Lotnicza ewakuacja medyczna 24-letniej Klaudii. „Najtrudniej było, gdy samolot wpadał w silne turbulencje”

2026-06-09 9:57

Ze względu na stan chorej, odległość i procedury formalne była to jedna z najbardziej skomplikowanych ewakuacji medycznych w historii polskiego lotnictwa wojskowego. Z Pekinu do Wrocławia przetransportowano ciężko chorą, 24-letnią Klaudię, której życie podtrzymywał respirator. - W powietrzu najtrudniej było, gdy samolot wpadał w silne turbulencje - relacjonuje ppłk lek. Magdalena Kozak z Wojskowego Instytutu Medycyny Lotniczej w Warszawie.

  • Dzięki sprawnej współpracy MON i MSZ udało się ewakuować z Chin do Polski chorą w stanie śpiączki.
  • W Pekinie konieczna była kilkukrotna polska interwencja dyplomatyczna.
  • Podczas operacji zebrano doświadczenia, które zostaną wykorzystane do usprawnienia polskiego systemu strategicznej ewakuacji medycznej.

Pochodząca z Wałbrzycha, 24-letnia Klaudia, obroniła licencjat z sinologii, czyli filologii chińskiej. Następnie kontynuowała studia w Chinach. W połowie kwietnia zdiagnozowano u niej nowotwór - potworniaka jajnika. W efekcie powikłań doszło m.in. do zapalenia mózgu i zakrzepicy. Od tego czasu kobieta w stanie śpiączki znajdowała się pod respiratorem.

Klaudia była ubezpieczona, ale ubezpieczenie nie pokrywało pełnych kosztów leczenia i transportu lotniczego. Dlatego w ewakuację medyczną zaangażowało się polskie Ministerstwo Obrony Narodowej.

Wspólna operacja kilku wojskowych ośrodków

Kluczem do sukcesu była sprawna współpraca kilku wojskowych ośrodków. Boeing 737-800 z 1. Bazy Lotnictwa Transportowego z Warszawy (zwykle służący do transportu VIP-ów) tym razem został wykorzystany do misji MEDEVAC – ewakuacji medycznej.

Krakowska 8. Baza Lotnictwa Transportowego wystawiła trzyosobowy Zespół Ewakuacji Medycznej, na jego czele stał anestezjolog - mjr. lek. Marcin Kunicki. WIML wysłał specjalistę medycyny ratunkowej i lotniczej - ppłk lek. Magdalenę Kozak.

We Wrocławiu miejsce do opieki nad chorą przygotowali medycy z 4. Wojskowego Szpitala Klinicznego. Decyzja o wyborze tej placówki wynikała z faktu, że był to szpital wojskowy położony najbliżej rodzinnej miejscowości Klaudii.

MON pozytywnie odpowiedział na prośbę mamy 24-letniej Klaudii, która chciała polecieć do Pekinu po córkę. Dlatego Joanna Uciechowska towarzyszyła ekipie ratunkowej.

Komplikacje z powodu chińskich procedur

Świetnie sprawdziła się współpraca między MON a MSZ, który na bieżąco, błyskawicznie, reagował na nieoczekiwane trudności formalne w Pekinie.

Chiny to państwo, w którym bardzo ściśle przestrzega się procedur dotyczących współpracy z obcokrajowcami. Odstępstwo od nich wymaga zgody najwyższych czynników państwowych.

- Na lotnisku w Pekinie, w czasie kontroli granicznej zespół medyczny potraktowano jako turystów z Polski, więc nie wymagano od nas wiz. Chińscy pogranicznicy doszli jednak do wniosku, że załoga samolotu jest w delegacji służbowej. Lotnicy muszą więc posiadać wizy biznesowe. Dopiero po interwencji polskiego MSZ lotnicy opuścili lotnisko – mówi ppłk Kozak.

Konieczne interwencje dyplomatyczne

Kolejnym wyzwaniem okazał się lokalny system transportu ratunkowego. W Chinach bardzo trudno dostępne są ambulanse do przewozu osób w śpiączce.

– Takiej karetki nie można zamówić na konkretną godzinę. Nas natomiast obowiązywał rygorystyczny czas startu w kierunku Polski. Kiedy już – po kolejnej interwencji MSZ – udało się załatwić ambulans, okazało się, że nie ma w niej medyków do opieki nad pacjentką – kontynuuje Magdalena Kozak.

Konieczna była więc kolejna interwencja dyplomatyczna.

Problem z wjazdem na lotnisko

Chińskie procedury ochrony lotnisk zabraniają wjazdu na nas startowy pojazdów spoza lotniska. Nakazano więc przełożenie Klaudii do pojazdu lotniskowego. To zaś było niebezpieczne dla chorej.

- Znowu doszło do interwencji MSZ i Chińczycy wydali zgodę na odstępstwo od procedur. Ale pogranicznicy bardzo skrupulatnie sprawdzali pojazd i wszystko, co się w nim znajdowało. To zajęło mnóstwo cennego czasu – wyjaśnia mjr. lek. Marcin Kunicki.

Niebezpieczne turbulencje

Kilkukrotnie samolot wpadł w silne turbulencje. Ze względów bezpieczeństwa przebywający na pokładzie musieli wtedy siedzieć w fotelach i mieć zapięte pasy.

- To nas bardzo mocno stresowało, bo utrudniało dostęp do pacjentki. Ale umówiliśmy się, że w przypadku, gdy aparatura monitorująca zaalarmuje, ruszymy z pomocą, bez względu na te turbulencje - mówi podpułkownik.

Trzy doby stresu

Operacja rozpoczęła się w ubiegły poniedziałek. Boeing 737-800 wystartował z Warszawy o godz. 8.00. Z Krakowa zabrał Zespół Ewakuacji Medycznej. W Duszanbe, stolicy Tadżykistanu, w maszynie uzupełniono paliwo. W Pekinie samolot wylądował ok. godz. 3 w nocy czasu lokalnego (ok. godz. 21 czasu polskiego).

W drogę powrotną ekipa ratunkowa z pacjentką ruszyła w środę o godz. 8 rano czasu lokalnego (o 2 w nocy czasu polskiego). Na lotnisku we Wrocławiu samolot wylądował o godz. 15.45. Do Warszawy dotarł o godz. 17.

Wtedy wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz w swoim profilu na platformie X mógł napisać:

„Ewakuacja medyczna z Chin zakończona. Pani Klaudia jest już pod opieką lekarzy w 4. Wojskowym Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu. Dziękuję wszystkim, którzy byli zaangażowani w organizację tej pomocy”.

- Wróciliśmy potwornie zmęczeni, po bardzo stresujących prawie trzech dobach na nogach. Ale wszyscy mamy wielką satysfakcję, bo MEDEVAC przebiegł pomyślnie. Zebraliśmy mnóstwo doświadczeń, które wykorzystamy w przyszłości do usprawnienia polskiego systemu strategicznej ewakuacji medycznej – kończy Magdalena Kozak.

Portal Obronny SE Google News

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki