Grenlandia: w federacji z Rosją czy ze Stanami Zjednoczonymi?

2026-01-13 15:15

Prezydent USA Donald Trump powinien pospieszyć się z zajęciem Grenlandii, zanim kraj ten zdecyduje się na zorganizowanie referendum w sprawie przyłączenia się do Rosji. To rada przedstawiona w X przez Dmitrija Miedwiediewa, b. prezydenta Federacji Rosyjskiej, a obecnie zastępcę przewodniczącego jej Rady Bezpieczeństwa. Sarkazm czy jest coś na rzeczy w tym przekazie? Jest już projekt ustawy czyniącej z Grenlandii 52. stan USA. Fantazja czy realizm?

Rosja, USA, Grenlandia, Arktyka

i

Autor: Wygenerowane przez AI

• Czy prezydent USA może legalnie „zamerykanizować” Grenlandię bez zgody Danii i Kongresu

• Jak rosyjsko-chińskie inwestycje w Grenlandii mogłyby zmienić równowagę sił w Arktyce?

• Czy ambicje USA i Rosji w Arktyce są na kursie kolizyjnym, czy możliwa jest współpraca strategiczna?

Trump „pełniącym obowiązki prezydenta Grenlandii”?

Donald Trump głosi, że Grenlandia winna stać się „własnością” Stanów Zjednoczonych, bo jeśli tak się nie stanie, to będzie należała do Chin lub Rosji. Miedwiediew zapodał w X (a TASS to szerzej rozgłosiła):

„Trump musi się pospieszyć. Według niepotwierdzonych informacji, za kilka dni może się odbyć nagłe referendum, w którym wszyscy 55 000 mieszkańców Grenlandii będą mogli zagłosować za przyłączeniem do Rosji. I to wszystko! Żadnych nowych gwiazdek na sztandarze. A Rosja będzie miała nowego – już 90. – podmiot federalny”.

B. prezydent FR, kpiąc z Trumpa, napisał, że zostanie on „pełniącym obowiązki prezydenta Grenlandii”, gdyby USA inkorporowały/kupiły wyspę. „Bullterier” rosyjskiej polityki nawiązał do wypowiedzi Donalda Trumpa, który po operacji wenezuelskiej określił się (na własnym portalu Truth Social) „pełniącym obowiązki prezydenta Wenezueli”.

Zapewne amerykański prezydent ma w tzw. poważaniu opinię przewodniczącego Rady Bezpieczeństwa FR. W przeszłości Trump wypowiadał się krytycznie o Miedwiediewie. I nie tylko w kontekście polityki wobec Rosji i Ukrainy, ale także personalnie, kwestionując jego znaczenie jako byłego prezydenta.

GARDA: płk Marek Pietrzak
Portal Obronny SE Google News

Jak prezydent USA może „zamerykanizować” Grenlandię?

Zasadniczo Trump musi uzyskać na takie działania zgodę Kongresu, choć jest jeden wyjątek od tej zasady. Skoncentrujmy się na nim.

Prezydent USA może rozpocząć ograniczoną operację wojskową bez uprzedniej zgody Kongresu, jako zwierzchnik sił zbrojnych. W historii były takie przypadki. Te najgłośniejsze dotyczyły operacji:

• na Grenadzie (1983, za prezydentury Ronalda Reagana),

• w Panamie (1989, za rządów George’a H. W. Busha),

• w Somalii (1992–93, za prezydentów Bush Seniora i Billa Clintona),

• na Haiti (1994, za władzy Clintona),

• w Kosowie (1999, również za rządów Clintona) oraz

• bombardowania Libii (2011 r., na rozkaz Baracka Obamy).

W sumie (jak wylicza portal No Labels) prezydenci USA od 1973 r. złożyli 168 raportów do Kongresu o operacjach prowadzonych bez uprzedniej zgody. W przygniatającej większości dotyczyły one krótkich akcji zbrojnych, operacji lotniczych itp.

Jednak prezydenci USA nie są – jakby mogło się wydawać – władcami absolutnymi. Ich władzę ogranicza Kongres. A bez jego zgody nie da się prowadzić długotrwałych operacji. Stanowi o tym ustawa War Powers Resolution (z 1973 r.). Uchwalono ją, by ograniczyć zdolność prezydenta do prowadzenia wojny bez zgody Kongresu. Wymagała od prezydenta poinformowania Kongresu w ciągu 48 godzin oraz wycofania sił po 60 dniach, jeśli nie ma zgody Kongresu.

Jeśli więc Dania nie chciałaby odsprzedać Grenlandii Stanom (podobno wyspa jest warta circa 4-6 bln USD, czyli sześć budżetów Pentagonu w roku 2025, a w 1946 r. Harry Truman oferował Danii za wyspę 100 mln USD), to może ją zająć. I to w parę godzin, a całą operację zakończyć maksimum w dwie doby. Zająć to jedno, a dołączyć do USA, to drugie.

By pogodzić jedno z drugim, Randy Fine, republikański członek Izby Reprezentantów, obwieścił, że zgłosił (12 stycznia) projekt ustawy uprawniającej prezydenta USA do aneksji Grenlandii i umożliwiającej przyjęcie jej jako nowego stanu. To bodaj druga tego rodzaju inicjatywa ustawodawcza dotycząca największej wyspy na świecie.

W Kongresie, czyli w Senacie i Izbie Reprezentantów, Republikanie mają 273 deputowanych (Demokraci – 260). W wyższej izbie, czyli w Senacie, Republikanie mają 53 reprezentantów (Demokraci – 45 plus jest 2 niezależnych senatorów im sprzyjających). Zatem rzeczona ustawa zostanie „przepchnięta” przez proces legislacyjny? No nie – Trump będzie miał jednak problem, bowiem wśród republikańskich deputowanych wielu jest przeciw pozyskaniu Grenlandii.

Demokraci chcą zabronić Trumpowi przejęcia Grenlandii

Plany „amerykanizacji” wyspy chcą zablokować, co nie jest niczym sensacyjnym, Demokraci. Jak donosi PAP, oni „zgłoszą projekt rezolucji zabraniającej prezydentowi użycia siły przeciwko Grenlandii. Do głosowania na ten temat może dojść w najbliższych dniach lub tygodniach. W ubiegłym tygodniu, ku irytacji prezydenta Trumpa, większość Senatu wstępnie poparła projekt podobnej uchwały zabraniającej dalszego użycia siły w Wenezueli”.

Wróćmy jednak do rosyjskich aspiracji zawładnięcia Grenlandią, przed którą ostrzega prezydent USA. Otóż w narracji politycznej przeznaczonej dla pozarosyjskiego odbiorcy b. prezydent FR robi za „złego policjanta”, a obecny – za tego „dobrego”. W marcu 2025 r. Władimir Putin stwierdził (w Murmańsku, podczas konferencji „Arktyka – terytorium dialogu”):

„Jeśli chodzi o Grenlandię, to sprawa między dwoma konkretnymi krajami i nie ma z nami nic wspólnego. Niepokoi nas jednak oczywiście fakt, że kraje NATO jako całość coraz częściej identyfikują Daleką Północ jako obszar przygotowawczy do potencjalnych konfliktów, ćwicząc w tych warunkach użycie wojsk, w tym ze swoimi „nowymi rekrutami” – Finlandią i Szwecją, z którymi, nawiasem mówiąc, do niedawna nie mieliśmy żadnych problemów. Z jakiegoś powodu sami to tworzą. Dlaczego? To zupełnie niezrozumiałe. Niemniej jednak, będziemy wychodzić z tego, co mamy, i będziemy na to reagować…”.

Mówił też, że „Rosja jest największą potęgą Arktyki… Grenlandia to kwestia, która dotyczy dwóch konkretnych krajów i nie ma z nami nic wspólnego”. Oczywiście prezydent Putin to prawdomówny polityk wybitnie miłujący pokój. Poza tym ma dbać o interesy rosyjskie, a nie amerykańskie. A te wchodzą w kolizję, gdy mowa o Arktyce i jej przyległościach.

Rosja postrzega ten obszar globu jako „prawie swój”, jako obszar o strategicznym znaczeniu gospodarczym. Arktyka odpowiada za około 7 proc. PKB Rosji i 11 proc. jej eksportu. Moskwa kładzie nacisk na projekty związane z eksploatacją metali ziem rzadkich, skroplonym gazem ziemnym oraz rozwojem Północnej Drogi Morskiej. Dysponując obecnie największą na świecie flotą lodołamaczy (wspieraną przez ocieplenie klimatu), zamierza w bliskiej perspektywie skrócić transport między Europą a Azją. Celem Rosji jest przeładunek 100 mln ton towarów rocznie do 2030 r. A to wymaga współpracy z Chinami i inwestycji w porty arktyczne.

Dla USA Grenlandia jest bramą do Arktyki – bazy wojskowe, monitoring i infrastruktura logistyczna mają ogromne znaczenie. Nie wspominając już o jej surowcowym przebogactwie.

Stany Zjednoczone (tak samo jak Rosja i Chiny) wykazują długofalowe zainteresowanie kontrolą i eksploatacją arktycznych terytoriów. W efekcie ambicje USA i Rosji w Arktyce pozostają w sprzeczności. Moskwa dąży do utrzymania dominacji regionalnej i współpracy z wybranymi partnerami. Waszyngton próbuje zabezpieczyć własne interesy strategiczne, w tym potencjalnie poprzez Grenlandię. Amerykańską czy duńską – to się wkrótce okaże. Chyba, że Grenlandia ogłosi niepodległość. Wówczas sytuacja wokół niej jeszcze bardziej się skomplikuje.

Sonda
Grenlandia zdecyduje się na niepodległość?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki