• Ukraińcy w tym sporze stoją murem za swoim prezydentem.
• Czy powstanie Panteonu Narodowego Ukrainy rozpali konflikt?
• Na Ukrainie kilkanaście lat temu mniejszość pozytywnie oceniała UPA.
• Tzw. zwykli Ukraińcy nie mają pojęcia o ludobójstwie dokonanym na Polakach i Żydach na Wołyniu.
W Polsce nie brakuje krytyków decyzji prezydenta Karola Nawrockiego
Z przeprowadzonego na zlecenie „Super Expressu” sondażu wynika, że 52 proc. respondentów uważa, że prezydent Nawrocki słusznie postąpił, odbierając Order Orła Białego prezydentowi Ukrainy, gdy ten jednej z jednostek specjalnych nadał imię „Bohaterów UPA”. To jednak oznacza, że spora część polskiego społeczeństwa nie chwali decyzji Karola Nawrockiego.
Na polskiej scenie politycznej nie brakuje krytykujących prezydenta RP. Na ukraińskiej – jest zgoła odwrotnie. Tu nie mówi się, że decyzja prezydenta Ukrainy ma służyć także wzmocnieniu jego (do niedawna) mocno osłabionej pozycji. W Polsce deski sceny politycznej mocno skrzypią od opinii jednoznacznie wskazujących, że Karol Nawrocki uczynił, co uczynił, dla podbicia słupków w sondażach partyjnych.
Na szczęście, i oby tak dalej było, nawet najostrzejsi krytycy nie zarzucili Wielkiemu Mistrzowi Kapituły Orderu… antysemityzmu. Przecież Zełenski jest Ukraińcem żydowskiego pochodzenia. I właśnie to budzić może u poniektórych zdziwienie, że mając takie korzenie rodowe, można mieć za bohaterów partyzantów z UPA. Cóż, w polityce nie do takich wolt dochodziło.
A skoro już do tablicy został wywołany prezydent Zełenski, to jak twierdzą „dobrze poinformowane osoby”, tenże decyzją Nawrockiego poczuł się osobiście dotknięty.
Wyniki sondaży zależą znacząco od sformułowanych w nich pytań
W historii polityki bywało, że takie Bardzo Ważne Osoby są – określając to kolokwialnie – bardzo „pamiętliwe”. Zapewne słyszeliście Państwo, że Zełenski skierował do Rady Najwyższej projekt ustawy o utworzeniu Panteonu Narodowego w Kijowie. Czy znajdą w nim swoje miejsce „bohaterzy UPA”?
Skoro prezydent Ukrainy powiedział, że Ukraińcom nikt nie będzie wybierał bohaterów, to założyć należy (z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością), że UPA i OUN(b) będą w tym panteonie reprezentowane. A to – mocno zakładając, że z czasem kryzys orderowy zostanie wygaszony – na nowo mocno oziębi relacje polityczne na linii Warszawa-Kijów, Kijów-Warszawa.
Na razie kryzys trwa. I zobaczmy, co można o nim sądzić na Ukrainie. Obraz jego postrzegania w pewnej mierze oddaje sondaż przeprowadzony przez Kijowski Międzynarodowy Instytut Socjologii (KIIS) w dniach 17–23 czerwca. Już o tym, za PAP, było w Portalu Obronnym, ale warto do sprawy wrócić. Ważny jest czas, w którym ów sondaż przeprowadzono. Badanie uchwyciło moment eskalacji. W części przeprowadzono je przed kryzysem orderowym, w części – gdy takowy już na dobre zaistniał.
Ankieterzy KIIS postawili respondentom jasne pytania o to, które podejście do konfliktów historycznych popierają najbardziej. Wyniki nie są zbieżne z reakcją ukraińskich polityków, ale większość zdaje się ją akceptować. 57 proc. respondentów uznało, że „Każdy kraj może mieć swój własny widok na historię i nie powinien ingerować w to, jak widzi ją drugi”. 33 proc. uważa, że „Oba kraje powinny dążyć do wypracowania wspólnego stanowiska poprzez kompromisy i powołanie wspólnych komisji historyków, a nie polityków”. 4 proc. stwierdziło, że w zaistniałym konflikcie to Warszawa powinna całkowicie ustąpić i przyjąć ukraińską narrację.
Zaledwie, można użyć tego określenia, procent badanych (1 proc.) przyznał w konflikcie rację stronie polskiej. Niezdecydowanych w tym sondażu było 5 proc. Jakby nie liczyć, wychodzi, że 90 proc. respondentów opowiada się za wyeliminowaniem tzw. drażliwych wątków historycznych z teraźniejszych i przyszłych relacji polsko-ukraińskich. To wszystko wskazuje to na to, iż Ukraińcy pragną rozwiązać spory historyczne z Polską w sposób konstruktywny. Można i tak określić wyniki sondażu.
Jednak można również postawić pytanie: jak kwestią historyczną postrzeganą odmiennie przez Warszawę i Kijów mają zająć się wyłącznie historycy, skoro oni – polscy i ukraińscy – też różnią się w jej ocenie? A na dodatek politycy ukraińscy budują na niej tożsamość państwa, które na mapie świata jest od niespełna trzech dekad (plus dwa lata istnienia Ukraińskiej Republiki Ludowej)?
W ultra radykalnych polskich ocenach społeczeństwo ukraińskie to „banderowcy”. Przypomnieć należy, nim rozwinę wątek, że OUN(b) i jego zbrojne ramię, czyli UPA, swoim zasięgiem obejmowały tę część Galicji, która na przestrzeni dziejów mocno była związana z państwem polskim. Sentymenty kombatanckie dotyczyły kilkanaście lat temu przede wszystkim zachodniej Ukrainy. W środkowej, a tym bardziej wschodniej nie były osadzone na mocnych fundamentach. Były jednoznacznie, krytycznie oceniane, co zresztą wykorzystała Rosja, usprawiedliwiając rozpoczęcie swojej SWO (specjalnej operacji wojskowej).
Zatem skąd aż tak wielkie poparcie dla polityki historycznej firmowanej – powtórzę: firmowanej – przez Zełenskiego? Nim (subiektywnie) odpowiem na nie, warto przyjrzeć się, jak w historii państwa ukraińskiego kształtowało się pozytywne postrzeganie historii związanej z Ukraińską Armią Powstańczą. Na przykładzie sondaży, a nie widzimisię autora.
W 2013 r. z badań KIIS wynikało, że 48 proc. ankietowanych oceniało OUN-UPA negatywnie, 19 proc. miało opinię pozytywną, a postawę niezdecydowaną przyjęło 22 proc. respondentów.
W 2025 r. negatywne oceny stopniały do 8 proc. Pozytywne wzrosły do 37 proc. Najwięcej, bo 50 proc., wybrało opcję ankietową: „trudno powiedzieć jednoznacznie, czy oceniam ich pozytywnie, czy negatywnie”.
Wyniki sondażów znacząco zależą od sformułowania pytań stawianych respondentom. Jeśli w badaniach pojawiłoby się pytanie na przykład: „Czy UPA jest odpowiedzialna za zbrodnie dokonane na Polakach na zachodzie Ukrainy?” i jednocześnie byłaby opcja „nie mam zdania” lub „trudno powiedzieć”, to grupa w próbie reprezentacyjnej sondażu, która wybrałaby taki wariant odpowiedzi, byłaby znacząca. I nie tylko dlatego, że respondenci nie chcieliby odpowiedzieć na to pytanie. Sądzę przede wszystkim, że ogół społeczeństwa nie ma zielonego pojęcia o zbrodniach dokonanych przez UPA.
Decyzja prezydenta Nawrockiego osłabiła regułę tzw. politycznej poprawności
W czasach sowieckich w edukacji mówiło się, że UPA to byli faszyści walczący z władzą radziecką. W Sowietach nie wspominano nie tylko o Katyniu, ale także o Wołyniu. A w niepodległej Ukrainie ten wątek polsko-ukraińskiej historii był znany tylko historykom. Ci uznawali, że była to „tragedia wołyńska” – tragedia dla obu narodów, a nie „zbrodnia wołyńska”. Taka interpretacja historii nadal jest prezentowana przez Instytut Pamięci Narodowej Ukrainy. I to już samo w sobie jest węzłem gordyjskim we wzajemnych relacjach.
I nie czarujmy się, nie zaklinajmy rzeczywistości na obraz naszych marzeń (naszych – mocnej strony polskiej sceny politycznej) – nie ma widoków na to, by szybko ów węzeł można było przeciąć.
Godna pozazdroszczenia jest konsolidacja – czy nam się to w Polsce podoba, czy nie – ukraińskiego społeczeństwa wokół państwowej polityki historycznej. O czymś takim u nas możemy pomarzyć. Jakieś tłumaczenia, że „antyurkraińskość” jest wykorzystywana także w celach czysto politycznych, są tylko fragmentem kryzysu orderowego. Jest taka marksistowska reguła (zapożyczona od Hegla): „byt kształtuje świadomość”. Decyzja Nawrockiego „odkorkowała”, zamkniętą (niby dżin w butelce) polityczną poprawnością, rozczarowanie znaczącej części polskiego społeczeństwa „niewdzięcznością” władz Ukrainy. Wypuściła w powietrze to rozgoryczenie tym, że przyjęliśmy w najcięższym momencie dla Ukrainy grubo ponad milion jej obywateli, a rządzący Ukrainą odpłacili się za to „pięknym za nadobne”.
Tylko niektórzy z obecnej ekipy rządzącej – choćby Władysław Kosiniak-Kamysz – zdają się dostrzegać ten vox populi. Czy czynią to wyłącznie dla wzmocnienia swoich sondaży? Nie sądzę. W Polsce przybywa zwolenników opcji „wet za wet”. Rozgoryczonych, zawiedzionych, radykalizujących się w ocenie ukraińskiej polityki względem Polski. I bardziej optujących za postrzeganiem jej okiem b. premiera Leszka Millera niż tych, którzy postawę ukraińskiej politycznej wierchuszki utożsamiają z poglądami ukraińskiego społeczeństwa. Nie zapominajmy o dekadach lat wpływów nań sowietyzmu!
Jeśli Kijów nie przedefiniuje, dla własnej korzyści, polityki tożsamościowej państwa, to należy liczyć się z tym, że „millerowcy” będą lokowani w kręgu umiarkowanych jej krytyków. A co z tego wyjdzie, to… I tu pozostawiam Państwu możliwość dokończenia tej prognozy. Dziękuję za uwagę.