• 1,9 bln zł na obronność w ciągu dekady: ile z tych pieniędzy zostanie w Polsce?
• Nie tylko czołgi i samoloty. Wojsko kosztuje także wtedy, gdy niczego nie kupuje.
• Import uzbrojenia nie musi być stratą – pod warunkiem, że przynosi Polsce technologię i kompetencje.
• Im większy udział krajowej produkcji, tym większy gospodarczy efekt wydatków obronnych.
• Bogate państwo może wydać więcej, nawet przeznaczając na obronność mniejszą część swojego PKB.
BCC: w kolejnych latach wydatki na obronność będą się zmieniały
Prof. Paweł Wojciechowski, główny ekonomista Business Centre Club (BCC), zastrzega (w rozmowie z agencją Newseria Biznes), że choć obecnie jesteśmy liderem w NATO pod względem udziału w PKB wydatków na obronność, to nie przodujemy „w zakresie eksportu naszych własnych wyrobów i wykorzystania umów kooperacyjnych na rzecz polskiej gospodarki”.
– W kolejnych latach wydatki na obronność będą się zmieniały. Dzisiaj na modernizację, czyli wydatki na zakupy nowego sprzętu, plus badania i rozwój, wydajemy blisko 50 proc. budżetu. Docelowo to będzie około 33 proc., ponieważ wzrośnie udział w tej strukturze wydatków na utrzymanie i wydatków również na ludzi, czyli po prostu na wojsko, które osiągną prawie 45 proc. – wyjaśnia prof. Paweł Wojciechowski. – Jest to strukturalna zmiana budżetowa. Już nie będzie możliwości cięcia wydatków. Każdy kupiony sprzęt ma cykl życia 40–50 lat. Trzeba go utrzymywać, modernizować, a do tego również potrzebni będą ludzie, którzy muszą zostać przeszkoleni. Udział wydatków w PKB nie będzie spadał.
Z wydatkami na obronność jest, mniej więcej, podobnie jak z finansowaniem publicznej ochrony zdrowia. NFZ nie finansuje bezpośrednio płac medyków – od lekarzy, przez ratowników medycznych po administrację. Te koszty ukryte są w wycenie procedur medycznych. Mniej więcej 55 proc. tzw. środków finansowych idzie na koszty osobowe ochrony zdrowia, a reszta na zadania związane z wykonywaniem świadczeń zdrowotnych.
Podobnie jest z finansowaniem polityki obronnej. Te niespełna 5 proc. PKB (ponad 20 proc. wydatków budżetowych państwa w 2026 r.) nie jest wydatkowanych tylko i wyłącznie na zakup sprzętu i amunicji.
W służbie Rzeczypospolitej jest 160 tys. zawodowych żołnierzy, kilkadziesiąt tysięcy służących w ramach dobrowolnej służby wojskowej i w WOT. Należy więc przypomnieć, że tym osobom (jak medykom w publicznej ochronie zdrowia) należą się takie czy inne wynagrodzenia. Ich utrzymanie też kosztuje. Nie zapominajmy, że trzeba wypłacać emerytury wojskowe. Z tych wspomnianych niespełna 5 proc. trzeba sfinansować (co najmniej) dziesiątki „niesprzętowych” wydatków.
Według rzeczonego raportu Deloitte’a największą część budżetu w latach 2025–2035 pochłoną wydatki osobowe. To 719 mld zł. Na zakup nowego sprzętu oraz badania i rozwój przeznaczone zostaną 503 mld zł, a na infrastrukturę wojskową 111 mld zł.
Deloitte: 41 proc. zakupów zbrojeniowych zostanie zrealizowanych w Polsce
Prof. Wojciechowski podkreśla, że struktura wydatków może się okazać równie ważna jak ich skala. Może w niektórych przypadkach okazać się, że koszty inwestycji w modernizację armii mogą przewyższyć korzyści dla gospodarki i polskiego przemysłu.
– Krajowa wartość dodana może się pojawić tylko wtedy, kiedy spadnie udział importochłonności. Wzrośnie udział badań i rozwoju w firmach przemysłu obronnego, które będą generować wyższą wartość dodaną, czyli wyższe płace i zyski. Ten punkt nie jest dzisiaj objęty jakimkolwiek programem gospodarczym czy nawet polityką przemysłową – uważa główny ekonomista Business Centre Club.
Jeśli sprawdzą się prognozy Deloitte’a (a wiadomo, że z przewidywaniami różnie bywa), to ok. 41 proc. zakupów zbrojeniowych zostanie zrealizowanych w Polsce, większość więc będzie pochodzić z importu.
– Paradoksalnie projekt SAFE, który jest projektem europejskim, bardzo wzmacnia polską gospodarkę. Według rządu 90 proc. zamówień trafi do polskiego przemysłu obronnego, a zaledwie 10 proc. za granicę. Dotychczas było odwrotnie – ok. 37 proc. zamówień trafiało do polskiego przemysłu obronnego, reszta była kupowana za granicą.
W raporcie PKO BP („Wydatki militarne – bezpieczeństwo i rozwój”) – analitycy oszacowali, że na sam sprzęt do 2035 r. Polska przeznaczy ponad 640 mld zł.
PKO BP: ten wydatek ma mieć wpływ na wzrost PKB.
Dodatkowy popyt w latach 2024–2035 wygeneruje ponad 1,3 bln zł dodatkowego PKB, co stanowi ok. 38 proc. PKB z 2023 r. Nawet przy założeniu wysokiej importochłonności wydatków zbrojeniowych ich łączny wpływ na PKB Polski będzie pozytywny i wyższy niż poniesione nakłady.
Pozytywne skutki gospodarcze mogłyby być jeszcze większe, gdyby wysiłek modernizacyjny łączył się z rozbudową krajowego przemysłu zbrojeniowego. Eksperci PKO BP obliczyli, że spadek importochłonności zakupów sprzętu z 60 proc. do 30 proc. zwiększyłby efekt dla PKB o ok. 360 mld zł w badanym okresie.
– Możliwe jest obniżenie importochłonności w tych obszarach, w których Polska już ma przewagę konkurencyjną. Na przykład: jesteśmy jednym z największych producentów dronów. Mamy również przewagi w wozach bojowych. W mniejszym stopniu w artylerii, na pewno nie w samolotach wielozadaniowych, bo ten obszar jest zdominowany przez duże koncerny, głównie amerykańskie i zachodnioeuropejskie. Ale są takie nisze, w których Polska jest w stanie podołać, pod warunkiem że będzie dobra współpraca między przemysłem kontrolowanym przez państwo, przez spółki Skarbu Państwa i prywatnym, gdzie możliwość rozwoju technologicznego jest większa.
W opinii głównego ekonomisty BCC, niezależnie od struktury wydatków i udziału importu, zamówienia zagraniczne powinny być powiązane z dodatkowymi korzyściami dla gospodarki: transferem technologii, zaangażowaniem krajowych poddostawców, serwisem czy prawami do modernizacji.
– Powiązanie zamówień ze zwiększeniem zdolności technologiczno-przemysłowej polskiego przemysłu obronnego jest trudne. Z jednej strony musimy kierować zamówienia do polskiego przemysłu obronnego. Z drugiej – zwiększać zdolności absorpcji tego popytu poprzez nakłady na badania i rozwój, które będą wzmacniały bazę technologiczną i tak zwaną suwerenność technologiczną na rzecz budowania własnej wartości intelektualnej – wyjaśnia prof. Paweł Wojciechowski.
I precyzuje taką myśl, dla uniknięcia nieporozumień i chybionych interpretacji:
– To nie jest tak, że import sam w sobie jest zły. Import jest dobry, jeżeli przechodzi przez umowę kooperacyjną, która transferuje technologię. Czyli nie zostaje tylko faktura do zapłacenia, zostaje coś z tej technologii. Niezależnie, jaki to jest zakup, Polska powinna przede wszystkim dążyć do tego, żeby część offsetowa osadzała się w polskim przemyśle obronnym. Kiedyś nawet było tak, że offsety wypływały poza ten sektor. Dzisiaj jest inaczej, ale to nie znaczy, że jesteśmy w stanie na etapie kontraktu wynegocjować najlepsze warunki. Trzeba patrzeć na cały cykl życia produktu, od zakupu, poprzez uzupełnienie części, szkolenia, po MRO (Maintenance, Repair, and Overhaul – „konserwacja, naprawa, remonty” – Portal Obronny), czyli wsparcie techniczne dla modernizacji samolotów czy innego rodzaju uzbrojenia.
Kilka zdań komentarza
Z danymi statystycznymi jest tak, że mogą się one różnić w zależności od przyjętej metodologii badań. Jeden ośrodek badawczy poda taką sumę wydatków, a inny mniejszą, a jeszcze inny większą. Precyzyjne dane ma minister finansów i odpowiednie departamenty MON.
I nie jest tak, że tylko w Polsce sporą część budżetu obronnego przeznacza się na finansowanie kosztów osobowych. Według danych NATO w 2025 r. USA wydały na tzw. equipment, czyli główne uzbrojenie i sprzęt oraz związaną z nim działalność badawczo-rozwojową, 291 mld USD (czyli prawie 30 proc. z budżetowych 980 mld USD).
Na drugim miejscu w tym rankingu uplasowała się RFN. Z Niemcami jest taki problem, że w ujęciu nominalnym na modernizację, zakupy sprzętowe i programy innowacyjne przeznaczono w 2025 r. ponad 37 mld dolarów w ramach regularnego budżetu (114 mld USD) i zatwierdzanych projektów. Gdy uwzględni się pełne rozliczenie specjalnego funduszu Bundeswehry – Sondervermögen – wartość inwestycji w sprzęt sięgnęła nieco ponad 98 mld USD.
Trzecia była Wielka Brytania: 32,55 mld USD, czyli prawie 40 proc. z budżetu wynoszącego 90,51 mld USD.
Czwarte miejsce w tym zestawieniu zajęła Polska: nieco ponad 24 mld USD, czyli prawie 54,5 proc. budżetu na obronność opiewającego na 44,31 mld dolarów.
Według danych NATO wydatki obronne USA w 2025 r. wyniosły 3,22 proc. PKB, RFN – 2,39 proc., Wielkiej Brytanii – 2,3 proc., a Polski – 4,48 proc. PKB. Obecnie poziom tych wydatków jest nieznacznie wyższy. Możliwe, że w roku 2026 finansowanie będzie jeszcze wyższe niż w roku poprzednim, uznawanym za rekordowy w historii Sojuszu (łącznie przeszło 1,4 bln USD).
Z tej statystyki wynika prawda oczywista: bogaty może pozwolić sobie na więcej, przeznaczając mniej z PKB od państw biedniejszych. Co będzie, gdy państwa NATO – wszystkie, jak jeden – osiągną oczekiwane (przez Donalda Trumpa) 5 proc. PKB (z tego na cele czysto wojskowe – 3,5 proc.) wydatkowane na cele obronne? Czy ten cel wyznaczony jest także dla USA? Formalnie rzecz biorąc… owszem. I tyle w temacie.
Ważne jest, by obecni i przyszli decydenci polityczni wzięli sobie „do serca” ten fragment raportu Deloitte’a:
„Zakupy sprzętu oraz wzrost liczebności polskiej armii niosą za sobą konieczność inwestycji w infrastrukturę, zdolności utrzymania sprzętu, programy rekrutacji i szkolenia. Bez zaplecza technicznego i wykwalifikowanej kadry nawet najnowocześniejsze uzbrojenie nie zapewni Polsce realnej przewagi obronnej. Jednocześnie powinniśmy podejść do wydatków z perspektywy długoterminowej efektywności i wpływu na polską gospodarkę. Jeśli nie zapewnimy odpowiedniego udziału krajowego przemysłu w produkcji i serwisowaniu sprzętu, to za kilka lat jego naprawę i modernizację będziemy zlecać za granicę bez korzyści dla rodzimej gospodarki…”.
Pieniądze to nie wszystko. Tym bardziej te pożyczane. Trzeba je jeszcze rozsądnie wydawać.