Debatę rozpoczął moderator Grzegorz Zasępa, zadając ppłk. w st. spocz. Michałowi Sitarskiemu bezpośrednie pytanie o to, co powinien wybrać początkujący strzelec. „Królik” studził jednak emocje i przestrzegał przed traktowaniem pierwszego zakupu jako „przejściowego”:
„Nie da się tego tak łatwo wyjaśnić. Kup to, kup tamto (...) Moim zdaniem nie ma czegoś takiego jak broń na początek. No bo co oznacza ten początek? To znaczy, że przyjdę teraz do sklepu, kupię karabinek za 6000 zł, a po roku uznam, że ten początek już minął, więc będę chciał kupić karabinek za 12000 zł. I ten karabinek za 6000 zł, co z nim zrobię? Zostawię go w szafie? Sprzedam? No jak go sprzedam, to sprzedam ze stratą. A może lepiej odrazu kupić broń, z którą będziesz wiedział, że będziesz jej używał przez kilka, kilkanaście lat.”
Sitarski zauważył też, że często racjonalne argumenty przegrywają z indywidualnym gustem kupującego:
"Mówię dobra, to ten tak, ten tak, ten nie bardzo, a ten, ten, ten, ostatni to w ogóle sobie odpuść. I facet używa argumentu ostatecznego: 'ale on mi się podoba'. No jest po zawodach, tak? No to go kup. Jak ci się podoba. No z tym już nie dyskutujesz.”
Z zupełnie innej strony do zagadnienia podszedł Jarosław Lewandowski, redaktor naczelny pisma „Strzał.pl” mocno akcentował potrzebę rzetelnego opanowania podstaw strzelania z tradycyjnych przyrządów celowniczych i rekomendował kultowe konstrukcje bocznego zapłonu oraz wysunął tezę, że na start najlepiej kupić od razu dwa egzemplarze: jeden do nauki, drugi dla czystej satysfakcji.
„Jeżeli mówimy to co Jarek mówił o tym, że musisz się nauczyć strzelać, to absolutną podstawą, moim zdaniem, w nauce strzelania jest opanowanie strzelania z mechanicznych przyrządów celowniczych. I z pistoletu i z karabinu. (...) Zacznij od 22. Nie kupuj sobie od razu karabinu 16 jest konwersja, która pozwala A poza tym M16 zachowuje się podobnie jak 22 prawie. Prawie, to prawie robi dużą różnicę. Ja jestem zwolennikiem starej szkoły, zaczynało się od 22. Jeżeli chcesz markę Pistolet Margolin. Margolin Radziecki, Radziecki Margolin. Teraz już ich niestety nie ma. Można jeszcze znaleźć gdzieś używane tak używane można znaleźć używane kiedyś tego sporo przyjechało do do Polski. tak zwane kapitalistyczne margoliny, czyli jakieś proste modele uników hammer czy czy Colt Wuzman. Ruger to nie jest najlepsze rozwiązanie. Colt Wuzman bardzo dobre były pistolety. Browningi takie serii Bull, jak one się nazywały? Nie pamiętam. Takie takie bardzo bardzo proste Browningi. Generalnie jeżeli chodzi o broń krótką bez nauki na 22, w ogóle nie ma to stać stać I to też jest, to też jest bardzo cenne, co Jeżeli chodzi o karabin, zgadzam się częściowo Z kulikiem. Michałem, że może to być od razu 2 2 3. Moim zdaniem też ABK jest lepiej od tego zacząć, choćby z tego powodu, że będzie taniej. Dobrze. Bo na początkowym początkowym okresie musicie bywać trzy razy w tygodniu na strzelnicy minimum i za każdym razem wystrzelić co najmniej 100 nabojów.”
Polecany artykuł:
Z kolei Michał Kwiatkowski („Kwiatek”) opowiedział się za pistoletami bezkurkowymi z polimerowym szkieletem jako najbardziej uniwersalnymi i bezpiecznymi w codziennym użytkowaniu, jednocześnie chwaląc rozwój rynku u producentów, którzy dawniej nie kojarzyli się z segmentem premium:
„Jeśli chodzi o kurkowy czy bezkurkowy, oczywiście, że bezkurkowy, ale tak zupełnie serio, to tak naprawdę na początku drogi nie mamy zielonego pojęcia, co będziemy strzelać, do jakich celów będzie nam potrzebna ta broń. Dlatego też to co mówił Michał, to co mówił Jarek, tak naprawdę kup to, co ci się podoba. Natomiast jeżeli pytasz o to, czy broń kurkowa czy bezkurkowa, ja osobiście uważam, że bezkurkowa broń jest z założenia po prostu lepsza, tylko też zależy do czego, bo jeżeli mówimy na przykład o sporcie, to kurkowy nam nie będzie przeszkadzał, ale jeżeli mówimy o samoobronie, to ja osobiście wolałbym mieć przy sobie pistolet, który jest zawsze gotowy do strzału po wyjęciu z kabury.”
