• Amerykański arsenał nuklearny traci na znaczeniu z powodu niekorzystnych zmian geopolitycznych oraz słabnącej wiarygodności USA jako gwaranta bezpieczeństwa dla sojuszników.
• Broń atomowa służy głównie słabszym graczom, takim jak Rosja, do wymuszania ustępstw i sztucznego podtrzymywania statusu mocarstwa.
• Rosnący potencjał Chin i ich sojusz z Rosją zmuszają USA do planowania wojny na dwóch frontach, co przy obecnych ograniczeniach przemysłowych Ameryki jest niewykonalne.
Wątpliwości co do trwałości nuklearnej potęgi USA mają James M. Acton oraz Ankit Panda. Ten pierwszy jest dyrektorem Programu Polityki Jądrowej w Carnegie Endowment, uznanym na świecie ekspertem w dziedzinie odstraszania nuklearnego, kontroli zbrojeń i technologii hipersonicznych. Ten drugi to starszy pracownik naukowy w Stanton Nuclear Security Program w Carnegie Endowment, specjalista ds. bezpieczeństwa w regionie Azji i Pacyfiku, strategii nuklearnej oraz technologii wojskowych.
Są to autorzy analizy opublikowanej niedawno na stronie internetowej Carnegie Endowment. Z materiałem („Nuclear Weapons and the Future of American Power”) można zapoznać się, klikając w ten link. Oto omówienie tej publikacji.
Kasandryczne hipotezy dotyczące przyszłości potęgi nuklearnej USA
Autorzy analizy uważają, że bez względu na to, jaką ścieżkę polityczną wybiorą Stany Zjednoczone, realna potęga amerykańskiego arsenału nuklearnego stoi w obliczu nieuchronnej erozji. W ich opinii jest to skutkiem tak niekorzystnych przesunięć geopolitycznych, jak i kryzysu wiarygodności sojuszniczych zobowiązań USA, czyli tzw. rozszerzonego odstraszania.
Analitycy wskazują, że współczesna debata nad rolą broni jądrowej w USA jest zdominowana przez fundamentalny spór dotyczący natury (potencjalnej) wojny nuklearnej. Od rozstrzygnięcia tego sporu zależy ocena, czy Stany Zjednoczone słabną jako mocarstwo jądrowe, czy też ich pozycja pozostaje stabilna. Albo – albo.
Albo rację mają zwolennicy (hipo)tezy, w myśl której w (potencjalnej) wojnie jądrowej „Victory is Possible”, czyli „Zwycięstwo jest możliwe”. Albo racja jest po stronie uważających, że „A Nuclear War Cannot Be Won”, czyli „Wojny nuklearnej nie można wygrać”.
Pierwsze założenie zakłada, że w konflikcie nuklearnym da się osiągnąć cele militarne i polityczne oraz zminimalizować straty własne. Jeśli ta przesłanka jest prawdziwa, wówczas potęga USA gwałtownie spada z powodu rozbudowy arsenału Chin oraz ryzyka skoordynowanej agresji ze strony osi Pekin-Moskwa.
Druga koncepcja opiera się na prostym założeniu. Jeśli ilościowa przewaga nie daje realnej przewagi politycznej ani militarnej, bo każdy konflikt jądrowy kończy się dla jego uczestników armagedonem, to wnioski są oczywiste. Potęga nuklearna USA pozostaje niezmniejszona, ale powstaje pytanie o sens dalszych zbrojeń nuklearnych, które tylko kosztują, a nie gwarantują zwycięstwa w totalnej wojnie jądrowej. Całkowity koszt modernizacji potencjału nuklearnego USA do 2034 roku, według prognoz Congressional Budget Office, wyniesie 946 mld USD!
Komu broń jądrowa daje realną potęgę polityczną?
W analizie podkreślono, że USA niemal nigdy publicznie nie łączą arsenału nuklearnego z bezpośrednim generowaniem „potęgi politycznej”. Napisano:
„Amerykańscy przywódcy polityczni i wojskowi rzadko, o ile w ogóle, łączą swój arsenał nuklearny z siłą polityczną. Powodem jest prawdopodobnie to, że do niedawna przewaga polityczna Stanów Zjednoczonych była tak silnie zdeterminowana przez ich konwencjonalny potencjał militarny, siłę dyplomatyczną, gospodarkę i wpływy kulturowe, że pytanie o to, jaki był wkład broni jądrowej, miało charakter czysto akademicki.
Wraz z zanikaniem dominacji USA pytanie to staje się coraz bardziej istotne. Broń jądrowa prawdopodobnie daje władzę polityczną, ale jej efekt nie jest silny, a korzyści z niej czerpią przede wszystkim państwa słabe. Broń jądrowa, na przykład, ma pewną wartość w wymuszaniu ustępstw ze strony społeczności międzynarodowej, a zwłaszcza Stanów Zjednoczonych…”.
Acton i Panda dowodzą, że broń jądrowa daje realną potęgę polityczną głównie państwom o generalnym potencjale słabszym od amerykańskiego:
„Broń jądrowa prawdopodobnie daje władzę polityczną, ale jej efekt nie jest silny, a korzyści z niej czerpią przede wszystkim państwa słabe”.
Potencjał jądrowy Rosji sprawia, że USA traktują Moskwę jako partnera do rozmów. To daje Kremlowi poczucie bycia mocarstwem, choć stan jej gospodarki nie wskazuje na to. Broń jądrowa pomogła Moskwie ugruntować dominację nad Białorusią. Nie zapobiegła jednak wyjściu Ukrainy ze strefy wpływów Rosji, choć ogranicza bezpośrednie zaangażowanie NATO w konflikt w Ukrainie.
A wracając do statusu USA. Analitycy odwołują się do historii. Przypominają, że podczas zimnej wojny broń jądrowa budowała potęgę polityczną Waszyngtonu. Działo się to nie przez zastraszanie (potencjalnych) wrogów, ale poprzez cementowanie lojalności sojuszników w Europie, którzy czuli przewagę konwencjonalną Układu Warszawskiego.
Co może wpłynąć na amerykańskie zapotrzebowanie na siły jądrowe?
Autorzy ostrzegają, że jeśli przewaga konwencjonalna USA na Zachodnim Pacyfiku będzie topnieć, Ameryka znów będzie musiała oprzeć swoją pozycję polityczną w relacjach z sojusznikami na sile odstraszania nuklearnego.
„Jeśli sojusze USA przetrwają, istnieje niepewność co do tego, jak zmieni się zachowanie sojuszników. Mogą stać się bardziej asertywni w zarządzaniu swoimi relacjami ze Stanami Zjednoczonymi, co będzie miało wpływ na amerykańskie zapotrzebowanie na siły jądrowe, zarządzanie eskalacją i wspólne planowanie operacyjne” – uważają James M. Acton oraz Ankit Panda.
A skoro mowa o Pacyfiku, to jasne jest, że musi być także o Chinach. Acton i Panda ostrzegawczo wskazują na gwałtowny wzrost ilościowy chińskiego arsenału oraz zacieśniającą się współpracę dyplomatyczno-wojskową między Chinami a Rosją. Zgodnie z tradycyjną logiką wojskową („więcej znaczy lepiej”), amerykańscy planiści z STRATCOM twierdzą, że USA muszą znacząco zwiększyć liczbę posiadanych głowic. Tłumaczą to wojskową matematyką: aby skutecznie zneutralizować jeden silos przeciwnika, trzeba na to przeznaczyć standardowo dwie amerykańskie głowice.
Skoro Chinom przybywa siłey nuklearnej, a Rosja pozostaje zagrożeniem, dotychczasowy podział celów staje się niemożliwy do utrzymania. Ameryka staje przed koniecznością planowania potencjalnej wojny nuklearnej na dwóch frontach jednocześnie. Próba utrzymania zdolności do ograniczenia strat przeciwko dwóm zsynchronizowanym przeciwnikom wymagałaby jednak gigantycznego zwiększenia produkcji zbrojeniowej.
Eksperci ostrzegają, że USA nie są obecnie przemysłowo ani ekonomicznie przygotowane na tak intensywny, trójstronny wyścig zbrojeń, co stawia pod znakiem zapytania skuteczność forsowania strategii opartej na przewadze liczebnej w broni jądrowej... Tyle w skrócie o analizie („Broń jądrowa i przyszłość amerykańskiej potęgi”) autorstwa ekspertów Carnegie Endowment for International Peace.
Kilka zdań komentarza
Ta analiza jest obszerna i pełna przypisów do rozszerzenia poruszonej w niej tematyki. Grozę budzi nie to, co piszą eksperci, ale to, o czym rozprawiają. A jeszcze bardziej przygnębiające są, wskazane w analizie, rozważania generałów dotyczące hipotetycznej wojny jądrowej. Że zasadą „w zakresie działań przeciwrakietowych w zakresie broni jądrowej jest przypisanie dwóch głowic jądrowych do każdego silosu międzykontynentalnego pocisku balistycznego (ICBM) przeciwnika, aby zapewnić wysokie prawdopodobieństwo jego zniszczenia”.
W tych grach wojennych toczonych przez generałów, znaczących miejsca uderzenia jądrowego, najważniejsze jest, by zniszczyć potencjał jądrowy przeciwnika. Zwolennicy doktryny, że wojna jądrowa nie oznacza zagłady ludzkości, doskonale wiedzą, że w takim światowym starciu udaje się zneutralizować 80 proc. uderzeń jądrowych. Te nieprzechwycone wystarczą, by radioaktywne szkliwo pokrywające najważniejsze miejsca ataków jądrowych na trwałe wpisało się w powojenny krajobraz.
Amerykański podstawowy ICBM LGM-30G Minuteman III zgodnie z porozumieniami rozbrojeniowymi przenosi jedną głowicę. Przystosowany jest do przenoszenia 3 głowic, z których każda może osiągać inny cel. Rosyjski RS-24 Jars może być transporterem dla 6 głowic, a najnowszy RS-28 Sarmat przeniesie ich 10 i więcej. Rosja ma ponad 200 RS-24, a USA – ok. 400 LGM-30G. A przecież nie tylko do ICBM sprowadza się nuklearny arsenał.
A zatem co jest bardziej prawdopodobne: „Victory is Possible” czy „A Nuclear War Cannot Be Won”?