Brytyjski parasol nuklearny nad Europą? Nowa propozycja planu Europejskiej Konfederacji

W Wielkiej Brytanii pojawiła się śmiała propozycja. Inicjatywa, której autorem jest były poseł Partii Konserwatywnej Nick Boles, zakłada rozszerzenie brytyjskiego parasola nuklearnego na państwa niebędące członkami NATO, w tym Ukrainę. W zamian za gwarancje bezpieczeństwa Londyn miałby uzyskać dostęp do jednolitego rynku towarów Unii Europejskiej, tworząc nową formę współpracy w ramach „Europejskiej Konfederacji” - informuje The Telegraph.

Pomysł, przedstawiony wysokim rangą urzędnikom brytyjskiego rządu, zakłada utworzenie Europejskiej Konfederacji, która łączyłaby integrację gospodarczą ze zobowiązaniami obronnymi na wzór NATO. Autorem tej koncepcji jest Nick Boles, były konserwatywny poseł, który argumentuje, że w obliczu niepewności co do przyszłego zaangażowania USA w obronę Europy, kontynent potrzebuje nowej, odważnej strategii. Jak tłumaczył w wywiadzie dla „The Telegraph”, nie ma gwarancji, że przyszły prezydent USA „będzie bronił Europy tak, jakby była Kansas”. Propozycja ta nie jest obecnie oficjalną polityką rządu, jednak została przekazana m.in. doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego. Jest to odpowiedź na podwójne wyzwanie, z jednej strony potrzebę wzmocnienia europejskiego bezpieczeństwa w kontekście agresji Rosji, a z drugiej – chęć naprawy relacji handlowych Wielkiej Brytanii z UE po Brexicie.

Brytyjski parasol nuklearny w zamian za korzyści gospodarcze

Kluczowym elementem planu jest transakcja wiązana czyli bezpieczeństwo za gospodarkę. Zgodnie z propozycją, Wielka Brytania zobowiązałaby się do przeznaczenia 3,5% swojego PKB na obronność i rozszerzyła swój brytyjski parasol nuklearny, oparty na systemie Trident, na kraje europejskie, które obecnie nie są objęte takimi gwarancjami.

W zamian Londyn miałby zostać zaproszony do ponownego dołączenia do jednolitego rynku UE w zakresie handlu towarami. Co istotne, porozumienie to nie wymagałoby od Wielkiej Brytanii akceptacji swobodnego przepływu osób ani powrotu do strefy euro, co stanowiło główne bariery w poprzednich negocjacjach. Poprzednie próby uzyskania przez Londyn specjalnego dostępu do rynku były odrzucane przez Brukselę, która nie chciała tworzyć precedensu dla kraju spoza bloku.

Kluczowa rola Ukrainy i innych partnerów

W ramach proponowanej konfederacji szczególne miejsce miałaby zająć Ukraina. Plan zakłada, że Kijów utrzymałby dużą, stałą armię, która pełniłaby funkcję głównej bariery obronnej przed potencjalną przyszłą agresją ze strony Rosji. Ponadto Ukraina dzieliłaby się z europejskimi partnerami swoją unikalną wiedzą i postępami w technologii dronów. Do potencjalnych członków nowej struktury, oprócz Ukrainy, zaproszono by również inne państwa spoza NATO. Wśród nich wymieniane są: Szwajcaria, Norwegia Kraje Bałkanów Zachodnich. Dla tych państw brytyjskie gwarancje nuklearne stanowiłyby znaczące wzmocnienie ich bezpieczeństwa.

Autor planu przekonuje, że przedstawienie oferty, która rozwiązuje również problemy UE, takie jak długoterminowe bezpieczeństwo i integracja Ukrainy, może być łatwiejsze do zaakceptowania dla Brukseli niż czysto handlowe negocjacje. Zaufanie Unii Europejskiej do Wielkiej Brytanii po Brexicie pozostaje jednak ograniczone, co może utrudniać postępy w rozmowach. 

Zmiany w Finlandii i plany USA

Propozycja Nicka Bolesa wpisuje się w szerszy trend przewartościowań w europejskiej polityce obronnej. W czerwcu 2026 roku parlament Finlandii, po przystąpieniu do NATO, zagłosował za zniesieniem obowiązującego od dekad zakazu posiadania broni jądrowej na swoim terytorium. Choć fiński rząd podkreśla, że nie ma planów stałego stacjonowania broni jądrowej, zmiana prawa umożliwia jej tymczasowe rozmieszczenie lub tranzyt w sytuacji kryzysowej w ramach operacji sojuszniczej. Decyzja ta wzmacnia zdolności odstraszania NATO wobec Rosji.

Równolegle toczą się rozmowy w Stanach Zjednoczonych na temat ewentualnego rozmieszczenia samolotów podwójnego przeznaczenia, zdolnych do przenoszenia zarówno broni konwencjonalnej, jak i jądrowej, w dodatkowych bazach NATO w Europie. Media informowały, że wśród potencjalnych lokalizacji wymieniana jest m.in. Polska. Podczas lipcowej wizyty w Waszyngtonie, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Bartosz Grodecki relacjonował, że po stronie USA jest „ogromna otwartość" na dołączenie Polski do natowskiego programu Nuclear Sharing. Szef BBN Grodecki dopytywany przez PAP, czy przystąpienie do Nuclear Sharing oznaczałoby potencjalne rozmieszczenie głowic nuklearnych na terytorium Polski, minister odpowiedział - bez podawania szczegółów - że chodzi o „dołączenie do programu". Zaznaczył, że konkretna formuła „na dzisiaj nie pada", a Polska, „posiadając te F-35", ma już „możliwość przenoszenia takich zdolności”. Jego zdaniem „ciepłe przyjęcie” w Waszyngtonie i zrozumienie roli Polski na wschodniej flance sprawiają, że o dołączeniu do programu można dziś rozmawiać „bardzo otwarcie i z pozytywnym przekazem".

Podobnego zdania jest Alberque - były urzędnik NATO ds. kontroli zbrojeń, a obecnie ekspert Pacific Forum. W jego ocenie administracja prezydenta Donalda Trumpa jest otwarta na dołączenie Polski. Zastrzegł jednak, że prawdopodobnie nie oznaczałoby to rozmieszczenia broni jądrowej na terytorium Polski w czasie pokoju. Bardziej prawdopodobne jest przyjęcie Polski w pośredniej formule: certyfikacji polskich F-35 do przenoszenia broni jądrowej oraz wyznaczenia niektórych polskich baz jako „rozproszonych baz operacyjnych” (Dispersed Operating Bases, DOB). Jak wyjaśnił Alberque, koncepcja DOB zakłada, że broń jądrowa mogłaby zostać niejawnie przetransportowana do wyznaczonych baz dopiero w sytuacji zagrożenia wojną lub w jej czasie. "Nie sądzę, by w czasie pokoju znajdowały się w Polsce ładunki jądrowe" - powiedział.

Premier Donald Tusk potwierdził także, że Polska prowadzi rozmowy z Francją i grupą najbliższych sojuszników w sprawie "zaawansowanego programu odstraszania nuklearnego". Współpraca ta mogłaby obejmować wspólne ćwiczenia oraz okresowe stacjonowanie w Polsce francuskich myśliwców Rafale, zdolnych do przenoszenia pocisków z głowicami jądrowymi. Kluczowym warunkiem stawianym przez Paryż jest jednak zachowanie wyłącznej prerogatywy prezydenta Francji do podjęcia decyzji o użyciu broni atomowej.

Prezydent Karol Nawrocki we wrześniu 2025 r., w wywiadzie dla "Faktu" stwierdził, że posiadanie broni jądrowej i przystąpienie do programu Nuclear Sharing byłoby dobrym rozwiązaniem dla bezpieczeństwa Polaków. „Nasze doświadczenie jako wspólnoty narodowej pokazuje, że Polska nigdy nie wykorzystuje swojej broni do tego, aby atakować inne państwa: czy to swoich sąsiadów, czy inne niepodległe państwa” - wskazał Nawrocki. W ocenie prezydenta „dla bezpieczeństwa Polaków posiadanie broni atomowej i przystąpienie do programu Nuclear Sharing byłoby dobrym rozwiązaniem”.

Wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz w lutym, w wywiadzie dla PAP, AFP i DPA stwierdził z kolei: „Mamy Nuclear Sharing wypływający z postanowień amerykańskich, natowskich, więc w tych formatach Polska powinna odnajdywać swoje miejsce i jest gotowa do współpracy z wszystkimi państwami NATO”.

Czy brytyjski arsenał nuklearny wystarczy do obrony Europy?

Choć Wielka Brytania dysponuje zaawansowanym i w pełni niezależnym strategicznym potencjałem odstraszania, to jego rozszerzenie w obronie sojuszników jest tematem dyskusyjnym i ciężkim na dziś. Podstawą brytyjskiego odstraszania nuklearnego jest system Trident. Składa się on z czterech okrętów podwodnych o napędzie atomowym typu Vanguard: HMS "Vanguard", HMS "Victorious", HMS "Vigilant" i HMS "Vengeance". Każdy z nich może przenosić do 16 międzykontynentalnych pocisków balistycznych (SLBM) Trident II D5, które są pozyskiwane od Stanów Zjednoczonych. Głowice bojowe, znane jako Holbrook, są jednak suwerenną, brytyjską konstrukcją.

Kluczowym elementem doktryny jest polityka ciągłego odstraszania na morzu (CASD). Od 1969 roku co najmniej jeden z okrętów podwodnych typu Vanguard nieustannie przebywa na patrolu w nieujawnionej lokalizacji, gotowy do wykonania uderzenia odwetowego. Zapewnia to przetrwanie arsenału nawet w przypadku zmasowanego ataku na terytorium Wielkiej Brytanii. Według danych Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem (SIPRI) z czerwca 2026 roku, Wielka Brytania posiada łącznie 225 głowic jądrowych, z czego 120 jest gotowych do użycia. Rząd w Londynie planuje modernizację floty – okręty typu Vanguard mają zostać zastąpione przez nowocześniejsze jednostki typu Dreadnought, co zapewni ciągłość odstraszania na kolejne dekady.

