Wojna o Falklandy-Malwiny. Na morzu najniebezpieczniejszy był ogień

W czasie trwającego 74 dni konfliktu o Falklandy-Malwiny zginęło 86 brytyjskich marynarzy, a kilkuset zostało rannych. Większość z nich stała się ofiarami pożarów, jakie wybuchły po argentyńskich atakach na jednostki Royal Navy. Straty mogłyby być mniejsze, gdyby w brytyjskiej marynarce wojennej nie wprowadzono tańszych - ale modnych i nowoczesnych - mundurów.

  • Wprowadzenie nowoczesnych mundurów doprowadziło do dodatkowych oparzeń u brytyjskich marynarzy.
  • Royal Navy natychmiast wycofała łatwopalną odzież i rozpoczęła prace nad specjalistycznymi tkaninami ognioodpornymi.
  • Wnioski wyciągnięte z tej wojny wpłynęły na standardy umundurowania w innych armiach.

4 maja 1982 r., w piątym tygodniu wojny, lotnictwo argentyńskie przypuściło brawurowy atak na HMS Sheffield. W wyniku trafienia rakietą Exocet brytyjski niszczyciel rakietowy zapalił się, a po sześciu dniach pożaru - zatonął. W wyniku ataku śmierć poniosło 20 marynarzy, a 26 zostało rannych lub poszkodowanych.

Dla brytyjskiego dowództwa był to szok z kilku powodów. Pierwszy raz od czterech dekad utracono okręt w czasie działań wojennych. Do tego dowódcy okrętów operujących w rejonie Falklandów popełnili rażące błędy w rozpoznaniu i obronie przeciwlotniczej. Ale najgorsze było to, że można było uniknąć tak dużych strat w ludziach, gdyby marynarze nie nosili mundurów nowego typu.

W czasie kolejnych ataków argentyńscy lotnicy zniszczyli jeszcze sześć jednostek brytyjskich: drugi niszczyciel, dwie fregaty, transportowiec, okręt desantowy i okręt logistyczny. Za każdym razem mundury przyczyniały się do zwiększenia skali obrażeń.

Podsumowując straty w czasie tej wojny, brytyjskie Ministerstwo Obrony oficjalnie potwierdziło, że zginęło 237 żołnierzy (w tym 86 marynarzy). Nie podano natomiast precyzyjnych danych o liczbie rannych i poszkodowanych. Znając zależności między liczbą poległych i rannych w czasie operacji wojennych, należy przyjąć, że rannych było kilka razy więcej.

Miało być modnie, nowocześnie i oszczędnie

W latach 70. Royal Navy wprowadziła nowy typ munduru - kombinezon roboczy o nazwie Action Working Dress (AWD). Wdrożenie wynikało z cięć budżetowych, ale też z pogoni za nowoczesnością i wygodą. Dlatego klasyczne umundurowanie z materiałów naturalnych zastąpiono ubiorem wykonanym z syntetyków, takich jak poliester i nylon.

W porównaniu z klasyczną bawełną nowe stroje były tańsze i nowocześniejsze: zajmowały mniej miejsca, po kontakcie z wodą szybciej wysychały i nie wymagały prasowania. Wydawały się więc idealne do stosowania w ciasnych wnętrzach okrętów.

Royal Navy miała olbrzymie, wielowiekowe doświadczenie w walkach na morzach i oceanach. Dlatego dowództwo musiało wiedzieć, że dla marynarzy ogromnym zagrożeniem jest nie tylko woda, ale również pożar na pokładzie. Mimo to nikt pod tym kątem nie przetestował właściwości fizykochemicznych nowych kombinezonów. Gdyby to zrobiono, okazałoby się, że materiały syntetyczne błyskawicznie topią się pod wpływem wysokiej temperatury, a wrzące krople lepkiego, płynnego poliestru wżerają się w skórę. Zwiększa to obrażenia rannego marynarza, powodując głębokie, rozległe i bardzo poważne oparzenia.

Brak zabezpieczenia przed „błyskiem cieplnym”

Marynarze cierpieli, a lekarze mieli wielkie problemy z usunięciem tworzyw sztucznych wtopionych w ludzkie tkanki. Często wymagało to usunięcia rozległych fragmentów skóry, a nawet mięśni. Ciała rannych - nawet po pomyślnym zakończeniu leczenia - do końca życia pokrywały rozległe, oszpecające blizny.

Materiały syntetyczne nie były jedyną przyczyną dodatkowych obrażeń. Choć Brytyjczycy już w czasie I wojny światowej wprowadzili na okrętach trudnopalne rękawice i kaptury chroniące dłonie i głowę, to w czasie wojny o Falklandy-Malwiny stosowanie takich zabezpieczeń nie było obowiązkowe. Ich brak powodował oparzenia w wyniku uderzenia nagłej fali gorącego powietrza (popularnie nazywanej „błyskiem cieplnym”).

Ograniczanie „strat możliwych do uniknięcia”

Każda nowoczesna armia analizuje wskaźnik nazywany „stratami możliwymi do uniknięcia”. Dlatego już po ataku na HMS Sheffield dowództwo Royal Navy otrzymało informacje o kombinezonach topniejących w ogniu. Raporty dotyczące efektów argentyńskich ataków na brytyjskie okręty potwierdzały te niepokojące doniesienia.

Dlatego w Londynie podjęto decyzję o szybkiej wymianie obowiązującego AWD na tradycyjne mundury. Ubiory z bawełny nie zapewniały pełnej ochrony przed ogniem, ale w kontakcie z wysokimi temperaturami zwęglały się, nie powodując dodatkowych obrażeń. Wprowadzono również obowiązek stosowania „odzieży przeciwbłyskowej” (czyli trudnopalnych rękawic i kapturów) podczas alarmów bojowych.

Jednocześnie rozpoczęto prace nad opracowaniem tkanin wykorzystywanych do szycia trudnopalnych mundurów. Materiały naturalne nasączano środkami ognioodpornymi, ale też badano właściwości tkanin z włókien niepalnych, takich jak Nomex czy aramid.

Piechota morska bierze przykład z marynarki wojennej

Z czasem brytyjskie doświadczenia wykorzystały marynarki wojenne innych państw NATO, w tym Polski. Obecnie używane przez marynarzy umundurowanie jest trudnopalne, ale jednocześnie wykonane z lekkich, „oddychających” tkanin.

Z doświadczeń Royal Navy czerpią też inne armie i inne rodzaje sił zbrojnych. W 2006 r. dowództwo amerykańskiego Korpusu Piechoty Morskiej w Iraku wydało rozkaz dotyczący ubioru w czasie prowadzenia działań bojowych. Ze względu na powszechnie stosowane przez rebeliantów „ajdiki” (IED - Improvised Explosive Device), czyli improwizowane ładunki wybuchowe, które po eksplozji powodowały pożary, marines prowadzący operacje poza bazami otrzymali zakaz noszenia bardzo popularnej syntetycznej odzieży zawierającej poliester i nylon.

Portal Obronny SE Google News

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki