Spis treści
Wysoki rangą izraelski urzędnik, podczas rozmów z dziennikarzami w Waszyngtonie, zarysował nową, długoterminową wizję bezpieczeństwa kraju. Zakłada ona znaczące zmniejszenie zależności od amerykańskiej pomocy wojskowej na rzecz rozbudowy krajowego przemysłu zbrojeniowego. Kluczowym elementem tego planu jest opracowanie i wdrożenie do produkcji w ciągu najbliższych dziesięciu lat dwóch przełomowych platform bojowych: załogowego myśliwca piątej generacji o cechach stealth oraz autonomicznych bezzałogowych samolotów bojowych (UCAV).
„Wyobrażam sobie Izrael produkujący własne myśliwce stealth” – stwierdził urzędnik, którego wypowiedź przytoczył „The Jerusalem Post”. „Jeśli prognozy wskazują, że pewnego dnia inni przestaną dostarczać te systemy, to powinniśmy zacząć produkować je sami. Cel jest za dziesięć lat”. Ta deklaracja to sygnał, że Izrael, w obliczu rosnącej izolacji na arenie międzynarodowej i wewnętrznych debat w USA na temat wsparcia, przygotowuje się na scenariusz, w którym będzie musiał polegać wyłącznie na własnych siłach. Celem jest nie tylko uniezależnienie się od potencjalnych wahań politycznych w USA, ale także zapewnienie Siłom Obronnym Izraela (IDF) ciągłości operacyjnej i dostępu do kluczowych technologii bez względu na sytuację międzynarodową. Plan ten, choć historycznie koncentrował się na artylerii, systemach rakietowych i cybernetyce, teraz wkracza w najbardziej zaawansowany obszar technologii wojskowej jak lotnictwo bojowe.
Izrael rozważa także zakup tanich, dalekiego zasięgu pocisków manewrujących
Poza tym według doniesień Haaretz, Ministerstwo Obrony Izraela poprzez swoją Dyrekcję Badań i Rozwoju prowadzi wstępną analizę możliwości nabycia takich pocisków, które byłyby tańsze od rozwiązań oferowanych przez największych producentów uzbrojenia i mogłyby być szybko produkowane masowo. Inwestycja ta mogłaby oznaczać zmianę myślenia strategicznego czyli większą rolę pocisków manewrujących zamiast polegania na myśliwcach made in USA w przyszłych konfliktach. A jak zauważa Haaretz pociski manewrujące prawdopodobnie wejdą do służby znacznie wcześniej niż jakikolwiek prototyp rodzimego samolotu.
Pomysł wpisuje się w propozycję byłego ministra obrony Avigdora Liebermana z 2018 roku, który postulował stworzenie odrębnego korpusu rakietowego niezależnego od sił powietrznych. Lieberman argumentował, że Izrael nie może „wkładać wszystkich jajek do jednego koszyka”, nawet jeśli jest on bardzo zaawansowany technologicznie, i potrzebuje alternatywy do lotnictwa dla precyzyjnych i intensywnych uderzeń na cele w Libanie, Syrii czy dalej.Izrael już posiada różne pociski manewrujące (zarówno powietrzne, jak i naziemne), ale większość z nich ma stosunkowo krótki zasięg (ok. 300 km), co jest niewystarczające przeciwko odległym przeciwnikom takim jak Iran czy Hutisi w Jemenie. W przeciwieństwie do tego amerykański Tomahawk uderza na dystansie ponad 1600 km. Izrael próbował kiedyś kupić Tomahawki, ale USA odmówiły.W kontekście ostatnich konfliktów jak m.in. 12-dniowej wojny z Iranem w 2025 roku i obecnej jej kontynuacji z lutego oraz zmieniającej się sytuacji geopolitycznej jak upadek reżimu Assada, tańsze pociski naziemne mogłyby w niektórych przypadkach zastąpić ryzykowne misje lotnicze, eliminując zagrożenie utraty drogiego samolotu i schwytania pilota.
Dlaczego Izrael dąży do samowystarczalności?
Decyzja o zainwestowaniu ogromnych środków w krajowe platformy bojowe ma głębokie podłoże polityczne i strategiczne. Izrael od dekad jest największym odbiorcą amerykańskiej pomocy wojskowej, która do 2024 roku wyniosła łącznie ponad 244 miliardy dolarów. Jednak zmieniający się krajobraz polityczny w Waszyngtonie i erozja ponadpartyjnego poparcia dla Izraela budzą w Jerozolimie obawy o przyszłość tych dostaw.
Wysoki koszt prowadzonych wojen oraz międzynarodowa presja związana z konfliktem w Strefie Gazy sprawiły, że amerykańska pomoc stała się przedmiotem gorącej debaty na Kapitolu. Izraelscy decydenci postrzegają rosnącą zależność jako "złote kajdany", które mogą ograniczać swobodę operacyjną państwa. Dlatego też jak zauważają media premier Benjamin Netanyahu podkreśla potrzebę przekształcenia Izraela w „super Spartę” zdolną do samodzielnego rozwijania całego uzbrojenia.Produkcja własnych myśliwców i dronów bojowych jest postrzegana jako polisa ubezpieczeniowa na wypadek wprowadzenia politycznych ograniczeń w sprzedaży broni przez Stany Zjednoczone.
Bezzałogowe Samoloty Bojowe (UCAV) – klucz do przyszłości
Centralnym elementem nowej strategii, obok pilotowanych myśliwców stealth, jest rozwój bezzałogowych statków powietrznych (UCAV), często określanych jako Collaborative Combat Aircraft (CCA). To nie są konwencjonalne drony, ale wysoce zaawansowane maszyny, które mają zrewolucjonizować pole walki. Platformy CCA to autonomiczne lub półautonomiczne samoloty bojowe, które działają w ścisłej koordynacji z myśliwcami załogowymi, takimi jak F-35. Wykorzystując zaawansowaną sztuczną inteligencję, pełnią rolę „lojalnych skrzydłowych”, biorąc na siebie najbardziej ryzykowne zadania. Ich kluczowe funkcje obejmują zwiad, obserwację i rozpoznanie (ISR) w silnie bronionej przestrzeni powietrznej, prowadzenie walki elektronicznej oraz zagłuszanie systemów wroga, wykonywanie bezpośrednich starć bojowych i atakowanie celów, a także pochłanianie ognia przeciwnika, dzięki czemu chronią życie pilotów w maszynach załogowych. Dzięki CCA siły powietrzne mogą znacząco zwiększyć swój zasięg operacyjny, siłę ognia oraz przeżywalność na polu walki, stając się prawdziwym mnożnikiem siły (force multiplier).
Izrael nie jest jedynym państwem inwestującym w tę technologię. Program CCA jest również kluczowym elementem modernizacji Sił Powietrznych USA, które planują zakupić ponad 150 takich jednostek do 2031 roku. Amerykanie postrzegają je jako uzupełnienie dla myśliwców F-35 oraz przyszłościowej platformy NGAD (Next Generation Air Dominance). Płk Yishai Cohen, szef Departamentu Integracji w izraelskim Ministerstwie Obrony, podkreślił, że "we wszystkich krajach trwa ogromny wyścig o osiągnięcie tych możliwości", co dodatkowo motywuje Izrael do samodzielnego rozwoju i produkcji tych systemów na dużą skalę.
Powrót do korzeni – historyczne doświadczenia w budowie myśliwców
Pomysł produkcji własnych myśliwców nie jest dla Izraela nowy. Kraj ten posiada bogate doświadczenie i zaplecze technologiczne, które sięga lat 60. i 70. XX wieku. Po nałożeniu francuskiego embarga, Israel Aircraft Industries (obecnie Israel Aerospace Industries - IAI) rozpoczęło produkcję samolotów Nesher, a następnie Kfir. Najbardziej ambitnym projektem był jednak IAI Lavi z lat 80. czyli zaawansowany myśliwiec czwartej generacji, który miał stać się trzonem izraelskiego lotnictwa. Mimo że prototypy Lavi wykazały doskonałe właściwości w locie, projekt został anulowany w 1987 roku z powodu ogromnych kosztów oraz presji politycznej ze strony USA, które obawiały się konkurencji dla swoich F-16 na rynkach eksportowych. Doświadczenia z programów Kfir i Lavi dowodzą jednak, że izraelski przemysł posiada know-how niezbędne do realizacji tak skomplikowanych przedsięwzięć.
Mimo technologicznych zdolności, ponowne uruchomienie programu budowy własnego myśliwca będzie ogromnym wyzwaniem, zwłaszcza dla gospodarki osłabionej wieloletnimi konfliktami. Główną przeszkodą są finanse. Taki program to ogromne obciążenie dla izraelskiej gospodarki, która, według stanu na 2025 rok, wciąż odczuwa skutki wojny trwającej od kilku lat. A projekt IAI Lavi został anulowany właśnie z powodów budżetowych, a współczesny myśliwiec stealth jest wielokrotnie droższy w opracowaniu i produkcji.
Realizacja tak ambitnego planu będzie wymagała przeznaczenia gigantycznych środków z budżetu państwa. Urzędnicy zdają sobie sprawę, że sukces zależy od zdolności do "nie tylko kierowania rozwojem, ale także skalowania go i produkowania niezależnie w Izraelu na potrzeby Sił Obronnych Izraela".
Polecany artykuł: