- W 1982 r. Brytyjczycy przeprowadzili skomplikowaną operację lotniczą „Black Buck”.
- Mimo ograniczonej skuteczności, misja odniosła ogromny sukces psychologiczny.
- Długodystansowe naloty wyznaczyły początek nowej ery operacji lotniczych i stały się wzorem globalnej projekcji siły, rozwijanym później przez USA.
W latach 80. XX w. brytyjskie siły zbrojne - w ramach zadań narodowych - utrzymywały bazy gwarantujące nienaruszalność terytorium dawnego Imperium Brytyjskiego. Natomiast w ramach zadań międzynarodowych w pełni wpisywały się w cele strategiczne NATO - przygotowywały siły do ewentualnego konfliktu z państwami Układu Warszawskiego.
W linii prostej Londyn od Moskwy dzieliła odległość ok. 2,5 tys. km, a więc przyszłą wojnę planowano na dystansach kilku tysięcy kilometrów. Jednocześnie Brytyjczycy nie zakładali, że będą musieli walczyć o swoje posiadłości zamorskie. Panowanie nad nimi gwarantowali sobie uzależnieniem gospodarczym i relacjami społeczno-politycznymi.
Dlatego wiosną 1982 r. władze w Londynie stanęły przed potężnym wyzwaniem: jak skutecznie odpowiedzieć na atak Argentyny na wyspy odległe od Wielkiej Brytanii - w linii prostej - o prawie 13 tys. km, do których lot samolotem zajmuje 18 godzin.
Brytyjczycy nazywali te wyspy Falklandami, a Argentyńczycy - Malwinami.
Lotnicza projekcja siły
- Dlatego ta wojna była prawdziwym przełomem w działaniach lotnictwa wojskowego. Udowodniła, że siły powietrzne są doskonałym narzędziem projekcji siły o charakterze globalnym - mówił gen. broni rez. pil. dr Tadeusz Mikutel.
Były pierwszy zastępca szefa Sztabu Generalnego WP, obecnie prezes zarządu głównego Światowego Stowarzyszenia Lotników Polskich, tłumaczył te zawiłości podczas konferencji naukowej, która odbyła się w czerwcu 2026 r. w Centralnej Bibliotece Wojskowej.
Warto wyjaśnić, że „projekcja siły” to zdolność państwa do błyskawicznego wykorzystania posiadanych sił - militarnych, politycznych i gospodarczych. Pozwala ona dbać o własne interesy i uzyskiwać przewagę nad przeciwnikiem - niezależnie od miejsca, w którym przeciwnik operuje.
Polecany artykuł:
Wojna o Falklandy-Malwiny
Konflikt między Argentyną a Wielką Brytanią, który zaatakowała wyspy należące do Brytyjczyków, trwał od 2 kwietnia do 20 czerwca 1982 r. Sporne terytorium leżało tak daleko od Londynu, że bezpośrednio nie był tam w stanie dolecieć żaden brytyjski samolot. W rejonie operowały brytyjskie okręty. Pozbawione ochrony z powietrza były jednak narażone na - jak się okazało, skuteczne - ataki argentyńskiego lotnictwa operującego z bazy w Port Stanley na Falklandach. Obronę przed ewentualnym brytyjskim uderzeniem zapewniały Argentynie stacje radarowe rozmieszczone na wyspach.
Brytyjczycy zaplanowali więc bezprecedensową operację. Z bazy lotniczej położonej najbliżej Falklandów, czyli z Wyspy Wniebowstąpienia, postanowili zaatakować Argentyńczyków.
Sęk w tym, że Wyspa Wniebowstąpienia znajduje się ok. 6,5 tys. km (czyli ok. 10 godzin lotu) od Wielkiej Brytanii. Nie da się tam dolecieć bez uzupełnienia paliwa. Do tego tamtejsze lotnisko było bardzo małe i nie miało nawet zbiorników paliwa wystarczających do tankowania samolotów wykonujących loty długodystansowe. Stacjami paliw stały się więc samoloty-cysterny, z których tankowano maszyny uderzeniowe. Przerzut samolotów na Wyspę Wniebowstąpienia wymagał zatem tankowania po drodze.
Wyspa ta znajdowała się najbliżej Falklandów, ale i tak dzieliła je odległość ponad 7 tys. km. To również oznaczało konieczność wielokrotnego uzupełniania paliwa, co umożliwiało uderzenie, a następnie powrót do bazy.
Przebudowa bombowców atomowych
Tankowanie w powietrzu zapewniły potężne samoloty Handley Page Victor. Pierwotnie zaprojektowano je jako bombowce strategiczne przeznaczone do bombardowań nuklearnych. Po modyfikacjach maszyny stały się latającymi stacjami paliw.
