• Czy apel o „jedność ponad historią” może być skuteczny, gdy spór dotyczy tak fundamentalnych kwestii pamięci narodowej?
• Czy argument o „graniu na korzyść Moskwy” nie jest dziś zbyt często wykorzystywany do wyciszania niewygodnych pytań?
• Czy obecny spór jest jedynie epizodem, czy zapowiedzią trwalszego kryzysu w relacjach polsko-ukraińskich?
Dla Ukrainy Polska jest „pierwszym strategicznym sojusznikiem i przyjacielem”
W depeszy PAP napisano:
– Nasz wspólny apel do Polski, naszych sojuszników i przyjaciół, brzmi: starajmy się szukać w przeszłości powodów do jedności. Szukajmy podstaw do wspólnej walki przeciwko naszemu wspólnemu wrogowi, który dziś chce zniszczyć zarówno Ukrainę, jak i Polskę. Tak było zawsze: kiedy byliśmy zjednoczeni, nikt nie był w stanie odebrać nam wolności ani bezpieczeństwa – przekazał Tychyj na briefingu prasowym w Kijowie. – Jeśli będziemy szukać powodów do podziałów, to z pewnością je znajdziemy. Jeśli będziemy szukać powodów do jedności i wspólnego przeciwstawiania się wspólnemu wrogowi, również je znajdziemy. Chcielibyśmy koncentrować się właśnie na tym drugim.
Podkreślił, że jego kraj postrzega Polskę jako „pierwszego strategicznego sojusznika i przyjaciela”.
– To kraj, który pospieszył nam z pomocą od pierwszych minut pełnoskalowej inwazji (rosyjskiej). Kraj, który otworzył swoje domy dla Ukraińców. Kraj, który od 2022 roku odgrywał wiodącą rolę we wspieraniu Ukrainy, w tym w zapewnianiu logistyki, dostaw uzbrojenia i w wielu innych kwestiach. Bardzo chcemy, aby tak pozostało również w przyszłości.
Historią powinni zajmować się historycy pracujący z archiwami i dokumentami?
Tychyj przyznał, że „obecnie obserwowane jest zaostrzenie sporów dotyczących kwestii historycznych”. Jednocześnie zaznaczył, że w ciągu ostatniego półtora roku „wykonano ogromną pracę, aby osiągnąć porozumienie nawet w najtrudniejszych sprawach związanych ze wspólną przeszłością”, w tym „w szczególności pod koniec 2024 r. przeprowadzono szereg prac poszukiwawczo-ekshumacyjnych”.
– I właśnie teraz, gdy rozmawiamy, trwają kolejne prace poszukiwawcze w Hucie Pieniackiej w obwodzie lwowskim. Nawet na tle ostatnich, bardzo zaostrzonych, publicznych dyskusji proces ten jest kontynuowany. Co więcej, mogę powiedzieć, że po stronie ukraińskiej istnieje gotowość do dalszego wydawania zgód i współpracy – zadeklarował rzecznik MSZ w Kijowie.
Według niego odzwierciedla to ogólne podejście Ukrainy do kwestii historycznych, zgodnie z którym takimi kwestiami powinni zajmować się historycy pracujący z archiwami i dokumentami.
– Wymiar historyczny nie powinien być wykorzystywany do celów politycznych. Bardzo chcielibyśmy, aby pozostał on w sferze pracy historyków.
Tychyj w imieniu MSZ Ukrainy wyraził ubolewanie nad „obserwowanym zaostrzeniem sytuacji” oraz podkreślił, że taka sytuacja cieszy jedynie Moskwę.
Widoczne napięcia w relacjach polsko-ukraińskich zaistniały po tym, jak prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski nadał imię „Bohaterów UPA” elitarnemu Samodzielnemu Centrum Sił Operacji Specjalnych „Północ”. Decyzja ta wywołała oburzenie władz Polski i większości jej obywateli.
Kilka zdań komentarza
Polska oczekuje, co zakomunikowano w sobotę (6 czerwca) w Warszawie b. szefowi ukraińskiego wywiadu wojskowego, a obecnie szefowi Kancelarii Prezydenta Ukrainy. Kyryło Budanow usłyszał, że polski rząd, polski prezydent, polski parlament i większość polskiego społeczeństwa oczekują, by Kijów znalazł dla elitarnego 140. Centrum Operacji Specjalnych „Północ” innego bohatera niż UPA.
Wiele do myślenia (a gdy brakuje danych – to do spekulacji) daje to, że o efektach sobotniej wizyty Budanowa niewiele wiadomo. Tak samo, jak nie wiadomo, jaką opinię wydała w poniedziałek (8 czerwca) Kapituła Orderu Orła Białego. Poparła wniosek prezydenta Nawrockiego, by odebrać to odznaczenie Zełenskiemu, czy też zaoponowała?
Prezydent RP stanowczo zareagował na decyzję prezydenta Ukrainy. A teraz – jak dostrzegają to nie tylko komentatorzy – jakby wyhamował. A to nie wszystkim się podoba. Nawet Leszek Miller, początkowo chwalący prezydenta Nawrockiego za zdecydowaną reakcję, w poniedziałek nie ukrywał zawodu.
Być może jest tak, że polski prezydent czeka na reakcję ukraińskiego prezydenta. Jeśli tak jest, to wątpliwe, by doczekał się oczekiwanej reakcji. Nic z tych rzeczy. Zełenski nie jest władcą absolutnym, więc jego decyzyjność jest – szczególnie w kwestiach związanych z OUN i UPA – dość ograniczona.
Wątpliwe jest, by 140. Centrum zamiast bohaterów UPA miało za patronów, na przykład, bohaterów Gwardii Narodowej. Wierzący, że tak może się stać, są ludźmi przesadnej wiary. Skąd taka opinia? A choćby po szybkiej analizie tego, co rzecznik MSZ Ukrainy wypowiedział w Kijowie do dziennikarzy. Przecież taki przekaz musiał być konsultowany z Kancelarią Prezydenta Ukrainy, a może nawet i z samym Zełenskim.
Budanow wrócił do Kijowa z jasnym polskim stanowiskiem: „Chcemy jedności i walki ze wspólnym wrogiem, ale nie za cenę milczenia o Wołyniu i akceptacji dla kultu formacji, która mordowała naszych rodaków”.
A co w środę rzecznik Tychyj wysyła do Warszawy? „Mesaż”: „Jeśli będziemy szukać powodów do podziałów, to z pewnością je znajdziemy (...) taka sytuacja cieszy jedynie Moskwę”. W Polsce można to odebrać następująco: Kijów próbuje ustawić Polskę w pozycji państwa, które przez „upieranie się przy historii” niszczy front antyrosyjski.
Nie spodziewajmy się, że Kijów ulegnie polskiej presji, skoro ustami rzecznika stwierdził: „Wymiar historyczny nie powinien być wykorzystywany do celów politycznych. Bardzo chcielibyśmy, aby pozostał on w sferze pracy historyków”.
Brzmi to obłudnie, bo przecież „wymiar historyczny” jest wykorzystywany do celów politycznych przez ukraińskie władze!
Kijów przez rzecznika także „między wierszami” sugeruje, że to polskie żądania dotyczące zaszłości historycznych, które odżywają na Ukrainie na poziomie struktur państwowych, generują podziały.
Z polskiego punktu widzenia to takie decyzje, jak nadanie za patrona „bohaterów UPA” jednostce Sił Zbrojnych Ukrainy i reglamentowanie pozwoleń na dokonywanie ekshumacji ofiar UPA, prowadzą do takich podziałów. Dochodzi do sytuacji, w której Ukrainiec krytykujący rodzimą politykę historyczną i czyniący to samo Polak w dyscyplinującej narracji przedstawiani są jako… co najmniej działający na korzyść Moskwy.
Nie można być stygmatyzowanym za obronę prawdy. Ktoś już kiedyś powiedział był: „Oddawajcie więc, co jest cesarskiego, cesarzowi, a co Bożego, Bogu”…
Polecany artykuł: