Z jednostek specjalnych prosto do WOT. Weterani uczą, jak walczyć i przetrwać

2026-03-08 8:02

Służąc w mundurach, szkolili żołnierzy i policjantów z sił specjalnych Iraku, Afganistanu, Ukrainy, Chorwacji, Słowacji. Ściśle kooperowali z Amerykanami. Po odejściu do cywila prowadzą specjalistyczne zajęcia dla dowódców pododdziałów i instruktorów Wojsk Obrony Terytorialnej. Działają w ramach Mobilnego Zespołu Szkoleniowego (MZSz). W Wojskach Obrony Terytorialnej stworzono cztery takie, ok. 20-osobowe, „EmZeteSze”. Ten system zdaje egzamin. Do prowadzenia kilkudniowych zajęć dla kilkunastu kursantów wystarczy dwóch, trzech instruktorów.

  • Weterani Wojsk Specjalnych szkolą dowódców i instruktorów Wojsk Obrony Terytorialnej w ramach Mobilnych Zespołów Szkoleniowych.
  • System, oparty na doświadczeniach z misji zagranicznych, rewolucjonizuje szkolenie, kładąc nacisk na realizację celów i automatyzację działań.
  • Zajęcia odbywają się w realistycznych warunkach, ucząc żołnierzy WOT skutecznego działania w złożonych sytuacjach, a nie tylko wykonywania pojedynczych zadań.
  • Dowiedz się, jak weterani z jednostek specjalnych przekazują swoje unikalne umiejętności, by podnieść poziom wyszkolenia WOT.

Dlatego taki system jest najefektywniejszym i najtańszym sposobem szybkiego szkolenia ludzi, którzy zdecydowali się na założenie munduru - przekonuje instruktor z oznaczeniem „D-1” na ramieniu.

To „Filip”. Od kilku lat cywil, który w specjednostce w Lublińcu przesłużył prawie ćwierć wieku. Trafił tam jako młody podporucznik, odszedł do rezerwy ze stanowiska dowódcy zespołu bojowego. W międzyczasie służył na misjach w Macedonii, dwa razy w Iraku, trzy razy w Afganistanie. Zaliczył mnóstwo kursów, szkoleń poligonów w Polsce i za granicą. Nie wahał się zbyt długo, gdy przed kilku laty zaproponowano mu, aby stworzył i kierował jednym z MZSz.

System przeniesiony z sił specjalnych

Szefem Mobilnego Zespołu Szkoleniowego WOT jest płk Krzysztof K., który większość służby spędził w specjednostce w Lublińcu, a następnie współtworzył Dowództwo Wojsk Specjalnych. Zespół podzielono na cztery teamy. Każdy składa się z kilkunastu ludzi. Ich doświadczenie gwarantuje wysoki i jednolity standard zajęć. Szkolą dowódców pododdziałów i instruktorów WOT, którzy zdobytą wiedzę przekazują dalej.

„EmZeteSze” tworzą weterani z sił specjalnych, gdyż odpowiadają za jedno z podstawowych zadań specsił - za prowadzenie działań niekonwencjonalnych. W tym wypadku to odmiana szkolenia sił lokalnych.

Ludzie z Lublińca do perfekcji opanowali je w Iraku, Ukrainie, a przede wszystkim w Afganistanie.

Praca w środowisku wielokulturowym wymaga cierpliwości, taktu, umiejętności negocjacyjnych, a jednocześnie pełnej czujności i dbania o własne bezpieczeństwo. Raczej musisz przekonać, a nie wydać rozkaz. Mając takie doświadczenia dobrze radzimy sobie ze szkoleniem Polaków - uśmiecha się „Filip”.

Błędne wyobrażenia kursantów

Słysząc, że będą szkoleni przez specjalsów, kursanci mają najróżniejsze wyobrażenie o czekających ich zajęciach.

