Spis treści
Nowy kierunek: broń dla całego świata
Dziś, gdy rozmawiamy o szwajcarskich karabinkach szturmowych, niemal automatycznie przywołujemy rodzinę SG 550. To broń, która przez lata wypracowała opinię jednej z najlepiej wykonanych konstrukcji swojej klasy. Niezawodna, niezwykle celna, dopracowana w najdrobniejszych szczegółach. Dla wielu strzelców wręcz wzorzec tego, czym powinien być nowoczesny karabinek wojskowy. Ale żadna legenda nie powstaje w próżni. Na długo przed pojawieniem się SG 550 istniał karabinek, który wyznaczył nowy kierunek rozwoju szwajcarskiej myśli konstrukcyjnej. Nie zdobył sławy HK G3. Nie zrobił kariery na miarę M16. Nie stał się ikoną kina akcji, jak MP5. Co więcej – nigdy nie został przyjęty na uzbrojenie armii państwa, w którym go zaprojektowano. A mimo to właśnie on zmienił sposób myślenia firmy SIG o projektowaniu broni.
Historia SG 540 nie jest więc opowieścią o kolejnym karabinku szturmowym. To historia firmy, która zrozumiała, że perfekcja nie zawsze oznacza komplikację, a największą odwagą konstruktora bywa umiejętność porzucenia własnych ambicji. Świat się zmienia. Początek lat sześćdziesiątych był dla producentów broni okresem wyjątkowym. W ciągu zaledwie kilku lat zaczęły kruszyć się niemal wszystkie założenia, które wydawały się niepodważalne od zakończenia II wojny światowej. Dotychczas armie stawiały na potężne karabiny zasilane pełnowymiarowym nabojem karabinowym. Belgijski FAL, niemiecki G3 czy szwajcarski Stgw 57 były symbolami tej filozofii. Zapewniały dużą siłę ognia i znakomity zasięg, ale okupione było to wysoką masą, silnym odrzutem i ograniczoną kontrolą podczas ognia seryjnego.
Jednocześnie zza oceanu nadchodziła rewolucja. Amerykanie rozwijali program SCHV – Small Caliber High Velocity – zakładający wykorzystanie lekkiego naboju o wysokiej prędkości początkowej. Wkrótce świat poznał karabinek M16, który udowodnił, że lżejsza amunicja może zwiększyć mobilność żołnierza, pozwolić mu przenosić większy zapas amunicji i ułatwić prowadzenie celnego ognia. Nie wszyscy byli od razu przekonani, ale wszyscy zaczęli uważnie obserwować. W SIG również zdawano sobie sprawę, że świat zmierza w nowym kierunku. Problem polegał na tym, że ich sztandarowa konstrukcja – SG 510, znana w armii szwajcarskiej jako Stgw 57 – była właściwie przeciwieństwem nowych trendów. Był to karabinek wykonany z typową dla Szwajcarów precyzją. Celny, niezwykle trwały i dopracowany. Ale również ciężki, kosztowny i bardzo skomplikowany technologicznie. Idealny dla armii szwajcarskiej. Znacznie mniej atrakcyjny dla reszty świata. I właśnie wtedy w SIG zapadła decyzja, która z perspektywy czasu okazała się jedną z najważniejszych w historii firmy. Nowy karabinek nie miał być projektowany wyłącznie z myślą o Szwajcarii – miał zostać zaprojektowany dla całego świata.
Od partnerstwa do rywalizacji
Realizacja tego celu rozpoczęła się od dość nieoczywistego kroku. W 1963 roku SIG nawiązał współpracę z włoską Berettą. Dziś może wydawać się to zaskakujące, ale w tamtym czasie był to bardzo logiczny ruch. Obie firmy należały do europejskiej czołówki producentów broni strzeleckiej, obie miały doświadczenie w konstruowaniu karabinów wojskowych i obie stanęły przed identycznym wyzwaniem – jak zbudować nowoczesny karabinek kalibru 5,56 mm, który sprosta wymaganiom nadchodzącej epoki.
