Pentagon centralizuje drony. Jeden pełnomocnik dla wojny bezzałogowej

Pentagon powołał menedżera portfela systemów bezzałogowych, który ma odpowiadać bezpośrednio przed zastępcą szefa resortu. Nowe kierownictwo otrzyma wpływ na zakupy, budżety, standardy techniczne, testy i wdrażanie dronów powietrznych, lądowych oraz morskich. To próba zakończenia rozproszenia7 programów między rodzajami sił zbrojnych. Czy Polska, rozwijająca własne struktury dronowe, potrzebuje podobnego wspólnego integratora?

Pentagon utworzył stanowisko Direct Reporting Portfolio Manager for Unmanned Systems, w skrócie DRPM-UxS. Jego dyrektor ma podlegać bezpośrednio zastępcy szefa amerykańskiego resortu obrony i pełnić funkcję wspólnego integratora wszystkich najważniejszych programów systemów bezzałogowych oraz autonomicznych.

Nie jest to zatem kolejny zespół doradczy zajmujący się wyłącznie niewielkimi dronami powietrznymi. Nowa struktura ma wpływać na rozwój, pozyskiwanie, produkcję, wdrażanie i utrzymanie platform działających w powietrzu, na lądzie, na powierzchni morza oraz pod wodą. Jej kompetencje obejmują również oprogramowanie autonomiczne, sztuczną inteligencję, roje bezzałogowców i systemy przeznaczone do zwalczania dronów.

Pentagon uzasadnia reformę skalą zmian zachodzących na współczesnym polu walki. W memorandum ustanawiającym DRPM-UxS stwierdzono, że przeciwnicy Stanów Zjednoczonych produkują łącznie miliony systemów bezzałogowych rocznie, podczas gdy amerykańskie siły zbrojne zbyt wolno wprowadzały je na masową skalę. Nowe kierownictwo ma ograniczyć rozproszenie odpowiedzialności między rodzajami sił zbrojnych, agencjami badawczymi i odrębnymi programami zakupowymi.

Jeden integrator od drona rozpoznawczego po system antydronowy

DRPM-UxS otrzymał kompetencje obejmujące znacznie więcej niż bezzałogowe statki powietrzne. Zgodnie z memorandum nowa struktura ma kierować działaniami dotyczącymi:

  • niewielkich i średnich bezzałogowych systemów powietrznych grup 1–3;
  • bezzałogowych jednostek nawodnych;
  • bezzałogowych pojazdów podwodnych;
  • bezzałogowych systemów lądowych;
  • oprogramowania autonomicznego, sztucznej inteligencji i rojów;
  • środków zwalczania systemów bezzałogowych;
  • zaplecza logistycznego i serwisowego;
  • elektronicznych platform zakupowych dla systemów bezzałogowych.

Z zakresu bezpośredniej władzy nowego menedżera wyłączono obecne najważniejsze programy zakupowe klasy Major Defense Acquisition Program oraz część wskazanych przedsięwzięć, w tym aktualny program średniego bezzałogowego okrętu nawodnego US Navy. Nawet w takich przypadkach DRPM-UxS ma jednak uczestniczyć w ustalaniu standardów dotyczących architektury danych, łączności i interoperacyjności.

To istotne, ponieważ amerykańskie drony były dotychczas rozwijane w odrębnych strukturach wojsk lądowych, lotnictwa, marynarki wojennej i piechoty morskiej. Każdy rodzaj sił zbrojnych formułował własne wymagania, wybierał systemy łączności, zamawiał stacje kierowania i tworzył zaplecze logistyczne. Taki model pozwalał dostosowywać sprzęt do specyficznych potrzeb, ale mógł również prowadzić do powielania programów oraz powstawania rozwiązań, które nie były w pełni kompatybilne.

Nowy menedżer ma narzucać wspólne standardy techniczne, w tym wymagania dotyczące otwartej architektury, interfejsów dowodzenia i wymiany danych. Pentagon wskazuje wprost na Modular Open Systems Architecture oraz standardy umożliwiające współpracę platform i systemów kierowania pochodzących od różnych producentów.

W praktyce może to oznaczać, że nowy dron nie będzie oceniany wyłącznie pod kątem zasięgu, udźwigu lub ceny. Równie ważne stanie się to, czy może korzystać ze wspólnej sieci, współpracować z istniejącymi sensorami oraz przekazywać dane innym jednostkom bez konieczności budowania osobnego, zamkniętego systemu.

Budżet, kontrakty i prawo zatrzymania programu

Znaczenie nowej struktury wynika przede wszystkim z przyznanych jej uprawnień. DRPM-UxS nie ma być wyłącznie koordynatorem przygotowującym rekomendacje dla innych instytucji.

Dyrektor otrzymał pierwszeństwo w sprawach zakupowych dotyczących podległego mu portfela, zaraz po szefie resortu i jego zastępcy. Może pełnić funkcję organu podejmującego kluczowe decyzje w programach, zlecać wykorzystanie przyspieszonych procedur zakupowych i wskazywać priorytetowe kontrakty. Rodzaje sił zbrojnych mają realizować zakupy zgodnie z kierunkiem programowym określonym przez wspólnego menedżera.

DRPM-UxS ma również wpływać na budżety programów, przesunięcia środków oraz plany finansowania na kolejne lata. Spory dotyczące finansowania systemów bezzałogowych mają być rozstrzygane na poziomie zastępcy szefa resortu, a nie wyłącznie między poszczególnymi rodzajami wojsk.

Nowe kierownictwo będzie ponadto nadzorowało testy operacyjne, ocenę technologii, rozwijanie taktyki i przygotowanie sprzętu do produkcji masowej. Otrzymało nawet możliwość zatrzymania wdrażania systemu, jeżeli uzna, że nie jest on gotowy do użycia.

Jednocześnie DRPM-UxS nie będzie dowództwem operacyjnym. Dokument wyraźnie zaznacza, że jego władza nie obejmuje bojowego użycia wojsk ani kierowania działaniami jednostek. Ma odpowiadać za dostarczenie kompatybilnego sprzętu, oprogramowania i zaplecza, natomiast sposób wykorzystania systemów pozostanie zadaniem dowódców.

Pod wspólnym kierownictwem znajdą się m.in. Joint Interagency Task Force 401, odpowiedzialna za rozwój zdolności antydronowych, oraz Defense Autonomous Warfare Group. Defense Innovation Unit ma natomiast pełnić funkcję głównego punktu kontaktowego z przemysłem komercyjnym.

Pentagon chce również uporządkować tworzone przez różne instytucje internetowe platformy zakupowe. Nowy menedżer ma odpowiadać za wspólny rynek systemów bezzałogowych oraz zatwierdzać powstawanie kolejnych tego rodzaju mechanizmów. Ma to ograniczyć sytuacje, w których wojska lądowe, lotnictwo i inne komponenty tworzą równoległe katalogi dostawców oraz osobne procedury dopuszczania sprzętu.

Centralizacja nie rozwiąże każdego problemu

Amerykańska reforma nie gwarantuje automatycznie masowych dostaw tanich dronów. Nowe kierownictwo nadal będzie zależne od możliwości przemysłu, dostępności komponentów, decyzji budżetowych Kongresu oraz współpracy z rodzajami sił zbrojnych.

Powołanie silnego integratora może przyspieszyć wybór wspólnych standardów i zakończenie programów, które powielają istniejące rozwiązania. Może jednak również stworzyć nowe wąskie gardło, jeżeli każda decyzja będzie musiała przejść przez jedną strukturę.

Znaczenie będzie miała rzeczywista pozycja dyrektora, liczebność jego personelu i możliwość egzekwowania decyzji wobec dużych programów prowadzonych przez poszczególne rodzaje sił zbrojnych. Wyłączenie istniejących najważniejszych programów zakupowych oznacza, że pełna konsolidacja nie nastąpi natychmiast.

Pentagon przyjął jednak zasadę, że drony nie powinny być traktowane jako zbiór oddzielnych urządzeń. Bezzałogowiec powietrzny, robot lądowy, okręt bezzałogowy, system antydronowy i oprogramowanie sterujące rojem mają być elementami jednego portfela zdolności.

Takie podejście odpowiada doświadczeniom z wojny w Ukrainie. O wyniku działania coraz częściej decyduje nie pojedyncza platforma, lecz połączenie rozpoznania, łączności, sztucznej inteligencji, walki elektronicznej, tanich efektorów i systemu szybkiego uzupełniania strat.

Polska rozwija struktury, ale odpowiedzialność pozostaje rozdzielona

Polska również rozpoczęła budowanie instytucji przeznaczonych do przyspieszenia dronizacji Sił Zbrojnych RP. W strukturze Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych działa Inspektorat Wojsk Bezzałogowych Systemów Uzbrojenia. Odpowiada m.in. za ocenę zgłoszeń producentów i koordynowanie procedur testowania systemów bezzałogowych oraz środków ich zwalczania.

MON zapowiedziało także utworzenie Centrum Dronowego na bazie Instytutu Technicznego Wojsk Lotniczych. Ośrodek ma łączyć wojsko, instytuty badawcze, przedsiębiorstwa i specjalistów od cyberbezpieczeństwa oraz zajmować się testowaniem, rozwojem i wdrażaniem systemów działających na lądzie, w powietrzu i na morzu. W jednostkach wojskowych powstają równolegle laboratoria przeznaczone do montowania, modyfikowania i serwisowania niewielkich platform.

Zakupy pozostają natomiast domeną Agencji Uzbrojenia i struktur odpowiedzialnych za poszczególne programy. Polska pozyskuje systemy powietrzne, lądowe oraz rozwiązania antydronowe. Przykładami są bezzałogowe pojazdy rozpoznawcze Tarantula oraz wielowarstwowy system SAN, którego program obejmuje sensory, efektory kinetyczne i niekinetyczne, dowodzenie oraz setki pojazdów.

MON deklarowało, że wojska bezzałogowe mają funkcjonować we wszystkich rodzajach Sił Zbrojnych RP. Taki model podkreśla, że drony nie powinny zostać zamknięte w jednej odrębnej formacji, ponieważ są potrzebne wojskom lądowym, lotnictwu, marynarce, wojskom specjalnym i obronie terytorialnej.

Nie odpowiada to jednak automatycznie na pytanie, kto ma zapewniać wspólne standardy techniczne, zgodność systemów łączności, jednolite oprogramowanie, logistykę i koordynację zakupów między wszystkimi użytkownikami.

Publicznie dostępne informacje nie wskazują, aby polski Inspektorat miał równie szerokie kompetencje budżetowe, zakupowe i techniczne jak amerykański DRPM-UxS. Inspektorat może stać się ważnym centrum wiedzy operacyjnej oraz testowania, ale Pentagon poszedł dalej: powierzył jednemu menedżerowi możliwość wpływania na finansowanie, kontrakty, standardy i decyzje o produkcji masowej. To porównanie jest wnioskiem wynikającym z zakresu kompetencji opublikowanego przez oba resorty.

Czy Polska potrzebuje jednego pełnomocnika od dronów?

Polska nie musi kopiować amerykańskiej struktury jeden do jednego. Pentagon zarządza programami o znacznie większej skali, realizowanymi przez kilka rodzajów sił zbrojnych, liczne agencje i największe koncerny zbrojeniowe świata.

Problem, który próbuje rozwiązać, jest jednak podobny: drony są kupowane przez wielu użytkowników, szybko się starzeją i wymagają regularnej wymiany oprogramowania, sensorów oraz systemów łączności. Klasyczny model, w którym każda platforma staje się oddzielnym wieloletnim programem, może nie nadążać za tempem zmian technologicznych.

Polski wspólny integrator nie musiałby dowodzić jednostkami dronowymi ani zastępować Agencji Uzbrojenia. Mógłby natomiast otrzymać kompetencje do:

  • określania wspólnych standardów łączności i architektury danych;
  • zatwierdzania interfejsów umożliwiających współpracę dronów różnych producentów;
  • koordynowania wymagań wszystkich rodzajów wojsk;
  • prowadzenia wspólnego katalogu przetestowanych systemów;
  • zlecania szybkich zakupów krótkich serii;
  • nadzorowania logistyki, napraw i zapasów części;
  • łączenia programów dronowych z systemami antydronowymi;
  • wskazywania projektów gotowych do produkcji masowej.

Kluczowe jest zwłaszcza połączenie dwóch stron tego samego wyścigu: systemów bezzałogowych oraz środków przeznaczonych do ich wykrywania i niszczenia. Pentagon umieścił oba obszary w jednym portfelu. W Polsce drony rozpoznawcze i uderzeniowe oraz systemy takie jak SAN mogą być rozwijane w różnych pionach, choć muszą korzystać z kompatybilnych danych, rozpoznania i łączności.

Jedno kierownictwo nie zastąpi producentów, dowódców ani użytkowników. Mogłoby jednak ograniczyć ryzyko, że wojsko kupi wiele dobrych platform, które nie będą mogły wymieniać danych, korzystać z tych samych stacji kierowania ani współpracować w jednej sieci.

Amerykańska reforma pokazuje, że najważniejszym problemem nie jest już samo posiadanie dronów. Wyzwaniem staje się zarządzanie tysiącami platform, ich oprogramowaniem, logistyką i szybkim cyklem modernizacji.

Polska stworzyła już Inspektorat, przygotowuje Centrum Dronowe i rozwija laboratoria w jednostkach. Kolejnym krokiem powinno być jasne określenie, kto odpowiada za całość portfela — od niewielkiego drona FPV, przez bezzałogowy pojazd lądowy, po system nawodny i wielowarstwową obronę antydronową.

Pentagon uznał, że odpowiedzialność ta musi zostać skupiona wysoko w strukturze resortu i wsparta realnymi uprawnieniami budżetowymi. Warszawa będzie musiała odpowiedzieć, czy polski model zapewnia podobną jedność działania, czy nadal potrzebuje jednego integratora zdolnego połączyć wymagania wojska, zakupy i potencjał przemysłu.

Portal Obronny SE Google News