Niekiedy myślą, że będziemy działać głównie w nocy, na noktowizji, z UTM (treningową amunicją barwiącą), granatami hukowymi i scenariuszami jak z filmów akcji. Rzeczywistość bywa rozczarowująca, bo my zaczynamy od sprawdzenia i unifikacji umiejętności. Zajęcia są w dzień, żeby każdy wyraźnie widział, jak się porusza w szyku, jak ludzie pracują na broni - wyjaśnia „D-7”. To „Korn”.

Do cywila odszedł po 20 latach służby w Lublińcu. Zaliczył misje w Macedonii, Iraku, trzykrotnie był w Afganistanie. Brał udział w operacjach wysokiego ryzyka: zatrzymań osób szczególnie niebezpiecznych, likwidacji magazynów broni, rozpoznania w terenie całkowicie opanowanym przez przeciwnika.

Kolejny instruktor - „D-11” - to „Kraszan”. Dwa lata zasadniczej służby wojskowej spędził w 18. Batalionie Desantowo-Szturmowym w Bielsku-Białej. Z tą jednostką wyjechał na pierwszą zmianę Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Kosowie. Potem przez 17 lat służył oddziale kontterrorystycznym policji w Katowicach. Brał udział w niezliczonej liczbie operacji na terenie Śląska. Zatrzymywał groźnych przestępców, interweniował w sytuacjach, gdy szaleniec barykadował się w domu grożąc zabiciem rodziny i samobójstwem.

Z chłopakami z zespołu „Filipa” poznaliśmy się przed kilkunastu laty. Oni chcieli lepiej poznać taktykę miejską, nam w policji zależało na szkoleniu z taktyki zielonej. Mieliśmy sporo fajnych zajęć. Gdy zdjąłem mundur, zaproponowali mi pracę w „EmZeteSzu” - wyjaśnia „Kraszan”.

Wzór z Cichociemnych i Commando

System szkoleniowy oparty na MZSz zrewolucjonizował zajęcia, choć nie ma w nim nic odkrywczego. Warto więc przypomnieć, że jednym z głównych zadań Cichociemnych było szkolenie żołnierzy podziemnego wojska w okupowanej Polsce.

Cichociemni to doskonały przykład. Ale nie jedyny. Dowodziłem zespołem bojowym dziedziczącym tradycje 1. Samodzielnej Kompanii Commando walczącej na Zachodzie. W 1944 r. jej żołnierze dostali rozkaz wyszkolenia 111. Kompanii Ochrony Mostów. Polacy mieli być instruktorami, a potem dowódcami pododdziału złożonego z włoskich ochotników. Po zakończeniu szkolenia 111. Kompanię przemianowano na 2. Kompanię Commando i podporządkowano polskiemu dowództwu - podkreśla „Filip”.

Wojska specjalne mają więc długie tradycje, a jednocześnie olbrzymie, współczesne doświadczenia wyniesione ze służby w Polskich Kontyngentach Wojskowych. Wykorzystano to dopiero w WOT.

Polski oficer oddaje amerykańskie odznaczenie | GARDA

„Polfa Tarchomin” - idealny teren do ćwiczeń

Na początku 2026 r. dowództwo 18. Stołecznej Brygady WOT pierwszy raz zgłosiło zapotrzebowanie związane ze szkoleniem prowadzonym przez MZSz. Zlecenie trafiło do „Filipa”. Tygodniowe szkolenie przeprowadzono w połowie lutego.

Zajęcia odbyły się w fantastycznym miejscu. Była to część - czekających na modernizacje - hal produkcyjnych i budynków biurowych w olbrzymim kompleksie „Polfy Tarchomin” położonej na warszawskim Tarchominie. Dyrektorem do spraw ochrony i bezpieczeństwa jest tam Michał Małasiewicz, były funkcjonariusz Biura Ochrony Rządu i jednostki GROM. Pamiętając o specyfice służby w formacjach specjalnych, doskonale rozumie ich potrzeby szkoleniowe. Dlatego już przed kilku laty przekonał zarząd firmy do udostępnienia wybranych obiektów wojsku, policji i innym służbom.

Dzięki temu na Tarchominie odbywały się duże ćwiczenia z desantami i lądowaniami śmigłowców wojsk specjalnych oraz policji.

