• Deklaracja Wołodymyra Zełenskiego jest wyzwaniem dla Władimira Putina.
• Czy hipotetyczne wybory mogłyby zostać przeprowadzone na terytoriach okupowanych?
• Gdyby Ukraińcy mieli w najbliższym czasie wybierać, do II tury weszliby: Wołodymyr Zełenski i Wałerij Załużny.
To od Ukraińców zależy, kiedy zagłosują, jak to zrobią i wybiorą tę czy inną osobę
Prezydent Ukrainy podkreślił jednak, że o tym, kto zostanie prezydentem Ukrainy, powinni decydować Ukraińcy. Przeprowadzenie wyborów w czasie wojny wiąże się z problemami prawnymi i organizacyjnymi, przede wszystkim z zapewnieniem bezpieczeństwa głosującym. Zatem jeśli Władimir Putin zgodzi się na pełne, 60-dniowe zawieszenie broni, to na Ukrainie zostaną przeprowadzone wybory prezydenckie. Zełenski zadeklarował, że jest gotów zaakceptować decyzję społeczeństwa ukraińskiego podjętą w takich wyborach. „To od Ukraińców zależy, kiedy zagłosują, jak to zrobią i wybiorą tę czy inną osobę”.
Przypomnijmy, że niedawno Donald Trump ogłosił, że chce doprowadzić do częściowego zawieszenia broni jeszcze przed wyborami połówkowymi do Kongresu, czyli przed 3 listopada. Amerykańska propozycja miałaby dotyczyć powstrzymania się Ukrainy od atakowania rosyjskiego przemysłu petrochemicznego. Strona ukraińska przedstawiła warunek: również Rosja musi wstrzymać ataki na ukraińską energetykę.
Deklarację Zełenskiego dotyczącą gotowości do przeprowadzenia wyborów, uzależniającą ich organizację od zgody Moskwy na pełne, dwumiesięczne zawieszenie broni, można postrzegać jako wyzwanie dla Putina, który kwestionuje legalność sprawowania władzy przez Wołodymyra Zełenskiego. Kreml stoi na stanowisku, że Zełenski miał mandat do sprawowania urzędu do 20 maja 2024 r. Wtedy zakończyła się jego pięcioletnia kadencja. Po tej dacie Ukraina winna była przeprowadzić wybory prezydenckie.
Interpretacja prawna Putina stoi w sprzeczności z prawem ukraińskim
Prawo ukraińskie stanowi, że gdy trwa stan wojenny, nie można przeprowadzać wyborów, w tym prezydenckich. Te mogą zostać ogłoszone dopiero po zakończeniu stanu wojennego. Zełenski wspomniał o tym w wywiadzie dla ABC News, mówiąc o „problemach prawnych i organizacyjnych”.
Kwestia prawna jest jasna: gdyby Moskwa przyjęła propozycję Kijowa, Rada Najwyższa Ukrainy musiałaby dokonać nowelizacji aktów prawnych dotyczących wyborów prezydenckich. Pozostają kwestie organizacyjne. I tu z pewnością pojawiłyby się poważne problemy. Jest ich cała litania. Wymieńmy te, które jawią się jako najważniejsze.
Po pierwsze: jak sporządzić spis wyborców, skoro w państwie jest ok. 5 mln uchodźców wewnętrznych, a poza jego granicami – w zależności od metodologii liczenia – co najmniej tyle samo?
Po drugie: czy wybory miałyby być przeprowadzone na terenach okupowanych? Chodzi o Krym i cztery obwody: chersoński, doniecki, ługański i zaporoski. Dla Kijowa są to części Ukrainy czasowo pozostające pod rosyjską okupacją. Dla Moskwy te terytoria są częścią Federacji Rosyjskiej, choć nie w pełni je kontroluje.
Po trzecie: w ciągu 60 dni nie da się zorganizować wyborów.
O ile pierwszy i trzeci problem mają zasadniczo naturę techniczno-organizacyjną, o tyle drugi jest kwestią przede wszystkim polityczną – zarówno dla Kijowa, jak i dla Moskwy. Co prawda w polityce „nigdy nie mówi się nigdy”, tym niemniej to, że Rosja miałaby zgodzić się na przeprowadzenie wyborów na Krymie i w wymienionych wyżej obwodach, należy włożyć między bajki. A ujmując to matematycznie, taka wolta w polityce Kremla jest niemożliwa w 99,99 procentach. Ten ułamek trzeba byłoby zostawić na wypadek zaistnienia cudu. Cudu politycznego.
