- Uraz akustyczny jest podstępny i niezauważalny.
- Mechanik okrętowy zagrożony jest tak, jak specjals w akcji.
- Przez dekady nie zauważano problemu ochrony słuchu.
Uraz akustyczny, choć niewidoczny, potrafi natychmiast wyeliminować żołnierza z walki oraz doprowadzić do nieodwracalnego kalectwa. To główny wniosek z panelu dyskusyjnego „Żołnierz w walce: bezpieczeństwo, łączność, skuteczność”, który odbył się pierwszego dnia Warszawskich Targów Obronnych.
Była to dyskusja ekspertów-praktyków, w której wzięli udział: gen. bryg. Artur Kozłowski, szef Zarządu Operacyjnego - zastępca szefa Sztabu Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych, płk dr n. med. Robert Drozdowski, zastępca dyrektora Wojskowego Instytutu Medycyny Lotniczej w Warszawie, uczestnik misji w Afganistanie i doświadczony strzelec sportowy oraz st. chor. rez. Maciej Sapała „Sapacz”, żołnierz rezerwy Jednostki Wojskowej Komandosów z Lublińca, obecnie przedstawiciel firmy 3M - Peltor. Panel moderował publicysta militarny Jarosław Rybak.
Mechanik okrętowy zagrożony tak, jak specjals
Uczestnicy panelu byli zgodni, że współczesne pole walki to środowisko skrajnie agresywne dla ludzkich zmysłów. Jednym z najbardziej podstępnych i powszechnych zagrożeń pozostaje hałas. Nagły huk potrafi natychmiast wyeliminować żołnierza z walki.
Co więcej, problem nie dotyczy wyłącznie ludzi z pododdziałów bojowych biorących udział w walce bezpośredniej.
- Na uraz akustyczny narażony jest również mechanik w maszynowni okrętu czy żołnierz obsługujący samolot w trakcie startu na lotnisku. W takich sytuacjach może dojść do natychmiastowego obezwładnienia i unieruchomienia człowieka na kilka lub kilkanaście sekund. W czasie kontaktu ogniowego może to być wyrok śmierci. Przy większym szczęściu skończy się to chwilową utratą zdolności do walki, a w perspektywie długofalowej - trwałym ubytkiem słuchu – zauważył płk dr n. med. Robert Drozdowski.
Przez dekady nie zauważano problemu
Ewolucja podejścia do problemu ochrony słuchu w Wojsku Polskim trwała dekady.
- Na początku mojej służby nie mieliśmy dostępu do ochronników słuchu. Dopiero z czasem, analizując stan zdrowia odchodzących ze służby żołnierzy zawodowych i poborowych, dostrzeżono skalę problemu. Pierwszym krokiem było wprowadzenie stref ochrony słuchu na strzelnicach garnizonowych w warunkach pokojowych. Używaliśmy stoperów i ochronników pasywnych, które jednak miały potężną wadę – drastycznie ograniczały słyszalność komend wydawanych przez kierownika strzelania – mówił gen. bryg. Artur Kozłowski, który mundur nosi od ponad 30 lat. Zaczynał jako dowódca plutonu rozpoznawczego, służył na misji w Iraku.
Zmiany postępują od misji w Iraku i Afganistanie
Prawdziwym poligonem doświadczalnym dla systemów ochrony osobistej były misje wojskowe w Iraku i Afganistanie.
St. chor. sztab. rez. Maciej Sapała (znany w środowisku jako „Sapacz) brał udział w sześciu zmianach misji bojowych - dwóch w Iraku i czterech w Afganistanie. Jest doświadczonym weteranem jednostki specjalnej, a na problem ochrony słuchu i zapewnienia sprawnej łączności patrzy szeroko.
- Niezależnie od tego, czy służysz w jednostce specjalnej, czy w innej formacji, każdego dnia jesteś narażony na hałas w procesie szkolenia taktycznego i ogniowego. Co jakiś czas porównuję wyposażenie, z jakim wyjechałem na pierwszą zmianę misji w Iraku do czternastej zmiany w Afganistanie. W tym czasie wykonaliśmy potężny, kilkunastoletni przeskok. Ale nie możemy spocząć na laurach. Musimy zadbać o systemowe, powszechne rozwiązanie problemu ochrony słuchu i zapewnienia zdolności porozumiewania się żołnierzy w czasie wykonywania zadań – przekonywał „Sapacz”.
Sekundy na wagę życia
Weteran podkreślał, że na nowoczesnym polu walki ochrona słuchu musi być połączona ze świadomością sytuacyjną i łącznością.
- Zabezpieczenie słuchu za pomocą klasycznych, pasywnych zatyczek czy słuchawek wyklucza skuteczne działanie w zespole. Na polu walki brak możliwości sprawnej wymiany informacji sprawia, że zespół przestaje funkcjonować jako spójny organizm. Krzyczenie w trakcie wymiany ognia wydłuża czas reakcji i daje przewagę przeciwnikowi - twierdził weteran.