Wracają jednak do głównego pytania, jak powszechnie wiadomo "parasol nuklearny" to zobowiązanie mocarstwa atomowego do obrony państwa nieposiadającego takiej broni. Jego skuteczność opiera się na wiarygodności – potencjalny agresor musi być przekonany, że państwo-gwarant jest gotowe użyć broni jądrowej w obronie sojusznika, nawet jeśli naraziłoby to na zniszczenie jego własne terytorium. To właśnie ten element jest najtrudniejszy do udowodnienia. W kontekście propozycji rozszerzenia brytyjskiego parasola pojawia się fundamentalne pytanie: czy jakikolwiek brytyjski premier zaryzykowałby zniszczenie Londynu lub Glasgow w obronie Kijowa, czy Sarajewa? Odstraszanie musi istnieć przede wszystkim w umyśle potencjalnego przeciwnika. Co prawda brytyjska doktryna, w odróżnieniu od francuskiej, dopuszcza tzw. uderzenie "substrategiczne", co oznacza możliwość użycia jednej lub ograniczonej liczby rakiet jako politycznego sygnału, ostrzeżenia i demonstracji determinacji, bez konieczności przeprowadzania ataku na pełną skalę.

Rozszerzenie brytyjskiego parasola na Ukrainę mogłoby również zostać odebrane przez Rosję jako eskalacja, rosyjski wywiad już w lutym 2026 roku oskarżał Francję i Wielką Brytanię o chęć, aby Ukraina dysponowała bombą atomową, a rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow zapowiedział, że te doniesienia zostaną uwzględnione w trwających negocjacjach. Bardziej realistyczne dla bezpieczeństwa Ukrainy niż rozszerzenie parasola nuklearnego byłaby długoterminowa umowa o dostawach broni, szkoleniach i technologiach, które zapewniłyby Kijowowi zdolność do samoobrony, ale bez formalnego członkostwa w NATO (mało prawdopodobnego na dziś) i bez ryzyka eskalacji nuklearnej.

W przypadku innych potencjalnych beneficjentów sytuacja jest jeszcze bardziej złożona. Szwajcaria jest państwem neutralnym, a przyjęcie gwarancji nuklearnych od Wielkiej Brytanii byłoby sprzeczne z jej doktryną neutralności i brakiem tradycji sojuszy wojskowych. Norwegia jest członkiem NATO od 1949 roku i już znajduje się pod parasolem nuklearnym Sojuszu. Kraje Bałkanów Zachodnich mają mieszany status – Albania jest w NATO, Serbia jest neutralna, a Bośnia i Czarnogóra znajdują się w procesie akcesyjnym – i brak gotowości instytucjonalnej tych państw do przyjęcia tak daleko idących zobowiązań obronnych stanowi dodatkową barierę.

Warto także pamiętać, że arsenał Wielkiej Brytanii jest znacznie mniejszy niż rosyjski czy amerykański. Jest on określany jako "minimalny wiarygodny środek odstraszania", co oznacza, że jest zaprojektowany głównie do gwarantowania bezpieczeństwa samej Wielkiej Brytanii. Poza tym po wycofaniu bomb WE.177 w 1998 roku, brytyjski arsenał opiera się wyłącznie na strategicznych pociskach balistycznych. Brakuje mu broni taktycznej o mniejszej mocy, która pozwalałaby na elastyczne reagowanie na ograniczony atak bez natychmiastowej eskalacji do poziomu strategicznego. Niedawne plany zakupu samolotów F-35A zdolnych do przenoszenia amerykańskich bomb B61-12 mają na celu częściowe wypełnienie tej luki, jednak znowu bez zgody USA użycie ich nie będzie możliwe.

Brytyjski arsenał mimo wszystko jest niewystarczający, aby samodzielnie zapewnić wiarygodny parasol nuklearny dla całego kontynentu, zwłaszcza dla państw spoza NATO. Jego ograniczona skala i doktryna "minimalnego odstraszania" sprawiają, że jego głównym zadaniem pozostaje obrona żywotnych interesów samej Wielkiej Brytanii. Z tego powodu brytyjski potencjał należy postrzegać jako cenne uzupełnienie, a nie realną alternatywę dla znacznie potężniejszego parasola nuklearnego Stanów Zjednoczonych. Musimy pamiętać także, że jest to wyłącznie propozycja byłego posła, a nie propozycja oficjalna brytyjskiego rządu, jest więc ona co najwyżej formą ciekawostki, że pewni politycy myślą trochę szerzej ale w najbliższym czasie taki pomysł nie będzie na głównej agendzie.  

Garda: kmdr Witkiewicz o Orce