Z kolei jeśli prawie 20 proc. Ukrainy byłoby wyłączone z procesu wyborczego, Bankowa dałaby świadectwo temu, że godzi się na utratę tych obwodów i poniekąd na legitymizowanie rosyjskiej polityki wobec Ukrainy. Taka wolta w polityce Kijowa jest niemożliwa w 99,99 procentach. Ten ułamek trzeba byłoby zostawić na wypadek zaistnienia cudu. Cudu politycznego.
Jest cień szansy na to, że cudotwórcą mógłby być Donald Trump. W jego mocy jest doprowadzenie do częściowego zawieszenia broni. Czy tak się stanie, to już inna sprawa. Amerykański prezydent ma ku temu potencjał. Tylko ku temu. Gdyby było inaczej – oczywiście są to publicystyczne domysły – do zawieszenia broni doszłoby już dawno.
Prędzej czy później Ukraina wybierze nowego prezydenta
Czy to jest obecnie najważniejsze dla Ukraińców? Analizując dane z sondażu przeprowadzonego na początku października, można stwierdzić, że dla społeczeństwa ukraińskiego ważniejsze są problemy niż to, czy i kto będzie nowym prezydentem ich państwa.
Wobec zbliżającej się zimy 71 proc. respondentów obawia się pogorszenia sytuacji gospodarczej, a 63 proc. – sytuacji sektora energetycznego. Jeśli chodzi o ogólną sytuację na Ukrainie, ponad połowa (55 proc.) spodziewa się jej pogorszenia. Natomiast 12 proc. liczy na poprawę, a co czwarty (25 proc.) twierdzi, że ogólna sytuacja się nie zmieni.
W podsumowaniu badań napisano: „Większość Ukraińców jest gotowa na zawieszenie broni i popiera negocjacje jako sposób na osiągnięcie pokoju. Jednak nie jest to pokój za wszelką cenę”.
I tak 62 proc. uważa, że obecnie ani Ukraina, ani Rosja nie wygrywają wojny. 26 proc. jest przekonanych, że wojnę wygrywa Ukraina, a jedynie 6 proc. – że Rosja.
„Ustępstwa terytorialne są uważane za dopuszczalne, ale tylko przy zapewnieniu gwarancji bezpieczeństwa, a decyzja powinna zostać podjęta w referendum ogólnokrajowym”. 56 proc. respondentów twierdzi, że dla dobra długoterminowego pokoju możliwe są ustępstwa terytorialne, ale tylko wtedy, gdy Ukraina uzyska gwarancje bezpieczeństwa ze strony USA i partnerów europejskich, w tym także gwarancje finansowania Sił Zbrojnych Ukrainy.
W sondażu uwzględniono także hipotetyczne wyniki I tury wyborów prezydenckich oraz ranking zaufania do polityków.
Największym zaufaniem cieszy się obecny ambasador Ukrainy w Wielkiej Brytanii, b. szef Sztabu Generalnego SZU, gen. Wałerij Załużny. Ufa mu 64 proc. Ukraińców, a nieufność wyraziło 25 proc. Na drugim i trzecim miejscu ex aequo uplasowali się Wołodymyr Zełenski (zaufanie – 53 proc., nieufność – 40 proc.) i szef jego Biura, Kyryło Budanow (zaufanie – 53 proc., nieufność – 31 proc.).
Jednak w pierwszej turze hipotetycznych wyborów prezydenckich na Ukrainie liczyliby się tylko Załużny i Zełenski. Przy czym obecnie urzędujący prezydent nieznacznie wyprzedziłby Załużnego (22,9 proc. i 20,2 proc.). W sondażu nie pytano o poparcie w II turze wyborów.
Reasumując: deklaracja Zełenskiego o warunkowej gotowości do przeprowadzenia wyborów prezydenckich na Ukrainie jest znacząca w kontekście tego, że dotychczas był im przeciwny. Przeszkód na drodze do jej realizacji jest multum. Dlatego należałoby ją docenić, ale również traktować jako element gry politycznej prowadzonej przez Kijów.