Rekordowa 10. „Setka Komandosa” w Lublińcu

2026-03-22 17:25

To najcięższy ze wszystkich biegów organizowanych przez Wojskowy Klub Biegacza „Meta” działający przy Jednostce Wojskowej Komandosów w Lublińcu. Jak sama nazwa wskazuje, zawodnicy muszą pokonać aż 100 km. Na trasę ruszają w pełnym wojskowym umundurowaniu, z plecakami ważącymi co najmniej 10 kg. W jubileuszowej, 10. edycji imprezy na starcie stanęło aż 1180 śmiałków. 975 z nich dotarło do mety w regulaminowym czasie poniżej 20 godzin.

  • Zawodnicy musieli pięciokrotnie pokonać pętlę o długości 20 km.
  • 10. edycja „Setki Komandosa” pobiła rekord frekwencji.
  • Najszybszy zawodnik pokonał 100 km w czasie 9 godz. i 1 min.
  • Uczestnicy imprezy zjedli 1150 kotletów, 150 kg ziemniaków i beczkę kapusty kiszonej.

- Trasę stanowiła pętla o długości 20 km. Wytyczono ją po drogach leśnych. Pierwszą pętlę należy przebiec w pełnym umundurowaniu polowym, wojskowych butach, z plecakiem o wymiarach co najmniej 45 cm na 30 cm i minimalnej wadze 10 kg - wyjaśnia Mirosław Szraucner, prezes WKB „Meta”.

Drugą pętlę można pokonać bez ciężkiego plecaka, ale nadal w pełnym umundurowaniu.

- Regulamin zezwala, aby na kolejnych trzech pętlach biegacz samodzielnie decydował o typie stroju i obuwia – kontynuuje prezes Szraucner.

10. edycja pobiła rekordy

„Setka Komandosa” to najcięższy ze wszystkich biegów organizowanych przez Wojskowy Klub Biegacza „Meta”. Gdy planowano pierwszą edycję, spora część przyjaciół klubu nie wierzyła, że tak ekstremalna impreza biegowa może przyciągnąć do Lublińca kolejnych biegaczy.

- Pierwsza „Setka”, rozegrana w marcu 2017 r. przyciągnęła 120 biegaczy. Z roku na rok zainteresowanie rosło. Ale 10. edycja pobiła wszystkie rekordy frekwencji - dodaje Zbigniew Rosiński, honorowy prezes WKB „Meta”.

Organizatorzy podkreślają, że zwycięzcą jest każdy, kto w regulaminowym czasie dotrze do mety. Potwierdzeniem pokonania własnych słabości jest medal otrzymany na mecie oraz odznaka, którą można nosić na mundurze. Na odznace wygrawerowano liczby wskazujące, ile razy jej posiadacz ukończył „Setkę”.

- Jest nam niezwykle miło, że finiszerzy po ukończeniu biegu stoją w długich kolejkach, a potem odznaki wpinają w mundury. Po to w „Mecie” tworzyliśmy biegi o charakterze ekstremalnym, żeby motywować ludzi do pokonywania własnych słabości – mówi Zbigniew Rosiński.

Tegoroczny bieg objął patronatem honorowym Biskup Polowy WP Wiesław Lechowicz.

Mundurowi pokonali cywili

W tym roku najważniejsze trofea „Setki Komandosa” wywalczyli głównie żołnierze. Wśród mężczyzn zwyciężyli:

  1. Adam Dawid (ur. w 2001 r.), reprezentant 20. Bartoszyckiej Brygady Zmechanizowanej. Czas: 9 godz.1min. 50 sek.
  2. Krzysztof Wilmont (ur. w 1987 r.), reprezentant Centrum Szkolenia Marynarki Wojennej. Czas: 9 godz.24 min. 16 sek.
  3. Maciej Dutkiewicz (ur. w 1987), reprezentant Mazowieckiego Oddziału Żandarmerii Wojskowej. Czas: 9 godz. 38 min. 12 sek.

Wśród kobiet najszybsze okazały się:

  1. Klaudia Kubisz (ur. w 1995), reprezentowała Wojskowe Centrum Rekrutacji w Brzegu. Czas: 11 godz. 20 min. 2 sek.
  2. Sylwia Łubkowska (ur. 1992 r.), reprezentowała Dowództwo Komponentu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni. Czas: 11 godz. 33 min. 17 sek.
  3. Ewa Gałwiaczek (1999 r.), cywil z Łodzi. Czas: 11 godz. 34 min. 29 sek.

Najszybszych honorowali: gen, bryg. rez. Jerzy Gut - były dowódca Wojsk Specjalnych, płk Marcin Suszko - dowódca Jednostki Wojskowej Komandosów, przedstawiciele władz lokalnych oraz klubu „Meta”.

Twardy jak kapelan z Lublińca

Medycy zabezpieczający imprezę podkreślali, że mieli nadspodziewanie mało pracy. Zaledwie ok. 35 interwencji. Najwięcej dotyczyło urazów stawów skokowych i kolanowych. Kilku startujących dopadła hipotermia. U jednego wystąpiła reakcja alergiczna po zjedzeniu orzechów, kolejny złapał kleszcza. W jednym przypadku ratownicy stwierdzili przedawkowanie cukierków zawierających kofeinę.

Jednego z najboleśniejszych urazów doznał ks. ppłk Przemysław Tur - kapelan Jednostki Wojskowej Komandosów w Lublińcu. To znany w środowisku specjalsów instruktor strzelectwa, doświadczony skoczek spadochronowy, ratownik pola walki, ekspert od technik przetrwania oraz uczestnik większości ekstremalnych biegów organizowanych przez WKB „Meta”.

Na 60 kilometrze trasy u kapelana wystąpił nagły, silny ból promieniujący z dolnej części pleców przez pośladek do nogi. To rwa kulszowa, która mocno ograniczała ruch. Mimo tego – w asyście innego biegacza - kapelan pokonał ostatnie 40 km „Setki”. W ten sposób kolejny raz udowodnił, że w walce z fizycznymi przeciwnościami najważniejsza jest silna motywacja.

Zjedli 1150 kotletów i 150 kg ziemniaków

Po pokonaniu każdej pętli zawodnicy mogli przebrać się, uzupełnić plecaki i posilić się. Organizatorzy systematycznie uzupełniali pojemniki z bananami i pomarańczami, gorącym rosołem, napojem izotonicznym oraz tace z kanapkami. Do wyboru były kanapki z szynką, serem, dżemem. Ale największym zainteresowaniem cieszyły się kromki chleba posmarowane „małpiną” – legendarną wojskową konserwą mięsną.

Bazą zawodów był Ośrodek Hufca ZHP Lubliniec. W tamtejszej kuchni dwie sympatyczne kucharki wspierane przez czwórkę świetnie zorganizowanych harcerzy zadbali, aby uczestnicy imprezy nie opuścili imprezy bez solidnego obiadu.

Ta kilkuosobowa ekipa obrała i ugotowała 150 kg ziemniaków, przygotowała i usmażyła 1150 kotletów schabowych (standardowych na Śląsku - dużych i grubych) oraz poszatkowała i wydała surówkę zrobioną z całej beczki kapusty kiszonej.

Pomimo olbrzymiego zmęczenia po dotarciu na metę, to wszystko zjedli finiszerzy 10. „Setki Komandosa”.

Portal Obronny SE Google News

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki