Przemysł zbrojeniowy i jego otocznie mogą napędzać polską gospodarkę

2026-08-10 15:11

Według szacunków Deloitte’a (z 2025 r.) całkowite nakłady na polską obronność w latach 2025–2035 wyniosą 1,9 bln zł. To ponad dwa razy więcej niż między 2014 a 2024 rokiem (825 mld zł). Takie wydatki z pewnością wzmocnią potencjał Sił Zbrojnych RP. Mogą też – to już nie jest takie aksjomatyczne – napędzać polską gospodarkę. Może tak się stać, gdy polski przemysł zbrojeniowy będzie mógł realizować jak najwięcej zamówień. Im więcej krajowej produkcji, im mniej importu niezbędnego do niej, tym lepiej dla gospodarki.

Dwa polskie wozy bojowe na piaszczystym terenie. Na wstawce prof. Paweł Wojciechowski. O wydatkach na armię czytaj w SE Portal Obronny.
Autor: Rosomak SA/Newseria/ Materiały prasowe

• 1,9 bln zł na obronność w ciągu dekady: ile z tych pieniędzy zostanie w Polsce?

• Nie tylko czołgi i samoloty. Wojsko kosztuje także wtedy, gdy niczego nie kupuje.

• Import uzbrojenia nie musi być stratą – pod warunkiem, że przynosi Polsce technologię i kompetencje.

• Im większy udział krajowej produkcji, tym większy gospodarczy efekt wydatków obronnych.

• Bogate państwo może wydać więcej, nawet przeznaczając na obronność mniejszą część swojego PKB.

BCC: w kolejnych latach wydatki na obronność będą się zmieniały

Prof. Paweł Wojciechowski, główny ekonomista Business Centre Club (BCC), zastrzega (w rozmowie z agencją Newseria Biznes), że choć obecnie jesteśmy liderem w NATO pod względem udziału w PKB wydatków na obronność, to nie przodujemy „w zakresie eksportu naszych własnych wyrobów i wykorzystania umów kooperacyjnych na rzecz polskiej gospodarki”.

– W kolejnych latach wydatki na obronność będą się zmieniały. Dzisiaj na modernizację, czyli wydatki na zakupy nowego sprzętu, plus badania i rozwój, wydajemy blisko 50 proc. budżetu. Docelowo to będzie około 33 proc., ponieważ wzrośnie udział w tej strukturze wydatków na utrzymanie i wydatków również na ludzi, czyli po prostu na wojsko, które osiągną prawie 45 proc. – wyjaśnia prof. Paweł Wojciechowski. – Jest to strukturalna zmiana budżetowa. Już nie będzie możliwości cięcia wydatków. Każdy kupiony sprzęt ma cykl życia 40–50 lat. Trzeba go utrzymywać, modernizować, a do tego również potrzebni będą ludzie, którzy muszą zostać przeszkoleni. Udział wydatków w PKB nie będzie spadał.

Z wydatkami na obronność jest, mniej więcej, podobnie jak z finansowaniem publicznej ochrony zdrowia. NFZ nie finansuje bezpośrednio płac medyków – od lekarzy, przez ratowników medycznych po administrację. Te koszty ukryte są w wycenie procedur medycznych. Mniej więcej 55 proc. tzw. środków finansowych idzie na koszty osobowe ochrony zdrowia, a reszta na zadania związane z wykonywaniem świadczeń zdrowotnych.

Podobnie jest z finansowaniem polityki obronnej. Te niespełna 5 proc. PKB (ponad 20 proc. wydatków budżetowych państwa w 2026 r.) nie jest wydatkowanych tylko i wyłącznie na zakup sprzętu i amunicji.

W służbie Rzeczypospolitej jest 160 tys. zawodowych żołnierzy, kilkadziesiąt tysięcy służących w ramach dobrowolnej służby wojskowej i w WOT. Należy więc przypomnieć, że tym osobom (jak medykom w publicznej ochronie zdrowia) należą się takie czy inne wynagrodzenia. Ich utrzymanie też kosztuje. Nie zapominajmy, że trzeba wypłacać emerytury wojskowe. Z tych wspomnianych niespełna 5 proc. trzeba sfinansować (co najmniej) dziesiątki „niesprzętowych” wydatków.

Według rzeczonego raportu Deloitte’a największą część budżetu w latach 2025–2035 pochłoną wydatki osobowe. To 719 mld zł. Na zakup nowego sprzętu oraz badania i rozwój przeznaczone zostaną 503 mld zł, a na infrastrukturę wojskową 111 mld zł.

Garda: Magdalena Sobkowiak-Czarnecka o mitach na temat SAFE
Portal Obronny SE Google News

Deloitte: 41 proc. zakupów zbrojeniowych zostanie zrealizowanych w Polsce

Prof. Wojciechowski podkreśla, że struktura wydatków może się okazać równie ważna jak ich skala. Może w niektórych przypadkach okazać się, że koszty inwestycji w modernizację armii mogą przewyższyć korzyści dla gospodarki i polskiego przemysłu.

– Krajowa wartość dodana może się pojawić tylko wtedy, kiedy spadnie udział importochłonności. Wzrośnie udział badań i rozwoju w firmach przemysłu obronnego, które będą generować wyższą wartość dodaną, czyli wyższe płace i zyski. Ten punkt nie jest dzisiaj objęty jakimkolwiek programem gospodarczym czy nawet polityką przemysłową – uważa główny ekonomista Business Centre Club.

Jeśli sprawdzą się prognozy Deloitte’a (a wiadomo, że z przewidywaniami różnie bywa), to ok. 41 proc. zakupów zbrojeniowych zostanie zrealizowanych w Polsce, większość więc będzie pochodzić z importu.

– Paradoksalnie projekt SAFE, który jest projektem europejskim, bardzo wzmacnia polską gospodarkę. Według rządu 90 proc. zamówień trafi do polskiego przemysłu obronnego, a zaledwie 10 proc. za granicę. Dotychczas było odwrotnie – ok. 37 proc. zamówień trafiało do polskiego przemysłu obronnego, reszta była kupowana za granicą.

W raporcie PKO BP („Wydatki militarne – bezpieczeństwo i rozwój”) – analitycy oszacowali, że na sam sprzęt do 2035 r. Polska przeznaczy ponad 640 mld zł.

PKO BP: ten wydatek ma mieć wpływ na wzrost PKB.

Dodatkowy popyt w latach 2024–2035 wygeneruje ponad 1,3 bln zł dodatkowego PKB, co stanowi ok. 38 proc. PKB z 2023 r. Nawet przy założeniu wysokiej importochłonności wydatków zbrojeniowych ich łączny wpływ na PKB Polski będzie pozytywny i wyższy niż poniesione nakłady.

Pozytywne skutki gospodarcze mogłyby być jeszcze większe, gdyby wysiłek modernizacyjny łączył się z rozbudową krajowego przemysłu zbrojeniowego. Eksperci PKO BP obliczyli, że spadek importochłonności zakupów sprzętu z 60 proc. do 30 proc. zwiększyłby efekt dla PKB o ok. 360 mld zł w badanym okresie.

– Możliwe jest obniżenie importochłonności w tych obszarach, w których Polska już ma przewagę konkurencyjną. Na przykład: jesteśmy jednym z największych producentów dronów. Mamy również przewagi w wozach bojowych. W mniejszym stopniu w artylerii, na pewno nie w samolotach wielozadaniowych, bo ten obszar jest zdominowany przez duże koncerny, głównie amerykańskie i zachodnioeuropejskie. Ale są takie nisze, w których Polska jest w stanie podołać, pod warunkiem że będzie dobra współpraca między przemysłem kontrolowanym przez państwo, przez spółki Skarbu Państwa i prywatnym, gdzie możliwość rozwoju technologicznego jest większa.

W opinii głównego ekonomisty BCC, niezależnie od struktury wydatków i udziału importu, zamówienia zagraniczne powinny być powiązane z dodatkowymi korzyściami dla gospodarki: transferem technologii, zaangażowaniem krajowych poddostawców, serwisem czy prawami do modernizacji.

– Powiązanie zamówień ze zwiększeniem zdolności technologiczno-przemysłowej polskiego przemysłu obronnego jest trudne. Z jednej strony musimy kierować zamówienia do polskiego przemysłu obronnego. Z drugiej – zwiększać zdolności absorpcji tego popytu poprzez nakłady na badania i rozwój, które będą wzmacniały bazę technologiczną i tak zwaną suwerenność technologiczną na rzecz budowania własnej wartości intelektualnej – wyjaśnia prof. Paweł Wojciechowski.

I precyzuje taką myśl, dla uniknięcia nieporozumień i chybionych interpretacji:

To nie jest tak, że import sam w sobie jest zły. Import jest dobry, jeżeli przechodzi przez umowę kooperacyjną, która transferuje technologię. Czyli nie zostaje tylko faktura do zapłacenia, zostaje coś z tej technologii. Niezależnie, jaki to jest zakup, Polska powinna przede wszystkim dążyć do tego, żeby część offsetowa osadzała się w polskim przemyśle obronnym. Kiedyś nawet było tak, że offsety wypływały poza ten sektor. Dzisiaj jest inaczej, ale to nie znaczy, że jesteśmy w stanie na etapie kontraktu wynegocjować najlepsze warunki. Trzeba patrzeć na cały cykl życia produktu, od zakupu, poprzez uzupełnienie części, szkolenia, po MRO (Maintenance, Repair, and Overhaul – „konserwacja, naprawa, remonty” – Portal Obronny), czyli wsparcie techniczne dla modernizacji samolotów czy innego rodzaju uzbrojenia.

Kilka zdań komentarza

Z danymi statystycznymi jest tak, że mogą się one różnić w zależności od przyjętej metodologii badań. Jeden ośrodek badawczy poda taką sumę wydatków, a inny mniejszą, a jeszcze inny większą. Precyzyjne dane ma minister finansów i odpowiednie departamenty MON.

I nie jest tak, że tylko w Polsce sporą część budżetu obronnego przeznacza się na finansowanie kosztów osobowych. Według danych NATO w 2025 r. USA wydały na tzw. equipment, czyli główne uzbrojenie i sprzęt oraz związaną z nim działalność badawczo-rozwojową, 291 mld USD (czyli prawie 30 proc. z budżetowych 980 mld USD).

Na drugim miejscu w tym rankingu uplasowała się RFN. Z Niemcami jest taki problem, że w ujęciu nominalnym na modernizację, zakupy sprzętowe i programy innowacyjne przeznaczono w 2025 r. ponad 37 mld dolarów w ramach regularnego budżetu (114 mld USD) i zatwierdzanych projektów. Gdy uwzględni się pełne rozliczenie specjalnego funduszu Bundeswehry – Sondervermögen – wartość inwestycji w sprzęt sięgnęła nieco ponad 98 mld USD.

Trzecia była Wielka Brytania: 32,55 mld USD, czyli prawie 40 proc. z budżetu wynoszącego 90,51 mld USD.

Czwarte miejsce w tym zestawieniu zajęła Polska: nieco ponad 24 mld USD, czyli prawie 54,5 proc. budżetu na obronność opiewającego na 44,31 mld dolarów.

Według danych NATO wydatki obronne USA w 2025 r. wyniosły 3,22 proc. PKB, RFN – 2,39 proc., Wielkiej Brytanii – 2,3 proc., a Polski – 4,48 proc. PKB. Obecnie poziom tych wydatków jest nieznacznie wyższy. Możliwe, że w roku 2026 finansowanie będzie jeszcze wyższe niż w roku poprzednim, uznawanym za rekordowy w historii Sojuszu (łącznie przeszło 1,4 bln USD).

Z tej statystyki wynika prawda oczywista: bogaty może pozwolić sobie na więcej, przeznaczając mniej z PKB od państw biedniejszych. Co będzie, gdy państwa NATO – wszystkie, jak jeden – osiągną oczekiwane (przez Donalda Trumpa) 5 proc. PKB (z tego na cele czysto wojskowe – 3,5 proc.) wydatkowane na cele obronne? Czy ten cel wyznaczony jest także dla USA? Formalnie rzecz biorąc… owszem. I tyle w temacie.

Ważne jest, by obecni i przyszli decydenci polityczni wzięli sobie „do serca” ten fragment raportu Deloitte’a:

„Zakupy sprzętu oraz wzrost liczebności polskiej armii niosą za sobą konieczność inwestycji w infrastrukturę, zdolności utrzymania sprzętu, programy rekrutacji i szkolenia. Bez zaplecza technicznego i wykwalifikowanej kadry nawet najnowocześniejsze uzbrojenie nie zapewni Polsce realnej przewagi obronnej. Jednocześnie powinniśmy podejść do wydatków z perspektywy długoterminowej efektywności i wpływu na polską gospodarkę. Jeśli nie zapewnimy odpowiedniego udziału krajowego przemysłu w produkcji i serwisowaniu sprzętu, to za kilka lat jego naprawę i modernizację będziemy zlecać za granicę bez korzyści dla rodzimej gospodarki…”.

Pieniądze to nie wszystko. Tym bardziej te pożyczane. Trzeba je jeszcze rozsądnie wydawać.