Spis treści
- Pięć projektów, jeden komunikat strategiczny
- Dla Polski najważniejsze są trzy obszary
- 325 mln euro to początek, nie odpowiedź
- Ukraina jest w środku europejskiej układanki
- Największe ryzyko: wielkie ambicje, mało sprzętu
- EDPCI może wzmocnić NATO, ale go nie zastąpi
- Polska powinna wejść w ten proces aktywnie
Komisja Europejska zaproponowała pięć Europejskich Projektów Obronnych Wspólnego Zainteresowania, czyli EDPCI. To nowa kategoria dużych, ponadnarodowych przedsięwzięć przemysłowo-wojskowych, które mają obejmować zdolności zbyt kosztowne lub zbyt złożone, by pojedyncze państwa rozwijały je samodzielnie.
Na liście znalazły się: drony i systemy antydronowe, obrona morska i dna morskiego, zdolności kosmiczne, zintegrowana obrona powietrzna i przeciwrakietowa oraz bezpieczeństwo wschodniej flanki Unii Europejskiej. Komisja podkreśla, że projekty mają wzmacniać europejski przemysł, ograniczać rozdrobnienie rynku i być zgodne z priorytetami zdolnościowymi NATO.
To ważne, bo Bruksela coraz wyraźniej próbuje wyjść poza rolę regulatora i płatnika. Chce stać się współorganizatorem europejnej produkcji obronnej. W warunkach wojny za wschodnią granicą, presji rosyjskiej i rosnących oczekiwań wobec Europy ze strony USA jest to zmiana polityczna, a nie tylko administracyjna.
Pięć projektów, jeden komunikat strategiczny
Pierwszy projekt to DronE and Counter Drone European Resolve, w skrócie DECODER. Ma zapewnić europejskim siłom zbrojnym nowoczesne, skalowalne i interoperacyjne systemy bezzałogowe oraz antydronowe działające w różnych domenach. Według materiałów Komisji uczestnicy rozważają inwestycje rzędu 3,5–5 mld euro do 2033 r.
Drugi projekt dotyczy zintegrowanej obrony morskiej i dna morskiego. To odpowiedź na coraz większe znaczenie kabli podmorskich, rurociągów, portów, szlaków żeglugowych i infrastruktury energetycznej. Komisja mówi tu o federacyjnej, interoperacyjnej architekturze, zdolnej do wykrywania, odstraszania i reagowania na zagrożenia w domenie morskiej. Wartość rozważanych inwestycji wskazano na 43–72 mld euro do 2045 r.
Trzeci obszar to kosmos. Chodzi o wczesne ostrzeganie z orbity, łączność satelitarną, rozpoznanie, świadomość sytuacyjną w przestrzeni kosmicznej, nawigację, odporność systemów i zdolności szybkiego reagowania. W tym przypadku Komisja wskazuje na inwestycje rzędu 24 mld euro do 2034 r.
Czwarty projekt to EU Federated Integrated Air and Missile Defence, czyli europejska, sfederowana obrona powietrzna i przeciwrakietowa z wczesnym ostrzeganiem. To szczególnie ważny obszar dla państw wschodniej flanki, bo obejmuje zdolności, których Europa ma wciąż za mało: wykrywanie, dowodzenie, integrację sensorów, efektorów i systemów różnych państw. Rozważane inwestycje mają wynieść 55–80 mld euro do 2040 r.
Piąty projekt to Eastern Flank Watch. Jego zadaniem ma być wzmocnienie bezpieczeństwa wschodniej granicy UE i obrona całego terytorium Unii przez działania wielodomenowe. W dokumentach Komisji wskazano, że uczestnicy rozważają inwestycje rzędu 60–100 mld euro do 2036 r.
Polecany artykuł:
Dla Polski najważniejsze są trzy obszary
Z polskiego punktu widzenia EDPCI nie są abstrakcyjną dyskusją o europejskiej autonomii strategicznej. Najważniejsze będą trzy projekty: Eastern Flank Watch, obrona powietrzna i przeciwrakietowa oraz drony z systemami antydronowymi.
Eastern Flank Watch brzmi jak projekt pisany pod geografię Polski, państw bałtyckich, Rumunii, Finlandii i innych krajów graniczących z Rosją lub Białorusią. Jeśli ma mieć realne znaczenie, powinien obejmować rozpoznanie, systemy sensorów, odporność infrastruktury, mobilność wojskową, logistykę, ochronę granic, przeciwdziałanie dywersji i szybką wymianę danych.
Obrona powietrzna jest drugim filarem. Wojna w Ukrainie pokazała, że bez radarów, zapasów pocisków, tańszych efektorów, systemów walki elektronicznej i integracji dowodzenia nawet nowoczesne państwo może być stale narażone na ataki rakietowe i dronowe. Polska buduje Wisłę, Narew i Pilicę+, ale europejski projekt może mieć znaczenie tam, gdzie chodzi o wspólne wczesne ostrzeganie, produkcję efektorów i kompatybilność systemów.
Trzeci obszar to drony. DECODER powinien być czytany nie tylko jako program zakupu bezzałogowców, ale jako próba stworzenia europejskiego ekosystemu dronowego: od platform uderzeniowych i rozpoznawczych, przez systemy zwalczania bezzałogowców, po integrację z wojskami lądowymi, OPL i walką radioelektroniczną.
325 mln euro to początek, nie odpowiedź
Na EDPCI przewidziano na razie 325 mln euro w ramach Europejskiego Programu Przemysłu Obronnego, czyli EDIP. Sam EDIP ma wartość 1,5 mld euro. Komisja jasno wskazuje, że środki mają wspierać ustanowienie i początkowe wdrożenie projektów, a dalsze finansowanie może pochodzić m.in. z przyszłego Europejskiego Funduszu Konkurencyjności.
