USA zaostrzają kontrolę surowców. Polski dostawca musi znać łańcuch

Amerykańskie wojsko chce ograniczyć wykorzystanie krytycznych materiałów pochodzących z państw uznawanych za ryzykowne. Od 2027 roku uzyskanie odstępstwa ma być znacznie trudniejsze, a firmy będą musiały dokładniej dokumentować pochodzenie surowców i komponentów. Dla polskiego producenta nie wystarczy więc zapewnienie, że sprzęt został zmontowany w kraju. Trzeba będzie wiedzieć, skąd pochodzą metale, magnesy, baterie i elementy elektroniki.

Okrągły magnes z przyczepionymi opiłkami metalu na niebieskim tle. O surowcach krytycznych przeczytasz na SE Portal Obronny.
Autor: C. Todd Lopez/ Departament Wojny USA/ Materiały prasowe
  • Od 2027 roku Pentagon ma ograniczyć odstępstwa dotyczące materiałów z ryzykownych źródeł.
  • Wykonawcy będą musieli przedstawiać plan zastąpienia problematycznych surowców.
  • Kontrola może objąć nie tylko gotową część, lecz także hutę, rafinerię i miejsce wydobycia.
  • Dla polskich firm to kosztowne wyzwanie, ale również szansa na wejście do amerykańskich łańcuchów dostaw.

Polski produkt może mieć chiński środek

Dron może zostać zaprojektowany przez polskich inżynierów, korzystać z krajowego oprogramowania i być składany w zakładzie pod Warszawą. Nie oznacza to jeszcze, że jest całkowicie polskim produktem.

Silniki mogą zawierać magnesy wykonane z pierwiastków ziem rzadkich przetworzonych w Chinach. Akumulatory mogą korzystać z materiałów pochodzących z zakładów kontrolowanych przez chińskie przedsiębiorstwa, a moduły łączności i kamery — z podzespołów kupowanych od azjatyckiego dystrybutora.

Podobny problem dotyczy radarów, rakiet, samolotów, pojazdów oraz urządzeń łączności. Nawet największy koncern nie produkuje wszystkiego samodzielnie. Gotowy system powstaje z tysięcy części przechodzących wcześniej przez kopalnie, zakłady przetwórcze, huty i fabryki działające w wielu państwach.

Nowe amerykańskie podejście ma zmusić wykonawców do dokładnego poznania tej drogi. Nie wystarczy już informacja o miejscu końcowego montażu. Znaczenie może mieć kraj wydobycia minerału, miejsce jego oczyszczenia, produkcji stopu oraz wykonania gotowego elementu.

To przypomina sprawdzanie pochodzenia żywności. Napis „zapakowano w Polsce” nie wyjaśnia jeszcze, skąd pochodzą wszystkie składniki. W sektorze obronnym podobna różnica może zdecydować o dopuszczeniu firmy do kontraktu wartego miliony dolarów.

Odstępstwo będzie trudniejsze i droższe

Amerykańskie władze chcą, aby sprzęt wykorzystywany przez siły zbrojne oraz materiały potrzebne do jego produkcji i napraw pochodziły przede wszystkim z USA albo państw sojuszniczych.

Od początku 2027 roku Pentagon ma ograniczyć rutynowe przyznawanie odstępstw od przepisów dotyczących wybranych krytycznych materiałów. Wyjątek nadal będzie możliwy, ale wykonawca nie powinien już poprzestawać na stwierdzeniu, że odpowiednika nie udało się znaleźć.

Firma będzie musiała wskazać źródło problematycznego materiału, opisać próby znalezienia alternatywy oraz przedstawić konkretny harmonogram usunięcia go z łańcucha dostaw. Może być również zobowiązana do sfinansowania badań i kwalifikacji nowego dostawcy.

To szczególnie trudne dla mniejszych przedsiębiorstw. Duży koncern może zatrudniać zespoły zajmujące się audytowaniem dostawców i analizą ryzyka. Producent niewielkiego drona często kupuje gotowe moduły z katalogu i nie ma bezpośredniego kontaktu z hutą, fabryką magnesów czy producentem półprzewodnika.

Wymagania Pentagonu będą jednak przechodziły w dół całego łańcucha. Amerykański integrator zażąda dokumentów od głównego podwykonawcy, ten od producenta podzespołu, a producent podzespołu od dostawcy materiału. W ten sposób nowe zasady mogą objąć również polską firmę, która nie podpisuje umowy bezpośrednio z rządem USA.

Krytyczna może być część kosztująca kilka dolarów

Państwo kontrolujące wydobycie lub przetwarzanie ważnego surowca może ograniczyć eksport, podnieść ceny albo wykorzystać dostawy jako narzędzie nacisku politycznego. W czasie pokoju jest to problem gospodarczy. W czasie wojny może zatrzymać produkcję uzbrojenia.

Fabryka może posiadać niemal wszystkie elementy potrzebne do ukończenia rakiety, radaru lub samolotu. Jeżeli zabraknie jednego specjalistycznego magnesu, stopu albo układu elektronicznego, produkt nie opuści linii montażowej.

Cena brakującej części może być niewielka w porównaniu z wartością całego systemu. Jej znaczenie dla produkcji jest jednak ogromne.

Z tego powodu Amerykanie inwestują w budowę własnego łańcucha pierwiastków ziem rzadkich — od wydobycia i oczyszczania aż po produkcję metali oraz magnesów. Chodzi nie tylko o magazynowanie gotowych części, lecz również o stworzenie dostawców zdolnych regularnie wytwarzać materiały spełniające wojskowe normy.

Nie każdy element musi powstawać w Stanach Zjednoczonych. Waszyngton chce jednak ograniczać zależność od państw, które w czasie kryzysu mogłyby odciąć dostawy. Dlatego rośnie znaczenie producentów z Europy, Australii, Kanady, Japonii czy Korei Południowej.

Szansa dla Polski, ale pod warunkiem pełnej przejrzystości

Dla polskich przedsiębiorstw nowe zasady mogą oznaczać wyższe koszty. Szczególnie mocno odczują je producenci dronów, elektroniki i systemów łączności, którzy korzystają z łatwo dostępnych azjatyckich silników, kamer, kontrolerów, baterii oraz modułów radiowych.

Zastąpienie ich odpowiednikami z Europy lub Ameryki może zwiększyć cenę gotowego produktu. Konieczne będą również dodatkowe audyty, dokumentacja i testy nowego wyposażenia.

Jednocześnie pojawia się szansa. Firma, która wcześniej zbuduje przejrzysty i odporny łańcuch dostaw, może zastąpić konkurenta niespełniającego amerykańskich wymagań. Nie musi przy tym produkować kompletnego systemu uzbrojenia. Może dostarczać materiał, sensor, podzespół albo technologię produkcyjną.

Sprawa powinna zainteresować także MON i Agencję Uzbrojenia. Polska kupuje coraz więcej systemów zawierających importowaną elektronikę i materiały, ale informacja o kraju producenta końcowego nie zawsze pokazuje rzeczywiste uzależnienie.

Nie jest możliwe ani opłacalne wytwarzanie wszystkiego w kraju. Wojsko powinno jednak wiedzieć, które elementy są niezbędne, gdzie powstają i jak szybko można znaleźć ich zamiennik.

Pochodzenie materiału staje się parametrem uzbrojenia równie ważnym jak zasięg, masa czy odporność na zakłócenia. Polski producent chcący wejść do amerykańskich programów będzie musiał znać nie tylko swojego bezpośredniego dostawcę. Coraz częściej będzie musiał wiedzieć również, z jakiej huty, rafinerii lub kopalni pochodzi użyty surowiec.

Portal Obronny SE Google News