- Szwedzkie myśliwce JAS 39 Gripen alarmowo przechwyciły rosyjskie bombowce nad Morzem Bałtyckim, działając w ramach systemu szybkiego reagowania NATO.
- Rosyjskie maszyny operowały bez transponderów i łączności radiowej blisko szwedzkiej przestrzeni powietrznej, co Sztokholm uznaje za poważne zagrożenie bezpieczeństwa.
- Odkryj, jak te powtarzające się incydenty wpływają na strategiczną rolę "wewnętrznego jeziora NATO" i gotowość bojową regionu.
Incydenty, do których doszło w piątek (12 czerwca), zmusiły do natychmiastowej reakcji nie tylko Sztokholm, ale również inne sojusznicze państwa NATO. W stan gotowości i do działań w powietrzu zostały wysłane także myśliwce państw sojuszniczych NATO, aby zabezpieczyć wspólną przestrzeń powietrzną regionu. Jest to reakcja na powtarzający się wzór tego typu incydentów, w których rosyjskie samoloty bojowe.
Powietrzni piraci z czerwonymi gwiazdami
Lecąc w międzynarodowej przestrzeni powietrznej nad Bałtykiem, ale w pobliżu granic przestrzeni powietrznej państw sojuszu, nie odpowiadają one na próby łączności radiowej i maja wyłączone transpondery. Transponder to specjalny nadajnik, który nie tylko identyfikuje samolot, ale też podaje jego aktualną pozycję, wysokość i prędkość lotu. Dane są odbierane przez cywilne służby kontroli lotów oraz przez systemy antykolizyjne samolotów cywilnych, które zwykle nie mają własnych radarów. Tego typu działania są więc zagrożeniem dla ruchu powietrznego.
Rosyjskie bombowce na północy i południu
Tym razem do dwóch incydentów doszło w pobliżu szwedzkiej przestrzeni powietrznej zarówno w północnej jak i południowej części Morza Bałtyckiego. To tam w bliskiej odległości od szwedzkiej przestrzeni powietrznej operowały rosyjskie maszyny. Zostały one zidentyfikowane wzrokowo przez szwedzkie myśliwce JAS39 Gripen, które towarzyszyły rosyjskim samolotom, nadając stale pozycję, aby zapewnić bezpieczny ruch powietrzny w tych rejonach.
Samoloty zostały zidentyfikowane jako rosyjskie bombowce dwóch generacji. Starszy Su-24M to mocno przestarzała maszyna o charakterystycznych skrzydłach ze zmienną geometrią, co ułatwia lot zarówno z dużą, jak i małą prędkością. Druga maszyna to jego następca, bombowiec Su-34, bazujący na płatowcach z rodziny Su-27, ale wyposażony w dwuosobową kabinę z miejscami obok siebie.
Szwedzkie dowództwo poinformowało, że w żadnym z tych dwóch przypadków granica przestrzeni powietrznej kraju nie została przekroczona. Choć do podobnych spotkań nad międzynarodowymi wodami Bałtyku dochodzi regularnie, Sztokholm ocenia tę sytuację jako poważną. Wiceadmirał Ewa Skoog Haslum, szefowa Dowództwa Operacyjnego Szwedzkich Sił Zbrojnych, skomentowała incydent wprost - „Rosyjskie działania są poważne i stanowią powtarzający się schemat zachowań, który zagraża zarówno naszej integralności terytorialnej, jak i bezpieczeństwu. Szwedzkie i sojusznicze samoloty bojowe zadziałały szybko, zdecydowanie i precyzyjnie”.
Zamieszanie nad "jeziorem NATO"
W obliczu rosnącego zagrożenia w regionie morza, po akcesji Szwecji do Sojuszu w 2024 roku, potocznie nazywanego już „wewnętrznym jeziorem NATO”, Sztokholm oficjalnie potwierdził, że zwiększył obecność wojskową i dostosował poziom gotowości bojowej swoich sił powietrznych. Oznaczało to między innymi rozbudowanie infrastruktury i rozlokowanie systemów przeciwlotniczych na Gotlandii, która odgrywa fundamentalną rolę w systemie obrony powietrznej i odstraszania w regionie.
Ważnym krokiem zwiększającym skuteczność jest też połączenie szwedzkiej obrony powietrznej ze wspólnym systemem sojuszniczym NATO, co zapewnia szybki przepływ informacji. Rosyjskie lotnictwo wojskowe w tym rejonie regularnie przemieszcza się między obwodem królewieckim a resztą terytorium Rosji, często bez włączonych transponderów i planów lotu, co obliguje kraje paktu do natychmiastowych przechwyceń.