To oznacza, że 325 mln euro nie sfinansuje europejskiej tarczy powietrznej, systemu ochrony dna morskiego ani wschodniej flanki. To pieniądze na rozruch, koordynację i pierwsze etapy. Prawdziwe pytanie brzmi więc, czy państwa członkowskie rzeczywiście dołożą własne środki i czy z projektów powstaną kontrakty przemysłowe, a nie tylko kolejne mapy, grupy robocze i deklaracje.
Reuters zwraca uwagę, że projekty wymagają jeszcze zatwierdzenia przez Radę UE. Dopiero po formalnym ustanowieniu będą mogły uzyskać dostęp do finansowania przewidzianego dla EDPCI.
Polecany artykuł:
Ukraina jest w środku europejskiej układanki
Ważnym elementem jest udział Ukrainy. Komisja podała, że średnio w każdym projekcie uczestniczy 18 państw członkowskich, a Ukraina bierze udział w czterech z pięciu projektów. EDPCI są też otwarte na udział Norwegii i Ukrainy. To logiczne. Ukraina ma doświadczenie bojowe, którego większość państw UE nie posiada. Dotyczy to dronów, obrony przed dronami, rozpoznania, walki radioelektronicznej, uderzeń dalekiego zasięgu, ochrony infrastruktury oraz funkcjonowania wojska pod presją ciągłych ataków rakietowych i powietrznych.
Dla Polski to szczególnie istotne. Jeżeli UE chce budować obronę wschodniej flanki, nie może robić tego w oderwaniu od doświadczeń ukraińskich. Jednocześnie Warszawa powinna pilnować, aby projekty EDPCI nie przesunęły ciężaru przemysłowego wyłącznie na największe państwa zachodnie. Wschodnia flanka nie może być tylko obszarem, który ma być chroniony. Powinna być także miejscem produkcji, testów, integracji i rozmieszczenia nowych zdolności.
Największe ryzyko: wielkie ambicje, mało sprzętu
EDPCI mogą być przełomem, ale równie dobrze mogą stać się kolejną europejską etykietą. Ryzyko jest oczywiste: zbyt wiele państw, zbyt różne interesy przemysłowe, powolne procedury, spór o podział pieniędzy i brak decyzji zakupowych. Europa nie ma dziś problemu z pisaniem strategii. Ma problem z szybką produkcją amunicji, efektorów, sensorów, systemów OPL i sprzętu, który trafia do jednostek wojskowych. Dlatego sukces EDPCI trzeba będzie mierzyć nie liczbą konferencji, ale tym, czy za kilka lat powstaną realne systemy: radary, wyrzutnie, drony, sensory, satelity, centra dowodzenia i linie produkcyjne.
Z punktu widzenia Polski najważniejsze pytania są bardzo konkretne. Czy Eastern Flank Watch wzmocni realnie granicę z Rosją i Białorusią? Czy europejska obrona powietrzna będzie kompatybilna z polskimi programami? Czy DECODER da zdolności masowego użycia i zwalczania dronów, czy skończy się na demonstratorach? Czy polski przemysł dostanie rolę wykonawcy, czy tylko klienta?
EDPCI może wzmocnić NATO, ale go nie zastąpi
Komisja podkreśla zgodność EDPCI z priorytetami NATO. To kluczowe, bo Europa nie potrzebuje konkurencyjnej architektury obronnej, która dubluje Sojusz. Potrzebuje europejskiej produkcji, europejskiego finansowania i europejskich zdolności, które wzmacniają NATO.
Dla państw takich jak Polska najgorszy scenariusz byłby prosty: długie unijne procedury, mało sprzętu i osłabienie więzi transatlantyckiej. Najlepszy scenariusz jest odwrotny: UE finansuje i koordynuje produkcję, NATO określa potrzeby operacyjne, a państwa wschodniej flanki szybko dostają zdolności, których najbardziej potrzebują.
Dlatego EDPCI trzeba traktować jako szansę, ale nie jako gotową odpowiedź. To dopiero rama. O jej znaczeniu zdecydują budżety, kontrakty, tempo produkcji i to, czy państwa frontowe będą miały realny wpływ na kształt projektów.
Polska powinna wejść w ten proces aktywnie
Polska nie może czekać, aż projekty EDPCI same się ułożą. Warszawa powinna zabiegać o rolę w tych obszarach, które mają bezpośrednie znaczenie dla bezpieczeństwa państwa: wschodnia flanka, obrona powietrzna, systemy antydronowe, rozpoznanie, kosmos i ochrona infrastruktury krytycznej.
To także zadanie dla przemysłu. PGZ, prywatne firmy dronowe, spółki radarowe, producenci systemów łączności, cyberbezpieczeństwa i rozpoznania powinni być częścią europejskich konsorcjów od początku, a nie dopiero na etapie podwykonawstwa. EDPCI może okazać się jednym z ważniejszych europejskich impulsów obronnych tej dekady. Ale tylko pod jednym warunkiem: że z wielkich projektów powstanie sprzęt, a nie wyłącznie nowy język brukselskiej polityki bezpieczeństwa.
Dla Polski stawka jest prosta. Jeżeli Unia chce budować tarczę dla wschodniej flanki, Warszawa powinna dopilnować, by nie była jedynie punktem na mapie tej tarczy. Powinna być jednym z jej głównych projektantów, producentów i użytkowników.