- Pentagon przygotowuje plany operacji lądowych w Iranie, które nie zostały jeszcze zatwierdzone przez Biały Dom.
- Operacje miałyby trwać kilka tygodni lub miesięcy i obejmować naloty z udziałem sił specjalnych oraz zajęcie strategicznych punktów, takich jak wyspa Chark.
- Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt podkreśliła, że prezydent Trump nie podjął jeszcze decyzji o użyciu wojsk lądowych, ale jest gotowy na eskalację, jeśli negocjacje z Iranem zakończą się fiaskiem.
- Iran ostrzega USA przed inwazją, zapowiadając "upokarzającą niewolę" dla amerykańskich żołnierzy i podkreślając, że irańskie siły są gotowe na obronę.
Pentagon intensywnie pracuje nad planami operacji sił lądowych w Iranie. Jak donosi „Washington Post”, powołując się na amerykańskich urzędników, potencjalne działania mają być odpowiedzią na dynamiczną sytuację w regionie. Chociaż Biały Dom nie zatwierdził jeszcze tych planów, ich istnienie świadczy o poważnym rozważaniu opcji militarnych. Celem operacji nie jest inwazja na pełną skalę, ale raczej ograniczone, precyzyjne działania, które mogłyby potrwać tygodnie, a nawet miesiące.
Wśród rozważanych scenariuszy operacyjnych znajduje się zajęcie wyspy Chark w Zatoce Perskiej, gdzie znajduje się główny terminal eksportu irańskiej ropy naftowej i gazu. Taki krok miałby znaczące konsekwencje dla irańskiej gospodarki i mógłby być sygnałem dla Teheranu o determinacji USA. Inne możliwości obejmują desant na obszary wybrzeża w pobliżu cieśniny Ormuz, z zamiarem znalezienia i zniszczenia broni, która mogłaby być wykorzystywana do ataków na statki handlowe i wojskowe. Te działania mają na celu zabezpieczenie szlaków żeglugowych i ograniczenie zdolności Iranu do destabilizowania regionu.
Jeden z informatorów „Washington Post” stwierdził, że realizacja rozważanych celów prawdopodobnie zajmie „tygodnie, a nie miesiące”. Inny urzędnik określił potencjalny czas trwania operacji na „parę miesięcy”. Te różnice w szacunkach podkreślają niepewność i złożoność potencjalnych działań. Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt podkreśliła w oświadczeniu, że decyzja w sprawie użycia wojsk lądowych nie została dotąd podjęta. „Zadaniem Pentagonu jest przygotowanie się do tego, by dać naczelnemu dowódcy maksymalną swobodę decyzyjną. To nie oznacza, że prezydent podjął decyzję” – oznajmiła Leavitt, co sugeruje, że prezydent Donald Trump zachowuje opcje otwarte, pomimo wcześniejszych sygnałów wykluczających wysłanie wojsk lądowych do Iranu.
W ubiegłym tygodniu Trump zdawał się wykluczać wysłanie wojsk lądowych do Iranu, jednak później Leavitt zagroziła, że prezydent „jest gotowy rozpętać piekło”, jeśli Iran nie zawrze pokoju w ramach trwających negocjacji. W piątek (27 marca) sekretarz stanu USA Marco Rubio zapewniał, że USA są w stanie osiągnąć wszystkie cele bez angażowania sił na lądzie, co może być próbą uspokojenia nastrojów lub strategią dezinformacyjną. W ostatnich dniach na Bliski Wschód dotarły tysiące amerykańskich żołnierzy, w tym tych z piechoty morskiej. Kolejne oddziały są w drodze, co potwierdza wzmacnianie amerykańskiej obecności militarnej w regionie. Axios i „Wall Street Journal” donosiły również w ostatnich dniach, że administracja rozważa wysłanie kolejnych 10 tysięcy żołnierzy lądowych na Bliski Wschód, uzupełniając tych, którzy już tam stacjonują.
Irańska odpowiedź i wewnętrzne spory
Odpowiedź Iranu na te doniesienia jest jednoznaczna i groźna. Przewodniczący parlamentu Iranu Mohammad Bagher Ghalibaf oświadczył, że irańskie siły czekają na przybycie amerykańskich żołnierzy na ląd, aby ich „podpalić” – podała w niedzielę (29 marca) agencja IRNA. „Nasi ludzie czekają na przybycie amerykańskich żołnierzy na ląd, aby ich podpalić i raz na zawsze ukarać ich regionalnych sojuszników” – powiedział Ghalibaf. Jego zdaniem Stany Zjednoczone planują atak lądowy, pomimo publicznego angażowania się w działania dyplomatyczne mające na celu zakończenie wojny.
„Wróg publicznie wysyła sygnały o negocjacjach i dialogu, jednocześnie potajemnie planując atak lądowy” – dodał Ghalibaf, sugerując, że USA prowadzą dwulicową politykę.
W obliczu narastających spekulacji na temat możliwego ataku amerykańskich wojsk lądowych na Iran, Centralne Dowództwo USA (CENTCOM) poinformowało w sobotę, że okręt desantowy USS Tripoli dotarł na Bliski Wschód. CENTCOM podkreślił na platformie X, że gotowe są również „samoloty transportowe i myśliwskie, a także środki desantowe i taktyczne”. W ubiegłym tygodniu media przekazały, że Izrael usunął Ghalibafa z listy potencjalnych celów irańskich. Sugerowano, że to on jest kluczową postacią w prowadzonych przez pośredników kontaktach z USA dotyczących potencjalnego zakończenia wojny.
Wypowiedzi Ghalibafa nie były odosobnione. Dowódca irańskiej marynarki wojennej kontradmirał Szahram Irani oświadczył, że zaatakuje lotniskowiec USS Abraham Lincoln, jeśli zbliży się on na odległość umożliwiającą ostrzał – podała agencja Nour News. Zapewnił też, że wschodnia część cieśniny Ormuz i Zatoka Omańska znajdują się pod całkowitą kontrolą irańskiej marynarki wojennej. „Czekamy na moment zemsty” – powiedział Irani. Półoficjalna irańska agencja Mehr przekazała natomiast oświadczenie rzecznika Kwatery Głównej Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, generała Ebrahima Zolfaghariego, który stwierdził, że w przypadku operacji lądowej USA czy próby zajęcia wysp amerykańskim żołnierzom zagrozi „upokarzająca niewola".
„Wojownicy islamu od dawna czekają na wydarzenia, które dowiodą, że agresja i okupacja nie doprowadzą do niczego poza upokarzającą niewolą, rozczłonkowaniem i zniknięciem agresorów, a amerykańscy dowódcy i żołnierze staną się łatwym łupem dla rekinów z Zatoki Perskiej” – powiedział generał Zolfaghari, używając mocnej, symbolicznej retoryki mającej na celu odstraszenie USA.
Gospodarcze konsekwencje konfliktu dla Iranu
Między prezydentem Iranu Masudem Pezeszkianem a naczelnym dowódcą Gwardii Rewolucyjnej Ahmadem Wahidim trwa spór o irańskie ataki na państwa regionu w wojnie z USA i Izraelem – poinformował emigracyjny portal Iran International. Pezeszkian skrytykował Gwardię Rewolucyjną (Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej, IRGC) za atakowanie sąsiednich krajów i podsycanie napięć w regionie, ostrzegając przed długoterminowymi skutkami takich działa dla Iranu. Podkreślił, że bez zawieszenia broni irańska gospodarka może się całkowicie załamać w ciągu trzech-czterech tygodni – podały źródła cytowane przez irański portal. Prezydent Iranu domagał się również, aby decyzje dotyczące wojny podejmował rząd, a nie Gwardia, co świadczy o wewnętrznych podziałach w irańskim kierownictwie.
Wahidi nie zgodził się na to żądanie, a w odpowiedzi na żądania prezydenta zarzucił mu, że nie zdołał przeprowadzić w kraju reform strukturalnych, które – jak przekonywał – rozwiązałyby wiele problemów wewnątrzsystemowych przed wybuchem wojny. Ten spór na najwyższych szczeblach władzy osłabia zdolność Iranu do jednolitej reakcji na zewnętrzne zagrożenia. Zdaniem Iran International osłabiona irańska gospodarka po czterech tygodniach wojny zmierza ku całkowitemu załamaniu. Ceny żywności rosną z godziny na godzinę, a niektóre podstawowe artykuły podrożały o co najmniej 50 proc. w porównaniu do cen sprzed wojny. Wprowadzona przez rząd blokada internetu sparaliżowała wiele usług, co dodatkowo utrudnia życie obywatelom i prowadzenie działalności gospodarczej. Zakłady produkcyjne borykają się z dotkliwymi brakami surowców, a system administracyjny kraju został poważnie osłabiony.
Z dużych miast w Iranie płyną doniesienia, że wiele bankomatów nie ma już gotówki lub nie działa, a bankowość internetowa w kilku dużych bankach jest zakłócana. Znaczna część pracowników administracji publicznej od początku roku nie dostaje regularnych wypłat – podał Iran International. Według danych przytaczanych przez instytucje państwowe i część ekonomistów ponad 40 proc. populacji kraju żyje obecnie poniżej granicy ubóstwa. Ta katastrofalna sytuacja gospodarcza może wpłynąć na stabilność wewnętrzną Iranu i zdolność reżimu do kontynuowania konfrontacji z USA.
Polecany artykuł: