- Korea Północna ponownie wystrzeliła pocisk balistyczny, eskalując napięcia tuż przed kluczowymi manewrami wojskowymi USA i Korei Południowej.
- To już jedenasta próba rakietowa Pjongjangu w tym roku, co świadczy o konsekwentnym ignorowaniu rezolucji ONZ i stałym testowaniu gotowości sojuszników.
- Dowiedz się, dlaczego reżim Kim Dzong Una prowokuje świat i jakie konsekwencje może mieć ten cykl zbrojeń dla stabilności regionu.
Systemy radarowe Połączonych Szefów Sztabów (JCS) Sił Zbrojnych Republiki Korei wykryły start pocisku balistycznego 12 sierpnia, o godzinie 6:00 rano czasu lokalnego, z okolic miasta Wonsan na wschodnim wybrzeżu Korei Pónocnej. Po przebyciu dystansu ponad 700 km, rakieta spadła do Morza Japońskiego. Według japońskiego ministerstwa obrony, osiągnęła ona maksymalny pułap około 90 km i upadła poza wyłączną strefą ekonomiczną Japonii, nie powodując żadnych szkód materialnych. Mimo to, zarówno Seul, jak i Tokio złożyły oficjalne protesty, określając działanie Pjongjangu jako poważną prowokację.
Polecany artykuł:
Wybór momentu na przeprowadzenie testu nie jest przypadkowy. Pięć dni później, 17 sierpnia, w Korei Południowej mają rozpocząć się coroczne, letnie ćwiczenia wojskowe "Ulchi Freedom Shield", które potrwają do 27 sierpnia. Manewry te, określane przez Seul i Waszyngton jako defensywne i mające na celu wzmocnienie gotowości obronnej sojuszu, są regularnie potępiane przez Pjongjang.
Reżim Kim Dzong Una postrzega tego typu amerykańsko-koreańskie ćwiczenia wojskowe jako bezpośrednie przygotowanie do inwazji na swoje terytorium i tradycyjnie odpowiada na nie pokazami siły militarnej. Tegoroczne ćwiczenia mają szczególne znaczenie, ponieważ będą obejmować ocenę zdolności do przejęcia przez Seul dowodzenia operacyjnego w czasie wojny od Waszyngtonu. Jest to jeden z elementów obecnej strategii USA, przenoszenia ciężaru działań na sojuszników.
Środowy incydent to już druga próba rakietowa w ciągu zaledwie tygodnia. Poprzednia, która miała miejsce 6 sierpnia i również została przeprowadzona z rejonu Wonsan, była odpowiedzią na napięcia dyplomatyczne z Tokio. Pjongjang oskarżył wówczas Japonię o dążenie do remilitaryzacji i stawanie się "wojowniczym państwem". Analitycy wskazują, że zwiększona częstotliwość testów – łącznie jedenaście od początku roku – służy nie tylko doskonaleniu technologii rakietowej, ale również wywieraniu presji politycznej na Stany Zjednoczone i ich sojuszników.
Chociaż typ wystrzelonego w środę pocisku nie został jeszcze oficjalnie zidentyfikowany, jego zasięg (ponad 700 km) klasyfikuje go jako pocisk balistyczny krótkiego zasięgu (SRBM), zdolny do rażenia celów na całym terytorium Korei Południowej czy w Japonii. Władze w Seulu, Waszyngtonie i Tokio na bieżąco wymieniają się danymi wywiadowczymi w celu szczegółowej analizy parametrów lotu rakiety.
W odpowiedzi na rosnące zagrożenie, Korea Południowa, USA oraz 38 innych państw wydały wspólne oświadczenie, wzywając Pjongjang do uprzedniego powiadamiania o planowanych startach międzykontynentalnych pocisków balistycznych (ICBM) oraz pocisków wystrzeliwanych z okrętów podwodnych (SLBM), co miałoby zwiększyć transparentność i zredukować ryzyko błędnej kalkulacji. Jednak w obliczu konsekwentnej postawy KRLD, która łamie kolejne rezolucje ONZ, skuteczność takich apeli pozostaje znikoma. Półwysep Koreański ponownie pogrąża się w cyklu prowokacji i odpowiedzi, a perspektywa denuklearyzacji oddala się z każdym kolejnym testem rakietowym.