Efektem tej współpracy był eksperymentalny SIG SG 530. Była to konstrukcja niezwykle ambitna. Jej twórcy próbowali połączyć napęd gazowy z półswobodnym zamkiem rolkowym – rozwiązaniem rzadko spotykanym i wymagającym wyjątkowej precyzji wykonania. Na deskach kreślarskich wszystko wyglądało imponująco. W praktyce okazało się jednak, że mechanizm jest zbyt skomplikowany, kosztowny w produkcji i trudny do dopracowania. Projekt nie spełnił oczekiwań. W międzyczasie drogi obu partnerów zaczęły się rozchodzić. Pod koniec lat sześćdziesiątych Beretta zdecydowała się rozwijać własny projekt, czego efektem był karabinek AR70. SIG pozostał z SG 530 i próbował jeszcze doprowadzić go do pełnej dojrzałości. Każde kolejne badania prowadziły jednak do tego samego wniosku – obrana droga była ślepą uliczką.
I właśnie w tym momencie wydarzyło się coś, co – naszym zdaniem – najlepiej świadczy o klasie szwajcarskich konstruktorów. Nie próbowali za wszelką cenę ratować własnego pomysłu. Nie zakochali się we własnej konstrukcji. Potrafili powiedzieć: „to nie działa tak, jak powinno”. To w świecie inżynierii wcale nie jest częsta cecha. Patrząc dziś na SG 540 i Berettę AR70 trudno nie zauważyć rodzinnego podobieństwa. Sylwetka, proporcje czy niektóre rozwiązania konstrukcyjne wyraźnie zdradzają wspólne korzenie obu projektów. Czy po zakończeniu współpracy dawni partnerzy nadal inspirowali się nawzajem?
Źródła nie dają jednoznacznej odpowiedzi i byłoby nieuczciwe przedstawiać przypuszczenia jako fakty. Historia przemysłu zbrojeniowego zna jednak wiele podobnych przypadków, dlatego trudno oprzeć się wrażeniu, że doświadczenia zdobyte podczas wspólnego programu jeszcze przez pewien czas żyły własnym życiem po obu stronach Alp. konstruktorzy SIGa zachowali wszystko, czego nauczyli się podczas kilku lat wspólnych prac – doświadczenia technologiczne, przemyślenia dotyczące ergonomii, wiedzę o produkcji wielkoseryjnej oraz ogólną architekturę nowego karabinka. Natomiast jego serce zaprojektowali praktycznie od początku. Tak narodził się SIG SG 540. I choć mało kto zdawał sobie z tego wówczas sprawę, właśnie wtedy rozpoczęła się droga, która kilkanaście lat później doprowadzi do powstania jednej z najbardziej cenionych rodzin karabinków szturmowych na świecie.
Broń dla żołnierza
Już pierwszy kontakt z SG 540 pokazuje, że projektanci myśleli przede wszystkim o użytkowniku. Karabinek zasilany był standardowym nabojem 5,56 × 45 mm NATO, korzystał z 20- i 30-nabojowych magazynków i ważył około 3,3 kg. Był więc znacznie lżejszy od SG 510, a jednocześnie zachowywał wysoką kulturę pracy. Sercem konstrukcji był tłok gazowy o długim skoku współpracujący z dwuryglowym zamkiem obrotowym. Mechanizm ten słynął z odporności na zabrudzenia oraz dużej niezawodności nawet podczas intensywnej eksploatacji. Nie zabrakło również regulatora gazowego z trzema nastawami. Pozwalał on dostosować pracę automatyki do różnych warunków, a także umożliwiał bezpieczne odpalanie granatów nasadkowych. To rozwiązanie spotykane było wówczas głównie w konstrukcjach znacznie droższych.
Na uwagę zasługiwały także doskonałe przyrządy celownicze typu diopter, charakterystyczne dla szwajcarskiej szkoły projektowania. Zapewniały wyjątkową precyzję prowadzenia ognia i do dziś uchodzą za jedne z najlepszych mechanicznych przyrządów celowniczych montowanych seryjnie w karabinkach szturmowych.Równie przemyślana była ergonomia. Bezpiecznik był łatwo dostępny dla kciuka, zamek pozostawał w tylnym położeniu po opróżnieniu magazynka, a składany dwójnóg znajdował się w standardowym wyposażeniu wielu wersji. Dzisiaj może nie robi to wielkiego wrażenia, ale w połowie lat siedemdziesiątych były to rozwiązania świadczące o bardzo nowoczesnym podejściu do potrzeb żołnierza.
Szwajcarski... Francuz
Jednym z najbardziej zaskakujących rozdziałów historii SG 540 jest miejsce jego produkcji. Choć projekt powstał w Szwajcarii, znaczna część seryjnej produkcji odbywała się we Francji, w zakładach Manurhin. Powód był bardzo pragmatyczny. Neutralna polityka Szwajcarii oraz restrykcyjne przepisy eksportowe utrudniały sprzedaż uzbrojenia na rynki zagraniczne. Produkcja realizowana poza granicami kraju pozwalała znacznie łatwiej zdobywać kontrakty eksportowe. To dość paradoksalne. Karabinek zaprojektowany jako ambasador szwajcarskiej myśli technicznej często opuszczał fabrykę znajdującą się poza Szwajcarią. Rodzina większa niż mogłoby się wydawać SG 540 nie był jedynym przedstawicielem swojej linii.
SIG bardzo szybko stworzył całą rodzinę dostosowaną do różnych potrzeb użytkowników. SG 542 otrzymał komorę dostosowaną do naboju 7,62 × 51 mm NATO. Była to propozycja dla armii, które nie zamierzały jeszcze rezygnować z pełnowymiarowego naboju karabinowego. Z kolei SG 543 stanowił skróconą wersję przeznaczoną dla wojsk specjalnych, załóg pojazdów i jednostek potrzebujących bardziej kompaktowej broni. To właśnie doświadczenia zdobyte przy projektowaniu całej tej rodziny pozwoliły później stworzyć karabinek, który przeszedł do historii jako SG 550. Można więc śmiało powiedzieć, że SG 540 nie był ślepą uliczką. Był laboratorium.
Kariera bez fajerwerków
SG 540 nigdy nie stał się światowym bestsellerem. Nie dlatego, że był złą konstrukcją. Wręcz przeciwnie. Problem polegał na tym, że trafił na rynek wyjątkowo trudny. Amerykanie mieli M16. Niemcy oferowali HK G3. Belgowie sprzedawali FN FAL. Na rynku pojawiały się także coraz liczniejsze odmiany AK. Konkurencja była ogromna, a większość dużych armii zdążyła już dokonać swoich wyborów.
SG 540 znalazł więc odbiorców głównie w Ameryce Południowej, Afryce oraz na Bliskim Wschodzie. Szczególnie dobrze przyjął się w Chile, gdzie jego produkcję uruchomiły zakłady FAMAE. W kolejnych latach broń służyła zarówno wojsku, jak i policji, zdobywając opinię konstrukcji wyjątkowo trwałej i niezawodnej. Nie była może gwiazdą okładek magazynów. Ale ci, którzy jej używali, zwykle bardzo ją cenili.Cień wielkiego następcy. Historia bywa okrutna. Największym rywalem SG 540 okazał się... jego własny następca. Rodzina SG 550 praktycznie przyćmiła wszystko, co powstało wcześniej. Do dziś, gdy ktoś mówi "szwajcarski karabinek", większość pasjonatów automatycznie myśli właśnie o SG 550. SG 540 pozostał gdzieś z tyłu. Trochę zapomniany. Trochę niedoceniony. A przecież to właśnie na nim wypracowano wiele rozwiązań, które później doprowadzono do perfekcji.
Opinia Ostrego Gwintu
Naszym zdaniem SIG SG 540 jest jedną z tych konstrukcji, które zasługują na znacznie większe uznanie, niż otrzymały. Nie był rewolucją. Nie próbował na siłę wymyślać karabinka od nowa. Zamiast tego łączył sprawdzone rozwiązania z typową dla szwajcarskich konstruktorów dbałością o szczegóły. W efekcie powstała broń wyjątkowo dopracowana, niezawodna i ergonomiczna. Paradoksalnie właśnie ten brak spektakularności sprawił, że łatwo o nim zapomniano. SG 540 nie wygrał wyścigu o sławę, ale wygrał coś znacznie ważniejszego – stał się fundamentem, na którym zbudowano rodzinę SG 550, uznawaną dziś za jedną z najlepszych konstrukcji swojej klasy. Ostry Gwint lubi takie historie. Historie konstrukcji, które nie zawsze trafiały na pierwsze strony gazet, ale bez których rozwój broni strzeleckiej wyglądałby zupełnie inaczej. I właśnie dlatego uważamy, że SIG SG 540 nie jest jedynie ciekawostką dla kolekcjonerów. To brakujące ogniwo ewolucji szwajcarskiej szkoły projektowania – karabinek, który udowodnił, że prawdziwe legendy często rodzą się w cieniu, długo zanim świat nauczy się wymawiać ich nazwę.