• Państwa nadbałtyckie szczególnie odczuwają rosyjskie zagrożenie.
• O bezpieczeństwo nad nimi dbają myśliwce NATO w ramach misji Baltic Air Policing.
• W wojnach dochodzi do sytuacji określanych mianem „friendly fire”.
Od czasu do czasu, w związku z zagrożeniem dronowym, do Łotyszy kierowane są takie komunikaty:
„Łotewskie Siły Zbrojne, wspólnie z sojusznikami z NATO, stale monitorują przestrzeń powietrzną, aby zapewnić możliwość natychmiastowej reakcji na potencjalne zagrożenie. Siły Zbrojne wzmocniły zdolności obrony powietrznej na granicy wschodniej, wysyłając dodatkowe jednostki. Mieszkańcy proszeni są o schronienie się w domach, zamknięcie okien i drzwi. Jeśli zauważysz nisko lecący, podejrzany lub niebezpieczny obiekt, nie zbliżaj się do niego i zadzwoń pod numer 112. Poinformujemy Cię, gdy zagrożenie minie”.
W takich sytuacjach podrywane są myśliwce wielonarodowej misji NATO Baltic Air Policing. Tak też było i w czwartek wczesnym rankiem. Zachodziło przypuszczenie, że nad Łotwą pojawiły się rosyjskie BSP.
W rozmowie z LSM minister Andris Spruds oświadczył, że „Ukraina ma pełne prawo do obrony i przeprowadzania uderzeń na cele znajdujące się na terytorium Rosji”.
„Dwa z kilku dronów, które w czwartek nad ranem wleciały w łotewską przestrzeń powietrzną od strony Rosji, rozbiły się” – czytamy w depeszy PAP powołującej się na agencję Reutera, która z kolei powołała się na informacje przekazane przez Łotewskie Narodowe Siły Zbrojne.
Według LSM jeden z dronów uderzył w skład ropy naftowej w mieście Rezekne (Rzeżyca), 40 km od granicy z Rosją.
„Uszkodzone zostały cztery puste zbiorniki na ropę w Rezekne. Policja i straż pożarna znalazły na miejscu prawdopodobne szczątki rozbitego drona” - podała agencja prasowa LETA. Nie doszło do wybuchu pożaru. Służby szukają drugiego wraku BSP.
Ze względu na możliwe zagrożenie w miastach Rezekne oraz Ludzas (Lucyn), przy granicy z Rosją, odwołano zajęcia we wszystkich placówkach oświatowych. W Balvi, również położonym na wschodzie kraju, zajęcia mają odbywać się zdalnie. Prezydent Evika Silina poinformowała wpisem na X, że jest w kontakcie z ministrami obrony i spraw wewnętrznych oraz służbami, a także że zwołała posiedzenie kryzysowe.
.
Kilka zdań komentarza
Gdzie drwa rąbią, tam drzazgi lecą. Czwartkowy incydent pokazuje, że przestrzeń powietrzną mogą naruszać także ukraińskie drony. Co z pewnością nieraz już się zdarzało, ale niekoniecznie zawsze było nagłaśniane.
W tym przypadku służby prasowe Łotewskich Narodowych Sił Zbrojnych pospieszyły się z przekazywaniem informacji. Nie poczekały na identyfikację namierzonego, rozbitego drona. Działały, jak się wydaje, na zasadzie: „Jeśli jakiś dron wchodzi w naszą przestrzeń powietrzną, to musi to być dron rosyjski”.
Takie przekonanie mogło wzmocnić to, że w przeszłości dochodziło do podobnych incydentów z udziałem rosyjskich dronów. Szkoda tylko, że zawiodła komunikacja na linii Łotwa-Ukraina.
W Polsce doświadczyliśmy takich wpadek. W listopadzie 2022 r. na wieś Przewodów (Lubelskie) spadła rakieta, zabijając dwie osoby. Ukraina twierdziła, że był to rosyjski pocisk. Potem okazało się, że ukraiński. Takie sytuacje służą jedynie wzmocnieniu rosyjskiej interpretacji wojny. Tracą na nich Ukraińcy...