Hans Frank, jego królestwo i niewolnicy. Czym ono było?

2026-10-27 13:27

Właściwie do końca istnienia Generalnego Gubernatorstwa nie zdefiniowano, czym jest ten twór. Analogie z bytem kolonialnym nasuwają się same. Była w nim rasa panów, Niemców. I byli mieszkańcy, bez obywatelstwa, bez jakichkolwiek praw obywatelskich – co na innych obszarach okupowanych miało miejsce. I rządził tym czymś Hans Frank, zbrodniarz, który w procesie norymberskim objawił się jako skruszony grzesznik – podkreśla w rozmowie z Portalem Obronnym dr hab. GRZEGORZ BĘBNIK (IPN).

Znaczek z napisem Generalgouvernement. Na miniaturze obok dr hab. Grzegorz Bębnik. Historię GG poznasz na SE Portal Obronny.
Autor: IPN/ Materiały prasowe

• GG mogło być pretekst dla Francji i Wielkiej Brytanii do wycofania się z wojny pod pozorem pozostawienia szczątkowej Polski.

• Hans Frank chętnie stylizował się na monarchę, jednak jego pozycja w aparacie władzy III Rzeszy być dość ograniczona.

• Na Śląsku czy Pomorzu brak podpisu na DVL oznaczał obóz koncentracyjny; w GG za odmowę nikogo nie karano, bo lista była dla chętnych.

Andrzej Bęben: – Generalne Gubernatorstwo to wymysł Adolfa Hitlera czy kogoś innego?

Grzegorz Bębnik: – Doskonałe pytanie! Właściwie nie wiadomo wiele o genezie tej koncepcji. Niewykluczone, że jest to autorski pomysł samego Hitlera mający przynętą dla Francuzów i dla Brytyjczyków, choć w pewien sposób zakotwiczony jeszcze w latach I wojny światowej. Po unicestwieniu państwa polskiego Hitler nie wykluczał rokowań pokojowych z Zachodem. GG byłoby w takiej grze alibi dla zachodnich sojuszników, by sojusznicy Polski mogli się wycofać z wojny z czystym sumieniem i w poczuciu spełnionego obowiązku. GG byłoby wówczas dowodem na to, że Niemcy realizują swoje słuszne, w ich zamierzeniu oczywiście, postulaty terytorialne, a państwo polskie w jakiejś tam formie jednak pozostaje na mapie Europy.

– To nie wyszło Hitlerowi, ale GG zostało. Czym?

– Właściwie do końca istnienia GG nie zdefiniowano, czym ono jest. Nie było to odrębne państwo, nie miało statusu quasi-państwowego obszaru podporządkowanego, analogie z bytem kolonialnym nasuwają się same. Była w nim rasa panów, Niemców. I byli mieszkańcy GG, bez obywatelstwa, bez jakichkolwiek praw obywatelskich – co na innych obszarach okupowanych miało miejsce.

– Na czele rasy panów w GG stał dr Hans Frank. Miał nad sobą tylko Adolfa Hitlera. Tyle teoria, w praktyce to różnie bywało? Jaką mocą sprawczą dysponował więc generalny gubernator?

– Frank przyjmując taki tytuł, ewidentnie nawiązywał do terminologii z czasów I wojny światowej i do podziału administracyjnego byłego Królestwa Kongresowego. Kiedy zostało ono zajęte przez wojska niemieckie i austro-węgierskie, to też utworzono dwa generalne gubernatorstwa: w Lublinie – zarządzane przez Austriaków oraz w Warszawie – tu rządzili Niemcy. Wiadomo, że Frank lubił określać się „królem Polski” i nic w tym dziwnego, bo był to człowiek pyszny i zarozumiały. Powszechnie uważa się go za zbrodniarza i słusznie, ale warto wiedzieć, że po paru latach rządów zaczął wykazywać nieufność wobec polityki III Rzeszy.

Garda: Szczyt NATO w Ankarze – Portal Obronny

– W wielu Niemcach dokonała się taka duchowa transformacja po tym, jak im Sowieci sprawili lanie w bitwie o Stalingrad…

– Owszem, racja. Należy mieć na uwadze, że Frank nie był „zwykłym Niemcem”, ale wysoko postawionym funkcjonariuszem nazistowskiego aparatu władzy. W 1942 r. wygłosił serię wykładów w liczących się europejskich uniwersytetach na temat powojennego ładu w Europie. Zawarł w nich, nieprawdopodobne z ówczesnego punktu widzenia, sformułowania o Niemczech mających stać się na powrót państwem prawa, o Europie, która – po niemieckim zwycięstwie – oparta miała być na współpracy rozmaitych narodów, harmonijnym rozwoju wzajemnym i tak dalej…

– Przecież Berlin głosił hasła o powojennej „wspólnej Europie…

– Głosił, jednak wykłady Franka w obliczu przekształcania się Rzeszy w państwo policyjne nie były „po linii”. Gubernator popadł ewidentnie w niełaskę. Zdjęto go ze wszystkich pełnionych funkcji, pozostawiając mu ministra bez teki i generalnego gubernatora. Zresztą z tej sam chciał zrezygnować. Rezygnacji Berlin nie przyjął, co jeszcze bardziej upokorzyło „króla Polski”.

– Nie był taki mocny, jak mu się wydawało…

– Odpowiadając na pytanie: jaką moc sprawczą miał Frank? Wobec ludności GG – ogromną. W całym aparacie władzy – ograniczoną. Stracił swoje tytuły, bo wszedł w konflikt o sferę wpływów z SS – Heinrichem Himmlerem i Kancelarią Rzeszy – Martinem Bormannem. Widać to było wyraźnie w relacjach z Wyższym Dowódcą SS i Policji w Generalnym Gubernatorstwie Friedrichem Wilhelmem Krügerem, dla którego przełożonym był Himmler. Bolało to Franka, jeszcze bardziej, gdy został pozbawionych różnych zaszczytnych funkcji. Na pociechę zostało mu to, że w 1943 r. intrygami udało mu doprowadzić do zmiany na tym stanowisku. Krügera zastąpił inny zbrodniarz – Wilhelm Koppe.

– To były rozgrywki „między nami nazistami”. Pan powiedział, że we Franku ruszyło się sumienie. A gdzie je miał, gdy w 1940 r. powiedział, że gdyby w GG miał wywieszać czerwone plakaty o rozstrzelaniu siedmiu Polaków, co czyniono w Protektoracie Czech i Moraw, to w polskich lasach zabrakłoby drzew na papier?

– We Franku odezwało się, niech to będzie, sumienie, gdy zmieniła się sytuacja na frontach. Z każdym miesiącem „mądrzał”, a w Norymberdze przyznał się, że winien jest zbrodni popełnionych w GG pod jego panowaniem. Wrócił na łono Kościoła katolickiego i na szafocie stanął, będąc skruszonym grzesznikiem. Jest jeszcze jeden ciekawy epizod w życiu generalnego gubernatora, który miał swój udział w tym, że w Berlinie mocno podupadła jego pozycja w aparacie władzy III Rzeszy. Słyszał pan o tym, że Frank sprzeciwiał się przesiedleniu z Rzeszy Żydów do GG?

– Nie, pewnie dlatego, że miał „swoich”...

– Na początku istnienia GG była tak koncepcja, by w okolicach Niska założyć getto, coś w rodzaju rezerwatu, dla Żydów z Rzeszy. Frank protestował przeciwko takim planom. Był świadom, że to na niego Berlin zrzuci obowiązek aprowizacji, zakwaterowania itd. dla tysięcy osób. Nie chciał przysparzać sobie dodatkowych problemów.

– Później Niemcy je „rozwiązali” przez poprzez organizację obozów zagłady. Wówczas Frank już nie protestował, choć obozy powstały w GG. Skoro pojawiła się „kwestia rasowe”, jak wytłumaczyć to, że w części II RP wcielonej do Rzeszy Polaków usiłowano germanizować, a w GG tego zasadniczo poniechano?

– Chodzi o Niemiecką Listę Narodowościową – DVL, w skrócie: o volksdeutschów?

– W rzeczy samej.

– Bo na terenach włączonych do Rzeszy DVL była administracyjnym przymusem. Większość volksdeutschów z terenów inkorporowanych do Rzeszy otrzymała niską III grupę DVL. Tymczasem w GG przyjęcie volkslisty było aktem absolutnie dobrowolnym. Kto się na to decydował, ten stawiał się poza nawiasem polskiej narodowości. Natomiast na terenach wcielonych, jak powiedziałem, był to formalny administracyjny przymus. Za sprzeciw można było naprawdę drogo zapłacić; co najmniej zesłaniem do obozu koncentracyjnego.

– Do dziś stawia się znak równości między volksdeutschem ze Śląska i volksdeutschem, dajmy na to, z Warszawy. Kolaboranci i wszystko jasne. Tymczasem jest to stereotyp krzywdzący tych, którzy nie mieli takiego wyboru, jaki był dany – w tej mierze – w GG.

– Niemiecki aparat administracyjny w Rzeszy promował DVL głównie metodą kija, oszczędnie używając marchewki. W GG było jedno i drugie, więcej chyba jednak tego drugiego. Pozyskano w ten sposób około 100 tys. volksdeutschów, których nie należy mylić z reichsdeutschami – Niemcami z pełnym obywatelstwem III Rzeszy, którzy w liczbie kilkudziesięciu tysięcy stanowili aparat administracyjny Generalnego Gubernatorstwa...

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki