Szpital jako cel. Konwencje genewskie przegrywają z realiami wojny

2026-05-20 10:06

Są ustalone międzynarodowymi konwencjami zasady prowadzenia wojny, co wcale nie oznacza, że są one przestrzegane. W wojennej rzeczywistości konwencje genewskie o ochronie ofiar wojny często obowiązują tylko w teorii. W praktyce infrastruktura ochrony zdrowia, mimo oznakowania symbolami przewidzianymi przez prawo, jest celem ataków. To akty zbrodni wojennych, które mają osłabić wolę oporu przeciwnika i zdezorganizować jego obronę. Tłumaczone są pomyłkami natury technicznej lub rzekomą obecnością militarną w tych obiektach.

szpital, Strefa Gazy

i

Autor: WHO/ Materiały prasowe

• Oznaczenie obiektu znakiem Czerwonego Krzyża dziś nie chroni przed atakiem. • Ukraińskie placówki ochrony zdrowia były już ponad 3 tys. razy celem ataków. • Jest jeden wyjątek, gdy placówka medyczna może stać się celem.

Co z tego, że prawo zabrania atakowania szpitali?

Cóż z tego, że ochrona placówek medycznych w czasie konfliktów zbrojnych stanowi absolutny fundament Międzynarodowego Prawa Humanitarnego?

Co z tego, że (cytując za konwencjami) szpitale cywilne i wojskowe, przychodnie, ambulanse oraz personel medyczny (lekarze, pielęgniarki, ratownicy) muszą być szanowani i chronieni w każdych okolicznościach?

Co z tego, skoro oznaczenie takich obiektów symbolami Czerwonego Krzyża, Czerwonego Półksiężyca lub Czerwonego Kryształu wcale nie zapewnia medykom i ich pacjentom bezpieczeństwa

Atakujący szpitale doskonale wiedzą, że celowy atak na placówkę medyczną lub personel noszący te oznaczenia jest uznawany za zbrodnię wojenną, którą może ścigać Międzynarodowy Trybunał Karny.

Słowo „może” ma tu kluczowe znaczenie. Prawo, by było skuteczne, musi mieć narzędzia do egzekwowania odpowiedzialności wobec tych, którzy je łamią. A w rzeczonym przypadku, jak jest, to każdy widzi.

Ukraińskie placówki medyczne były atakowane ponad 3 tys. razy od lutego 2022 r. W 80 proc. celami tych ataków były szpitale i przychodnie.

– Atakowanie szpitali oraz innych punktów medycznych to rosyjska taktyka, którą znamy jeszcze z wojny w Syrii – podkreśla Ewa Piekarska-Dymus z Polskiej Misji Medycznej. – Wiemy o sytuacjach, w których czterdzieści minut po ataku na cywilów następuje kolejny, w to samo miejsce. Chodzi o to, by uderzyć także w służby ratunkowe lub uniemożliwić ich akcję pomocową.

W wojnie może dochodzić do pomyłkowych, niecelowanych ataków na placówki medyczne. Bywa, że oznaczenia są niewidoczne albo błędnie oznaczono cel. Jeśli jednak do takich sytuacji dochodzi setki i tysiące razy, to trudno mówić o niezamierzonych atakach. Są one jak najbardziej świadome.

Gen. Gielerak WIM – Konferencja Medyczna
Portal Obronny SE Google News

Ataki na systemy ochrony zdrowia współcześnie są celowe i celowane

„Nawet wojna ma swoje zasady. Kiedy szpitale są bombardowane, a personel medyczny zabijany, to nie jest tylko tragedia ludzka – to jest atak na samo człowieczeństwo. To, co kiedyś było niewyobrażalne, staje się nową normą na polach bitew. Szpitale nie są częścią pola walki i nigdy nie powinny nią być” – mówił jeszcze przed wybuchem wojny rosyjsko-ukraińskiej Peter Maurer, b. przewodniczący Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża.

A po pierwszym roku wojny na Ukrainie sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres stwierdził:

„W strefach konfliktów na całym świecie widzimy przerażający trend: celowe i systematyczne ataki na szpitale i kliniki. To nie są przypadkowe ofiary; to celowa taktyka wojenna, mająca na celu pozbawienie ludzi podstawowej opieki i nadziei. To rażące naruszenie międzynarodowego prawa humanitarnego”.

Jakoś tymi opiniami, wyrażonymi przez wpływowych przedstawicieli poważnych międzynarodowych organizacji, nie przejęli się w Rosji, Izraelu czy innych państwach, w których strony konfliktów dopuszczają się „rażącego naruszenia międzynarodowego prawa humanitarnego”.

W Strefie Gazy, w ramach wojny Izraela z Hamasem, w której największe straty ponoszą cywile, od października 2023 r. WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) odnotowała ponad 930 zweryfikowanych ataków na placówki medyczne. To mniej niż na Ukrainie, ale pamiętać należy, że zmieściłoby się tam ponad 1,6 tys. obszarów Strefy Gazy (323 km kw.).

Przed konfliktem w Strefie funkcjonowało 36 szpitali. Połowa jest na tyle zniszczona, że nie nadaje się do użytku. Pozostałe działają jedynie „częściowo”. Gdy w wojnie rujnowane są obiekty medyczne, to skutkiem tych ataków jest znacząco ograniczony dostęp cywilów do świadczeń zdrowotnych. To z kolei zwiększa ogólną zachorowalność, a wypadkową tego jest zwiększona śmiertelność.

Lapidarnie to określając: jeśli cywil-pacjent nie zginął w zbombardowanym szpitalu, to szybciej może zachorować i umrzeć.

Jest jeden wyjątek, w którym atak na placówkę ochrony zdrowia jest dopuszczalny przez prawo międzynarodowe. I jest on systematycznie wskazywany przez atakujących takie obiekty.

Otóż szpital lub inny obiekt medyczny traci swoją specjalną ochronę tylko wtedy, gdy jest wykorzystywany – poza swoją funkcją humanitarną – „do popełniania czynów szkodliwych dla nieprzyjaciela”.

W Konwencji o ochronie osób cywilnych podczas wojny (z 12 sierpnia 1949 r.) jasno wskazuje się:

„Z uwagi na niebezpieczeństwa, na jakie mogą być narażone szpitale ze względu na bliskość obiektów wojskowych, zaleca się, aby szpitale takie były zlokalizowane jak najdalej od tych obiektów”.

Tylko że konwencja nie przewidziała, że w czasie wojny obecność wojskowa może lokalizować się w pobliżu szpitali. Na przykład wtedy, gdy w obiekcie lub w sąsiedztwie mieści się skład amunicji, stanowisko dowodzenia, kryjówka dla zdolnych do walki żołnierzy czy stanowisko ogniowe itd.

Jest prawny wyjątek od reguły, ale i tak obłożony regulacjami

Ne można automatycznie ostrzelać/zbombardować takiego obiektu w ramach owego wyjątku. Atakujący muszą wydać wyraźne ostrzeżenie, wyznaczyć termin ewakuacji pacjentów i wezwać wrogich żołnierzy do zaprzestania działań.

Jeśli ostrzeżenie zostanie zignorowane, atakujący i tak musi kalkulować straty. Jeśli spodziewane straty wśród cywilów (pacjentów i lekarzy) są rażąco wyższe niż realna korzyść wojskowa z likwidacji tego punktu, atak jest nielegalny.

W razie wątpliwości, czy dany szpital jest wykorzystywany do celów wojskowych, prawo nakazuje uznanie, że zachowuje on status obiektu cywilnego. Tyle – mniej więcej – w konwencjach genewskich o statusie obiektów medycznych w czasie działań wojennych.

Może słyszeliście Państwo o takim przypadku, jak wyżej opisany? Mnie nawet nie obiło się o uszy, by taka prawna teoria została zrealizowana w praktyce. Bo rzeczywistość drugiej dekady XXI wieku a prawo stworzone tuż po zakończeniu II wojny światowej to w zasadzie dwa oddzielne byty.

Reasumując: są traktaty, deklaracje i inne zapewnienia o ochronie cywilów w czasie wojny. Wszystko to wydaje się dla części prowadzących wojny czymś bez istotnego znaczenia. To wszystko, co ma chronić cywilów, jest ignorowane. Ignorujący nie ponoszą tego konsekwencji, więc atakowanie szpitali, karetek pogotowia, ratowników medycznych itd. sprawia, że jest to świadoma decyzja wojskowa, a nie błąd. Nic nie wskazuje na to, by coś w tej materii miało się zmienić. Jeśli już, to zapewne tylko na gorsze...

Sonda
Czy bombardowanie Hiroszimy i Nagasaki można uznać za zbrodnię wojenną?