Chętnie pomagamy w szkoleniu, bo to również korzyść dla „Polfy”. Częsta i niezapowiadana obecność wojskowych specjalsów czy policyjnych kontrterrorystów to jednoznaczny sygnał dla jakichś złych ludzi, którzy chcieliby na naszym terenie wykazywać się aktywnością - wyjaśnia Michał Małasiewicz.

Tym razem ćwiczącym dyr. Małasiewicz udostępnił duży, kilkukondygnacyjny obiekt biurowy o powierzchni ponad 10 tys. m kwadr. Z dużymi klatkami schodowymi, długimi korytarzami i mnóstwem niewielkich pomieszczeń.

Najważniejsze - dobrze opisać cel

Pierwsze dwa dni były szkoleniem z „manuala”: pracy na broni i działania w zespole. Dopiero potem wprowadzono elementy przemieszczania się z ostatniego bezpiecznego punktu pod obiekt. Następnym etapem było wejście do obiektu. Potem działania w obiekcie.

„Filip” podkreśla, że bardzo często szkolenie wojskowe składa się z samodzielnych elementów, które nie spinają się we wspólny cel.

Dlatego na strzelnicy ćwiczy się strzelanie, w lesie przenikanie, kiedy indziej pracę na mapie. U nas jest inaczej. Jasno stawiamy cel: „macie dotrzeć do punktu A omijając punkt B”. „Macie przeniknąć i zabezpieczyć obiekt”. Osiągnięcie tych celów wymaga połączenia wszystkich umiejętności nabytych podczas wcześniejszych zajęć. Wojna to nie jest egzamin z wychowania fizycznego. Nie wykonujesz zadań po kolei, patrzysz na całość. Najważniejsza jest świadomość celu. Tego uczymy - wyjaśnia „Filip”.

Eliminować błędy krytyczne

„EmZeteSzowcy” zwracali uwagę na najdrobniejsze błędy. Jeden z kursantów będąc „jedynką” w szyku nieznacznie odwracał głowę, żeby upewnić się, że za nim ktoś stoi. Inny, zmieniając magazynek w karabinku spoglądał na broń, kolejny - odwracając się - lufę karabinka trzymał na wysokości głowy sąsiada.

Tak nie może być! Musicie wyćwiczyć poruszanie. Po zmianie szyku nowa „jedynka” musi mieć pewność, że za plecami ma nową „dwójkę” i tak dalej. Wszyscy muszą mieć pełną świadomość nowych zadań wynikających ze zmiany szyku. Wymiana magazynka musi być tak wyćwiczona, żebyście robili to na automacie, bez sprawdzania wzrokiem. Lufa karabinka nawet przez moment nie może być skierowana w kolegę. To błąd krytyczny - instruuje „Korn”.

Automatyzm ułatwia pracę mózgu

Równie ważne jest szybkie odtworzenie gotowości.

Skończyła się przerwa po epizodzie, w którym używaliście broni? Ilu z was wymieniło magazynki, aby do kolejnej walki iść z pełnym magazynkiem? Niewielu? To tak, jakbyście szli na robotę z portkami opuszczonymi do kolan. Nie możesz dać dowódcy sygnału „gotów!”, dopóki nie jesteś gotowy. Czyli nie jesteś doładowany do pełna! - mówi „Korn”.

„Korn” i „Kraszan” do znudzenia omawiali zauważone błędy.

Mózg ludzki jest tak skonstruowany, że nie jest w stanie ogarnąć wszystkiego na raz. Jak dajesz mu jednocześnie zbyt wiele zadań, to on wszystkiego nie ogarnie. Ale nie robi tego logicznie, tylko losowo. Dlatego staliście metr od tarczy oznaczającej terrorystę, a „jedynka” i „dwójka” jej nie widzieli”. Ich mózgi wycięły tę informację skupiając się na innych danych, które dostały do analizy - wyjaśnia „Filip”.

Jak to zmienić? Część czynności należy robić automatycznie!

Jeśli będę myślał o tym, jak mam trzymać broń, gdzie jest manipulator, jak kierować lufę, które miejsce mam szyku, jak przekazać informację, że po lewej jest okno - tego nie ogarnie żaden człowiek. Trzeba ćwiczyć! Wypracowane nawyki zagwarantują wam większe szanse na przeżycie w czasie walki - kontynuuje „Filip”.

0,9 sekundy czasu na decyzję

Instruktorzy sprawdzali umiejętność bieżącej analizy sytuacji. Przy pierwszych powtórzeniach biało-czerwoną taśmą zasłaniali niektóre drzwi. Dla kursantów taśma oznaczała ścianę, a nie pomieszczenie do sprawdzenia. Gdy kursanci kilkukrotnie powtórzyli epizod, instruktorzy zmieniali położenie taśm.

Ćwiczący szli „na pamięć” i często omijali miejsca, w których poprzednio wisiały biało czerwone taśmy.

Podobnie było ze wskazywaniem celów do eliminacji. Instruktorzy powtarzali, że przed naciśnięciem na palec spustowy trzeba mieć pewność, do kogo się otwiera ogień.

Konieczna jest pozytywna identyfikacja celu. Musi zadziałać algorytm: broń na celu, zgranie przyrządów celowniczych, bezpiecznik, naciśnięcie na język spustowy. Jak wytrenujecie pamięć mięśniową i zautomatyzujecie pracę na broni, to zyskacie 0,7-0,9 sekundy, a w przypadku działania jako piechota w polu - nawet 1,5 sekundy. To dużo czasu na decyzje o otwarciu ognia - instruuje „Korn”.

Jak nie będziecie rozpoznawać celów, to pójdziecie do więzienia. Jak zwykli bandyci! Nikt wam nie pozwoli strzelać do wszystkiego, co się rusza. Zawsze będziecie ograniczeni zasadami użycia broni. Możecie być najszybsi na strzelnicy, najlepiej doposażeni, najlepiej szkolić ludzi. Nie rozpoznacie celu - pójdziecie do więzienia. Nie możecie być bandytami - podkreśla „Kraszan”.

Portal Obronny SE Google News

3-5 strzałów żeby wyeliminować przeciwnika

Jak zapanować nad kimś, kogo mam na muszce, a nie chcę do niego strzelić? - pyta kursant.

Bardzo skuteczne jest oddziaływanie głosowe - spokojnie mówi „Korn”. Po czym błyskawicznie zmieniając skalę głosu przerażająco wrzeszczy: - Ręce szeroko! Na glebę! Już!

Znowu zmieniając tembr głosu spokojnie kontynuje:

Nauczcie się pracować głosem. Możecie nim przestraszyć i przejąć inicjatywę.

W czasie przerw instruktorzy szczegółowo omawiali elementy ćwiczenia, a następnie wyczerpująco odpowiadali na pytania. Dotyczyły najróżniejszych kwestii: od zmiany w szyku, przez meldowanie o rannym, po sposoby potwierdzania skutecznej eliminacji celu.

A jak już otwieram ogień, to ile razy muszę strzelić do celu, żeby go wyeliminować? – pyta kursant.

Skuteczna eliminacja przeciwnika wymaga oddania do niego od trzech do pięciu strzałów - odpowiada „Korn”.

Najważniejsza jest motywacja

Kursanci byli przez cały czas oceniani, ale mieli też możliwość oceny instruktorów w anonimowych ankietach.

Zawsze namawiam do solidnego wypełnienia ankiet. To nam bardzo pomaga - mówi „Filip”.

W większości ankiet napisano, że szkolenie powinno być dłuższe, należałoby je powtarzać i wprowadzać nowe treści.

Podsumowując zajęcia z kursantami z 18. Stołecznej Brygady WOT oficer podkreśla, że najważniejszy był właściwy dobór kandydatów do szkolenia.

Nie byli to przypadkowi ludzie. Wytypowano żołnierzy chętnych do nauki. To kluczowe. Technikę dopracujesz w czasie treningu, ale bez motywacji niewiele osiągniesz - kończy „Filip”.

Sonda
Czy czujesz się bezpiecznie w Polsce, jeśli chodzi o sprawy obronności i wojskowości?