• 19 porywaczy uprowadziło cztery samoloty - dwa trafiły w WTC, jeden w Pentagon, czwarty rozbił się w Pensylwanii.
• Prezydent George W. Bush dowiedział się o drugim ataku przebywając na Florydzie.
• Atak terrorystyczny diametralnie przebudował amerykańską doktrynę geopolityczną.
• Autorem planu wykorzystania do uderzenia samolotów pasażerskich nie był Osama bin Laden.
• W skoordynowanych atakach Al-Kaidy zginęło niemal 3 tys. osób.
… America is under attack!
Prezydent George W. Bush dojeżdżał do Emma E. Booker Elementary School w Sarasocie na Florydzie. Nim do niej wszedł, to o 8:50 służby poinformowały go, że w WTC rozbił się „mały samolot”.
O 9:05 prezydentowi, który jest już w szkole na spotkaniu z dziećmi, agent szepcze do ucha: „A second plane hit the second tower. America is under attack!”.
Bush nie daje poznać po sobie tego, co w nim się kołacze. Od 1941 r. prezydent USA nie usłyszał równie dramatycznego meldunku.
O 9:30 prezydent wygłasza minutowe oświadczenie:
„(…) Dzisiaj mieliśmy do czynienia z tragedią narodową. Dwa samoloty uderzyły w World Trade Center, co jest prawdopodobnie atakiem terrorystycznym na nasz kraj (…)”.
Po tej mowie Secret Service przewozi prezydenta w bezpieczne miejsce. Wiceprezydent Dick Cheney już działa z podziemnego bunkra pod Białym Domem.
„11 września 2001 roku dziewiętnastu terrorystów, należących do Al-Kaidy, islamistycznej siatki ekstremistycznej, porwało cztery samoloty pasażerskie. W skoordynowanym ataku porywacze celowo wbili dwa samoloty w wieże World Trade Center, a trzeci w Pentagon.
Dowiedziawszy się o pozostałych porwaniach, pasażerowie i członkowie załogi czwartego samolotu przeprowadzili kontratak, co skłoniło pilota porywacza do rozbicia samolotu na polu w Pensylwanii. Tego dnia zginęło prawie 3000 osób, co stanowi największą liczbę ofiar śmiertelnych w wyniku ataku zagranicznego na terytorium USA” – to wpis z 9/11 Memorial & Museum.
Tyle tytułem przypomnienia wydarzenia, które dosłownie wstrząsnęło Nowym Jorkiem ku totalnemu zaskoczeniu w USA i całej reszcie świata. 7 października 2001 r. światem jeszcze raz wstrząsneło: rozpoczęła się , w 26 dni po ataku na WTC, interwencja międzynarodowej koalicji, pod wodzą USA, w Afganistanie.
Atak na WTC i Pentagon – drugim Pearl Harbor?
W XX-wiecznej historii USA były trzy wydarzenia, które fundamentalnie w nią się wpisały. Zacznę od końca: atak na WTC. Z 22 listopada 1963 r. zamach na 35. prezydenta USA Johna F. Kennedy’ego. I japoński atak z 7 grudnia 1941 r. na hawajską bazę US Navy w Pearl Harbor.
Wszystkie nie są do końca wyjaśnione. A jeśli tak jest, to zawsze pojawiają się zwykłe ludzkie wątpliwości. Często na ich gruncie wyrastają mniej lub bardziej fantastyczne teorie zwane spiskowymi.
Jest naturalnym stanem, że pojawiają się pytania: jak mogło do czegoś takiego dojść w państwie, gdzie służby trzyliterowe wiedzą, jeśli nie wszystko, to prawie wszystko?
Prezydent Franklin Delano Roosevelt (nie) wiedział, że Japonia zaatakuje USA na Hawajach? Ściślej ujmując: Terytorium Hawaje (oficjalna nazwa) w 1941 r. było tworem zależnym od USA. Jego częścią (stanem) stały się dopiero w 1959 r.
Wywiad miał dane o japońskiej operacji „Tora, tora, tora”. Bez nich można było spodziewać się, że sankcje nałożone na Japonię, pchną ją do ataku na USA. Sprawił on, że USA mogły odstąpić od polityki izolacjonalizmu i umacniać się w roli światowego mocarstwa. Kongres wyraził zgodę na wypowiedzenie wojny prawie jednomyślnie. Tylko jedna deputowana, pacyfistka, do Izby Reprezentantów głosowała na „nie”. Oczywiście oficjalna wykładnia historyczna jest taka, że japoński atak był pełnym zaskoczeniem dla USA.
