Wojciech M. Salwiński: W jednym ze swoich ostatnich tekstów napisał pan, że jeśli edukacja strategiczna sprowadza się do zaliczania egzaminów i cytowania zawartości prezentacji z pamięci, wychowujemy ludzi, którzy "znają" strategię, ale nie potrafią jej użyć, a w pewnym sensie "strategia jest martwa". Jakie zasadnicze błędy widzi pan w wojskowym i akademickim nauczaniu strategii i co trzeba zmienić, aby przyszli liderzy byli realnie przygotowani na moment, w którym "utrzymywanie pokoju zawiedzie"?
Dr James W.E. Smith: Być może trafniej byłoby powiedzieć, że "strategia stała się towarem", niż że umarła. Rzeczy, których uczymy – ramy pojęciowe, reguły, wiedza historyczna – są wartościowe, ale mogą stać się celem samym w sobie zamiast narzędziem realnego rozumowania. W gruncie rzeczy chodzi o proces, którego uczy studiowanie strategii: przede wszystkim o umiejętność krytycznego myślenia. Po pierwsze istnieje fundamentalne napięcie między tym, co robić, a tym, jak się uczyć. Uczymy ludzi strategii tak, jakby była zbiorem niezmiennych reguł czy "najlepszych praktyk", podczas gdy w istocie strategia jest procesem podejmowania decyzji i metod radzenia sobie z wyzwaniami. Uczymy studentów jak z pamięci cytować wielkie dzieła, ale nie uczymy ich, jak praktycznie je wykorzystywać ani jak przekładać je na konkretne scenariusze.
Edukacja wojskowa często jest zbliżona do szkolenia zawodowego – z naciskiem na procedury, komunikację i lojalność – niż jak kształcenie w tym, jak myśleć strategicznie i przekładać to na realne działanie. W momencie, w którym "utrzymywanie pokoju zawodzi", jesteśmy już poza zwykłymi ramami programu nauczania – jeżeli wcześniej nie zostały głęboko utrwalone umiejętności wyniesione ze studiowania strategii: bycia strategicznym, myślenia strategicznego, działania strategicznego, wtedy cała ta wiedza przestaje mieć znaczenie. Istnieje fundamentalny konflikt pomiędzy "szkołą historyczną" w nauczaniu, a rosnącym znaczeniem teorii nauk politycznych i stosunków międzynarodowych. Do wglądu w rzeczywistość mamy tak naprawdę tylko doświadczenie. Teoria, zgadywanie i założenia nie dają nic poza chaosem. Studiowanie historii jest zestawem umiejętności, ale także sztuką wyciągania z przeszłości wątków i motywów, które pomagają nam dziś nawigować.
Jak pan postrzega rzeczywiste dziedzictwo Sir Juliana Corbetta we współczesnym myśleniu strategicznym? Gdzie wciąż dostrzega pan jego wpływ na to, jak dzisiejsze siły zbrojne i decydenci mówią o strategii – oraz gdzie jego podejście zostało źle zrozumiane albo zapomniane?
Corbett należy do grona najwybitniejszych myślicieli, takich jak gen. Carl von Clausewitz. W praktyce jego nauczanie przetrwało i można je dostrzec w zjawiskach na całym świecie, nawet w sytuacji, którą obserwujemy w Cieśninie Ormuz. Nie sądzę, żeby Corbett bezpośrednio wpływał na dzisiejszych decydentów politycznych i wojskowych. Wielu wojskowych go czytało, ale system edukacji zachęca raczej do nauki pod cytowanie ustępów niż do uzbrojenia słuchaczy w zdolność działania i rozumienia. To poważny problem w "zachodnim sposobie myślenia". W przeciwnym razie inaczej wyglądałyby decyzje i działania zarówno na poziomie państwa, jak i sił zbrojnych – od podejścia do roli morza i jego wpływu na działania lądowe w strategii, aż po samą politykę morską. Jeśli Polska miałaby wynieść z Corbetta jedną lekcję, to byłoby to: myśleć roztropnie i działać odważnie.
Czy kierownictwo sił zbrojnych oraz szerzej rozumiane środowisko obronne wciąż powinno sięgać po prace Sir Juliana Corbetta, jeśli chcą lepiej rozumieć współczesne wyzwania strategiczne i środowisko działań? Jeśli tak, które z jego tekstów stanowią lektury obowiązkowe?
Większość kierownictwa sił zbrojnych faktycznie to robi. Problem polega jednak często na tym, że sposób nauczania Corbetta przedstawia go jako edwardiańskiego dżentelmena piszącego w minionej epoce. W pewnych aspektach rzeczywiście odzwierciedla on swoją erę, ale to, co Corbett faktycznie oferuje, to sposób myślenia, który coraz bardziej idzie pod prąd dominujących obecnie nurtów w kształceniu wyższych oficerów, szukających szybkich rozwiązań i technologicznej utopii. To nie jest strategia, ale krótkowzroczność.
Europejczycy – moim zdaniem – powinni sięgnąć po jego prace o wojnie siedmioletniej oraz kampanii trafalgarskiej, a także - rzecz jasna - po najważniejsze dzieło pt. "Some Principles of Maritime Strategy". Corbett analizował działania Wielkiej Brytanii od XVI wieku nie tylko po to, by jedynie opisywać jej narodową strategię i logikę europejskich spraw wojskowych, lecz aby również sformułować realistyczne zasady opisujące rolę morza w kształtowaniu polityki i konfliktów pomiędzy państwami.
Jak użyteczny jest Sir Julian Corbett dla specjalistów w państwach takich jak Polska – które nie są potęgami morskimi, ale mają określone obowiązki na morzu w ramach działań sojuszniczych? Które elementy jego myślenia powinni traktować najpoważniej, a które mają mniejsze znaczenie w ich sytuacji?
Prace Corbetta oferują trwały wgląd w organizację sił morskich, kulturę zawodową marynarki oraz w to, jak wprowadzić myślenie morskie do centrum planowania, zamiast trzymać je jedynie na peryferiach. Kluczowe jest pytanie, w jaki sposób świat morski może zostać użyty jako atut w ramach szerszej strategii. Znajomość adwersarzy ma tu zasadnicze znaczenie, a Corbett w wielu swoich tekstach pomaga zrozumieć, dlaczego państwa zachowują się tak, a nie inaczej. Dla wielkich państw lądowych, takich jak Rosja, potęga morska wygląda inaczej niż w przypadku krajów takich jak Zjednoczone Królestwo. Krótko mówiąc, geografia jest tu czynnikiem nadrzędnym, a sojusze, które pozwalają każdemu państwu skupić się na jego głównych zagrożeniach i mocnych stronach, są kluczowe.
Corbett wskazał również napięcie między aspiracyjnymi a realnymi potrzebami operacyjnymi – i to pozostaje niezmiennie aktualne. Dla narodu budującego zdolności morskie zrozumienie różnicy między pożądanym poziomem siły morskiej a faktycznie osiągalnymi możliwościami ma ogromne znaczenie. Jego nacisk na rozwój – (m.in.) kształtowanie liderów sił morskich, budowanie wiedzy instytucjonalnej, utrzymywanie kompetencji technicznych – wykracza poza konkretne historyczne założenia, na których pracował. Polscy liderzy mogliby z pożytkiem traktować Corbetta bardziej jako wzorzec profesjonalnego sposobu myślenia, niż sztywną mapę drogową rozbudowy sił morskich.
Najważniejsze jest posiadanie kompetentnych marynarzy i myślących dowódców, a nie ślepe podążanie za historycznymi wzorcami budowy floty – kluczowa jest krytyczna edukacja o tym, jak morze może służyć Polsce, oraz o roli, jaką odgrywa w działaniach adwersarzy i sojuszników. Elementy te powinny stać się stałym elementem kształcenia najwyższego kierownictwa, tak aby rozumiało ono, w jaki sposób morze może pracować zarówno na korzyść, jak i na niekorzyść państwa.
Jak wyjaśniłby pan problem tzw. "seablindness" – ślepoty morskiej, na którą cierpieć ma Zjednoczone Królestwo i inne państwa Zachodu – decydentom w Europie Środkowo‑Wschodniej? Jakie praktyczne konsekwencje ma to zjawisko dla flot i sił morskich?
Seablindness jest problemem trwałym – nie da się jej całkowicie pokonać, można ją jedynie próbować trzymać pod kontrolą. W praktyce morza są często postrzegane jako czynnik taktyczny, wpływający na wyniki działań w polityce zagranicznej, co zniekształca obraz, bo morza i siły morskie są w istocie narzędziami strategicznymi. Naturalne jest, że ludzie ignorują domenę, która jest im wroga, nieprzyjazna i odległa, z którą trudno się utożsamić.
Jednocześnie to, co dzieje się na morzu – blisko i daleko – może bezpośrednio oddziaływać na wydarzenia w kraju. Przykładem jest ochrona żeglugi – absolutnie kluczowa – ponieważ współczesny świat opiera się na łańcuchach dostaw, a uderzenie w takowe może uderzyć w gospodarki narodowe i generować napięcia wewnętrzne oraz międzynarodowe. Zjawisko "seablindness" nasiliło się po 1945 roku wraz ze zmianą sposobów podróżowania i transportu, jednak w gruncie rzeczy chodzi o trwałe napięcie pomiędzy teoretycznym myśleniem o potędze morskiej a praktyką działań morskich. W każdym państwie sprowadza się to do pytania: co realnie może dać potęga morska strategii narodowej czy operacjom militarnym, czy może zapewnić przewagę lub wnieść unikatowy wkład.
Równocześnie trzeba zakładać, że przeciwnik także będzie wykorzystywać siły morskie, by odciągać uwagę lub wspierać swoje wojska, wzmacniając ich działania w innych domenach. Seablindness ujawnia się na poziomie politycznym, czego modelowym przykładem jest Royal Navy. Tutaj zbyt silne "myślenie lądowe" w rządzie brytyjskim przyczyniło się do trajektorii spadkowej znaczenia marynarki jako głównego narzędzia brytyjskiej potęgi morskiej. Zjawisko to jest oczywiście szersze, ale sedno sprawy jest takie, że pozostawiona sama sobie ślepota morska może doprowadzić do katastrofy strategicznej, szczególnie w przypadku państw wyspiarskich. Przeciwnik zawsze będzie szukał przewagi. Morze taką przewagę oferuje i jeśli państwa będą ignorować ten czynnik, ułatwią adwersarzowi zwycięstwo.
Jak myśl morska może pomóc sojusznikom – zwłaszcza państwom takim jak Polska, które wciąż odbudowują swoje siły morskie – projektować spójniejszą strategię integrującą infrastrukturę podmorską, powierzchnię morza, domenę powietrzną i kosmiczną?
Dzisiejsze tempo prowadzenia działań zbrojnych oznacza, że kluczowe znaczenie ma strategia narodowa rozumiana jako integracja wszystkich domen w jedną całość. Corbett uczył nas tego już na początku XX wieku. Postrzeganie strategii przez pryzmat tylko jednej domeny jest błędem: wypacza planowanie militarne i podkopuje każdą wizję.
Myślenie "morskie" (ang. "maritime" – przyp. red.) – a nie tylko "marynarskie" (ang. "naval" – przyp. red.) – oznacza zrozumienie wszystkich ruchomych elementów – również pozamilitarnych, które składają się na spójną strategię państwa. Obejmuje to logistykę, gospodarkę, sposób funkcjonowania globalnych łańcuchów dostaw oraz podatności wynikające z geografii. Myślenie w kategoriach morza jest w takim samym stopniu sposobem postrzegania rzeczywistości, jak odniesieniem do domeny, w której można uzyskać przewagę.
Koncepcja strategii "od dna morskiego po przestrzeń kosmiczną" (ang. "from seabed to space" – przyp. red.) lepiej oddaje tempo wojny oraz tempo zmian w narzędziach i technologiach prowadzenia działań zbrojnych, które rozwijają się tak szybko, że powojenne – po 1945 roku – myślenie skoncentrowane na kilku wybranych domenach nie zapewni już państwu bezpieczeństwa. Utrwalona kultura myślenia w kategoriach "seabed to space" dostarcza ram, które są bardziej użytecznym narzędziem diagnostycznym niż szczegółową instrukcją. Pomaga dostrzec, gdzie zdolności realnie się łączą, a gdzie występują luki – zanim państwo zacznie intensywnie inwestować w konkretne systemy.
W przypadku Polski zasadnicze pytanie brzmi: jak siły morskie mogą w unikalny sposób współpracować z wojskami lądowymi i siłami powietrznymi, aby zrealizować najważniejsze zadanie, jakim jest obrona wschodniej granicy? W warunkach rosnącej roli bezzałogowców i sztucznej inteligencji trzeba pytać, czy floty są konfigurowane nie tylko pod kątem tych zagrożeń, ale pod rzeczywistość, w której każda domena jest przedmiotem rywalizacji. Kluczowe znaczenie ma Morze Bałtyckie i ścisła współpraca z sojusznikami, aby uniemożliwić wykorzystanie tego akwenu przeciwko Polsce i jej partnerom. Oznacza to konieczność wnikliwego spojrzenia na strategię i siły przeciwnika oraz skoncentrowania się na neutralizacji jego zdolności do kontrolowania morza i wykorzystywania go do wsparcia działań lądowych.
Dr James W.E. Smith jest badaczem związanym (m.in.) z Department of War Studies na King’s College London, specjalizującym się w zagadnieniach strategii oraz historii i polityki morskiej. Swoją pracę doktorską poświęcił organizacji systemów obrony w Stanach Zjednoczonych i Zjednoczonym Królestwie oraz ich wpływowi na kształtowanie myślenia strategicznego. Współpracuje także z US Naval War College, gdzie zajmuje się zagadnieniami strategii i polityki bezpieczeństwa. Jest twórcą projektu pt. "Space Strategy" i inicjatywy pt. "Corbett 100", łączących dorobek klasycznej strategii morskiej z wyzwaniami domeny kosmicznej, oraz autorem licznych analiz i tekstów poświęconych (m.in.) strategii morskiej, ślepocie morskiej i relacji między potęgą morską a strategią kosmiczną.
Rozmowa została przeprowadzona w języku angielskim. Poniższy tekst stanowi autorskie tłumaczenie i opracowanie redakcyjne autora wywiadu.