• Istnienie po stronie rosyjskiej planów ofensywy na Kijów potwierdził zastępca szefa Biura Prezydenta Ukrainy, Pawło Palisa.
• Według Kijowa sytuacja militarna w wojnie rosyjsko-ukraińskiej pozostaje stabilna na całej linii frontu.
• Rozmówcy PAP oceniają ryzyko zajęcia Kijowa przez Rosjan jako mało prawdopodobne.
Wszystko zależy od skuteczności rosyjskich ataków na infrastrukturę energetyczną
Anton Michnenko, rozmówca PAP, jest redaktorem naczelnym anglojęzycznego magazynu „Ukrainian Defense Review”. Jest także członkiem rady eksperckiej oraz analitykiem kijowskiego ośrodka CACDS. Jego zdaniem to, czy dojdzie do kolejnej ofensywy na Kijów, zależy od bieżących uwarunkowań.
– Zależy przede wszystkim od skuteczności rosyjskich ataków na infrastrukturę i ukraińskie zaplecze, prowadzonych w ostatnim czasie z rosnącą intensywnością, głównie z wykorzystaniem dronów o napędzie odrzutowym. Skuteczność tych uderzeń wzrasta wobec problemów po stronie ukraińskiej związanych ze zwalczaniem bezzałogowców tego typu, przede wszystkim z powodu zbyt małych zapasów pocisków do systemów zdolnych do zestrzeliwania celów tego rodzaju.
Istnienie po stronie rosyjskiej planów ofensywy na Kijów potwierdził pod koniec sierpnia zastępca szefa Biura Prezydenta Ukrainy, Pawło Palisa. Według tego byłego dowódcy 93. Brygady „Chołodnyj Jar”, uczestniczącej m.in. w krwawych walkach o Bachmut, rosyjskie dowództwo otrzymało polecenie opracowania planów działań ofensywnych w kierunku Kijowa i Czernihowa.
Palisa uważa, że samo istnienie planów i ich opracowanie nie oznaczają, że do kolejnego ataku na ukraińską stolicę faktycznie dojdzie, a w razie realizacji takiego scenariusza – że zakończy się on sukcesem strony rosyjskiej. Aby tak się stało, musiałoby dojść do poważnego załamania ukraińskiej obrony na froncie lub krytycznego deficytu zasobów obrony przeciwlotniczej. Obecnie, pomimo bieżących problemów po stronie ukraińskiej, nic nie wskazuje na to, aby takie sytuacje miały się wydarzyć.
Zdaniem ukraińskich ekspertów sytuacja militarna w wojnie rosyjsko-ukraińskiej pozostaje stabilna na całej linii frontu. Rosyjskie postępy terytorialne są minimalne, a w ostatnich tygodniach w niektórych miejscach, m.in. w pobliżu Łymanu w obwodzie donieckim, przewagę zyskuje armia ukraińska. Ponosi jednak duże straty osobowe. (Według nieoficjalnych źródeł na froncie ginie miesięcznie ok. 20 tys. żołnierzy SZU - Portal Obronny). Siły rosyjskie ponoszą coraz poważniejsze straty, których nie rekompensuje już bieżąca mobilizacja. (Są one nawet dwukrotnie większe niż straty ukraińskie - Portal Obronny). To może popchnąć rosyjskie kierownictwo państwowe do bardziej radykalnych działań: ogłoszenia powszechnej mobilizacji lub podjęcia innych kroków, które mogłyby doprowadzić do rozstrzygnięcia wojny na rosyjską korzyść.
Tytułem przypomnienia wydarzeń z historii wojny rosyjsko-ukraińskiej
Jednym z pierwszych działań podjętych przez Rosję w pierwszym dniu pełnoskalowej wojny przeciwko Ukrainie, 24 lutego 2022 roku, był desant śmigłowcowy na lotnisko w Hostomelu pod Kijowem. Była to próba uchwycenia przyczółka do dalszych działań, które ostatecznie miały doprowadzić do zajęcia kluczowych punktów w ukraińskiej stolicy oraz schwytania lub fizycznej eliminacji osób zarządzających państwem, w tym prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego.
Operacja ta zakończyła się fiaskiem: rosyjski desant na lotnisku w Hostomelu został odparty, a rosyjskie jednostki pancerne i zmechanizowane, wkraczające m.in. z terytorium Białorusi, zostały zatrzymane jeszcze na przedmieściach Kijowa. Po trwających około miesiąc walkach, pod koniec marca 2022 r., siły rosyjskie zostały zmuszone do wycofania się spod Kijowa, a także z innych odcinków frontu na północy Ukrainy: spod Czernihowa, Sum i Charkowa. Począwszy od kwietnia 2022 roku, walki skoncentrowały się na wschodzie i południu Ukrainy, przede wszystkim w Donbasie i obwodzie zaporoskim.
– W obecnej sytuacji nie widać, aby Rosjanie mieli jakieś duże rezerwy, które mogliby skierować do tego rodzaju działań. Aby to zrobić, musieliby przesunąć siły z innych odcinków frontu – powiedział w rozmowie z PAP wykładowca prof. Andrij Charuk.
Ten znawca tematu przez wiele lat był związany z Narodową Akademią Wojsk Lądowych im. hetmana Piotra Sahajdacznego we Lwowie, gdzie pełnił m.in. funkcję kierownika Katedry Nauk Humanistycznych. Jest autorem kilkuset prac naukowych i popularnonaukowych, w tym cenionych monografii poświęconych m.in. lotnictwu wojskowemu, artylerii polowej i przeciwpancernej z czasów II wojny światowej oraz historii Sił Zbrojnych Ukrainy. W jego opinii takie działanie mogłoby skomplikować sytuację armii rosyjskiej, która od dłuższego czasu nie tylko nie notuje większych sukcesów, ale także traci zajęte tereny. Przykładem jest okolica Łymanu, gdzie jednostki armii ukraińskiej, w tym 3. Korpus Armijny, w ramach prowadzonej od kilku tygodni operacji kontrofensywnej pod kryptonimem „Vivaldi” odzyskały część pozycji zajętych wcześniej przez Rosjan. Armia ukraińska nadal posiada na tym odcinku inicjatywę.
Z tych powodów, zdaniem prof. Charuka, w najbliższych miesiącach nie należy oczekiwać zasadniczych zmian w sytuacji na froncie, w tym otwarcia działań na dodatkowych kierunkach – również w pobliżu ukraińskiej stolicy. W ocenie prof. Charuka „dużo poważniejszym problemem są rosyjskie ataki na nasze zaplecze i infrastrukturę”...