Podobnie rzecz ma się z zamachem przeprowadzonym przez Al-Kaidę. Służby trzyliterowe miały informacje o tym, że „Arabowie z jaskini” szykują się do zamachu na terytorium USA. Generalnie ujmując: z różnych przyczyn zbagatelizowano je. To wykazano w oficjalnych raportach. Rzecz jasna kwestionujący je wykazują, dlaczego mając dane o możliwym zamachu, służby uczyniły, co uczyniły, czyli nic.
Project for the New American Century
Jak potężne USA mogły zostać zaatakowane przez kilkunastu mudżahedinów, dżihadowców, którym daleko było do specjalsów z Delta Force czy innych tego rodzaju hiperdoborowych formacji?
Po kolei. Wiceprezydent Dick Cheney, sekretarz obrony Donald Rumsfeld i jego zastępca Paul Wolfowitz postrzegani byli za neokonserwatystów uważających, że po zimnej wojnie trzeba z USA uczynić niezaprzeczalnie mocarstwo globalne numer jeden. Wywodzili się z think tanku Project for the New American Century (PNAC).
Nim jeszcze znaleźli się na szczycie władzy, to panowie ci uznali, że wypracowanie globalnego przywództwa USA wymaga kilku działań. W swojej strategii geopolitycznej zawartej w raporcie „Rebuilding America's Defenses” uznali m.in., że należy obalić Saddama Husajna, co ułatwi przemodelowanie całego Bliskiego Wschodu.
Nadto osiągnięciu celu przysłuży się zerwanie traktatów rozbrojeniowych, uzyskanie dominacji militarnej w kosmosie i cyberprzestrzeni, a na to wszystko trzeba zasadniczo zwiększyć budżet Pentagonu. Obalenie Husajna Rumsfeld i Wolfowitz zaproponowali… 12 września 2001 r., kiedy oficjalnie nie było wiadomo, kto jest odpowiedzialny za ataki na biurowce WTC i gmach Pentagonu.
Tytuł „Rebuilding America's Defenses” sam w sobie jest jednoznaczny w wymowie. W raporcie napisano: „Co więcej, proces transformacji, nawet jeśli przyniesie rewolucyjne zmiany, prawdopodobnie będzie długi, o ile nie wydarzy się coś katastrofalnego i katalizującego – jak nowy Pearl Harbor…”.
Że ma to oznaczać... Nie, nie oznacza, że Biały Dom zaplanował terrorystyczny atak. Bzdura. To o co chodzi? Jakby na tak proste pytanie można było odpowiedzieć, to nie byłoby tego tekstu. Informacji wywiadowczych o przygotowaniach do ataku nie brakowało. Jak w 1941. Niedowierzania w jego zaistnienie i powodzenie – również.
W lipcu 2001 r. lokalne struktury FBI meldowały do centrali, że podejrzani osobnicy powiązani z Al-Kaidą masowo zapisują się do amerykańskich szkół lotniczych. Latali na awionetkach, uzyskali oficjalne licencje pilota komercyjnego.
Trzyliterowe służby miały wiedzę o tych Arabach, ale nie dawały wiary, że po krótkim kursie na symulatorach Boeinga 727/767, ktokolwiek może je w realu pilotować. Ten argument – dodam – jest jednym z koronnych w spiskowych pakietach dotyczących 11 września. Oczywiście da się je obalić. Interpretacja faktów to nie matematyka.
Zaiste nie do pojęcia jest, jak po kilku tygodniach wirtualnej nauki można nie tylko pilotować 100-tonowy samolot pasażerski, ale jeszcze dokładnie przycelować nim w wieże o szerokości 63 metrów! Wytlumacznie? Proste. Cuda zdarzają się, tym częściej, gdy wspiera je zwykłe szczęście.
Może zamachowcy z Al-Kaidy, gdyby wiedzieli, że „drugie Pearl Harbor” wyzwoli w USA dążenie do przemodelowania Bliskiego Wschodu, to zrezygnowaliby z dżihadu? Tak czy inaczej ich zamach zmaterializował to, o czym wyłożono w „Rebuilding America's Defenses”. Ze wszystkiego tego konsekwencjami, tak dla USA, jak i świata.
Procesy, gdzie na ławach oskarżonych zasiedli organizatorzy akcji Al-Kaidy, trwały do 2024 r. Ten, który powszechnie uważany jest za mózg tej antyamerykańskiej operacji, Osama bin Laden został zabity w Pakistanie (2 maja 2011 r.) przez specjalsów Navy SEALs. I to nie on wpadł na pomysł, by do ataku użyć samolotów pasażerskich. On tylko ten plan zaakceptował. A jego faktycznym twórcą był Chalid Szajch Muhammad. Świat już o nim zapomniał, a on wciąż żyje za kratkami w bazie morskiej Guantánamo na Kubie...