- W WIML przeszkolono już lotników z kilkunastu armii.
- Wszystkie kursy prowadzone są według standardów NATO i USA.
- Polski ośrodek jest lepiej wyposażony niż wiele centrów szkoleniowych na świecie.
Dlatego tylko w ciągu ostatnich dni z Wojskowym Instytucie Medycyny Lotniczej w Warszawie goszczono delegację Sił Zbrojnych Republiki Czeskiej oraz szkolono spadochroniarzy z Litewskich Sił Zbrojnych specjalizujących się w „skokach wysokich”.
WIML szkolił lotników z kilkunastu armii
- Szefostwo Departamentu Wojskowej Służby Zdrowia Czeskich Sił Zbrojnych: gen. bryg. Michał Baran i płk Veronika Sedivcova interesowali się szkoleniem w WIML pilotów czeskich samolotów Gripen. Rozmowy, które prowadziliśmy wspólnie z przedstawicielami Departamentu Wojskowej Służby Zdrowia MON zapowiadają się bardzo owocnie - ujawnia K. Kowalczuk.
Możliwości współpracy będą szersze, ponieważ Czesi rozpoczęli procedurę zakupu F-35, a WIML posiada sprzęt oraz program szkolenia pilotów samolotów tego typu.
Goście z Czech poznali specyfikę WIML, zwiedzili Laboratorium Komór Ciśnieniowych, Pracownię Widzenia Nocnego i wirówkę przeciążeniową. Gospodarzami spotkania byli zastępcy dyrektora WIML: płk dr n. med. Robert Drozdowski – odpowiadający za obszar medyczny Instytutu oraz dr hab. inż. Łukasz Dziuda, prof. WIML – kierujący pionem naukowym.
W swoich wypowiedziach przedstawiciele WIML zwracali uwagę na rozwijającą się współpracę międzynarodową Instytutu. Dotychczas szkolono tu wojskowy personel lotniczy m.in. z Austrii, Chile, Czech, Indii, Jordanii, Litwy, Meksyku, Norwegii, Słowacji czy Stanów Zjednoczonych.
Szkolenia według standardów NATO i USA
Wszystkie zajęcia realizuje się zgodnie z obowiązującymi, rygorystycznymi standardami NATO. Dla partnerów zagranicznych istotne jest również to, że WIML jest jedynym ośrodkiem w Europie Środkowo-Wschodniej, który posiada certyfikat zgodności treningu lotniczo-lekarskiego ze standardami Sił Powietrznych USA.
- Wirówka taka, jak nasza działa np. w NASA i służy do treningu amerykańskich astronautów. Ale można na niej osiągnąć przeciążenie 7G, u nas - nawet ponad dwukrotnie większe. Nasze symulatory wyróżnia nowoczesny system komunikacji i obserwacji osób szkolonych - wyjaśnia dr Kowalczuk.
Od 0 do 100 km w zaledwie 0,82 sek.
Wirówka przeciążeniowa AMST, uruchomiona we wrześniu 2011 r. umożliwia osiąganie przeciążeń od -3 do +16G. Gondola, w której znajduje się pilot, krąży po obwodzie koła o średnicy 9 m i może rozpędzić się do ponad 240 km na godz. Prędkość od 0 do 100 km osiąga w zaledwie 0,82 sek.
Konstrukcja umożliwia trening pilotażu samolotu w realistycznych warunkach. W kapsule wirówki można bowiem zamontować symulator imitujący kompletne wyposażenie kabiny MiG-29, F-16 lub F-35.
W WIML w muzeum, na świecie jeszcze w służbie
Gdy goście odwiedzający WIML mają więcej czasu, gospodarze prowadzą ich do tzw. starej wirówki. Budynek, w którym znajduje się nieczynny symulator już niedługo zostanie przekształcony w małe muzeum polskiej medycyny lotniczej.
W tej wirówce szkoliły się pokolenia polskich pilotów, w tym Mirosław Hermaszewski, pierwszy Polak, który - w 1978 r. - poleciał w kosmos.
- Oprowadzając po tym obiekcie powtarzam, że w WIML ten symulator już jest atrakcją muzealną. A w wielu ośrodkach medycyny lotniczej takie urządzania nadal służą do szkolenia i badania pilotów wojskowych samolotów wysokomanewrowych - podkreśla płk Kowalczuk.
W rakiecie prawie jak w bolidzie Formuły 1
Czytając o przeciążeniach, warto wyobrazić sobie takie siły. 1G to normalny ciężar na powierzchni Ziemi. Natomiast na ciała astronautów znajdujących się w startującej rakiecie oddziałują przeciążenia ok. 3-4G. Kierowcy bolidów Formuły 1 odczuwają do 5G przy hamowaniu oraz od 6 do 8G w ostrych zakrętach. Piloci odrzutowych samolotów wysokomanewrowych, takich jak MiG-29 lub F-16, doświadczają przeciążeń dochodzących do 9G.
Litwini trenowali „skoki wysokie”
Natomiast spadochroniarze z Litewskich Sił Zbrojnych sprawdzali w WIML odporność organizmu na niskie ciśnienia. W macierzystych pododdziałach specjalizują się bowiem w spadochronowych „skokach wysokich”, czyli wykonywanych z wysokości powyżej 4000 m, kiedy skoczek musi już korzystać z aparatury tlenowej.
- Trenowali w Komorze Niskich Ciśnień „Wawelska”. To urządzenie pozwala nam zasymulować wzniesienie się na wysokość nawet 42 km. I to bardzo szybko, gdyż na poziom szczytu Mount Everestu ćwiczący „dotrze” zaledwie w 4,5 min. Możemy ćwiczyć zmiany ciśnienia, do jakich dochodzi przy swobodnym opadaniu z prędkością 90 m na sek. Żeby zobrazować, jaka to szybkość, wyjaśnię, że po skoku z samolotu z dużej wysokości człowiek spada z prędkością 50 m na sek. – obrazowo opisuje ekspert.