Ogłuszenie wybuchem eliminuje żołnierza, który staje się obciążeniem dla towarzyszy walki. Świetnie pokazano to w kultowym filmie „Helikopter w ogniu”.
- Na misjach musieliśmy wzywać śmigłowce ratownicze. Komunikacja odbywała się w języku angielskim. Dodatkowo była utrudniona hałasem walki. Dyżurny decydujący o starcie helikopterów po kilka razy powtarzał „Nie zrozumiałem. Powtórz meldunek”. To wydłużało czas na ewakuację rannego. Zagrażało jego życiu – wspominał „Sapacz”.
Polecany artykuł:
Prostota i niezawodność
Gdzie tkwi przewaga nowoczesnych, aktywnych ochronników słuchu? Przede wszystkim w technologii, która potrafi selektywnie tłumić dźwięki huku, czyli wystrzały, eksplozje, jednocześnie wzmacniając dźwięki otoczenia: cichą mowę, szelest poruszania się czy komendy radiowe.
W czasie panelu Maciej Sapała wskazał kluczowe wymagania, jakie armie NATO stawiają przed takim sprzętem.
- Po pierwsze ochronnik słuchu musi bezproblemowo współpracować z różnymi systemami łączności oraz systemami dowodzenia i kierowania używanymi w strukturach sojuszniczych. Po drugie: musi być ergonomiczny. Sprzęt nie może powodować dyskomfortu. Jeśli ochronnik uciska głowę pod hełmem, żołnierz będzie szukał każdej okazji, by go zdjąć. Ważna jest również prostota i wytrzymałość: Elektronika musi działać w skrajnych warunkach atmosferycznych: w błocie, deszczu, wysokich i niskich temperaturach. Do tego obsługa musi być intuicyjna – tłumaczył specjals.
Gen. Artur Kozłowski dodał, że w odpowiedzi na te wyzwania Wojsko Polskie wdraża obecnie kompleksowy program modernizacji wyposażenia osobistego – Projekt „Szpej”.
- W tym projekcie podchodzimy do tematu całościowo. Od dostarczenia żołnierzowi bielizny termoaktywnej, przez umundurowanie, po zaawansowane systemy ochrony wzroku i słuchu. Wyciągamy wnioski nie tylko z naszych misji, ale też z pełnoskalowego konfliktu, który od 2022 r. toczy się w Ukrainie. Dlatego, np. projektując nowoczesne hełmy dla Wojska Polskiego, od początku uwzględnia się zintegrowane mocowania pod aktywne ochronniki słuchu. Chodzi o to, by łączność, ochrona i wygoda stanowiły jeden, kompatybilny system, który pomaga żołnierzowi, zamiast mu ciążyć – mówił generał.
Profilaktyka – najskuteczniejsza ochrona słuchu
W Polsce brakuje statystyk medycznych obrazujących problemy związane z urazami akustycznymi.
- Natomiast z danych armii amerykańskiej, brytyjskiej czy fińskiej wynika, że aż 60–70 proc. użytkowników broni nieużywających ochronników słuchu cierpi na trwałe urazy akustyczne. Co bardziej niepokojące, nawet około 40 proc. osób stosujących ochronę słuchu również doświadcza takich problemów. Wynika to najczęściej z niskiej jakości sprzętu lub jego nieprawidłowego dopasowania – gorzko podsumował płk dr n. med. Robert Drozdowski.
Ekspert podkreślił, że nie wolno ignorować pierwszych objawów ostrego urazu akustycznego. Natychmiastową reakcję powinny spowodować takie sygnały, jak pisk w uszach, uczucie oszołomienia czy tzw. lateralizacja słuchu, kiedy jedno ucho odbiera dźwięki inaczej niż drugie.
- W przypadku ostrego urazu akustycznego kluczowy jest czas. Jeśli pacjent - najszybciej jak to możliwe - zgłosi się do laryngologa, lekarz może wdrożyć terapię sterydową - doustną lub dożylną. To może skutecznie zminimalizować ubytek słuchu. Czasem stosuje się tlenoterapię w komorach hiperbarycznych lub wlewy z ksylokainy w warunkach szpitalnych. Jeśli jednak ten krytyczny moment zostanie zaprzepaszczony – medycyna staje się bezradna – tłumaczył płk Drozdowski.
W przypadku, gdy uraz akustyczny się utrwali, medycyna jest bezradna. Jedyne, co wtedy można zaproponować pacjentowi to działania, które ułatwią pacjentowi życie z ciągłym piskiem w uszach.
- Mówiąc najprościej i najbardziej brutalnie: nie możemy wyleczyć, możemy zalecić włączanie radyjka na noc, żeby dźwięki z zewnątrz obniżały uciążliwy pisk w uszach. Ten pisk jest tak uciążliwy, że dochodzi do samobójstw osób z urazem akustycznym, który nie potrafią z nim funkcjonować. Dlatego profilaktyka ochrony słuchu jest tak krytycznie ważna – skończył płk Drozdowski.