Z platformy na Bałtyku do szpitala. To 850 misja ratownicza lotników Marynarki Wojennej RP

2026-10-27 15:12

Działania polskiego lotnictwa wojskowego to nie tylko alarmy w celu ochrony wschodniej granicy, ale również ratowanie życia. Jak informuje Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych, 26 października załoga śmigłowca ratowniczego z Brygady Lotnictwa Marynarki Wojennej (BLMW) została poderwana w trybie alarmowym do akcji ewakuacji medycznej. Była to 24 misja ratownicza lotnictwa Marynarki Wojennej w tym roku i 850 w jego historii.

Zgodnie z informacjami udzielonymi przez Centrum Operacji Morskich – Dowództwo Komponentu Morskiego (COM-DKM), służby ratownicze zostały zaalarmowane po tym, jak jeden z pracowników przebywających na platformie oddalonej o 70 km od wybrzeża wymagał natychmiastowej pomocy medycznej i przetransportowania do szpitala na lądzie. Ze względu na znaczne oddalenie od brzegów oraz specyfikę konstrukcji platformy wiertniczej, jedynym skutecznym i szybkim sposobem udzielenia pomocy był transport drogą powietrzną.

Po odebraniu sygnału wzywania pomocy przez Morskie Ratownicze Centrum Koordynacyjne (MRCK) w Gdyni, decyzją dyżurnego operacyjnego COM-DKM do misji natychmiast skierowano śmigłowiec ratownictwa morskiego PZL W-3WARM Anakodna. Misji nie ułatwiał porywisty wiatr i padający deszcz, ale załoga bez większych problemów dotarła do celu.

Po dotarciu na platformę Petro Monitor załoga podjęła poszkodowanego pracownika na pokład. Operacje tego typu wymagają precyzyjnego pilotażu oraz sprawnej koordynacji działań ratownika pokładowego, zwłaszcza w trudnych warunkach jesiennego Bałtyku. Po zabezpieczeniu pacjenta na pokładzie śmigłowca i udzieleniu mu pierwszej pomocy medycznej przez lekarza załogi, maszyna obrała kurs powrotny na ląd.

Poszkodowany został sprawnie przetransportowany do szpitala i przekazany oczekującemu na lądowisku zespołowi ratownictwa medycznego.

850 misja ratownicza lotnicków Marynarki Wojennej RP
Autor: Brygada Lotnictwa Marynarki Wojennej/ Facebook MIsja śmigłowca W-3WRAM Anakonda

Jak informuje Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych, opisana misja była już 24. akcją ratowniczą przeprowadzoną przez lotników morskich na Bałtyku w 2026 roku. W wieloletniej historii funkcjonowania Brygady Lotnictwa Marynarki Wojennej stanowiła ona dokładnie 850. misję ratowniczą wykonaną przez załogi samolotów i śmigłowców wojskowych. BLMW pozostaje jedyną formacją lotniczą w Polsce, która utrzymuje ciągłą, całodobową gotowość do prowadzenia działań ratowniczych z powietrza nad polskimi obszarami morskimi.

Anakonda jedyny do takich misji… Jak długo?

Użyty podczas 850 misji śmigłowiec ratowniczy W-3WARM Anakonda, stanowi wyspecjalizowaną morską wersję poszukiwawczo-ratowniczą naliczniej eksploatowanego w Wojsku Polskim śmigłowca W-3 Sokół, dostosowaną do specyfiki tego typu zadań na akwenach morskich. Maszyna jest napędzana dwoma silnikami turbinowymi PZL-10W o mocy około 900 KM każdy, co pozwala na osiągnięcie prędkości maksymalnej ok. 260 km/h oraz pozostawanie w powietrzu przez ponad 4 godziny. Oznacza to możliwość operowania w promieniu około 200 km od bazy.