Jak mówił dalej: „I bardziej skupiam się na tym użyciu takim, jakby to powiedzieć, defensywno-ofensywnym, czyli to, do czego została broń stworzona. I uważam, że noszenie przy sobie ciężkiej klamki, która ma ciężki szkielet, oczywiście ona będzie celniejsza na tam 20 m, ale dystans na jakim będziemy używać broni właśnie defensywnie-ofensywnie będzie nie większy niż 6, góra 10 m.”
„Kwiatek” docenił również dynamiczny rozwój producentów z Turcji, zastrzegając jednak, że przy pierwszej broni lepiej zaufać sprawdzonym markom z Europy:
„To znaczy, ja bardzo lubię turecką broń. Uważam to, co powiedziałeś, że Turcja przestała być trzecim światem, jeśli chodzi o produkcję broni. Oczywiście na tym rynku można znaleźć konstrukcje, które są przesztos i przekozaki, a można też znaleźć takie, które można sobie tam trzymać w szafie. Ale na pierwszy pistolet ja bym raczej wybrał coś markowego. Ja ostatnio jak gdyby przyglądałem się, jednak jest ten sznyt tych wielkich europejskich fabryk.”
Publicysta Łukasz Warzecha, dzieląc się swoimi doświadczeniami, wspominał swój pierwszy pistolet Walther P99, obalając przy tym mit, że broń służbowa nie nadaje się do zawodów:
„Moja pierwsza broń to był P99. Częściowo powiedzmy polskiej produkcji (...) i ja z tej broni, która się podobno kompletnie nie nadaje do strzelania sportowego, strzelałem zawody przez dosyć długi czas i strzelałem celnie. Jak mi mówili: 'Nie, to się nie nadaje'. To proszę popatrzeć na tarczę, jak się nie nadaje, jak się nadaje.”
Wspominając kultową, choć trudną dla początkujących Berettę 92, Michał Sitarski zwrócił uwagę na jej barierę cenową we współczesnych realiach rynkowych:
„Beretta 92 ma jedną niezależnie od wersji. Czy to jest 92 zwykła, A3, A4. Ona ma jedną zasadniczą wadę. Jest absurdalnie droga. Te pistolety są absurdalnie drogie. Beretta 92 A4, czyli pistolet zaprojektowany prawie 50 lat temu. Trochę poprawiony, tu ma szynę, tu ma jakoś tam wycięcie pod kolimator, daliśmy lepsze przyrządy celownicze, fajną skrzyneczkę. 6500 zł. No chyba kogoś Bóg opuścił.”
Raport NIK, czyli burza w środowisku strzeleckim
W drugiej części panelu dyskusja gwałtownie skręciła w stronę polityki i legislacji za sprawą najnowszego raportu NIK. Jarosław Lewandowski odniósł się do danych historycznych, punktując powielany w mediach mit o rzekomym zalewie polskiego społeczeństwa bronią:
„Jest taki mit, że teraz jest świetnie, że w ogóle rośnie, że jest genialnie, że coraz więcej nawet zresztą ten raport NIK-u jest tak, że strasznie rośnie dostęp do broni, w ogóle co się dzieje. Tylko co z tego, kiedy w 99 było prawie dwa razy więcej. To jest tak, że żyjemy to patrzymy na to z żabiej perspektywy. Mało kto już pamięta, jak było kiedyś. Oczywiście zmieniło się o tyle, że dużo łatwiej w tej chwili dostać broń tą tak zwanych celów sportowych.
Lewandowski ostro skrytykował procedury badań lekarskich i mechanizm odwoławczy, który policja może wykorzystać przeciwko legalnym posiadaczom:
„Ja robię badania lekarskie, lekarz mnie zbadał lekarz, są zatwierdzone przez policję. Mam te badania pozytywne. Przynoszę to do WPA, a komendant mówi: 'Nie, ale ja wiem lepiej. Pan na pewno jest na coś chorym, pana przebadamy raz, raz jeszcze'. I oczywiście kierowany człowiek jest do nie do lekarza, tylko do psychologa. To nie jest bez powodu, dlatego że psycholog nie jest lekarzem. Psychologa nie obowiązują pewne rzeczy, które obowiązują lekarzy. I ten psycholog, który też jest szkolony przez policję, wie że jak ma takie odwołanie, to ma człowieka po prostu mówiąc wprost uwalić. I tak jest.”
