• W jaki sposób propaganda budowała nienawiść i strach?
• W jaki sposób fortele wpływały na decyzje dowódców i przebieg bitew?
• Jakie były najskuteczniejsze operacje dezinformacyjne w I i II wojnie światowej?
Budzić nienawiść, osłabiać morale, wprowadzać w błąd przeciwnika
Określę istotę wymienionych pojęć. Propaganda kłamstwa to narracje psychologiczne („wróg gwałci wszystkie kobiety”) mające budzić nienawiść (u swoich) lub osłabiać morale (u wroga), bez bezpośredniego wpływu na ruchy wojsk.
Na nie oddziałuje natomiast dezinformacja taktyczna i operacyjna. Temu służy podsuwanie fałszywych rozkazów, dokumentów i pozoracja własnych działań. Dla uproszczenia przekazu jedno i drugie zostanie opatrzone mianem dezinformacji.
Ten, podkreślę, bardzo ogólny przegląd takich działań zacznę od I wojny światowej, zaznaczając, że drzewiej była ona składową każdej wojny.
Wówczas społeczeństwo można było przekonać do mobilizacji na rzecz wojny (choćby) odwoływaniem się do jego poczucia patriotyzmu. Można było ten przekaz wzmocnić kolportowaniem prawdziwych i fałszywych historii o okrucieństwie wroga. Takich, które uzasadniałyby, że wojnę trzeba prowadzić i ją wygrać. Takich, które sprawiłyby, że narody uwierzyłyby, że dla zwycięstwa trzeba wiele poświęcić. Nawet własne życie.
A nic nie buduje wrogości jednego przeciwnika względem drugiego jak historie o jego zdziczeniu, wręcz hunowsko-mongolskim okrucieństwie, niegodnym nacji chrześcijańskich. Mogą to być wiadomości prawdziwe, mocno przesadzone i całkowicie zmyślone. To nieważne. Ważne, by jak najwięcej ich odbiorców dało im wiarę.
Niemcy mieli pozyskiwać tłuszcz… z ciał zabitych żołnierzy
Gazety alianckie co rusz publikowały opowieści o żołnierzach niemieckich lubujących się w nabijaniu dzieciątek na bagnety. Szło w tej propagandzie także o to, by poruszyć sumieniami Jankesów, skłonić ich do wyjścia z neutralności. Trzeba przyznać, że informacje o tym, że z powodu blokady Cesarstwa Niemcy mieli pozyskiwać tłuszcz… z ciał zabitych żołnierzy, mogły robić piorunujące wrażenie. Takie „newsy”, całkowicie wzięte, wiecie z czego, zamieszczały w 1917 r. brytyjskie gazety (m.in. „The Times” i „Daily Mail”).
Również Niemcy używali dezinformacji jako narzędzia do sterowania społecznymi nastrojami. Brytyjska blokada morska skutkowała głodem wśród cywilów, acz w założeniu wycelowana była w niemiecki potencjał militarny. Niemcy prowadzili szeroką kampanię, wykazującą, że poprzez blokadę alianci chcą celowo wymordować ludność cywilną. To przykład dezinformacji opierającej się na mocno przesadzonych informacjach.
Kłamstwa niemieckiej propagandy nie były jednak tej klasy (skuteczności oddziaływania), co alianckie. Łgali wszyscy, tyle że Niemcy czynili to z najmniejszą finezją. Później jednak głosili światu: „byliśmy ofiarami propagandy” i wskazywali na alianckie kłamstwa.
W Wielkiej Wojnie było wiele dezinformacji taktycznych i niewiele operacyjnych
Za najważniejsze uznaje się działania przed bitwą pod Amiens (8 sierpnia 1918 r.). Były one kluczowym elementem alianckiego zaskoczenia Niemców. Pozwoliły na przełamanie frontu zachodniego i uruchomiły ciąg wydarzeń (i ofensywę „Stu dni”), które zmusiły kajzerowskie Niemcy do kapitulacji.
Alianci ukryli koncentrację wojsk (głównie kanadyjskich i australijskich). Stosowali ciszę radiową, ruchy pozorowane i wprowadzali do obiegu (dla szpiegów niemieckich) fałszywą korespondencję.
Symulowano przygotowania do ofensywy w okolicy Ypres (Flandria), aby odciągnąć uwagę Niemców od planowanego uderzenia w rejonie nad Sommą.
Należy wspomnieć o dezinformacji produkcji USA. Temu służył, utworzony przez prezydenta Woodrowa Wilsona, Committee on Public Information. Można uznać, że była to pierwsza na świecie scentralizowana instytucja zajmująca się propagandą państwową na masową skalę. Jej celem było takie przedstawianie Niemiec i Niemców amerykańskiemu społeczeństwu, by nie było przeciwne przystąpieniu Stanów do Wielkiej Wojny.
W II WŚ dezinformacja zdecydowanie zyskała na znaczeniu
Bezapelacyjnie mistrzostwo świata w tym zinstytucjonalizowanym kłamstwie należy się ministrowi Rzeszy ds. oświecenia publicznego i propagandy, demiurgowi kłamstwa, dr. (Paulowi) Josefowi Goebbelsowi.
Zresztą wojnę z Polską Niemcy poprzedzili dezinformacją taktyczną (w ich mniemaniu: strategiczną). Chodzi o Operację Himmler, przygotowaną nie przez Goebbelsa, który ją nagłośnił, ale przez Sicherheistdienst (SD) – Służbę Bezpieczeństwa SS. Miało to być dla Hitlera powód do agresji na Polskę, po tym jak „polscy” żołnierze „opanowali” radiostację w Gleiwitz (Gliwicach).
Niemcy w zaplanowanym kłamstwie mieli mocną konkurencję ze strony Sowietów. Stoczyli z nimi jedną z najważniejszych bitew XX w. na polu propagandy. Chodzi o sprawę katyńską.
W 1940 r. Stalin rozkazał zabić ponad 20 tys. polskich oficerów wziętych do niewoli we wrześniu 1939 r. Sowieci zamordowali ich w Katyniu i innych miejscach w CCCP. W lutym 1943 r. odkryto groby w Lasku Katyńskim. Pod koniec marca Niemcy przystąpili do prac ekshumacyjnych. 11 kwietnia machina propagandowa III Rzeszy ujawniła światu sowiecką zbrodnię dokonaną na polskich żołnierzach… Dalszy przebieg wydarzeń jest powszechnie znany. Tę bitwę wygrała propaganda sowiecka, oficjalnie utrzymując przez dekady, że katami byli Niemcy.
Dezinformacja miała (i nadal ma) nie tylko polityczne oblicze
Czysto wojskowe również. W takich przypadkach chodziło nie o to, by przedstawić wroga jako krwiożerczego zwyrodnialca. Szło o to, by go wprowadzić w błąd. Zastosować wobec niego tzw. blef.
Sowieci też byli mistrzami w tzw. maskirowkach. W przeciwieństwie do zachodnich aliantów nie nadawali takim działaniom kryptonimów. Dla przykładu: w ramach operacji Bagration (22 czerwca-19 sierpnia 1944 r.) Armia Czerwona utworzyła fałszywe zgrupowania na Ukrainie i Bałkanach. Sugerować to miało, że na tych kierunkach prowadzona będzie ofensywa. Fortel powiódł się, pozwolił zniszczyć na Białorusi Grupę Armii „Środek”. Z 34 dywizji rozbito 27. Operacja otworzyła Sowietom drogę do Polski, Prus Wschodnich i Berlina.
Nie wiadomo, jak przebiegłoby lądowanie Amerykanów, Brytyjczyków i Kanadyjczyków w Normandii bez Operacji Fortitude. Otóż Adolf Hitler był święcie przekonany, że jeśli dojdzie do desantu, to będzie on przeprowadzony w najwęższym miejscu Kanału La Manche, w kierunku Pas-de-Calais. Żeby utwierdzić w tym przekonaniu Führera, Brytyjczycy i Amerykanie stworzyli fikcyjną 1. Grupę Armii pod dowództwem gen. Georga Pattona. „Armia” była wyposażona w dmuchane czołgi, samoloty itp. Założono fałszywe bazy, a w eterze było głośno od transmisji wskazujących, że to Patton szykuje się do lądowania w Pas-de-Calais. Co było dalej, wszyscy wiedzą…
Czy Armia Krajowa przyczyniła się do śmierci feldmarszałka Wehrmachtu?
Wiedza o tym, że Polacy też potrafili wykonywać operacje dezinformacyjne (acz na lokalną skalę), nie jest już tak powszechna.
Biuro Informacji i Propagandy Armii Krajowej miało w sobie Referat „N”. Jego zadaniem było tworzenie tzw. czarnej propagandy kierowanej do żołnierzy i społeczeństwa niemieckiego. Trafiały do nich, nawet w Berlinie, gazetki udające wydawnictwa opozycyjne: „Der Soldat” i „Der Frontkämpfer”.
Kamuflaż był tak doskonały, że nie wykryły go ani Gestapo, ani Abwehra. „N” wykazywał, że niektórzy generałowie są w opozycji do Hitlera. Jednym z tak przedstawianych był Walter von Reichenau. AK kreowała go na opozycjonistę w fikcyjnej organizacji Soldatenverband Freiheit der Ost-Front w wspomnianych gazetkach. I szybko generałowi zmarło się. Oficjalnie na zawał serca. Czy tak było? Nieważne. Ważne, że tzw. timing śmierci wzmocnił efekt dezinformacji.
Trup jest bardzo przydatny w operacjach wyprowadzania przeciwnika w pole
Bywa, że nieboszczyk ratuje życie setkom, a może i tysiącom żołnierzy. Taki cel miała brytyjska Operacja Mincemeat (po polsku: mielonka). Niemcy spodziewali się, że po zajęciu północnej Afryki alianci wezmą na cel Sycylię. By ich wyprowadzić z tego przekonania, w kwietniu 1943 r. Niemcom podrzucono zwłoki fikcyjnego mjr. Williama Martina (w rzeczywistości był nim bezdomny samobójca Walijczyk Glyndŵr Michael) z fałszywymi dokumentami sugerującymi inwazję na Grecję i Sardynię. Z tych papierów wynikało, że Sycylia ma być celem pozorowanym. Niemcy uwierzyli w autentyczność dokumentów. Hitler osobiście uznał je za wiarygodne. Wzmocniono obronę Grecji i Sardynii kosztem Sycylii.
Istotną rolę w wojennej dezinformacji odegrało radio. Wywiad brytyjski prowadził fałszywe stacje radiowe, podszywające się pod niemieckie związane z opozycją. W nich prawda mieszała się z kłamstwami. Ministerstwo Propagandy stworzyło (w 1939 r.) stację nadającą po angielsku – „Germany Calling”. Audycje prowadził William Joyce, Amerykanin irlandzkiego pochodzenia. Brytyjczycy zwali go Lordem Haw-Haw. Historycy szacują, że miał ok. 6 mln odbiorców. Po wojnie Joyce zawisł na szubienicy. Za zdradę. Zdarza się więc, że za kłamstwa przychodzi płacić głową...