Główne zadania Anakondy to realizacja operacji poszukiwawczo-ratowniczych (SAR), ewakuacja medycznej oraz patrolowanie akwenów morskich. Wyposażono ją w tym celu w elektryczną wyciągarkę ratowniczą z rozkładanym wysięgnikiem, reflektor szperacz, głowicę optoelektroniczną, pływaki awaryjne zapewniające awaryjne wodowanie na morzu oraz zaawansowany sprzęt medyczny i podtrzymujący życie. Standardowy skład załogi w misjach ratowniczych obejmuje cztery osoby: dowódcę śmigłowca, drugiego pilota, ratownika pokładowego oraz lekarza lub ratownika medycznego.

PZL W-3WRAM Anakonda
Autor: Brygada Lotnictwa Marynarki Wojennej/ Facebook Śmigłowiec ratowniczy PZL W-3WRAM Anakonda podczas startu

Obecnie, po wycofaniu ze względu na wyczerpanie resursów, znacznie cięższych śmigłowców Mi-14, zadania w ramach dyżurów SAR pełnią jedynie znacznie mniejsze śmigłowce W-3WARM Anakonda. Jest ich zaledwie 8 egzemplarzy, co stawia przed marynarzami trudne wyzwanie. Linia brzegowa Polski ma długość ponad 520 km, ale nie oddaje to w pełni wyzwań jakie stoją przed śmigłowcami ratowniczymi.

Polska strefa odpowiedzialności SAR (obszar SRR), czyli część Bałtyku, na którym Polska ma obowiązek zapewnić działanie służb ratowniczych, to obszar o powierzchni około 30 000 km². Odpowiada to wielkością całemu województwu wielkopolskiemu (największemu pod względem powierzchni po woj. mazowieckim), które ma 29 826 km².

Ale to nie wszystko. Coraz bardziej rozwija się w Polsce sektor offshore, co oznacza rosnącą liczbę obiektów i personelu działającego u polskich wybrzeży. Jeśli coś stanie się komuś na statkach, okrętach lub platformach wierniczych, morskich farmach wiatrowych czy innych instalacjach morskich, często jedynym ratunkiem jest śmigłowiec. Zarówno ze względu na swoją prędkość, czas reakcji na zagrożenie, jak też możliwość podjęcia poszkodowanego bezpośrednio z wody, z pokładu nawet małej jednostki czy infrastruktury morskiej.

Cała ta odpowiedzialność spada na załogi 8 śmigłowców W-3WARM Anakonda, sześciu z 43. Bazy Lotnictwa Morskiego (Gdynia-Babie Doły) i dwóch z 44. Bazy Lotnictwa Morskiego (Darłowo). Oczywiście Brygada Lotnictwa Marynarki Wojennej posiada też nowiutkie, potężne śmigłowce morskie AW101, które miały zastąpić Mi-14. Miały... jednak zakupiono ich jedynie cztery egzemplarze.

Tymczasem minimalna liczba maszyn potrzebnych do zastąpienia Mi-14, zarówno w zakresie zwalczania okrętów podwodnych (ZOP) jak i morskiego SAR, o czym zresztą nie raz pisałem, to co najmniej 8-12 maszyn. Warto przypomnieć, że Mi-14 było w służbie łącznie 16. Cztery z nich pełniły służbę SAR, a pozostałe wykonywały zadania przeciwokrętowe.

Dla obszaru polskiej strefy odpowiedzialności SAR, cztery ciężkie śmigłowce i 6-8 mniejszych maszyn to rozsądna liczba. Natomiast flota czterech śmigłowców AW101, zarówno do zadań ZOP jak i SAR to było jedynie mydlenie oczu i pozorne rozwiązanie problemu. Zakup homeopatyczno-defiladowy, gdyż przy liczbie 4 maszyn, rzadko więcej niż 1-2 są gotowe do działań operacyjnych. Warto o tym pomyśleć, patrząc na to, jak często polscy lotnicy ratują zdrowie i życie na Bałtyku.