Ukraiński pocisk Flamingo już w seryjnej produkcji? Fire Point deklaruje produkcję 90 pocisków miesięcznie

Ukraiński pocisk manewrujący Flamingo stał się kluczowym elementem strategii uderzeń dalekiego zasięgu. Kijowska firma zbrojeniowa Fire Point dynamicznie zwiększa produkcję, osiągając tempo około trzech sztuk dziennie - jak ujawnił główny projektant i współwłaściciel Fire Point, Denys Shtilerman. Oznacza to wolumen około 90 sztuk miesięcznie.

Jak informował amerykański magazyn „The Atlantic”, powołując się na głównego projektanta i współwłaściciela Fire Point, Denysa Shtilermana, już w połowie 2026 roku firma osiągnęła zdolność produkcyjną na poziomie około trzech pocisków dziennie, co przekłada się na blisko 90 sztuk miesięcznie. To imponujący wynik, biorąc pod uwagę skalę wyzwań, z jakimi mierzy się ukraiński przemysł.

Denys Shtilerman, główny projektant i współwłaściciel, otwarcie mówi o uniezależnianiu się od państwowego finansowania. Na początku lipca Denis Shtilerman poinformował, że firma zakończyła prace nad własnym silnikiem turboodrzutowym do pocisku Flamingo i jest już w trakcie montażu pierwszych dziesięciu egzemplarzy testowych.

„Natychmiast budujemy kilka zakładów produkcyjnych, aby osiągnąć nasz zysk, nie czekając na kodyfikację, nie czekając na pieniądze” – stwierdził.

Rakiety Flamingo ukraińską "wunderwaffe"?

Prace nad pociskami manewrującymi FP-5 Flamingo ruszyły jesienią 2024 r. Zgodnie z dostępnymi informacjami, impulsem do rozpoczęcia projektowania tej broni był brak zgody ze strony ówczesnego prezydenta USA, Joe Bidena na przekazanie Kijowowi rakiet manewrujących Tomahawk. Ukraińcy musieli więc poszukać alternatyw, które - nawet jeśli nie będą "wunderwaffe" - staną się ważną kartą przetargową w relacjach z Moskwą, ale też Zachodem.

Według deklaracji przedstawicieli firmy Fire Point, przy tworzeniu pocisków Flamingo inspirowali się oni niemieckimi konstrukcjami V-2 z czasów II wojny światowej oraz sowieckimi Tu-141 Striż, a od koncepcji do uruchomienia produkcji seryjnej miało minąć zaledwie dziewięć miesięcy. Efektem jest jednak pocisk, który swoją specyfikacją znacząco odbiega od tych konstrukcji. Flamingo ma deklarowany zasięg do 3 tys. kilometrów, może przenosić do 1150 kg ładunku i porusza się z prędkością wynoszącą ok. 850–900 km/h. Z pojawiających się doniesień wynika również, że ma około 14 metrów długości i został wyposażony w system nawigacji satelitarnej (GNSS/GPS) z systemem bezwładnościowym (INS), odporny na zakłócenia radiowe.

Według słów Denys Shtilermana produkcja „Flamingo” jest rozproszona na dziesiątkach różnych miejsc. Zamiast jednego dużego zakładu poszczególne podzespoły i elementy powstają w wielu mniejszych lokalizacjach. Dzięki temu uszkodzenie lub atak na jedną z nich nie zatrzymuje całego procesu wytwarzania. Jedną z najważniejszych cech konstrukcyjnych pocisku jest szeroki użytek materiałów kompozytowych. Nos rakiety wykonano z radioprzepuszczalnego kompozytu na bazie włókna szklanego i specjalnej żywicy, co nadaje mu charakterystyczny ciemny kolor. Z kolei korpus rakiety powstaje z włókna węglowego (karbonu), które jest automatycznie nawijane pod różnymi kątami, dostosowanymi do obciążeń. Po nawinięciu korpus przechodzi obróbkę termiczną w specjalnych piecach, co nadaje mu wysoką wytrzymałość. Dzięki takiemu podejściu produkcja jest znacznie prostsza i tańsza niż w przypadku klasycznych pocisków ze stalowymi korpusami. Nie wymaga ogromnych ilości metalu ani skomplikowanych procesów obróbki metali. Denys Shtilerman podkreśla, że prostota konstrukcji to największa zaleta „Flamingo” – pozwala na szybkie skalowanie produkcji, o ile dostępne będą kluczowe komponenty.

Według dostępnych danych, koszt jednego pocisku Flamingo to około połowa ceny amerykańskiego pocisku Tomahawk, przy jednoczesnym zachowaniu, a nawet przewyższaniu niektórych jego parametrów. Kluczowym elementem redukcji kosztów jest wykorzystanie przerobionych silników odrzutowych AI-25TL, pochodzących z maszyn produkcji radzieckiej. To rozwiązanie, choć nadaje pociskom charakterystyczny, „wypukły” wygląd, jest w pełni funkcjonalne. Jak podkreślał Shtilerman w rozmowach z mediami: „Używam najtańszych dostępnych komponentów”. Mimo korzystania z zapasów, Fire Point intensywnie pracuje nad pełną niezależnością. 

Kilka tygodni temu firma Fire Point potwierdziła FP-5 Flamingo jest wyposażony w zaawansowany system naprowadzania wyprodukowany przez francuską firmę Safran. Zaznaczając, że francuski układ został zintegrowany z systemem już ponad rok temu. Współpraca z Safranem nie ogranicza się wyłącznie do Flamingo. Francuska spółka bierze udział w rozwoju kilku innych produktów ukraińskiego producenta. Integracja francuskiego systemu naprowadzania z ukraińskim pociskiem to istotny element poprawiający jego możliwości bojowe. Dzięki kombinacji własnego systemu nawigacji z komponentami Safran pocisk jest mniej podatny na zakłócenia, co ma szczególne znaczenie podczas ataków na cele głęboko na terytorium Rosji.

Skuteczność ukraińskiego pocisku manewrującego FP-5 Flamingo na wojnie 

Według zestawienia opublikowanego przez portal Hartpunkt autorstwa Fabian Hoffmann od tego roku do początku lipca 2026 Ukraina przeprowadziła 10 potwierdzonych ataków z użyciem Flamingo. Liczba wystrzelonych pocisków w pojedynczej salwie zazwyczaj wynosiła 3–6. Łącznie w potwierdzonych atakach zużyto prawdopodobnie mniej niż 50 pocisków, z czego w cele trafiło szacunkowo 9–13. Najlepszy wynik osiągnięto 26–27 czerwca 2026 podczas ataku na zakład Titan-Barrikady w Wołgogradzie z 5 wystrzelonych pocisków aż 3 trafiły w obiekt. W większości wcześniejszych ataków udawało się co najwyżej jedno trafienie lub żadne.

To bardzo daleko od deklaracji produkcyjnych Fire Point. W praktyce tempo produkcji i dostaw do wojsk wydaje się znacznie niższe, ataki są rzadkie (średnio co 3,5–4,5 tygodnia), a salwy małe. Głównym ograniczeniem jest najprawdopodobniej dostępność silników turbowentylatorowych AI-25TL. Głowice (często oparte na bombach lotniczych FAB-1000/1500) i układy naprowadzania (INS + GNSS z elementami anty-jamming) są łatwiejsze do pozyskania.

Flamingo ma dużą siłę rażenia dzięki ciężkiej głowicy (ok. pół tony materiału wybuchowego), co pozwala na poważne uszkodzenia hal produkcyjnych, maszyn czy konstrukcji stalowych jak widać na zdjęciach z Wołgogradu. Jednak celność pozostaje problemem. W kilku przypadkach pociski chybiały od zamierzonego punktu o kilkanaście–kilkadziesiąt metrów, co przy dużych obiektach przemysłowych powodowało jedynie ograniczone szkody. Rosyjska obrona przeciwlotnicza regularnie przechwytuje część ataków, choć skuteczność przechwycenia spada przy jednoczesnym ataku kilku pocisków. Flamingo nie jest „niewidzialny” ma stosunkowo duży ślad radiolokacyjny, choć niski lot i prędkość 800–900 km/h pomagają w przetrwaniu.

Według analizy Ukraina coraz częściej kieruje Flamingo przeciwko zakładom rosyjskiego kompleksu przemysłowo-wojskowego produkującym komponenty do rakiet m.in. zakłady Wotkinsk, VNIIR-Progress, Titan-Barrikady. To racjonalny wybór by zakłócić produkcję Iskanderów czy elektroniki wojskowej. Efekty są jednak mieszane, ataki powodują lokalne uszkodzenia i opóźnienia, ale nie doprowadziły dotąd do trwałych przestojów w rosyjskiej produkcji rakietowej. Rosja szybko naprawia szkody lub korzysta z redundancji. Mimo to rosnąca liczba udanych trafień zwłaszcza salwy z kilkoma trafieniami wskazuje na poprawę taktyki i niezawodności systemu

FIRE POINT na EUROSATORY 2026 | PORTAL OBRONNY