Standardowo załoga „Victora” składała się z pięciu osób, a na długie loty zabierano kolejną osobę - szefa mechaników. To on nadzorował ekipy techniczne dokonujące przeglądów samolotu w czasie międzylądowań. Ponieważ samolot skonstruowano dla pięciu osób, szef mechaników w czasie wielogodzinnych lotów siedział na składanym, niewygodnym siedzisku.
Ataku miały dokonać bombowce Avro Vulcan. Ich załogi składały się z sześciu osób. Pierwszy pilot był dowódcą. Drugi pilot odpowiadał m.in. za skuteczne tankowanie w powietrzu. Zadaniem nawigatora było doprowadzenie samolotu do spotkania z cysternami, a docelowo - skuteczne bombardowanie. Jego rolę uzupełniał kolejny członek załoga - operator systemów radarowych. Za proces tankowania odpowiadał piąty członek załogi.
„Vulcany” były bombowcami skonstruowanymi do przenoszenia rakiet z głowicami atomowymi. Przed misją na Falklandach należało więc przebudować kilka z nich tak, żeby mogły transportować i zrzucać klasyczne bomby o wadze ok. 450 kg zamiast rakiet. Wyposażono je również w instalacje do tankowania w powietrzu.
Kolejnym wyzwaniem było przeszkolenie załóg samolotów w zakresie prowadzenia klasycznego bombardowania oraz tankowania w locie.
Polecany artykuł:
Misje z wielokrotnym tankowaniem w powietrzu
Równocześnie z przebudową samolotów i szkoleniem personelu zaplanowano skomplikowaną logistykę. Bombardowania lotniska na Falklandach miały dokonać dwa „Vulcany”. Żeby mogły tam dolecieć i szczęśliwie wrócić, wspierało je 11 tankowców oraz samoloty rozpoznania radioelektronicznego.
Zasięg tankowców był ograniczony, więc podzielono je na dwie grupy. Pierwsza towarzyszyła bombowcom i zasilała je w paliwo. Druga była zaś źródłem paliwa dla pierwszej grupy „Victorów”.
W czasie jednej misji samoloty zużywały paliwo wystarczające do zatankowania ponad pół tysiąca standardowych brytyjskich myśliwców.
W sumie Brytyjczycy wykonali siedem misji „Black Buck”. Dwie z nich zostały przerwane z powodu problemów technicznych.
Aby pozostawać poza zasięgiem argentyńskich radarów, piloci sprowadzali maszyny na wysokość zaledwie kilkudziesięciu metrów nad poziomem oceanu i lecieli tak przez kilkaset kilometrów.
Bombardowania nie przyniosły spektakularnych sukcesów, ponieważ niedoświadczone załogi miały problemy z celnością. Efekt psychologiczny i propagandowy był jednak olbrzymi.
Początek nowej ery operacji lotniczych
Rekord dystansu ustanowionego przez Brytyjczyków w 1982 r. został pobity dopiero przez Amerykanów w czasie pierwszej wojny w Zatoce Perskiej.
Z czasem to Amerykanie do perfekcji opanowali wykorzystanie własnego lotnictwa do prowadzenia misji długodystansowych.
- W czasie wojny w Afganistanie lotnictwo USA bombardowało pozycje talibów, operując z lotnisk na terytorium Stanów Zjednoczonych. Samoloty bombowe B-2 pokonywały łączny dystans ok. 30 tys. km, sześciokrotnie tankując w powietrzu. Czas lotu wynosił od 40 do ponad 44 godz. - wyjaśniał gen. Tadeusz Mikutel.
Przykładem projekcji siły była również operacja „Epicka Furia”, czyli atak USA na Iran w lutym 2026 r.
- Amerykanie zorganizowali wtedy największe regionalne zgrupowanie lotnictwa od czasu wojny w Iraku. Maszyny startowały z USA, bombardowały Iran i wracały na macierzyste lotniska - mówił generał.
Misje długodystansowe są bardzo skomplikowane, wymagają zaangażowania wielu maszyn i tysięcy żołnierzy. Załogi są specjalnie dobierane, składają się z lotników szczególnie odpornych psychicznie, zdolnych do wielogodzinnego wysiłku psychofizycznego, wymagającego całkowitego skupienia na zadaniu. Ale dzięki temu US Air Force może błyskawicznie uderzyć w każdy punkt na świecie.
Prekursorami byli jednak Brytyjczycy z misją „Black Buck”.