Koniec bierności. Czy Zachód odpowie Moskwie językiem siły?

W zachodniej przestrzeni informacyjnej nie brakuje informacji o tym, że Federacja Rosyjska testuje fundament sojuszniczej solidarności, a jest nim art. 5 Paktu Północnoatlantyckiego. Stałą częścią medialnego przekazu Federacji Rosyjskiej są wieści o tym, że to nie Rosja zagraża państwom NATO, ale Sojusz zagraża NATO. Do niedawna to politycy rosyjscy kierowali pod adresem państw zachodnich groźby mniejszego lub większego kalibru – strasząc nawet użyciem broni jądrowej. Niedawno rosyjska wojownicza narracja spotkała się z kontrą ze strony niektórych europejskich polityków.

Zaciśnięta pięść mężczyzny w garniturze. O języku siły i odpowiedzi Zachodu na groźby Rosji czytaj na SE Portal Obronny.
Autor: Pixabay.com

• Moskwa będzie nasilać wojnę hybrydową, dotąd, dokąd Zachód nie będzie odpowiadał na nią działaniami symetrycznymi.

• Nie brakuje na Zachodzie zwolenników zasady adekwatnej odpowiedzi na działania Federacji Rosyjskiej.

• Radosław Sikorski pokazał, że na rosyjskie groźby nie trzeba odpowiadać wyłącznie słowami o „solidarności NATO”.

Jak reagować mna rosyjskie prowokacje, tylko słowem?

W naszej narracji powszechnie dominuje pogląd, że Moskwa najlepiej pojmuje język siły. Sama go uprawia, więc i go rozumie. Po stronie zachodniej coraz częściej formułowane są poglądy, w myśl których na rosyjskie prowokacje trzeba reagować aktywnie. Jak na razie to państwa, które stały się celem dla rosyjskiej wojny hybrydowej, wobec takich działań wykazują daleko idącą wstrzemięźliwość.

Taka polityka ma swoich zwolenników i przeciwników. Ci ostatni nie są powiązani z obecnie rządzącymi albo też są politycznie neutralni. Jedni i drudzy przedstawiciele tego nurtu uważają, że skoro Rosjanie imają się tzw. działań poniżej progu wojny, to należy im się odwzajemnić nie tylko słowami dezaprobaty. W myśl zasady: „jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie”. Albo mniej ludycznie brzmiącej zasady adekwatnej odpowiedzi na działania drugiej strony.

Okazji ku temu, by rządzące elity aktywnie zareagowały na wzrastający poziom wojny hybrydowej, było kilka. Choćby udaremniony, na początku sierpnia, atak na lotnisko w Lipsku. Berlin dopiero po miesiącu oficjalnie oznajmił, że to Rosja jest odpowiedzialna za tę, na szczęście nieudaną, operację hybrydową.

Skończyło się na tym, że zamknięto Konsulat Generalny FR w Bonn i wprowadzono jeszcze dokładniejszą kontrolę wjazdową obywateli FR oraz zaostrzono alerty bezpieczeństwa dla obiektów infrastruktury krytycznej.

A i jeszcze jedno: 10 września sekretarz generalny NATO Mark Rutte powiedział był: „NATO w pełni solidaryzuje się z Niemcami. Macie u boku 31 przyjaciół i sojuszników. Ostatnie wrogie działania Rosji są lekkomyślne, niebezpieczne i stanowią zagrożenie dla życia. Ale nie dajemy się zastraszyć…”.

Na szczęście nie było malowania kwiatów na znak protestu przeciwko rosyjskim prowokacjom. A gdy do takich prowokacji dochodzi, głównie w państwach wschodniej flanki NATO, to ze wszystkich stolic padają słowa o „solidarności NATO”, „eskalacji wojny hybrydowej” itd., itp.

Garda: Szczyt NATO w Ankarze – Portal Obronny
Portal Obronny SE Google News

Czy Zachodowi wolno straszyć Federację Rosyjską?

Gdyby to wojskowi byli osobami decyzyjnymi, to już parę dronów niewiadomego pochodzenia rozbiłoby się gdzieś w obwodzie kaliningradzkim (królewieckim – jak kto woli) i byłby jasny przekaz: my też potrafimy straszyć.

Cywilna kontrola nad wojskiem uniemożliwia jednak wojskowym samodzielne podejmowanie decyzji o znaczeniu wybiegającym poza granicę danego państwa. Poniekąd w tej mierze taka kontrola wydaje się być jak najbardziej na miejscu. Nie wiadomo, czy bez niej zachodni wojskowi nie stwierdziliby, że nie należy mówić, że pada deszcz, gdy… Wiadomo. Wydaje się, że niektórzy politycy starają się zastąpić generałów żądnych odwetu, nawet bardziej – że tak to określę – wyraziście, niż uczyniliby to radykalni wojskowi.

Po sieci krąży wypowiedź ministra obrony Estonii, której nie jest autorem, bo to prawdopodobnie należałoby przypisać albo jakimś rosyjskim trollom, albo może nawet specom z GRU od masowej dezinformacji.

Kto uwierzy, że estoński polityk mógł przechwalać się, twierdząc, że „Armia estońska jest zdolna do samodzielnej walki z Rosją. Jeśli przekroczycie granicę, zabijemy was wszystkich. Rosja musi się rozpaść na liczne niepodległe państwa”…

Kto w to uwierzy, że państwo, które ma kilkutysięczną armię i nie ma ani jednego samolotu, jest zdolne do realizacji tak idiotycznych deklaracji? Tylko naiwniacy, ale w tej mistyfikacji chodziło o to, by tacy uznali ministra obrony Estonii za idiotę.

Prawdziwym jest już wypowiedź, którą wygłosił 17 września podczas kongresu Yalta European Strategy w Kijowie nasz wicepremier i minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. Stwierdził wówczas, że:

„Jeśli Rosja zdecydowałaby się zaatakować NATO, to pokonalibyśmy ją bardzo szybko. Mamy gigantyczną przewagę, jeśli chodzi o lotnictwo, nawet jeśli do tego potencjału nie wliczymy sił amerykańskich. Jeśli Ukraina wyłączyła połowę rosyjskich rafinerii w ciągu sześciu miesięcy, to my wyłączylibyśmy drugą połowę w sześć tygodni”.

I po takim oświadczeniu rozgorzała w infosferze dyskusja. Jedni chwalili pana Sikorskiego, inni go krytykowali. Oczywiście Moskwa zbeształa naszego wicepremiera/ministra. Słynna Marija Zacharowa (rzecznikuje Ministerstwu Spraw Zagranicznych FR) obwieściła, że polski polityk zaprezentował tą wypowiedzią „rusofobię umysłu”.

W dyplomację nie bawił się doradca Władimira Putina, Nikołaj Patruszew, który to wyraził się następująco:

„Jeśli Polska podejmie działania militarne przeciwko Rosji, polskie państwo przestanie istnieć w ciągu dwóch do trzech dni…”.

Co tam Moskwa, również w części polskich kręgów politycznych uznano Sikorskiego za „podżegacza wojennego”. Czy słusznie?

Każdy ma prawo do własnej oceny, ale moja jest taka, że są to nieuprawnione oceny. Inna rzecz, czy wypowiedź Radosława Sikorskiego nie była zbyt buńczuczna (nie wnikając w szczegóły)? Tu można mieć wątpliwości, czy czasem nasz minister nie zagalopował się.

Jednak to, że jego wypowiedź w samej idei wydaje się jak najbardziej słuszna. Sikorski pokazał, przynajmniej w słowach, że nie można się dać zastraszyć (potencjalnemu) przeciwnikowi. To podstawowa zasada sztuk walki. A tym bardziej podstawowa geopolityki...

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki