- Ukraińscy piloci alarmują o krytycznym stanie sprzętu ratującego życie, takiego jak hełmy i maski tlenowe.
- Intensywna eksploatacja i brak zamienników sprawiają, że sprzęt z lat 60. i 80. zagraża bezpieczeństwu lotników na MiG-ach-29, Su-27 i L-39.
- Biurokracja blokuje wdrożenie nowoczesnego wyposażenia, a dary od USA lądują w magazynach. Czy piloci nadal będą polegać na przestarzałym sprzęcie?
Choć uwaga opinii publicznej skupiona jest na dostawach nowoczesnych myśliwców z Zachodu, trzon ukraińskiego lotnictwa nadal stanowią samoloty z czasów ZSRR. Piloci latający codziennie na maszynach MiG-29, Su-25, Su-27 czy L-39 Albatros borykają się z problemami prozaicznymi, ale też stanowiącymi zagrożenie dla zdrowia i życia.
Jak informuje portal Defense Blog, powołując się na informacje od personelu Sił Powietrznych Ukrainy sprzęt ratujący życie pilota w powietrzu znajduje się w opłakanym stanie.
Polecany artykuł:
Problem dotyczy przede wszystkim flot myśliwców MiG-29 i Su-27 oraz odrzutowców szkolno-treningowych L-39 Albatros. Intensywność operacji powietrznych sprawiła, że systemy żywotne dla funkcjonowania organizmu pilota na dużych wysokościach ulegają bardzo szybkiemu zużyciu a zamienników nie ma, lub nie zostały wprowadzone.
Zabytkowy sprzęt zagraża, zamiast chronić życie
Ukraińscy piloci powołują się wprost na przykłady z innych krajów używających tych samych maszyn, jak np. Serbia. Podczas gdy tamtejsi piloci, na analogicznych maszynach MiG-29, korzystają z nowoczesnych hełmów i masek, ukraińscy lotnicy wciąż polegają na rozwiązaniach radzieckich opracowanych w latach 60. i 80. ubiegłego wieku.
Mowa tu przede wszystkim o hełmach i maskach tlenowych. Pomimo tego, że wiele lat temu testowano np. francuskie i amerykańskie zestawy masek i hełmów, do służby wprowadzono symboliczną ilość. Tymczasem jest to sprzęt, od którego zależy zdrowie i życie pilotów podczas misji bojowych. Jakakolwiek awaria czy nawet nieciągłość w pracy układu tlenowego może spowodować np. utratę przytomności a w efekcie rozbicie samolotu i śmierć pilota. Podobna sytuacja dotyczy kombinezonów anty przeciążeniowych, zapewniających funkcjonowanie podczas manewrów z dużym przeciążeniem.
Polecany artykuł:
Sytuacja jest jeszcze trudniejsza w brygadach szkolnych. Instruktorzy i uczniowie, latający na samolotach szkolno-bojowych L-39 Albatros, używają nie tylko archaicznych hełmów Zsz-3, opracowanych dla samolotów MiG-17 i MiG-19. Często mają do dyspozycji tylko skórzane pilotki SzŁ-82 oraz maski tlenowe KM-32, pamiętające czasy wojny w Korei i myśliwce MiG-15. To sprzęt, który od dekad powinien leżeć w muzeum a nie służyć przy szkoleniu pilotów.
Biurokracja silniejsza niż pomoc z USA
Eksperci podkreślają, że jeśli Ukraina planuje eksploatować flotę myśliwców MiG-29 co najmniej do 2030 roku, modernizacja wyposażenia osobistego musi stać się priorytetem. Bez sprawnych systemów tlenowych czy przeciwprzeciążeniowych, pilot nie jest w stanie efektywnie wykonywać codziennych zadań bojowych. To zagrożenie dla niego, maszyny i towarzyszy broni.
Problem nie jest nowy, a próby jego rozwiązania trwają od lat, napotykając czasem kuriozalne problemy. Już w 2020 roku wybuchł skandal związany z nowoczesnymi hełmami przekazanymi przez Amerykańską Air National Guard z Kalifornii. Mimo że sprzęt dotarł na Ukrainę, nigdy nie trafił do kabin myśliwców.
Powodem była... biurokracja. Ukraińskie organy certyfikujące uznały, że amerykańskie wyposażenie nie spełnia krajowych norm wojskowych. W efekcie nowoczesne hełmy i maski, zamiast chronić pilotów w walce, trafiły do magazynów.
Maska od wolontariuszy?
Obecnie ciężar doposażenia lotników, podobnie jak żołnierzy innych rodzajów sił zbrojnych, częściowo spoczywa na barkach organizacji charytatywnych i osób prywatnych. Wolontariusze finansują zakup kombinezonów lotniczych, hełmów, masek czy wyposażenia ratowniczego. Organizują również cześci zamienne i materiały eksploatacyjne.
Niestety, specjalistyczny sprzęt, taki jak systemy tlenowe, wymaga skomplikowanej adaptacji technicznej i oficjalnej certyfikacji, aby mógł współpracować z instalacjami pokładowymi poradzieckich maszyn. Jest to sprawa bezpieczeństwa życia którą traktuje się bardzo poważnie w lotnictwie. Nawet w czasie wojny. Dlatego bez systemowego wsparcia ze strony państwa i przełamania barier biurokratyczny, luka między sprawnością samolotów a bezpieczeństwem ich załóg będzie się pogłębiać.
Trzeba powiedzieć, że jest to jedno z wielu wyzwań, związanych z bieżącą eksploatacją posiadanej floty samolotów bojowych przez Siły Zbrojne Ukrainy. Same w sobie poradzieckie maszyny borykają się z problemami braku części zamiennych, intensywnego zużycia i tego, że Rosjanie projektowali ten sprzęt jako łatwy w produkcji i masowy, a nie dostosowany do intensywnego, długotrwałego eksploatowania w warunkach trwającego przecież piąty rok konfliktu zbrojnego.