• Globalne zapotrzebowanie na pomoc humanitarną wynosi rocznie ok. 35–40 mld USD.
• Pentagon wydaje przez dwa tygodnie tyle, ile potrzeba rocznie na globalną pomoc humanitarną.
• 70 proc. pomocy humanitarnej do stref wojny dostarczają lokalne NGO.
Rok 2025: o 65 wojen za dużo
Klasyczne pojęcie wojny jest już dziś całkowicie anachroniczne. Dzisiejsze konflikty rzadko przypominają te z podręczników historii. W zeszłym roku w świecie toczyło się ich 65. Najwięcej, odkąd prowadzona jest baza UCDP.
Podczas gdy politycy prowadzą wojny, kończą stare, zaczynają nowe, organizacje humanitarne i naukowcy konstruują statystyki ku przestrodze i na użytek… polityków. To pomocowe NGO (Non-Governmental Organization) przypominają o ludzkim wymiarze tych danych.
„Pamiętajmy, że pod liczbami kryją się konkretne ofiary. To ojciec i trójka jego dzieci, zabici przez rosyjskiego drona w obwodzie charkowskim. Siedmiomiesięczny Sam, zastrzelony przez żołnierzy na Zachodnim Brzegu. Ci ludzie nie są zwykłą statystyką” – przypomina Małgorzata Olasińska-Chart z Polskiej Misji Medycznej (PMM).
UCDP dokumentuje trzy grupy konfliktów. To:
• wojny z udziałem państw,
• przemoc jednostronna – to działania, w których aparat państwowy atakuje bezbronnych ludzi (np. tłumienie protestów w Iranie czy represje na Zachodnim Brzegu w Palestynie),
• konflikty bez udziału państwa – to wojny wewnętrzne, w których walczą ze sobą grupy paramilitarne lub kartele narkotykowe (np. w Meksyku).
W programie przyjęto, że za wojnę uznaje się taki konflikt zbrojny, w którym w ciągu roku zginie minimum 25 osób. W 2025 r. zginęło ich 245 681. Tak tragicznych statystyk nie odnotowano na świecie od 1994 r., gdy w Rwandzie doszło do czystek etnicznych i ludobójstwa.
A przecież w wojnach, jakby ich tam nie kategoryzować, ludzie nie tylko giną. Ci już są poza cierpieniem, które dane jest milionom uciekinierów (118 mln – w 2025 r.), setkom tysięcy chorych i rannych, z których wielu dołączyłoby do statistica mortuorum, gdyby nie pomoc humanitarna. Krakowskie stowarzyszenie Polska Misja Medyczna jest z perspektywy globalnej cząstką gigantycznego ekosystemu pomocowego. Współczesna pomoc humanitarna to potężna machina, w której obok agencji ONZ najważniejszą rolę odgrywają właśnie organizacje pozarządowe: od globalnych gigantów po tysiące lokalnych inicjatyw.
Wojenna statistica mortuorum
Najwięcej konfliktów wybucha obecnie na Bliskim Wschodzie, w Afryce Subsaharyjskiej oraz w Ameryce Łacińskiej. Z czterech osób, które zabiła w zeszłym roku wojna, trzy zginęły albo w Sudanie, albo w Palestynie (Strefa Gazy przede wszystkim), albo też na Ukrainie. Za naszą wschodnią granicą, szacuje się, w 2025 r. zginęło 95 tys. ludzi. To 40 proc. globalnej, wojennej statistica mortuorum.
Zabitym pomoc nie jest potrzebna. Tylko godny pochówek, o co w czasie wojennym wcale nie jest tak łatwo. Ci, co przeżyli bombardowania, ostrzały artylerii, naloty dronów, uderzenia rakietowe, przesiedlenia, represje, cieszą się, że żyją. Są głodni, chorzy i skazani na coś pomiędzy życiem a wegetacją. Gdyby nie pomoc humanitarna, to bliżej by im było, statystycznie, do wegetacji.
239 mln ludzi potrzebuje pomocy
Nie ma widoków na to, by miało im się w tym istnieniu poprawić. Według raportów ONZ w tym roku pomocy na świecie potrzebuje 239 mln ludzi. Z danych Development Initiatives (raporty Global Humanitarian Assistance) wynika, że rocznie na globalną pomoc humanitarną należałoby wydać ok. 35–40 mld USD.
To circa dwutygodniowa cząstka rocznego budżetu Pentagonu. To jedna trzecia rzeczywistych kosztów wojny USA z Iranem. Albo: kilka procent tego, co dotychczas Rosja wydała na wojnę z Ukrainą.
Przywołana w tym tekście Polska Misja Medyczna jest jedną z dziesiątek tysięcy NGO niosących pomoc humanitarną ofiarom wojen, kryzysów i innych kataklizmów. Te lokalne (jak PMM) i międzynarodowe NGO tworzą niepaństwowy system pomocy humanitarnej.
Największe NGO operują budżetami, które dorównują wydatkom mniejszych państw, a ich pomoc dociera do dziesiątek milionów ludzi. Roczny budżet powszechnie znanych Lekarzy bez Granic (MSF) to ok. 2,3 mld USD. W 95 proc. to suma donacji od tzw. zwykłych ludzi. International Rescue Committee (IRC) dysponuje budżetem przekraczającym nieco 1,4 mld USD. Save the Children to federacyjna NGO z budżetem 2,5 mld USD.
Nie umniejszając znaczenia tych organizacji, należy podkreślić, że to jednak lokalne NGO dostarczają blisko 70 proc. pomocy do stref wojennych. Do tych miejsc na globie, do których międzynarodowy personel gigantów pomocy humanitarnej często nie dociera z tzw. względów bezpieczeństwa.
Wspomniałem, że „wycenę” globalnej pomocy humanitarnej oszacowano na 35–40 mld USD. Rzeczywistość jest taka, że udaje się pozyskać (średnio) ok. 40 proc. tej sumy. Tam, gdzie konflikty nie trafiają na pierwsze strony gazet, zbiera się jeszcze mniej. Więcej (i tak ograniczonej) pomocy dociera do ofiar wojen, o których głośno jest w mediach. Taka jest brutalna prawda.