Michał Sitarski nie zostawił suchej nitki na metodologii autorów raportu, wytykając im rażące błędy czasowe oraz podawanie sensacyjnych danych bez podania odpowiedniego kontekstu:
„Na przykład to jest ten słynny wykres na samym początku, ile to w Europie broni na 100 obywateli. I oczywiście Polska na na szarym końcu, 2,5 na 100 osób. I na dole jest jest odnośnik. Jak się w niego kliknie, to przenosi faktycznie do źródła z 2017 roku. A raport jest z 2026. Jak się to przeczyta, to po prostu i cały czas jest ta narracja taka taka publicystyczno-beletrystyczna, będziemy budowali napięcie, a że może być źle"
Jak mówił dalej:
"Jak, jest podana liczba, że na koniec grudnia 2024 roku stwierdzono zaginięcie ze statystyk wychodzi, że zaginionych jest 42 220, z czego 327 zarejestrowano w latach 2022-2024. Jest tylko jeden mały myk. Nie powiedzieli od kiedy. TBo nie wiemy czy to jest od Powstania Warszawskiego od zakończenia Powstania Warszawskiego, od zdobycia Berlina, od interwencji na Węgrzech, w Czechosłowacji. Nie ma w ogóle cenzury podanej. Jest tylko, że zaginęło i jeszcze nie wiadomo jaka to jest broń. Czy to zaginęła broń z instytucji, z wojska, z jakichś magazynów, skąd?"
Łukasz Warzecha ocenił, że pojawienie się tak skonstruowanego raportu nie jest przypadkowe, lecz stanowi zaplanowaną operację polityczną:
"Jeżeli się wszczyna kontrolę na dany temat i to taki przekrojowy temat, to może mieć swój wydźwięk polityczny, tego nie robi sie przypadkiem. Ja nie mam wiedzy na ten temat, ale moje przypuszczenie niestety jest takie, że poszło do NIK zadanie, zróbcie taką kontrolę, bo będziemy potrzebowali podkładki, żeby zacząć przynajmniej próbować wykonywać jakieś ruchy. A ponieważ już wcześniej były sygnały, że na przykład kolekcjonerzy, o czym tutaj była już mowa, że kolekcjonerzy mają dostać po głowie albo posiadacze broni czarnoprochowej mają dostać po głowie, to jest to bardzo dobra podkładka, żeby to się właśnie wydarzyło.”
Gdy moderator Grzegorz Zasępa przedstawił wyniki sondażu Instytutu Pollster, z którego wynikało, że prawie 70% badanych sprzeciwia się ułatwieniu dostępu do broni, Lewandowski natychmiast zwrócił uwagę na to, że niska baza użytkowników wypacza wyniki takich ogólnych ankiet:
„Mamy 400 000 w tej chwili pozwoleniem na broń. To przekłada się na między 250 000 a 300 000 posiadaczy broni. Bo pewnie wszyscy jak tu siedzimy mamy, mamy po kilka. (...) czyli mamy poniżej 1% obywateli, którzy w ogóle mają jakiekolwiek taką mentalną styczność z bronią. Co znaczy, że 99% nie ma. A pytamy ludzi z ulicy przekrojowo. Więc większość ludzi, którzy się wypowiadają, oni się wypowiadają w taki sposób w jaki oczekiwana od nich jest odpowiedz”
Polecany artykuł:
Podsumowując temat ewentualnych zmian legislacyjnych, Michał Sitarski uspokajał nastroje, wskazując na „bezpiecznik” w postaci weta głowy państwa:
„Ja uważam, że on był raczej powodowany tym brakiem wprowadzenia tych implementacji dyrektywy bardziej niż chęcią zmian, bo zmiany można wprowadzić tak, nie takie przepisy zmieniano mimo protestów na ulicach i nikt się tym nie przejął, ale jest bezpiecznik. Można o tym bezpieczniku mieć różne zdanie, można go lubić, można go nie lubić. To prezydent po prostu tego nie podpisze, bo zapowiedział, będąc jeszcze kandydatem, że nie podpisze, a jak się tak popatrzy, to czego nie podpisywał, to nie podpisywał tego, co zapowiedział w wyborach".
Na sam koniec debaty Łukasz Warzecha wezwał wszystkich słuchaczy do aktywnego przełamywania społecznych uprzedzeń oraz przypomniał historyczny kontekst rozbrajania społeczeństwa:
„No to ja na koniec powiem, że broń Polaków zawsze odbierali ci, którzy chcieli dla nas źle i zawsze odbierali nam broń, okupanci różnego rodzaju, więc to na państwu też spoczywa odpowiedzialność za to, żeby ten sposób myślenia fatalny, o którym tutaj trochę mówiliśmy, odwrócić i namawiać do posiadania broni, do chodzenia na strzelnicę, albo jeżeli państwo nie chodzą jeszcze, to zacząć chodzić, koniecznie.