Kryzys w cieśninie Ormuz. Groźby Trumpa i ryzyko zbrodni wojennej

Prezydent USA Donald Trump wywołał międzynarodowe zaniepokojenie swoją "nieobliczalną" strategią wobec Iranu, grożąc atakiem na irańskie elektrownie cywilne w odpowiedzi na blokadę Cieśniny Ormuz. Decyzje Waszyngtonu, oscylujące między łagodzeniem sankcji a ultimatum, budzą pytania o możliwość popełnienia zbrodni wojennych i destabilizację Bliskiego Wschodu - pisze agencja AP.

Trump odblokuje cieśninę Ormuz? Nocny komunikat od wojska

i

Autor: Shutterstock; AP Photo/Alex Brandon/ Associated Press

Sytuacja wokół Cieśniny Ormuz staje się coraz bardziej napięta, a działania administracji prezydenta Donalda Trumpa budzą poważne obawy na arenie międzynarodowej. Agencja AP, analizując politykę Białego Domu, określa ją jako „nieobliczalną” i wskazuje na ryzyko eskalacji konfliktu. W piątek (20 marca) w próbie obniżenia cen paliw przed zbliżającymi się wyborami, administracja USA tymczasowo zniosła część sankcji na irańską ropę, co było pierwszym takim posunięciem od dekad. Jednakże, już w weekend Trump postawił Iranowi ultimatum: otwarcie Cieśniny Ormuz w ciągu 48 godzin, w przeciwnym razie USA zniszczą system energetyczny Iranu.

Ta groźba spotkała się z ostrą krytyką. Demokratyczny senator Ed Markey cytowany przez AP, stwierdził:

„Trump nie ma planu ponownego otwarcia cieśniny Ormuz, więc grozi atakiem na irańskie elektrownie cywilne. To byłaby zbrodnia wojenna”. 

Administracja USA odrzuca te zarzuty, a ambasador USA przy ONZ Mike Waltz argumentował, że elektrownie są uzasadnionym celem militarnym, ponieważ kontroluje je Gwardia Rewolucyjna i zasilają one machinę wojenną Iranu. Jednak eksperci prawa wojskowego mają inne zdanie. Geoffrey Corn, były podpułkownik armii USA, porównał taktykę Trumpa do zasady „cel, pal, namierz” i wyraził opinię, że rozkaz uderzenia w obiekty cywilne postawiłby amerykańskich dowódców przed dylematem prawnym odmowy wykonania rozkazu. 

Bliski Wschód w ogniu: Iran odpowiada na ataki

Konflikt na Bliskim Wschodzie zaostrza się od 28 lutego, kiedy to Izrael i USA rozpoczęły naloty na Iran. W odpowiedzi, irańskie siły zbrojne nie tylko zaatakowały Izrael, ale również inne arabskie państwa regionu Zatoki Perskiej, w tym amerykańskie bazy wojskowe i obiekty cywilne, takie jak lotniska i instalacje petrochemiczne. Kluczowym elementem irańskiej strategii stało się zablokowanie swobodnej żeglugi przez Cieśninę Ormuz, co doprowadziło do ograniczenia eksportu ropy naftowej z regionu i wzrostu cen na światowych rynkach.

Izraelskie siły powietrzne poinformowały w niedzielę (22 marca), że od początku konfliktu w kierunku Izraela odpalono ponad 400 pocisków balistycznych, z czego 92 proc. zostało skutecznie przechwyconych. Komunikat, na który powołał się portal Times of Israel, podkreśla, że irańskie pociski były wymierzone w obszary zamieszkane przez cywilów i kluczową infrastrukturę państwa. W nocy z soboty na niedzielę Iran przeprowadził kolejne ataki, w których dwóch pocisków nie udało się strącić. Izraelska armia zaznaczyła, że nie był to wynik „systemowej awarii” obrony przeciwrakietowej, a przyczyny tych incydentów są wyjaśniane. W wyniku nocnego ataku na obiekty cywilne na południu Izraela, obrażeń doznało co najmniej 175 osób w miejscowościach Arad i Dimona. W Dimonie znajduje się izraelski ośrodek nuklearny oraz reaktor atomowy, co dodaje dodatkowego wymiaru zagrożenia.

Reakcje sojuszników i przyszłość regionu

Nawet sojusznicy Waszyngtonu wykazują ostrożność wobec radykalnych propozycji Trumpa. Izrael, pomimo trwającego konfliktu z Iranem, dystansuje się od pomysłu totalnej destrukcji. Yechiel Leiter, ambasador Izraela w USA, zaznaczył: „Chcemy pozostawić wszystko w kraju nienaruszone, aby ludzie, którzy przyjdą po tym reżimie, byli w stanie go odbudować”. 

BUDZISZ: PORAŻKA IRANU OSŁABI ROSJĘ
Portal Obronny SE Google News