Czy należało zestrzelić rakietę, która wleciała do Polski?

Nasze wojsko i sojusznicy spisali się bardzo dobrze, podjęto właściwe decyzje – powiedział PAP ekspert ds. wojskowości mjr rez. pilot Michał Fiszer, odnosząc się do rakiety, która naruszyła polską przestrzeń powietrzną. Podkreślił, że decyzja o zestrzeleniu zawsze wiąże się z ryzykiem szkód na ziemi. W polskiej przestrzeni publicznej rozgorzała dyskusja, czy należało zestrzelić obiekt, który przekroczył naszą przestrzeń powietrzną.

Szczątki pocisku na ośnieżonym polu. Na miniaturze mjr Michał Fiszer. O analizie incydentu czytaj na SE Portal Obronny.
Autor: X/Wikipedia/ X (Twitter) Rosyjski pocisk manewrujący Ch-101 zestrzelony w 2023 r. nad Winnicą

• Do przechwycenia obiektu skierowano myśliwiec F-16, jednak rakieta zniknęła z radarów, a premier Donald Tusk ocenił, że celem najprawdopodobniej nie była Polska.

• W obronie przestrzeni powietrznej uczestniczyły polskie myśliwce F-16C z Łasku i MiG-29 z Malborka, niemieckie Eurofightery oraz polski samolot dozoru radiolokacyjnego Saab 340 AEW&C.

• W pełnej gotowości bojowej znajdowały się również wyrzutnie Patriot – holenderski dywizjon w Rzeszowie-Jasionce oraz polski dywizjon na lotnisku Bemowo w Warszawie, a także system „Mała Narew”.

Polska nie była biernym obserwatorem rozwoju sytuacji

Przypomnijmy: w nocy ze środy na czwartek (29/30 lipca), w związku z atakiem Rosji na Ukrainę, w polskiej przestrzeni powietrznej wykryto niezidentyfikowany obiekt; dla jego rozpoznania i przechwycenia skierowano myśliwiec F-16, ale obiekt zniknął z radarów. Premier Donald Tusk przekazał później, że najprawdopodobniej była to rosyjska rakieta Ch-101 oraz że była ona uzbrojona. Według szefa rządu „nie ma żadnych powodów sądzić, że celem była Polska”. Zapowiedział zbadanie zdarzenia, w tym reakcji państwa polskiego i instytucji obrony cywilnej. Podziękował też sojusznikom za solidarność.

W polskiej przestrzeni publicznej rozgorzała dyskusja: czy należało zestrzelić obiekt, który przekroczył naszą przestrenia powietrzną? W rozmowie z PAP mjr Michał Fiszer ocenił, że zarzut, że Polska pozostawała biernym obserwatorem rozwoju sytuacji, jest bezzasadny. Według niego pocisk, który spadł na południe od Lublina, był obserwowany przez Ukraińców, którzy wykonali na niego nieudany atak myśliwcem nad swoim terytorium i przekazali nam informacje o przelocie pocisku.

– Polskie środki radarowe obserwowały jeszcze nad Ukrainą zarówno pocisk, jak i samolot myśliwski Sił Powietrznych Ukrainy. Ten ostatni odszedł od celu na 20 sek. przed tym, kiedy przekroczyłby polską granicę. Dlatego strzał w kierunku Ukrainy z naszego myśliwca był dość ryzykowny. Rakieta mogłaby przechwycić ukraiński samolot zamiast pocisku – wyjaśniał PAP były pilot wojskowy. – W ogóle strzelanie do pocisku, który nie leci bezpośrednio w kierunku dużych siedlisk ludzkich – jak miasto czy duża wieś – jest sprawą dość trudną.

Garda: Vigo Photonics na Marsie i w polskich rakietach
Portal Obronny SE Google News

Wojsko Polskie i sojusznicy spisali się bardzo dobrze

Mjr Fiszer uważa, że nasze środki obrony powietrznej były w pełnej gotowości bojowej od rozpoczęcia zmasowanego ataku na Ukrainę. Z 32. Bazy Lotnictwa Taktycznego z Łasku wysłano w rejon przygraniczny parę uzbrojonych myśliwców F-16C, a z 22. Bazy Lotnictwa Taktycznego z Malborka wystartowała para uzbrojonych MiG-29, które zamykały obszar od strony północnej.

Ekspert powołał się również na doniesienia, według których w rejonie operowała też para niemieckich myśliwców Eurofighter z Taktisches Luftwaffengeschwader 31 „Boelcke”, również z uzbrojeniem.

Pełną gotowość bojową z rakietami na wyrzutniach, jak wskazał mjr Fiszer, osiągnął też holenderski 802. Dywizjon Przeciwlotniczych Rakiet „Patriot” stacjonujący przy lotnisku Rzeszów-Jasionka.

Rozmówca PAP przywołał również wypowiedź dowódcy operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych gen. dyw. Ireneusza Nowaka, który mówił o tym, że gotowość bojową osiągnęły również inne jednostki rakiet przeciwlotniczych.

– Możliwe, że chodziło o 18. Pułk Przeciwlotniczy z Zamościa (Sitaniec) wyposażony w system przeciwlotniczy „Mała Narew”. Ale sądzę, że chodziło też o 37. Sochaczewski Dywizjon Rakietowy Obrony Powietrznej im. gen. bryg. Tadeusza Błaszkowskiego z Sochaczewa-Bielic na systemach Patriot PAC-3 MSE, pełniący dyżur bojowy na lotnisku Bemowo w Warszawie.

Mjr Fiszer podkreślił, że operowanie myśliwców zabezpieczał polski samolot dozoru radiolokacyjnego Saab 340 AEW&C z 44. Kaszubsko-Darłowskiej Bazy Lotnictwa Morskiego z Siemirowic, już wcześniej działający operacyjnie, np. we wrześniu 2025 r.

– Wszystkie te środki były w gotowości i gdyby tor lotu pocisku zmierzał w kierunku miasta, to padłaby komenda jego zestrzelenia. Taka decyzja nigdy nie jest prosta, bowiem wiąże się z ryzykiem powstania poważnych szkód na ziemi. Gdyby pocisk spadł na wieś, to spowodowałby prawdopodobnie śmierć ludzi, bo posiada potężną siłę rażenia. Dlatego, moim zdaniem, Wojsko Polskie i sojusznicy spisali się bardzo dobrze. Podjęto właściwe decyzje, a rezultatem nie była śmierć przypadkowych ludzi zabitych szczątkami zestrzelonego pocisku, lecz jedynie spora dziura w lubelskim czarnoziemie...