Eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie. USA wysłały bombowce B-1 do ataku na cele w Iranie

Stany Zjednoczone przeprowadziły atak na cele w Iranie z wykorzystaniem bombowca dalekiego zasięgu B-1, co stanowi znaczącą eskalację w konflikcie, który wznowiono dwanaście dni temu. Użycie tych maszyny jest postrzegane jako sygnał rozszerzenia działań wojennych USA. W tle operacji pojawiają się ostre groźby prezydenta Donalda Trumpa, który zapowiada zniszczenie irańskiej infrastruktury w odpowiedzi na ataki na statki w Cieśninie Ormuz.

We wtorek (21 lipca), w ramach nasilających się działań militarnych, siły amerykańskie po raz pierwszy od wznowienia walk użyły bombowca strategicznego B-1 do uderzenia na cele Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej w Iranie. Jak informują źródła portalu Axios i gazety "The Jerusalem Post", misja została przeprowadzona z bazy lotniczej w Wielkiej Brytanii, a ruch maszyny był monitorowany przez serwisy śledzące ruch lotniczy.

Informacje te zbiegły się w czasie z doniesieniami agencji Bloomberg, według której rząd Wielkiej Brytanii miał udzielić zgody na wykorzystanie brytyjskich baz do amerykańskich operacji militarnych skierowanych przeciwko Iranowi. Centralne Dowództwo USA (CENTCOM), odpowiedzialne za operacje na Bliskim Wschodzie, w swoich oficjalnych komunikatach dotyczących ostatnich działań nie potwierdziło jednak bezpośrednio użycia bombowców B-1, co jest standardową praktyką w przypadku operacji o charakterze niejawnym. Warto przypomnieć, że między lutym a kwietniem siły USA prowadziły operację "Epic Fury", w ramach której bombowce B-1, B-2 i B-52 systematycznie atakowały irańskie bazy rakietowe, centra dowodzenia i systemy obrony powietrznej. 

Groźby prezydenta Trumpa: Cieśnina Ormuz w centrum uwagi

Eskalacja militarna zbiega się w czasie z ostrą retoryką prezydenta Donalda Trumpa. W odpowiedzi na irańskie działania w strategicznie ważnej Cieśninie Ormuz, przez którą transportowana jest znaczna część światowej ropy naftowej i gazu LNG, Trump zagroził zniszczeniem kluczowej infrastruktury cywilnej.

"Od tej chwili, za każdym razem, gdy Islamska Republika Iranu ostrzela statek w cieśninie Ormuz (...) Stany Zjednoczone zbombardują i zniszczą JEDEN MOST LUB ELEKTROWNIĘ, w tym także te znajdujące się obok lub na terenie stolicy, Teheranu" – napisał prezydent w serwisie Truth Social.

Wojska USA w dwunastej nocy ataków na Iran

Wojska USA przeprowadziły kolejną, dwunastą z rzędu, serię ataków na Iran, celując w kluczowe obiekty wojskowe. Zgodnie z komunikatem Dowództwa Centralnego USA (CENTCOM), działania te mają na celu osłabienie zdolności Iranu do atakowania cywilnych statków handlowych i marynarzy. Operacja, która rozpoczęła się w nocy ze środy na czwartek, jest częścią szerszych działań mających na celu utrzymanie stabilności w regionie i zabezpieczenie strategicznych szlaków morskich, takich jak cieśnina Ormuz i Morze Czerwone.

Seria ataków na Iran przeprowadzonych przez wojska USA koncentrowała się na precyzyjnie wybranych celach. CENTCOM poinformował, że wśród zniszczonych obiektów znalazły się te związane z marynarką wojenną Iranu, magazyny rakiet i dronów, ośrodki rozpoznania zlokalizowane na wybrzeżu, a także elementy obrony przeciwlotniczej. Jak podkreślono w komunikacie, „Uderzenia dodatkowo zmniejszyły zdolności Iranu do atakowania cywilnych marynarzy i statków handlowych”. W lipcu wojska USA uderzyły na dziesiątki irańskich obiektów wojskowych, jednocześnie utrzymując blokadę morską tego państwa. CENTCOM podjął również działania w celu uniemożliwienia statkom wpływania i wypływania z irańskich portów, przekierowując dziewięć komercyjnych jednostek i unieruchamiając jedną. Ataki rozpoczęły się o godzinie 17:30 czasu wschodnioamerykańskiego (23:30 w Polsce) na bezpośredni rozkaz naczelnego dowódcy, czyli prezydenta Donalda Trumpa, i zakończyły się trzy godziny później.

Skutki amerykańskich ataków na Iran szybko odbiły się echem w regionie. Irańskie media państwowe doniosły o wybuchach słyszanych w Ahwazie, stolicy prowincji Chuzestan, oraz w miejscowościach położonych na południowym wybrzeżu Iranu nad Zatoką Omańską, w pobliżu cieśniny Ormuz. Pojawiły się również nieoficjalne informacje o dwóch ofiarach śmiertelnych na granicy irańsko-irackiej. Jednocześnie, armia Kuwejtu ogłosiła przechwycenie dronów, które miały zostać wystrzelone z Iranu. Co więcej, wspierani przez Iran jemeńscy rebelianci Huti przyznali się do ataku na dwa saudyjskie tankowce na Morzu Czerwonym, co dodatkowo zaostrza sytuację. Przed rozpoczęciem nocnych uderzeń, szef irańskiej dyplomacji Abbas Aragczi oświadczył, że jego kraj udzieli „potężnej i decydującej odpowiedzi”, dodając, że „Ci, którzy wspierają taką agresję w jakikolwiek sposób również zostaną uznani za uprawnione cele”.

Wzrost napięć ma bezpośredni wpływ na strategicznie ważne szlaki morskie. W obliczu wojny Izraela z Iranem oraz groźby blokady cieśniny Ormuz, Arabia Saudyjska zwiększyła eksport ropy przez porty nad Morzem Czerwonym. Jednakże, rebelianci Huti zagrozili blokadą również tych portów, co skłania coraz więcej statków do omijania tego akwenu. Agencja Reutera podała w nocy ze środy na czwartek, że dwa duże chińskie tankowce, przewożące 4 miliony baryłek saudyjskiej ropy, ponownie skierowały się na Morzu Czerwonym na południe, w stronę cieśniny Bab al-Mandab, by przepłynąć na Ocean Indyjski. Informacja ta, nadana przez urządzenia transmisyjne jednostek, wskazywała na obecność chińskich załóg. Sytuacja ta pokazuje, jak delikatna jest równowaga w regionie i jak szybko lokalne konflikty mogą wpłynąć na globalny handel i bezpieczeństwo energetyczne.

B-1B Lancer – naddźwiękowy weteran 

Strategiczny bombowiec naddźwiękowy B-1B wszedł do służby w US Air Force w 1985 roku. Samolot ten powstał na bazie o ponad dekadę starszego B-1A, czyli maszyny, która dzięki osiąganiu podwójnej prędkości dźwięku i możliwości lotu ma bardzo małej wysokości, miała być zdolna do penetracji rosyjskiej obrony powietrznej. Koncepcję powaliły zmiany technologiczne, ale przede wszystkim informacje o myśliwcu MiG-25, który osiągał prędkość 2,5 Macha. Ale w 1981 roku ruszył program bombowca, który miał zastąpić B-52 i wejść do służby w ciągu zaledwie 6 lat. Nie było czasu na tworzenie maszyny od nowa, więc zmodernizowano B-1A, który został już przetestowany, osiągnął bardzo dobre wyniki i był gotów do produkcji po wprowadzeniu pewnych zmian.

Do tego samolot nie przypominał innych bombowców, ale raczej myśliwiec lub statek kosmiczny. Smukły kadłub, skośne skrzydła o zmiennej geometrii, które płynnie wtapiały się w sylwetkę maszyny, zakończoną dwoma potężnymi silnikami. To robiło wrażenie, podobnie jak osiągi B-1B. Mimo tego, że prędkość zredukowano do 1,2 Macha, to maszyna była cięższa od poprzednika i zabierała 34 tony uzbrojenia w trzech komorach bombowych, których podstawowym ładunkiem miały być pociski manewrujące lub bomby z głowicami jądrowymi. W związku z zakończeniem Zimnej Wojny i redukcją amerykańskiego arsenału jądrowego już w 1991 roku maszyny oficjalnie przestały pełnić rolę nośników broni atomowej, ale przenosiły potężny ładunek konwencjonalnego uzbrojenia. Dziś powoli wracają do swojej pierwotnej roli i mogą korzystać z pełnej gamy uzbrojenia, przede wszystkim z pocisków manewrujących i bomb naprowadzanych.

Ciekawa historia wiąże się ze zwyczajową nazwą samolotu w amerykańskim lotnictwie, które oczywiście różni się od oficjalnej. B-1B od 1990 roku nosi oficjalną nazwę Lancer, ale lotnicy nazywają go „Bone” po angielsku kość - od fonetycznego zapisu B-One. Legenda mówi, że to ze względu na nietypowego w przypadku bombowca kształtu, ale fakty są bardziej prozaiczne. I tak lata "latająca kość" nie zastąpiła wcale B-52, ale też nie została wysłana na emeryturę przez "niewidzialne" B-2 Sirit i ich następcę B-21 Raider. B-1B Lancer mają pozostać w służbie co najmniej do roku 2048 i przechodzą obecnie modernizację.

GEN. KOMORNICKI: USA I TRUMP SKOMPROMITOWALI SIĘ W IRANIE! | Super Ring