinowany i głęboko zakorzeniony represyjny aparat wojskowy, taki jak IGRC. Ryzyko wzrośnie wykładniczo, jeśli w celu osiągnięcia tego celu amerykańskie siły lądowe zostaną wysłane do Iranu. Według doniesień, amerykańskie dowództwo wojskowe twierdzi, że taki scenariusz pociągnąłby za sobą bardzo wysokie straty i prawdopodobnie zakończyłby się niepowodzeniem".
Uważa ona, że prezydent Trump musi albo wycofać się z realizacji celu, albo zaryzykować długą, wyczerpującą i potencjalnie nieudaną kampanię. Problem polega jednak na tym, że jest on pod wpływem premiera Izraela, który sobie za cel obrał upadek Iranu i zapisanie się w historii. Można więc sądzić, że Izrael wciągnie USA w kolejną wojnę, która może nie zakończyć się sukcesem. A tak naprawdę, rozpętaniem kolejnego problemu na Bliskim Wschodzie, jakim będzie zrujnowany Iran.
Max Boot, starszy pracownik naukowy Jeane J. Kirkpatrick w dziedzinie studiów nad bezpieczeństwem narodowym w Council on Foreign Relations, napisał, że ambitnych celów wojennych Trumpa nie da się osiągnąć wyłącznie siłą powietrzną. Według niego:
"To lekcja, którą prezydent George W. Bush wyciągnął z Iraku i Afganistanu – a także poprzedni prezydenci przed nim, w różnych miejscach, od Wietnamu po Somalię. To lekcja, którą prezydent Donald Trump prawdopodobnie odrobi na nowo w Iranie".
Zwraca on uwagę, że nawet jeśli zostanie zniszczona większości irańskich pocisków rakietowych, większości floty i większości programu nuklearnego Iranu za pomocą bomb i pocisków. To nie powstrzyma Iranu przed odbudową, zwłaszcza jak bomby przestaną spadać. Zwraca on także uwagę, że dopóki Iran będzie miał możliwość eksportu ropy naftowej (a ma ją, pomimo sankcji USA), to będzie generował dochody wystarczające do wspierania Hezbollahu, Hutich i innych grup. Jedynym powodem, dla którego Iran przestałby wspierać te organizacje, byłby upadek obecnego reżimu duchownego i jego zastąpienie liberalną demokracją - jednak na ten moment to się nie zapowiada. Wojsko i Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) jest cały czas przy władzy i nie zamierzają jej oddać. Jak napisał:
"Istnieją dobre powody, dla których poprzedni prezydenci niechętnie angażowali się w wojnę z Iranem. Trump zignorował wszystkie zastrzeżenia. Teraz będzie musiał zmierzyć się z konsekwencjami największego ryzyka swojej prezydentury".
Jak więc widzimy, Trump wchodząc do wojny, sporo zaryzykował. Prezydent postawił na najbardziej ryzykowny wariant, czyli zmiana reżimu wyłącznie poprzez powietrzne ataki plus nadzieja na irańską rewolucję od wewnątrz. Historia uczy, że taki przepis prawie nigdy nie działa.
Na razie wygląda na to, że dostaniemy długą, kosztowną, krwawą wojnę na wyniszczenie, w której Iran formalnie przegra, ale reżim teokratyczno-militarne IRGC ma realną szansę przetrwać w jakiejś okaleczonej formie. To nie jest „Irak 2003” ani „Libia 2011”. Znaczna część społeczeństwa (zwłaszcza młodzi w miastach) nienawidzi reżimu. Ale nienawiść do USA plus Izraela jest jeszcze większa po masowych bombardowaniach cywilnych celów i infrastruktury. Brak jest uzbrojonej opozycji, brak terenów kontrolowanych przez rebeliantów, brak realnego „rządu na uchodźstwie” z legitymizacją. Jak pokazał wcześniej historia, reżim potrafi tłumić protesty krwią przez wiele miesięcy.
Można sądzić, że Iran przejdzie maksymalnie na wojnę asymetryczną przy użyciu ataków dronowych rakietowych na bazy USA w regionie, sabotaż tankowców, cyberataki, miny w Cieśninie Ormuz, tak by powoli marnować zasoby amerykańskie ale także dawać się we znaki.
Polecany artykuł: