USA odkładają uderzenie w elektrownie Iranu. Teheran: nie prowadzimy negocjacji!

2026-03-24 18:59

W sobotę (21 marca) Donald Trump postawił Iranowi ultimatum: albo w ciągu 48 godzin zostanie zdjęta blokada Cieśniny Ormuz, albo USA zdemolują jego infrastrukturę energetyczną. Iran nie czekał, aż upłynie termin postawionych żądań. Do ataków nie doszło, bo prezydent USA postanowił odroczyć je o 5 dni. Powód: jakoby negocjacje ze stroną irańską idą w tzw. dobrym kierunku, czyli zmierzają do zakończenia wojny. Czy to jest tak, jak twierdzi Trump, czy też jest to kolejna jego zmiana w podejściu do wojny prowadzonej już czwarty tydzień… Wojny, w której Iran nie wygląda na państwo, które miałoby być pokonane…

Negocjacje Iran USA w Gen.jpg

i

Autor: Redakcja Publicystyczna AI/ Wygenerowane przez AI

• Dlaczego Iran publicznie zaprzecza istnieniu negocjacji, które według Waszyngtonu już się rozpoczęły?

• Czy pięciodniowe wstrzymanie ataków to realna próba deeskalacji, czy jedynie taktyczna pauza przed eskalacją konfliktu?

• Jak na ewentualne rozmowy USA–Iran reaguje Izrael, który zainicjował działania wojenne?

Według Donalda Trumpa są to „produktywne rozmowy”

Problem w tym, że co innego głosił Waszyngton, a co innego Teheran. Dziennik „New York Times” podkreśla, że irańscy urzędnicy publicznie zaprzeczyli, jakoby toczyły się jakiekolwiek negocjacje na temat warunków zakończenia wojny. Z kolei amerykańscy urzędnicy stwierdzili natomiast, że kontakty te są na bardzo wczesnym etapie i nie mają charakteru merytorycznego. Donald Trump uważa jednak, że po raz pierwszy od wybuchu wojny USA i Islamska Republika Iranu rozpoczęły „produktywne rozmowy”.

I dla ich podtrzymania Trump, niejako w geście tzw. dobrej woli, obwieścił, że USA powstrzymają się z zapowiadanymi atakami na irańskie elektrownie do piątku. W poniedziałek (23 marca) prezydent USA powiedział dziennikarzom: „Robimy pięciodniowy okres. Zobaczymy, jak to pójdzie, a jeśli pójdzie dobrze, to w końcu to rozstrzygniemy. W przeciwnym razie będziemy bombardować z całych sił”.

O szczegółach tych „produktywnych rozmów” Biały Dom nie wypowiada się. Wiadomo, że stronę amerykańską reprezentuje m.in. zięć Trumpa (który nabrał już doświadczenia jako mediator w negocjacjach między Ukrainą a Rosją) Jared Kushner oraz specjalny prezydencki wysłannik Steve Witkoff (też uczestniczy w rozmowach ws. zakończenia wojny na Ukrainie). Ten drugi, według mediów amerykańskich, miał się kontaktować bezpośrednio z irańskim ministrem spraw zagranicznych Abbasem Araghchim.

Garda: Magdalena Sobkowiak-Czarnecka o mitach na temat SAFE
Portal Obronny SE Google News

Kto mówi prawdę, a kto konfabuluje – trudno stwierdzić

Iran jednak nie potwierdza, by prowadził dialog dyplomatyczny z USA. Mohammad Bagher Ghalibaf, przewodniczący irańskiego parlamentu, napisał w mediach społecznościowych, że są to próby „wyjścia z bagna, w którym znalazły się USA i Izrael”. Kto mówi prawdę, a kto konfabuluje – trudno stwierdzić. W dyplomacji, szczególnie wojennej, jedno i drugie ma prawo do zaistnienia.

W dyplomacji ważką rolę pełnią mediatorzy. W tym przypadku wydaje się, że powinni być nimi przedstawiciele państw arabskich. Ci jednak, nie odżegnując się od takiej roli, stawiają sprawę jasno: jeśli Iran przestanie nas atakować, to podejmiemy się mediacji.

Z kolei Teheran nie zrezygnował z żądań wobec tych państw, by z ich terytoriów nie były prowadzone operacje wojskowe przeciwko Iranowi. I koło się zamyka. Gotowość do podjęcia się mediacji wyraziły Turcja i Pakistan. Teheran takie propozycje kwituje stwierdzeniami: „nie szukamy mediacji, która tylko usprawiedliwia amerykańskie ataki” i wskazuje, że „wszystkie takie inicjatywy powinny być skierowane do USA jako strony inicjującej wojnę”.

Tę wojnę – przynajmniej z tego, co jest wiadome – zainicjował jednak Izrael. USA – jak głoszą tzw. pogłoski – miały się przyłączyć do niej, bo Binjamin Netanjahu miał przekazać Trumpowi, że atak wywoła wewnętrzną rewolucję w Iranie, która zmiecie ze sceny politycznej rząd ajatollahów. Powtarzam informacje po amerykańskich mediach.

Jakiekolwiek próby zakończenia wojny są oczekiwane i godne pochwały

Zakładając, że toczą się jakieś „produktywne rozmowy” między USA a Iranem, to jak mogą być one postrzegane przez państwo, które zainicjowało wojnę, której skutki odczuwa nie tylko Bliski i Środkowy Wschód, ale praktycznie cały świat?

Podkreślić należy, że bez amerykańskiego wsparcia Izrael nie mógłby prowadzić wojny w takim wymiarze, jak obecnie. W izraelskich mediach sporo o tym – z przecieków od anonimowych, ale tzw. dobrze poinformowanych źródeł – że USA dążą do zakończenia wojny do 9 kwietnia. To mniej więcej zgadzałoby się z tym, co mówił Trump 1 marca, przekazując światu, że działania militarne wobec Iranu planowane są na „4-5 tygodni”. Na wszelki wypadek dodał wówczas, że „mogą trwać znacznie dłużej, jeśli będzie trzeba”.

Netanjahu i jego otoczenie konsekwentnie podkreślają, że Izrael jest gotów na zakończenie wojny i porozumienie z Iranem, o ile ten całkowicie zrezygnuje z programu jądrowego, ograniczy arsenał rakiet dalekiego zasięgu i wyrzeknie się wspierania sojuszników w rodzaju Hezbollahu, Hamasu i im podobnych.

Reasumując: jakiekolwiek rozmowy dyplomatyczne zmierzające do zakończenia tej wojny, za którą płaci nie tylko podatnik amerykański, ale także i polski, choćby za drożejącą benzynę, są godne pochwały. Czy jednak mogą szybko doprowadzić do finału oczekiwanego przez świat?

Sonda
Wojna z Iranem zakończy się w kwietniu?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki