Jakie jest prawdopodobieństwo, że Rosja odważy się testować jedność NATO?

Co jakiś czas w tzw. przestrzeni medialnej pojawiają się informacje, w których źródła wywiadowcze nie wykluczają jakiejś formy ataku w ograniczonej skali na państwa bałtyckie NATO, a nawet na Polskę. W trybie przypuszczającym mówi się nawet o wejściu Rosjan małymi oddziałami na terytorium państwa NATO-wskiego. Taka i mniej spektakularne prowokacje miałyby zweryfikować spójność Sojuszu i jego reakcję wypływającą z art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego (z 1949 r.): „Strony zgadzają się, że zbrojna napaść na jedną lub więcej z nich w Europie lub Ameryce Północnej będzie uznana za napaść przeciwko nim wszystkim…”.

Dłonie osoby trzymającej kartonowy transparent z czerwonym napisem STOP WAR. O zagrożeniu atakiem Rosji przeczytasz na SE Portal Obronny.
Autor: Canva.com

• Źródła wywiadowcze wskazują na możliwość testowania przez Rosję solidarności NATO poprzez ograniczone ataki, prowokacje graniczne lub cyberataki.

• Zmiana ocen wywiadowczych wynika z rosnącej presji wewnętrznej na Władimira Putina oraz konieczności odniesienia sukcesu polityczno-militarnego.

• Reakcja obronna NATO według ujawnionych planów ma obejmować natychmiastowe odparcie uderzeń powietrznych, wykorzystanie systemów bezzałogowych i AI w strefach walki oraz uderzenia w rosyjskie węzły logistyczne i bazy.

Putin znajduje się pod rosnącą presją wewnętrzną i potrzebuje sukcesu

W sierpniu już kilka razy pojawiły się materiały dotyczące – jak to określają analitycy oraz byli i czynni wojskowi – prawdopodobnego, ograniczonego rosyjskiego ataku na jedno z państw Sojuszu. 6 sierpnia dziennik „The Wall Street Journal”, powołując się na przedstawicieli rządu USA i amerykańskie agencje wywiadowcze, podał, że Władimir Putin mógłby wystawić na próbę jedność NATO. Źródła ani tym bardziej dziennik nie oszacowały stopnia prawdopodobieństwa zaistnienia takiej prowokacji.

„WSJ” napisał, że scenariusze obejmują cyberatak i rozmieszczenie niezidentyfikowanych grup zbrojnych w celu okupacji terytorium, a także ograniczoną inwazję na wschodnią flankę Sojuszu.

Agencje wywiadowcze weryfikują zatem wcześniejszą ocenę. Do tej pory zakładały, że Putin nie sprowokuje żadnego państwa NATO, dopóki prowadzi wojnę w Ukrainie. Ta ocena uległa zmianie na początku tego roku, jak poinformowali anonimowi urzędnicy amerykańscy w rozmowie z „WSJ”. W ich opinii Putin znajduje się pod rosnącą presją wewnętrzną i potrzebuje sukcesu. Obawa polega na tym, że im bardziej prezydent Rosji będzie osaczony, tym bardziej stanie się niebezpieczny. „WSJ” wystąpił m.in. do Departamentu Wojny USA o komentarz, ale urząd nie odpowiedział na prośbę dziennika.

Sprawę skomentował w sposób dyplomatyczny płk Martin O’Donnell, rzecznik NATO:

„Zawsze rozważamy i przygotowujemy się na szeroki zakres scenariuszy. NATO monitoruje sytuację i jesteśmy gotowi do odstraszania i obrony w razie potrzeby – co stale demonstrujemy”.

7 sierpnia „Die Welt” przytoczył opinię Heather Conley, ekspertki think-tanku American Enterprise Institute:

„Rosja zawsze miała na celu podważenie wiarygodności NATO i oddzielenie Stanów Zjednoczonych od ich sojuszników. Pytanie brzmi: jak Stany Zjednoczone zareagowałyby w takim przypadku?”.

Alfaber Millera - R jak Rosja
Garda: Szczyt NATO w Ankarze – Portal Obronny
Portal Obronny SE Google News

Reakcja NATO koncentrowałaby się na trzech kluczowych kierunkach

17 sierpnia niemiecki „Bild” po części odpowiedział na to pytanie, powołując się na analizy NATO-wskich planistów. Ewentualna reakcja koncentrowałaby się na trzech kluczowych kierunkach.

W pierwszej kolejności NATO musiałoby podjąć próbę jak najszybszego odparcia rosyjskich ataków powietrznych. Mogłoby to obejmować użycie myśliwców, systemów obrony powietrznej, pocisków rakietowych i dronów.

Następnie zostałyby wykorzystane systemy bezzałogowe. Wzdłuż szczególnie narażonych odcinków granicznych czujniki, drony i pojazdy bezzałogowe mogłyby zostać rozmieszczone w tzw. autonomicznych strefach walki. Priorytetem w tej fazie reakcji Sojuszu byłoby jak najszybsze wykrycie potencjalnych ruchów sił uczestniczących w prowokacji i możliwość reagowania na nie.

Plan uwzględnia użycie sztucznej inteligencji do wsparcia działań. Systemy mogłyby łączyć dane z dronów, czujników i satelitów, aby szybciej identyfikować cele i skrócić czas reakcji. Oznaczałoby to, że żołnierze NATO nie musieliby być rozmieszczani bezpośrednio na linii frontu. Jednak decyzja o podjęciu śmiercionośnej interwencji miałaby pozostać w gestii człowieka.

Trzeci cel w takiej hipotetycznej operacji NATO to zakłócenie dostaw i odparcie ataków Rosji. Wymagałoby to uderzeń w bazy wojskowe, linie zaopatrzenia i lotniska zlokalizowane w głębi Rosji…

Przypomnieć należy, że już znacznie wcześniej ujawniano wojskowe plany działania na wypadek, gdyby Rosja zechciała testować reakcję NATO taką czy inną prowokacją. W październiku 2024 r. wspomniany „Bild” informował o tym, że sztaby generalne Polski, Litwy, Łotwy i Estonii aktywnie pracują nad planem na wypadek prób rosyjskiej agresji. Informacje dziennik oparł na wystąpieniu doradcy prezydenta Litwy ds. bezpieczeństwa narodowego Kęstutisa Budrysa podczas konferencji Defending Baltics w Wilnie. Swoją opinię przedstawił w tym artykule m.in. naczelny dowódca Litewskich Sił Zbrojnych gen. Raimundas Vaikšnoras:

„Musimy być w stanie przeprowadzać natychmiast kontruderzenia sami, nie czekając na decyzje w niektórych stolicach NATO w kwestii tego, czy trzeba zastosować Artykuł 5.”...

Kilka zdań komentarza

Czy w 2024 r. możliwe było to, o czym gen. Vaikšnoras mówił „Bildowi”? A w roku 2026, kiedy to z lewa i prawa mówi się o możliwej prowokacji rosyjskiej w wymiarze większym niż wpuszczenie kilku dronów w przestrzeń powietrzną państw członkowskich NATO?

Rosja uważa, że to NATO sięgnie po instrument prowokacji. I taki przekaz wysyła w świat nie od wczoraj, ale odkąd trwa jej wojna z Ukrainą. Celem takich możliwych prowokacji (w przekazie moskiewskim również używany jest tryb przypuszczający) miałby być obwód kaliningradzki (po naszemu: królewiecki). Można założyć: jeśli Rosja zdecydowałaby się testować spójność NATO, to eksklawa jako pierwsza odczułaby skutki prowokacji wobec NATO.

Jak wielce są one prawdopodobne? Sądząc po wypowiedziach polityków, często bardzo alarmistycznych w tonie, prawdopodobieństwo jest niemałe. Dla wielu niezależnych ekspertów są to jednak scenariusze o niskim prawdopodobieństwie.

Takiego zdania jest Michael Kofman, uznany ekspert ds. rosyjskiej armii i analityk Carnegie Endowment for International Peace. Zaznacza jednak, że znawcy tematu nie ignorują nawet „scenariuszy o niskim prawdopodobieństwie”, pamiętając o wielu rażąco błędnych prognozach dotyczących wojny w Ukrainie.

Załóżmy jednak, że Rosja zdecydowałaby się na prowokację, która miałaby znamiona agresji na państwo będące członkiem NATO. Są dwie możliwości rozwoju sytuacji.

Pierwsza: nie ma żadnej kinetycznej odpowiedzi NATO, kończy się na dyplomatycznych protestach i działaniach przypominających mniej więcej to, do czego doszło w Europie jesienią 1938 r. Putin odnosi sukces. Pokazuje, że solidarność NATO istnieje tylko na papierze – ze wszelkimi tego konsekwencjami.

Druga: jest kinetyczna odpowiedź. Reakcja Rosji może być dwojaka. W pierwszym wariancie: na Kremlu dochodzą do wniosku, że jedność NATO to nie tylko zapis w dokumentach. Moskwa deeskaluje, wskazuje jakiegoś winnego samowoli skutkującej incydentem. W drugim wariancie jest całkiem na odwrót: skoro NATO niszczy bazy i węzły, Rosja decyduje się na symetryczną reakcję eskalacyjną.

Pytanie brzmi: czym by się to skończyło i jakie stanowisko zaprezentowałyby Chiny wobec rosyjskich prowokacji, reakcji NATO i kontrreakcji Moskwy? Zakładając, że w ogóle pozwoliły Putinowi na testowanie kondycji Sojuszu Północnoatlantyckiego...

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki