Kula przeszyła mu hełm, rakieta trafiła w pralnię. Jak weteran z Iraku pokonał PTSD

2026-04-18 14:30

W 2007 roku, na misji w Iraku, w ciągu kilku tygodni, starszy szeregowy G. dwa razy cudem uszedł śmierci. Najpierw kula karabinowa przebiła jego hełm, ale tylko lekko drasnęła czoło. Kilka tygodni później zawrócił spod drzwi pralni, bo zapomniał części brudnych rzeczy. Gdy po nie wracał, na pralnię spadła rakieta, doszczętnie zniszczyła budynek i zabiła człowieka znajdującego się w środku.

  • G. to najtrudniejszy przypadek weterana z PTSD w Wojsku Polskim.
  • Dwukrotnie uniknął śmierci w Iraku, co wywołało u niego silne objawy stresu pourazowego.
  • Po powrocie do kraju, G. mierzył się z lękami, bezsennością i przekonaniem, że śmierć na niego czyha.
  • Spędził w szpitalu prawie rok. Najpierw odmawiał współpracy z terapeutami. Gdy zaczął wierzyć w sens leczenia, terapia przyniosła pozytywne skutki.

Wyjeżdżając w styczniu 2007 r. na ósmą zmianę do Iraku G. miał 31 lat i od pięciu lat służył w wojsku. Koledzy go lubili, a dowódcy dobrze oceniali.

9 marca 2007 r. pechowiec pierwszy raz uniknął śmierci. Z odległości 60 cm przypadkowo postrzelił go kolega stojący z tyłu. Pocisk z karabinka przebił hełm, wewnątrz zrobił wyraźną bruzdę, na długości 3 cm rozciął skórę na czole i wyszedł na zewnątrz. Rana była powierzchowna.

- Po strzale żołnierz upadł na ziemię, sam wstał, domagał się, aby ktoś koniecznie zrobił mu zdjęcie – wspomina płk dr Radosław Tworus, kierownik Kliniki Psychiatrii i Stresu Bojowego i Psychotraumatologii Wojskowego Instytutu Medycznego.

Uważał, że śmierć na niego czyha

Z czasem miał coraz większe trudności ze snem, często się budził. Gdy zginął jeden z polskich żołnierzy, G. miał wizje własnej śmierci.

- Uważał, że śmierć się pomyliła. Tylko dlatego on sam nie leży w trumnie. Czuł, że od pewnego czasu śmierć czyha na niego i czeka na odpowiedni moment, żeby naprawić wcześniejsze pomyłki – relacjonuje dr Radosław Tworus.

Pewnego dnia polską bazę w Iraku kolejny raz ostrzelali rebelianci. Tuż przed atakiem G. szedł do pralni. Zirytowany zawrócił sprzed drzwi, bo zapomniał części brudnych rzeczy. W tym momencie rakieta trafiła w pralnię. Doszczętnie zniszczyła budynek i zabiła człowieka znajdującego się wewnątrz.

- To, że nie wszedł do środka, uratowało mu życie. Mówił nam „czułem jakbym wykorzystał już limit szczęścia”. Był przekonany, że drugi raz uciekł śmierci, ale ona z uporem go śledzi. Następnego dnia spakował swoje rzeczy, żeby – jak zginie – nie musieli tego robić koledzy. Zadzwonił do brata w Polsce, z którym od dawna był mocno skłócony. Przeprosił go za wszystkie złe rzeczy i pożegnał się – kontynuuje pułkownik.

Słysząc śmigłowiec chował się pod łóżko

Od tej pory objawy stresu pourazowego narastały bardzo szybko. Lekarze zdecydowali o ewakuacji medycznej do kraju. Tak trafił do kliniki stresu bojowego.

Za pierwszym razem przebywał tam od 29 kwietnia do 10 sierpnia 2007 r.

- To był bardzo trudny pacjent. Nie ufał nam, nie chciał zażywać leków ani korzystać z pomocy psychologicznej. Wspomnienia z Iraku wywoływały lęk nie do opanowania. Przez trzy miesiące pobytu w klinice nie mógł spać. Gdy na szpitalnym lądowisku siadał śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, G. chował się pod łóżko – mów dr Tworus.

Z czasem terapia zaczynała przynosić efekty. Więc po czterech miesiącach został wypisany do domu. Ale nie nadawał się do służby w wojsku.

Mówił, że tańczy ze śmiercią

Po kilku miesiącach, w czasie rutynowej wizyty kontrolnej w klinice stresu, z wewnętrznej kieszeni kurtki wypadł mu bagnet. Zapytany po co mu taka broń, przyznał, że obawia się o życie, a to ma mu pomóc bronić się przed śmiercią.

Z kliniki już go nie wypuszczono. Przebywał w niej od 26 listopada 2007 r. do 29 kwietnia 2008 r.

- Pozytywne było to, że tym razem bardzo chętnie z nami współpracował – wspomina płk Tworus.

W trakcie sesji opowiadał, że od pierwszego traumatycznego zdarzenia w Iraku tańczy ze śmiercią, że jest w jej zimnych objęciach. Terapeuci namawiali go więc, żeby w tym tańcu – jak to mężczyzna - zaczął prowadzić tę partnerkę.

Pokonał słabości na strzelnicy

Terapia nie pomagała pomimo długiego pobytu w szpitalu.

- Ustaliliśmy więc nowy plan działania. G. miał przejść terapię z wykorzystaniem wirtualnej rzeczywistości oraz odbyć zajęcia na strzelnicy. Panicznie bowiem bał się broni i huku strzałów – relacjonuje dr Tworus.

Przy pierwszym pobycie na strzelnicy miał tylko obserwować ćwiczących, ale słysząc strzały – cały drżał. Po powrocie do kliniki narzekał na zakwasy. Mówił, że czuje się jakby cały dzień bardzo ciężko pracował.

Po kilku kolejnych pobytach na strzelnicy odważył się wziąć karabinek do ręki.

- W końcu oddał 20 strzałów. Wracając do kliniki, stwierdził, że nie wie, jak to się stało, ale przestał się bać broni i chciałby dalej służyć w wojsku – podkreśla dr Tworus.

Trzy miesiące po wyjściu ze szpitala, w listopadzie 2008 r., przyjechał na kontrolę. Jego stan psychiczny był na tyle dobry, że mógł znowu założyć mundur.

Musimy pamiętać o bohaterach | Garda

Do szpitala wrócił na własne życzenie

Dwukrotna hospitalizacja G. trwała w sumie osiem miesięcy. Za trzecim razem sam poprosił o pomoc. Ponownie przytrafiła mu się bowiem seria zdarzeń związanych ze śmiercią.

Jechał wojskowym „Starem”, któremu na ulicy urwało się tylne koło. Ciężarówką zaczęło rzucać, ale kierowca opanował pojazd. Po tym zdarzeniu w głowie G. znowu zaczęły się pojawiać myśli o tym, że śmierć go szuka. Miesiąc później dowiedział się, że u matki zdiagnozowano raka. Po kolejnych kilku tygodniach zmarł mu ojciec.

Rodzina i koledzy zauważyli, że stał się bardziej nerwowy i pobudliwy.

Odzyskał sens życia

- Sam doszedł do wniosku, że wraca PTSD i przyjechał do nas. Nie był to jego ostatni pobyt w klinice. G. to bardzo trudny przypadek żołnierza, u którego wystąpił pełnoobjawowy PTSD i to o znacznym nasileniu. Pomoc dla niego była dla nas olbrzymim wyzwaniem, ale w klinice wiele się nauczyliśmy dzięki G. Mogliśmy więc skuteczniej pomagać weteranom z PTSD. Sam G. mógł wrócić do służby. Miał stale do czynienia z bronią, która wcześniej budziła w nim przerażenie. Zaczął planować przyszłość, a gdy trafił do nas pierwszy raz, twierdził, że jego życie nie ma sensu - z satysfakcja wspomina płk dr Radosław Tworus.

Portal Obronny SE Google News

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki